GRY
trwa inicjalizacja, prosze czekac...

czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział III - Story of my life



                W nocy miałem problemy ze snem. Co chwilę się przebudzałem. Było to spowodowane koszmarem, który spędził mi sen z powiek. Widziałem pod powiekami jakieś oficjalne, elegancie przyjęcie, na którym byli moi znajomi, praca, telewizja i rodzina Maddie. Wszyscy wydawali się być niezwykle szczęśliwi i zachwyceni tym, że są tam gdzie są. Na początku nic nie rozumiałem, obraz był jakby za mgłą. Po kilku chwilach zaczął się wyostrzać, a moi oczom ukazała się postać Liama, który pochylony był nad moją trumną. Obok niego stała Maddie. Płakała. Jako jedyna – płakała. Po chwili trumna z moim ciałem prysnęła, niczym bańka mydlana, a na jej miejscu pojawił się ksiądz wraz z ołtarzem, przed którym stała moja żona wraz z Paynem. Miała na sobie długa, lśniąca, białą suknię. Był to ich ślub. Wystraszyłem się, że ją straciłem już na dobre. Chciałem coś zrobić, zareagować, powiedzieć, że żyję i się nie zgadzam, jednak nie byłem w stanie. Nikt nie słyszał mojego krzyku, a ja sam zacząłem wznosić się w powietrze. Kiedy się ocknąłem, odruchowo podniosłem się do pozycji siedzącej, wziąłem kilka głębokich wdechów, przetarłem twarz, która cała była mokra od kropel zimnego potu skupionego głównie na moim czole. Nic nie rozumiałem. Co miał niby oznaczać ten sen? Umarłem? Umarłem w moim śnie? A ona mnie opuściła? Nie... coś pokręciłem. Przecież ona nie mogłaby ode mnie odejść. Ja jestem jej kluczem do kariery i luksusów, a ona moim. Maddie nie mogłaby mnie porzucić. Płakała nad moja trumną... jako jedna, jedyna. Dlaczego, skoro mnie nienawidzi? Co najdziwniejsze, to nie są fakt, że zobaczyłem moje ciało w trumnie mnie przeraził, tylko ten, że ona wybrała Liama, że go kocha. Było jasne, że tej nocy już nie zasnę. Podniosłem się z łóżka i zacząłem krzątać się po domu w poszukiwaniu czegokolwiek, co mogłoby ukoić moje nerwy. Zajrzałem więc co szklanego barku, w którym stała szkocka whisky. Bez dłuższego namysłu uniosłem wieczko bogato zdobionej, szklanej butelki i przechyliłem ją nalewając trochę trunku do niskiej szklanki. Miałem nadzieję, że choć trochę mnie uspokoi. Niepotrzebnie się łudziłem. Alkohol w niczym mi nie pomógł. Nadal towarzyszył mi dziwny niepokój i głośne kołatanie serca. Bałem się czegoś, tylko czego? Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Byłem roztrzęsiony. Poczułem, że muszę zajrzeć do pokoju Madeline. Chciałem się upewnić, że na pewno w nim jest, że tam po prostu jest i smacznie śpi. Bałem się, że mogę ją nie zastać. Pierwsza myśl, która napłynęła do mojej głowy w drodze do jej pokoju to ta, że pewnie wymknęła się do Liama i u niego nocuje. Ta perspektywa mnie przerażała.
                Kiedy w końcu znalazłem się pod jej drzwiami, zawahałem się, czy aby nie zapukać na nie, ale uznałem, że jeśli tam jest, to ją tylko niepotrzebnie obudzę i rozpęta się kolejna awantura. Postanowiłem więc nie ryzykować i po cichu się wemknąć do środka. Nacisnąłem więc złotą klamkę i cicho, na palcach wszedłem do wnętrza jej sypialni. Panował przyjemny dla oczu półmrok. Zasłony były do połowy zasłonięte, przez co gdzieniegdzie przedzierały się delikatne, pojedyncze promienie dopiero co wschodzącego słońca. Maddie spała grzecznie w swoim łóżku. Jej klatka piersiowa równomiernie unosiła się i opadała. Zauważyłem, że połowa jej kołdry zdążyła już wylądować na podłodze. Uznałem, że może jej być zimno, więc podszedłem do jej łóżka i uniosłem czerwoną, satynową pościel, po czym ostrożnie ją nią przykryłem. Wyglądała tak spokojnie. Kąciki jej ust były minimalnie uniesione ku górze na znak delikatnego uśmiechu. Pofalowane, blond włosy w kompletnym nieładzie opadły na twarz. Wyciągnąłem ku niej moją dłoń i delikatnie odgarnąłem je jej twarzy gładząc przy tym jej aksamitny policzek opuszkami palców. Nie mogłem się powstrzymać i zacząłem gładzić jej włosy. Stęskniłem się za tym widokiem. Już prawie zapomniałem jak słodko wygląda, kiedy śpi. Jest niczym mały, nieporadny, kochany aniołek, którego należy wziąć na noc w silne ramiona i otoczyć opieką. Dlaczego ja o tym zapomniałem? Zostawiłem ją na tak wiele nocy na własną rękę? Było tyle burz, wichur za oknem, miewała tyle koszmarów sennych, dlaczego zwyczajnie zapomniałem, że to ja powinienem stawić im czoła kładąc się obok niej, szczelnie zamykać ją w swoich ramionach, aby nic nigdy nie zagrażało jej bezpieczeństwu, aby była wystarczająco silna aby odpędzić złe sny? Jestem beznadziejnym mężem. Zawsze byłem. Pochyliłem się nad nią i skradłem pocałunek z jej delikatnych warg, następnie usiadłem na skraju jej łóżka i wpatrywałem się w nią, jak spokojnie i beztrosko oddycha. „Harry” - usłyszałem nagle jak wyszeptała przez sen. „Tak??” - zerwałem się z miejsca. Nic nie odpowiedziała. Spała, a ja w dalszym ciągu siedziałem przy jej boku gotów na to, by stać się strażnikiem jej bezpiecznego snu.
                Po blisko godzinie postanowiłem opuścić jej pokój. Nie chciałem, żeby wiedziała, że u niej byłem. Nie rozumiałaby dlaczego, zresztą ja sam nie wiem po co siedziałem u niej pół nocy.
Pamiętam, jak się poznaliśmy. Wszystko za sprawą Liama. Gdyby nie on, ona nigdy nie wtargnęłaby do mojego życia z takim impetem. Straciłem dla niej głowę. Oszalałem na jej punkcie. W momencie naszego pierwszego pocałunku pokochałem ją z całych sił, już na dobre. Od tamtego momentu – na zawsze. Ja nadal ją kocham mimo wszystko, tylko zapomniałem już, jak funkcjonuje miłość. Kariera i popularność mnie zgubiły. Ja zdradziłem Maddie już dużo, dużo wcześniej... zrobiłem to jeszcze zanim poszedłem do łóżka z Evą – moją sekretarką, a dokładnie sekretarką Paula. Ja zdradziłem Maddie już na początku, w pierwszych sekundach naszego związku... zdradziłem ją ze sławą. Nie umiałem się nigdy pogodzić z tym, że Madeline jest ambitna i umie coś osiągnąć w życiu, nie umiałem się cieszyć z jej sukcesów, krytykowałem ją, próbowałem ja odwieść od podpisywania kontraktów na pokazy mody, sesje, reklamówki dla Zary, H&M, Reserve i innych sieci sklepów odzieżowych. Byłem wściekły, kiedy to nią zainteresowały się media... świeże mięso w show biznesie – żona Stylesa. Temat na każdą okładkę. Ona zawsze próbowała mnie zrozumieć, bronić, uszczęśliwić, udowodnić mi, że kariera to tylko zbędna aprobata. Nie umiałem, a raczej nie chciałem słuchać. Ona zaczęła coś znaczyć w branży, każdy projektant mody się o nią bił, założyła własną organizację charytatywną dla sierot. Była specjalnym gościem w Buckingham i w Waszyngtonie. Osiągnęła na tyle dużo, aby moja duma mogła pomóc nienawiści w górowaniu nad miłością. Teraz widzę co zrobiłem źle. Żałuję. Na prawdę żałuję.

- Cześć. - powiedziała uśmiechnięta Maddie wchodząc do kuchni, gdzie właśnie popijałem kawę.
- Jak się spało? - zapytałem ni stąd ni zowąd.
- Interesuje cię to? - zdziwiła się.
- Tak. - odparłem.
- Dobrze, dziękuję. Powinnam zapytać jak spało się tobie? - usłyszałem.
- Powinnaś. - odłożyłem filiżankę na marmurowy blat stołu.
- Więc? Jak minęła noc? - zapytała nie spoglądając na mnie.
- Kiepsko. - westchnąłem.
- Domyślam się... w końcu spędziłeś ją sam, a nie z Evą. - uniosła lewą brew i sięgnęła po jedną z kanapek, które kilka chwil temu przygotowała dla nas kucharka.
- Jakbyś czytała w moich myślach. - na mojej twarzy pojawił się wymuszony uśmiech.
- Jedź do niej. Może jest już wolna. - rzuciła.
- Wolna? - spojrzałem na nią zdezorientowany.
- Miałam na myśli to, że może już wyszedł od niej poprzedni klient. Daj jej kilka minut czasu, żeby uporządkowała choć trochę swoją sypialnię. Nawet dziwka ma jakiś grafik. - zaśmiała się szyderczo.
- Nie waż się o niej tak mówić! Słyszysz?! - uniosłem ton głosu i uderzyłem pięścią w stół.
- Czyżbym cię uraziła? - ponownie uniosła lewa brew.
- Jesteś dużo milsza kiedy śpisz. - odparłem.
- Kiedy śpię? - zdziwiła się. - Pamiętasz jeszcze jaka jestem kiedy śpię? - skierowała na mnie swój podejrzliwy wzrok.
- Pamiętam dużo więcej niż ci się wydaje Maddie.
- To zapomnij. - wzruszyła ramionami.
- Nie chcę. Jakby nie było jesteś moją żoną.
- Tylko na papierze.
- Przed Bogiem też. - zaznaczyłem.
- Teraz o tym myślisz? Przykro mi, ale było o tym myśleć zanim zacząłeś się pieprzyć z tą dziwką.
- Mówiłem już, nie nazywaj jej tak!
- A jak mam ją nazywać?! - Maddie wstała od stołu - Zabrała mi wszystko! Kochającego męża, szczecie, wiarę w siebie!
- Niczego ci nie zabrała! Sama z tego zrezygnowałaś! - stanąłem naprzeciwko niej.
- Ja zrezygnowałam?! To ty zawsze byłeś przeciwny temu, żebym cokolwiek osiągnęła w życiu. Byłeś zły i zresztą nadal jesteś, kiedy nie ma cię na okładce... Bo to przecie ty jesteś gwiazdą! Wielki, wspaniały Harry Styles! - uderzyła mnie z pięści w ramię.
- Czy ty mnie właśnie uderzyłaś? - zdziwiłem się – To nie prawda, że byłem przeciwny. Zawsze chciałem żebyś zaszła daleko, ale czy ty nie widziałaś co się działo?! To ty była numerem jeden, a ja pozostałem w cieniu! Menadżer, fani, producenci – oni wszyscy zawsze naciskali na mnie, żebym był numerem jeden. Ty nie wiesz jak to jest robić coś żeby zadowolić innych!
- Po pierwsze nie pieprz, że fani wymagają od ciebie, żebyś zawsze był na podium! Oni kochają cię za to jaki jesteś i że ci na nich zależy, tak jak ja kiedyś... Po drugie nie wmawiaj mi, że do twojego romansu z tą szmatą cię ktokolwiek, kiedykolwiek zmuszał!
- Potrzebowałem ciepła!
- Ciepła?! Nie ciepła, tylko niezobowiązującego romansu. Tak samo było ze mną! Nigdy mnie nie kochałeś, byłeś jedynie zauroczony i teraz musisz się męczyć. Ty nie nadajesz się do poważnego związku! - Po tych słowach nie wytrzymałem... zamachnąłem się. - No i co? Uderzysz mnie? Znowu? - zapytała chwytając mnie w ostatnim momencie za nadgarstek.
- Przepraszam – wyszeptałem.
- Zawsze tylko przepraszasz, a ja mam ci to wszystko wybaczać? - zapytała. Straciłem nad sobą już do reszty kontrolę i z całych sił przyciągnąłem ją do siebie i namiętnie pocałowałem jej usta. Na początku starała się mnie odepchnąć, ale po chwili zaczęła oddawać każdy z moich pocałunków.
- Nie chcę, żebyś cierpiała. - wyszeptałem, kiedy nasze wargi się rozłączyły.
- To mnie nie rań. - odparła gładząc mnie po włosach. - Ja nie chcę takiego życia. Nie chcę być z tobą w taki sposób. Nie kiedy ona mi cię zabiera, kiedy cały świat patrzy nam na ręce, kiedy nie mam pewności, czy całujesz mnie bo nadal mnie kochasz, czy zwyczajnie potrzebujesz seksu. - w kącikach jej oczu zaczęły gromadzić się łzy. Jedna z nich spłynęła wzdłuż jej policzka, po czym otarłem go kciukiem.
- Kocham. - wyszeptałem. - Zawsze kochałem i zawsze już będę. -zapewniłem ją. - Nie chcę nikogo innego. Eva to był błąd, w który nie powinienem był się pakować. Kiedy poczułem, że Liam mógłby mi cię odebrać i zostałbym sam, bez ciebie, twojego zapachu, uśmiechu, porozrzucanych wszędzie kosmetyków, be naszych awantur, nie umiałbym żyć. - rozkleiłem się. Niczym totalny mięczak.
- Bez awantur? - zdziwiła się.
- One nas określają. Przynajmniej się nie nudzimy. - na jej twarzy pojawił się słodki, promienny uśmiech.
- Kocham cię. - wyszeptała i delikatnie złączyła nasze usta. Zrobiła to nieco niepewnie. Bała się, że mogę ją odtrącić. Nie tym razem.
- Ja ciebie też. - odparłem i pogłębiłem nasz pocałunek, który przerodził się w walkę namiętności. Potrzebowaliśmy się. Zacząłem błądzić dłońmi po jej plecach, unosząc powoli jej koszulę nocną, a ona zdjęła ze mnie szlafrok, przez co stałem przed nią w samych bokserkach. Szybko przenieśliśmy się do sypialni. Niemalże zapomniałem jak wybornie smakuje i pachnie jej ciało. Jest taka delikatna, zmysłowa i jednocześnie drapieżna. Czułem, jakbym dotykał ją po raz pierwszy. Składałem ogniste pocałunki na jej szyi, którą oznaczyłem malinką, aby udowodnić światu, że jest tylko moja. Maddie zaciskała paznokcie na moich plecach. Czułem, jak rośnie jej podniecenie. Zerwałem z niej zbędne części bielizny i zacząłem drażnić pozostałe części jej ciała. Z jej ust wymykały się pojedyncze jęki i westchnienia. Moja dłoń zaczęła błądzić w stronę jej kobiecości, na co Madeline nie pozostała mi dłużna i zdjęła moje bokserki. Nasze ciała zdawały się tańczyć w jednym, tym samym, tylko nam znanym rytmie. To był najwspanialszy poranek mojego życia. Wszystko za sprawą niej. Nikt nigdy nie dotykał mnie w taki sposób jak ona. Jest idealna w każdym calu. Jest cała moja i nigdy z nikim się nią nie podzielę. Jak mogłem wytrzymać blisko rok bez jej dotyku? Nonsens.

              Leżeliśmy wtuleni w siebie na dużym, małżeńskim łożu. Maddie gładziła opuszkami palców moją rękę, która szczelnie oplatała jej ciało.
- O czym myślisz kochanie? - zapytałem, kiedy zauważyłem, że wpatruje się w okno.
- O tym, czy jutro też wszystko będzie takie piękne. - odparła, a ja musnąłem czule wargami jej ramię.
- Wszystko zależy od nas. - uśmiechnąłem się.
- Brakowało mi cię. Wiesz? Byłeś tu, ale jakby cię nie było... - westchnęła.
- Wiem. Przepraszam. - pogładziłem jej włosy.
- Nie przepraszaj... po prostu nie zawiedź mnie już. Proszę. - uniosła głowę i spojrzała w moje oczy. Widziałem w nich pełno nadziei.
- Nie zawiodę. Nigdy. - obiecałem i złączyłem nasze usta.

***Maddie***



                Dlaczego nie mogliśmy żyć w ten sposób już wcześniej? Straciliśmy tyle czasu, nerwów, energii. Byliśmy o włos od zniszczenia się nawzajem. Wszystko rozegraliśmy w zły sposób. Ciężko było mi się pogodzić z niektórymi wyborami Harrego zarówno wtedy, jak i teraz. Nie umiałam się pogodzić z tym, że zdradził mnie z Evą. To bolało. Nadal boli. Wiem, że jeszcze przedwczoraj był u niej. Powiedział, że ona była błędem... a co jeśli jutro zmieni zdanie w tym temacie i za nią zatęskni? Co jeśli postanowi do niej wrócić? Nie przeżyję kolejny raz takiego rozczarowania i upokorzenia. Jeśli ponownie wybierze ją, ja usunę się na bok. Wystąpię o rozwód. Nie mogę dłużej marnować życia. Mam je tylko jedno i czas w końcu przejąć ster swojego losu. Harry będzie musiał się wyprowadzić, oddać mi większą część swojego majątku i zapomnieć o moim istnieniu. Rozwód swoja drogą będzie na jego korzyść – każda czołówka będzie jego, a ze mnie media zrobią zimną sukę. Jak zawsze. Styles jest święty – dla wszystkich. Jest niesamowitym, zapatrzonym w siebie bałwanem, ale go kocham i tych uczuć nie zmieni czas ani żadna z jego zdrad. Jeśli tym razem mnie zawiedzie, to wiem, że jestem wystarczająco silna, aby móc zacząć żyć i kochać go na odległość, w samotności. 

- Kochanie, twój telefon dzwoni. - krzyknął Styles z salonu, kiedy ja byłam w toalecie.
- Już idę. - odparłam zakładając na siebie kwiecistą sukienkę i zeszłam na dół. - Kto to? - zapytałam podnosząc telefon ze stołu.
- Nie wiem. Nie sprawdzałem. - odparł z lekkim uśmiechem.
- Nie ważne. - wzruszyłam ramionami i usiadłam na jego kolanach na skórzanej kanapie. - Jeśli to coś pilnego, to zadzwoni jeszcze raz. - uśmiechnęłam się promiennie, a Harry mocno mnie do siebie przytulił.
- Mam ochotę cię schrupać. - wymruczał do mojego ucha.
- Harry... też masz takie wrażenie, że to co się tu dzieje jest dziwne? - zapytałam.
- O czym mówisz? - zaniepokoił się.
- O tym, że my... normalnie rozmawiamy... mało tego... powiedzieliśmy sobie, że się kochamy. - wyjaśniłam.
- To chyba normalne w małżeństwie. - zirytował się trochę.
- Nie w naszym. Nie uważasz? - ciągnęłam dalej temat.
- Maddie, znowu chcesz się zacząć ze mną kłócić na nowo? Aż tak bardzo nie możesz bez tego żyć? - zapytał puszczając mnie.
- Nie. Ja tylko chcę ci w delikatny sposób powiedzieć, że musimy się nauczyć żyć razem na nowo, bo nie wiem jak ty, ale ja czuję się obco w tej sytuacji. Dobrze, ale obco. Musze się na nowo do ciebie przyzwyczaić. - wygłosiłam mój monolog, a on pocałował mnie z zaskoczenia.
- Wiem co masz na myśli. - wyszeptał do mojego ucha. W tym też momencie zaczął dzwonić telefon. - Odbierz, może to coś ważnego. - powiedział.
- Myślisz? - westchnęłam. - No dobra... - dodałam i ociężale sięgnęłam po telefon. Kiedy zobaczyłam na wyświetlaczu kto dzwoni, zamarłam. - Harry, przepraszam, ale muszę wyjść.
- Nie chcesz rozmawiać przy mnie?
- To nie tak... będę się czuła niezręcznie, bo to dość nietypowa sprawa. - wyjaśniłam i szybko wyszłam.
Udałam się do mojego pokoju, gdzie zamknęłam za sobą drzwi i oddzwoniłam do osoby, która dwukrotnie próbowała się ze mną skontaktować.
- Co tym razem Liam? - zapytałam dość oschle.
- Spotkajmy się. - poprosił.
- Nie chcę. Wybacz. - odparłam.
- Jestem pod twoim domem, przy fontannie. Proszę chodź tu. Nie odejdę aż dopóki z tobą nie porozmawiam. Mogę tu nawet siedzieć do rana.
- Liam...
- Proszę. - usłyszałam jego błagalny ton.
- Zaraz będę. - odparłam.
Wzięłam głęboki wdech i wolnym, niepewnym krokiem ruszyłam w stronę drzwi. Nie chciałam, żeby Harry się dowiedział, więc musiałam przemknąć do wyjścia z domu niezauważona. To nie było łatwe, bo jest niezwykle czujną osobą, ale w końcu mi się udało.


***Harry***
              Nie rozumiem, dlaczego nie chciała rozmawiać przy mnie. Przecież, teraz, kiedy na nowo jesteśmy razem nie powinna wychodzić z telefonem. Okay, ma swoją prywatność i mi guzik do tego, ale przecież może mi zaufać. Nie chciałem wywoływać kolejnej awantury, ale jestem pewien, że dzwonił nie kto inny jak Liam. Co on znowu od niej chce? Przecież powiedziała mu, że to mnie kocha. Payne jest zdesperowany. Wczoraj próbował wmówić jej, że nigdy nie powiem jej, że ją kocham i że umrę tracąc ją. Jest moim przyjacielem i go kocham, ale nie pozwolę mu kręcić się obok mojej żony. Nie jestem głupi. Widziałem jak Maddie przed sekundą wymknęła się z domu. Chciałbym móc jej ufać... Bez dłuższego namysłu ruszyłem za nią. Udała się tam, gdzie poprzednim razem – pod fontannę. On tam już na nią czekał. Jakie cudowne, romantyczne miejsce na schadzki kochanków. Stanąłem za jednym z pomników, który całkowicie mnie zasłaniał.
- Chciałeś porozmawiać... - powiedziała podchodząc do niej. Gdy ja ujrzał nagle się rozpromienił.
- Wyglądasz zjawiskowo... jak zawsze zresztą. - odparł chwytając jej dłoń. - Dziękuję, że przyszłaś.
- Liam, powiedz mi, o czym chciałeś ze mną porozmawiać. - poprosiła.
- O nas.
- Nie ma nas. Sam dobrze wiesz. Nigdy nie było. - wyjaśniła.
- Kocham cię. Nie jestem wstanie funkcjonować wiedząc, że jesteś tu teraz z nim. Daj mi szansę, a udowodnię ci, że mogę cię uczynić najszczęśliwsza kobieta na tym świecie. Błagam. Jesteś moim wszystkim. W nosie mam zespół, fanów, pieniądze, wywiady. Ty jesteś wszystkim, czego mi potrzeba. - przyciągnął ja do siebie z całych sił i niespodziewanie wpił się w jej usta. Maddie na początku próbowała go odepchnąć, jednak nie pozwolił jej na to. Uległa mu, a ich pocałunek zaczął się pogłębiać. Nie mogłem na to patrzeć. Zacząłem popadać w furię. Nie wiem nawet, kiedy zdążyłem wyskoczyć zza tego posągu i podbiec do nich.
- No proszę, proszę! Co za piękne przedstawienie! - krzyknąłem przez co ich wargi się rozłączyły.

To be continued. 



Dziękuję wszystkim, którzy tu zaglądają :). Niedługo licznik odwiedzin przekroczy 5K :D Jest co świętować, bo zakładając tego bloga obstawiałam, że 100 wyświetleń to będzie max :) Mam dla Was niespodziankę, ale to dopiero wtedy, kiedy będzie 5K :D czyli myślę, że niebawem ♥
Każdy kom = uśmiech na mojej twarzy ♥ 

sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział II - Story of my life



                   Pewna polska pisarka powiedziała kiedyś "Cierpienie należy do życia. Jeśli cierpisz, znaczy, że żyjesz. Pogódź się z tym mała dziewczynko." Miała rację? Cierpienie tylko określa mój stan metafizyczny? A co jeśli to właśnie ono mnie zabija? Cierpię żyjąc moim życiem. Cierpię widząc go pałętającego się po domu, patrzącego na mnie wzrokiem pełnym nienawiści i pogardy, wypowiadającego tak wiele gorzkich słów, które mają ugodzić moje serce. Udaje się mu mnie niszczyć w tak piękny, prostolinijny i bezwstydny sposób. Wiem, że ja także nie pozostaję mu dłużna. Działam w akcie samoobrony. Staram się ochronić resztki mojej godności oraz dumy, która została dzięki niemu poważnie poszkodowana. Gdyby on tylko chciał odbudować coś miedzy nami, to przysięgam, że zaangażowałabym się w to z całych sił. Zawalczyłabym o naszą zastygłą miłość, wiedząc, że ten pojedynek miałby sens. Wciąż pamiętam jacy byliśmy kiedyś. Nie potrzebowaliśmy tego całego szumu wokół nas. Woleliśmy wyrwać się choć na kilka chwil z uścisków sławy, aby spędzić ze sobą intensywnie czas. Dawniej nie liczył się majątek, rozgłos, willa z basenem i prywatnym parkiem, jacht, odrzutowiec czy szybkie samochody bezczynnie zajmujące powierzchnię garażu. Wystarczył nam niewielki pokoik, denna komedia romantyczna, miska chipsów oraz ciepły koc pod którym siedzieliśmy wtuleni jeden w drugiego. Tak chciałam żyć już zawsze. Z dala od tego całego zgiełku i zamieszania jakie się rodziło ilekroć widziano nas razem na Londyńskiej ulicy. Zawsze w mgnieniu oka zbiegało się morze fanów, zarówno jego jak i moich, setki wścibskich paparazzich oraz hejterów. Mieliśmy trudności, aby przebić się do naszego samochodu. Normalne życie pozostało w tyle. Gdyby nie Harry nie zaszłabym tak wysoko. Fakt, już przed naszym poznaniem budziłam sensację wśród mediów, ale nigdy nie wywoływałam takiego szału i pisku wielbicieli. Od momentu związania się z Harrym moja kariera nabrała tępa. Stałam się kimś. Styles został w moim cieniu, co źle na niego wpływało i było powodem naszych sprzeczek, a co za tym szło, rodzącej się nienawiści. Nie minął rok od ślubu, a my już nie mogliśmy na siebie patrzeć. Kochaliśmy się, jednak trudno nam było tolerować się nawzajem. Harry zaczął szukać pocieszenia wśród swoich asystentek, a ja w alkoholu. Nie byłam wcale rozczarowana, kiedy dowiedziałam się o jego kochance. Miałam tę przyjemność, aby stanąć z nią twarzą w twarz. Eva Virgo - moja następczyni. Jest zwykłą sekretarką, dlatego też Styles się z nią związał, ona nie zaszkodzi jego karierze i popularności. Świat nie może się dowiedzieć o jego romansie. Styles nie jest głupi, dobrze wie, że jeśli odejdę, a ona postanowi poinformować świat o ich bliższej znajomości, to będzie skończony.

                  Zgodnie z planem zaczęłam się przygotowywać do czerwonego dywanu. Moja asystentka przywiozła mi zamówioną specjalnie na ten dzień suknię od Rag & Bone wartą ponad sześćdziesiąt tysięcy funtów. Prywatna kosmetyczka oraz fryzjer odprawiali nade mną rytuały, a stylista dobierał dodatki. Harry chciał, żebym wyglądała zjawiskowo. Nasze stroje zawsze muszą się uzupełniać. One Direction ma kilka nominacji, więc podejrzewam, że to będzie wieczór Harrego. Bardzo mu zależy na wygranej, a ja muszę przyznać, że zasłużył na nią. Oni wszyscy zasłużyli. Może i Styles jest beznadziejnym mężem, ale jako idol sprawdza się w stu procentach. On na prawdę kocha swoich fanów i wie, ile im zawdzięcza. Pod tym względem nie mogę go bezkarnie krytykować.
                  Gala rozpoczyna się o 21, a czerwony dywan o 20.30. To będzie nasze 30 minut - 30 minut udawania. Zostało nam tylko kilka minut do odjazdu limuzyny. W końcu znalazł się Styles, nie widziałam go przez cały dzień. Towarzyszyli mu chłopaki z zespołu oraz ich partnerki. Wszyscy wyglądali jak milion dolców.
- Jesteś gotowa? - zapytał Styles nawet na mnie nie spoglądając.
- Tak. Jestem. - przytaknęłam i pozwoliłam Niallowi wziąć się pod rękę.
- Wyglądasz absolutnie nieziemsko. - odezwał się Irlandczyk, kiedy szofer otworzył nam drzwi do limuzyny.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się serdecznie. - Ty również świetnie wyglądasz. Już słyszę ten pisk dziewczyn na twój widok. - dodałam.
- One zawsze piszczą, nawet jeśli jestem w dresie. - zaśmiał się wsiadając po mnie do limuzyny. Zaraz za nami wsiedli Louis, Eleanor, Harry, Zayn, Perrie oraz Liam.
- Denerwujecie się? - zapytałam.
- Trochę. - odezwał się Tomlinson. - Ale przeczuwam, że wszystkie nagrody będą nasze. - dodał z dumą.
- No chyba, że Little Mix nas pobiją. - wtrącił się Zayn puszczając oczko do swojej żony, na co ona dała mu szybkiego całusa w policzek. Jeśli mam być szczera, to ta dwójka dla mnie tworzyła parę idealną. Od samego początku, aż do teraz są w sobie równie mocno zakochani. Nie dbają o popularność, która zgubiła mnie oraz Stylesa. Cieszą się swoją obecnością i zadowalają sobą, jakby nie było jutra.
- Wszystko możliwe. - dodał Liam.
              Harry całą drogę na galę milczał. Unikał kontaktu wzrokowego z kimkolwiek. Wpatrywał się bezustannie w miasto za szybą samochodu i myślał nad czymś intensywnie. Ocknął się dopiero wtedy, kiedy limuzyna się zatrzymała pod czerwonym dywanem. Wszyscy zdążyli już wysiąść, w pojeździe zostałam tylko ja i on.
- Idziemy? - zapytałam spoglądając na niego. Kiwnął twierdząco głową.
              Szofer pomógł nam obojgu opuścić pojazd. Kiedy wyszliśmy, oboje zostaliśmy oślepieni blaskiem fleszy, oraz ogłuszeni piskiem fanów znajdujących się gdzieś na uboczu tego całego wydarzenia. Kurczowo złapałam się dłoni Stylesa, który poprowadził mnie do jednego z prezenterów MTV. Kobieta przywitała się z nami, po czym kazała skierować kamerę na nas.
- Nie mogło was zabraknąć na gali wręczenia nagród Brit Awards. Madeline stresujesz się tymi wszystkimi nominacjami Harrego? - zwróciła się do mnie.
- Oczywiście. Zarówno Harry jak i całe One Direction ciężko pracowali nad ostatnim albumem, więc bezsprzecznie zasługują na wygraną. Jednak ich konkurencja tego roku jest duża. Muszą się zmierzyć z The Vamps, The Wanted, Adele, Lorde. Mimo to uważam, że sobie poradzą. Wierze w nich i dopinguję z całego serca. - odparłam.
- A co z tobą panie Styles. Jest trema?
- Minimalna. - zaśmiał się. - Ciężko pracowaliśmy nad albumem i wiemy, że odwaliliśmy kawał dobrej roboty, więc spodziewamy się samych pozytywnych niespodzianek tego wieczoru. - uśmiechnął się szeroko.
- A co z wami? Nadal wielka miłość? Uwierzcie mi, że teraz wszystkie fanki modlą się do telewizorów. - zaśmiała się reporterka.
- Oczywiście. - potwierdził Harry obejmując mnie w pasie, na co ja odpowiedziałam mu szerokim uśmiechem. - Nie wyobrażam sobie żadnej innej kobiety u mojego boku. - dodał po czym znienacka musnął moje wargi. Nie musiał czekać długo na moją odpowiedź na jego pocałunek. Odwzajemniłam go ze zdwojoną namiętnością.
- Może czasami zdarzają nam się małe nieporozumienia, ale oboje wiemy, że bez siebie nie znaczymy nic. Bywają trudne momenty, ale kocham Harrego zarówno w tych dobrych jak i złych chwilach. Zawsze będę go już kochać. - powiedziałam patrząc w jego oczy. Przez moment chyba sama uwierzyłam w moje własne słowa.
- Ja ciebie też. - uśmiechnął się delikatnie i złożył na moich ustach, delikatny, pełen uczuć pocałunek. Nie wiem dlaczego, ale w tamtym momencie zapragnęłam, żeby to wyznanie było prawdziwe.
                   Po chwili nasz wywiad się skończył i oboje weszliśmy na podest, aby zrobić kilka poz dla fotografów. Wtedy Harry wyszeptał do mojego ucha - "Jesteś piękna i cudownie dzisiaj wyglądasz. Przepraszam, że nie powiedziałem ci tego wcześniej." - te słowa zupełnie zbiły mnie z tropu. Od kiedy on prawi mi bezinteresowne komplementy? To się jemu nie zdarza. Czyżby chwila zapomnienia? Odpowiedziałam mu bladym uśmiechem i zapozowałam do kolejnego zdjęcia. Po chwili udaliśmy się do wielkiej hali zbudowanej specjalnie ze względu na galę. Zajęliśmy nasze miejsca przy stoliku obok reszty zespołu. Niall objął mnie ramieniem, po czym spotkał się z gniewnym spojrzeniem Harrego i Liama. Obojgu nie spodobało się to, że mnie dotknął. Przeczuwam, że po powrocie do domu zostanę ukarana za to, że pozwoliłam sobie zrobić zdjęcie z Horanem. Harry ciężko znosił sytuacje, w których to reszta chłopaków była w centrum uwagi.
***Harry***

                   Nie jestem zazdrosny o Madeline, jednak uważam, że nie powinna się do tego stopnia szczerzyć do reszty zespołu. Jest moją żoną. Powinniśmy na każdej fotografii być uchwyceni razem w romantycznych uniesieniach, a nie obok siebie, patrząc się w zupełnie inne strony. Media muszą widzieć, że się kochamy. Oboje jesteśmy dobrymi aktorami, więc w czym problem?
Kiedy doszło do momentu kulminacyjnego gali, czyli ogłoszenia laureatów, Maddie chwyciła mnie za dłoń. Nie ukrywam, że ułatwiło mi to trochę ukoić nerwy w oczekiwaniu na wyniki. Kiedy trzykrotnie padła nazwa „One Direction” oraz dwukrotnie nazwisko „Styles” ogarnęła mnie duma, do której jak najbardziej miałem prawo. Podniosłem się z krzesła i w pośpiechu pobiegłem po nagrody. Nachyliłem się nad mikrofonem i postanowiłem powiedzieć kilka słów, aby uczynić dzisiejszy wieczór jeszcze bardziej wyjątkowym.

„Prawdę mówiąc nie przygotowałem sobie żadnej przemowy. Słysząc tu tylu przedmówców, którzy wszystko dobrali tak wspaniale w słowa, pragnę tylko powiedzieć, że ten wieczór należy do was Directioners. To dzięki wam tutaj dzisiaj jestem i trzymam w dłoniach te nagrody. To wasza zasługa, więc wyjdźcie gdzieś dzisiaj, zabawcie się. Zasłużyliście na to. Chcę też podziękować reszcie chłopaków oraz mojej żonie. Bez względu na wszystko zawsze jest przy mnie i mnie wspiera. Nigdy nie będę w stanie się jej za to odwdzięczyć. Dziękuję. Dobranoc.” - wygłosiłem swój monolog, po czym pomachałem do kamery i wróciłem do stolika, gdzie czekała mnie uśmiechnięta Maddie. Bez dłuższego zastanowienia musnąłem jej wargi.
- Zasłużyłeś na te nagrody. - wyszeptała i pogładziła mnie po włosach.
- Dziękuję, że jesteś przy mnie. - powiedziałem nagle łamiącym się głosem i przytuliłem ją z całych sił. Nie zważałem na kilkadziesiąt tysięcy funtów, które mamy oboje na sobie tego wieczoru, jedyne o czym myślałem to, to, żeby dostatecznie mocno zacisnąć powieki, aby nie wydostała się spod nich żadna łza. Nie rozumiałem samego siebie. Dlaczego nagle byłem zdolny do płaczu, skoro nic takiego się wtedy nie stało? Gala jak gala. Kilka nagród, zdjęć, wywiadów i after party. Nic wielkiego.

- Okay. - odparła tylko, po czym odsunęła ode mnie na bezpieczną odległość.

                   Po gali wszyscy razem udaliśmy się na małe after party. Nie byłem w zbyt dobrym humorze. Nikt chyba oprócz Nialla tego nawet nie zauważył. Mogłem się spodziewać, że tak będzie. Maddie ma mnie głęboko gdzieś, Zayn i Lou zajęci są swoimi dziewczynami, a Liam uganianiem się za moją żoną. Co on w ogóle w niej widzi? Przecież to zwykła egocentryczka skupiona na swojej karierze. Jest idiotą jeśli myśli, że ona byłaby w stanie zrezygnować ze mnie dla niego. Mam nad nią pełną kontrolę. Ten fakt mi w zupełności odpowiada. Im mocniej jej nienawidzę, tym bliżej siebie chcę ją mieć. Dzisiaj już zupełnie zacząłem tracić zmysły. Nie wiem, czy to za sprawą jej perfum, stroju czy alkoholu, ale chciałbym, abyśmy po powrocie do willi mogli pójść razem do ogrodu, usiąść na huśtawce w świetle księżyca, wtulić się jeden w drugiego i porozmawiać tak jak umieliśmy to robić kiedyś. Takich momentów czasem mi brakuje. Do tego jednak nie dojdzie, bo ona mi nie ufa i wie, że za każdym moim komplementem czy bezinteresownym uczynkiem kryje się wielki podstęp, który ją niemiłosiernie zrani. Nie tym razem.
                   Kiedy oddaliłem się od stolika, aby porozmawiać z organizatorem bankietu, zauważyłem kątem oka, jak Liam ciągnie gdzieś za sobą Maddy. Co on do cholery kombinuje?! Wkurzyłem się, przecież byle kto mógł im zrobić zdjęcie i wybuchnąłby skandal na skalę światową zatytułowany „Żona Stylesa ma romans z jego przyjacielem”. Najgorsze jest to, że media mogłyby mieć rację.
Postanowiłem pójść za nimi. Jeżeli ich coś łączy, to chcę to okryć nim ubiegną mnie brukowce. Przeprosiłem więc grzecznie Pana McPaul'a i udałem się w ich kierunku. Chciałem, aby moje ruchy wyglądały naturalnie, nie mogłem dać po sobie poznać, że jestem zaniepokojony czymkolwiek. Szybkim krokiem pokonałem całą salę i udałem się do ciemnego pomieszczenia do którego oboje skręcili. Najprawdopodobniej był to jakiś składzik czy kantorek w którym trzymane były obrusy, krzesła i tym podobne rzeczy. Stanąłem pod drzwiami i zajrzałem przez dziurkę od klucza do środka. Po chwili rozbłysnęło w środku światło, które mnie oślepiło. Madeline stała ze skrzyżowanymi na klatce piersiowej rękami naprzeciw Liama, który opierał się o blat stolika.
- Po co mnie tu przyprowadziłeś? - zapytała nagle. Payne wdał się w stan lekkiego zadumania. - Odpowiesz? - słysząc ponownie barwę jego głosu, wyrwał się z zamyślenia i skoncentrował swoje spojrzenie na jej sylwetce.
- Musimy porozmawiać, nie uważasz? - odparł pytaniem na pytanie.
- Akurat teraz i tu? Jakbyś nie mógł po prostu przyjechać do mojego domu... - zaczęła. - Musze wracać, bo Harry...
- Widzę, jak się z nim męczysz. - stwierdził przerywając jej w połowie zdania.
- O czym ty mówisz? - zapytała zdezorientowana.
- O tym, że ty masz go już dość! Widzę co się dzieje i nie podoba mi się to, jak on cię traktuje. Dajesz mu sobą pomiatać! Nie wolno ci!
- Proszę, przestań.... - wyszeptała spuszczając swój wzrok na podłogę.
- Maddie... nie mogę patrzeć, jak cierpisz. Nic nie mówiłem, nie wtrącałem się, bo jesteś moją przyjaciółką, ale nie mogę już tak dłużej. Odejdź od niego i zacznij żyć swoim życiem. Pamiętam, jak cię pierwszy raz ujrzałem. Byłaś pewna siebie, wesoła, pełna życia. On ci to wszystko odebrał. Miałaś w sobie ogień, którego każdy się bał i szanował go. Zmieniłaś się i przykro mi, że nie mogę powiedzieć, że na lepsze. - zbliżył się do niej i pogładził ją po włosach.
- Jak śmiesz?! - krzyknęła. - Nie masz prawa mówić, czy mam z nim dalej żyć, czy odejść! To nie twoja sprawa!
- Moja! Bo cię kocham! - wywrzeszczał chwytając jej dłoń.
- Nie chcę tego słuchać... - wyszeptała odtrącając go do tyłu.
- Zawsze cię kochałem. Od początku. Od pierwszego dnia. Kochałem w tobie wszystko. Kochałem cię w każdym momencie. Kochałem cię, kiedy poznałaś Harrego, kochałem cię, kiedy powiedziałaś „tak” przed ołtarzem, kochałem cię, kiedy twoja gwiazda rozbłysnęła. Kochałem cię wczoraj i kocham dzisiaj. Zawsze już będę. - mówiąc to po jego policzku płynęła łza.
- Nie utrudniaj już tego bardziej. Proszę cię. - Maddie nie wytrzymała i popłakała się.
- Co od niego dostałaś oprócz upokorzeń i bólu? Czy kiedykolwiek powiedział ci, że umrze, kiedy ty umrzesz? Czy powiedział ci dzisiaj, że cię kocha? Nie! I nie powie! Woli swoją kochankę! Dlaczego ty jesteś taka ślepa?!
- Nie masz prawa tak mówić! - zirytowała się.
- Mam prawo! Powiedz mi, że się mylę, a dam ci spokój. - chwycił szczelnie jej dłonie.
- Mylisz się. - wyszeptała łamiącym się głosem.
- Kochasz go? - spojrzał głęboko w jej oczy.
- Od zawsze. - odparł, po czym odepchnęła go ponownie i zbliżyła się w stronę drzwi.
                   Spanikowałem. Nie chciałem, by mnie zobaczyła, więc schowałem się w toalecie, która znajdowała się za drzwiami obok. Towarzyszyły mi mieszane uczucia. Miałem ochotę zabić Liama za to, co się tam przed momentem wydarzyło, a z drugiej strony czułem się podle i było mi go żal. W końcu jest moim przyjacielem. To nie jego wina, że się zakochał. Serce nie sługa... Maddie powiedziała, że mnie nadal kocha. Z jednej strony ucieszyła mnie ta wiadomość, a z drugiej zmartwiła, bo nie mam pewności, że mówiła prawdę. Znam ją wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że umie wybitnie kłamać patrząc prosto w oczy. Jest dobrą aktorką.
***Madeline***

                   Bałam się tej rozmowy z Liamem, bo wiedziałam, że będzie poważna, ale nie sądziłam, że aż do tego stopnia. Nie chciałam słyszeć tego wyznania. Ono spowodowało, że w mojej głowie narodził się jeszcze większy mętlik. Jak on może mnie kochać?! Nie chcę tego. Po prostu nie chcę. Nie sądzę, abym była kobietą, w której kwarto ulokować swoje uczucia. Nie dam mu nic prócz cierpienia. Z drugiej strony... on też nie jest mi obojętny. Zawsze wie co powiedzieć, żebym się uśmiechnęła i zapomniała o troskach. Lubię być w jego towarzystwie, bo czuję się przy nim taka wyjątkowa, warta miłości i szacunku. On zawsze odnosił się do mnie z szacunkiem i dawał mi ciepło, o jakim zapominał Styles, ale to wszystko jest nie ważne. To się nie liczy. Ja mam męża.
- Gdzie jest Harry? - zapytałam wracając do stolika, przy którym siedział już tylko Niall.
- Poszedł gdzieś. - odparł Irlandczyk. - stało się coś? Płakałaś? - dociekał.
- Nie, tylko wpadło mi coś do oka. - posłałam mu wymuszony uśmiech.
- Wracamy do domu? - usłyszałam za sobą głos Stylesa.
- Tak. - odparłam zrezygnowana i podniosłam się z miejsca.
                    Chwyciłam jego dłoń i oboje udaliśmy się w stronę jednej z taksówek, które czekały na gości bankietu pod wejściem do rezydencji. Po kilkunastu minutach byliśmy już w domu. Oboje weszliśmy do naszego salonu. Byłam nieobecna. Nic nie przykuwało mojej uwagi. Moje myśli odbiegały daleko do Liama i jego wyznania.
- Mówiłem coś do ciebie! - usłyszałam wrzask, który przytwierdził mnie nagle do ziemi.
- Przepraszam... - wyszeptałam.
- Tak wiem, jesteś zajęta myśleniem o Liamie. - odparł z przekąsem opadając na skórzaną kanapę. - Słyszałem waszą rozmowę.
- Zapomnij o niej. - rozkazałam łamiącym się głosem.
- Chcesz do niego odejść? - zapytał spoglądając na mnie.
- Nie. Nie mogłabym. - odparłam i nagle coś we mnie pękło i wybuchnęłam niekontrolowanym płaczem. Styles w momencie do mnie podbiegł i objął mnie czule.
- Już dobrze. Jestem przy tobie. Nie płacz skarbie. - zaczął szeptać do mojego ucha. To mnie otrzeźwiło.
- Skarbie? Skarbie?! Teraz skarbie?! Kiedy poczułeś się zagrożony bo wiesz, że mogę cię zostawić z niczym, przypomniałeś sobie, że jestem twoim skarbem?! - odepchnęłam go.
- Maddie...
- Zamilcz! Przez ten cały czas to ty miałeś nade mną pełną kontrolę, mogłeś robić co chciałeś, bo wiesz, że bym ci się nie przeciwstawiła. Kochałam cię draniu! Tolerowałam twoje zdrady i wszelkie ciosy! Musiałam cię przecież kochać, bo inaczej już dawno byłbyś skończony! I co w zamian dostałam? No właśnie... podbite oko, przepłakane noce i umiłowanie do alkoholu. To wszystko co dostałam od ciebie. Więc jeśli chcesz jeszcze mieszkać w tym domu, trzymaj się ode mnie z daleka, inaczej z tobą skończę! - zagroziłam i udałam się swojego pokoju.
                   Nie chciałam tego wszystkiego powiedzieć. Było mi głupio. Dlaczego doprowadziliśmy do takiej nienawiści? Styles zawsze był moim ideałem mężczyzny, byłam gotowa walczyć o niego do upadłego. Gdybym czuła, że nadal warto – walczyłabym.




Ten rozdział miał się pojawić już w zeszłym tygodniu :). Mam nadzieję, że was nie zanudziłam dzisiaj. Dziękuję wszystkim, którzy tu zaglądają ♥ Pamiętajcie - piszę dla Was! :D
Dooooobra, znacie zasadę: 6 kom i zobaczymy co się podzieje w kolejnym rozdziale  ;)

Pozdrawiam, Hipsta xx

wtorek, 1 kwietnia 2014

Rozdział I - Story of my life.

Witam wszystkich wiernych czytelników oraz tych nowych (mam nadzieję, że tacy są :]). Sugerując się ankietą, zauważyłam, że to jednak Harry wygrał z Niallem przewagą jednego głosu. Może to i nawet lepiej, ponieważ pisząc nowe opowiadanie, stwierdziłam, że Niall jest zbyt kochany, aby stać się jego głównym bohaterem. Jednak ci, który głosowali na Horana, niech się nie smucą, bo już planuję z nim nowe opowiadanie :). 



STORY OF MY LIFE




ROZDZIAŁ I







             Zamknij oczy i spróbuj sobie wyobrazić siebie owianą blaskiem chwały, srebrzystymi światłami reflektorów, migocącymi fleszami, migawkami aparatów starającymi się z oddaniem uchwycić twój każdy, nawet najmniejszy ruch czy gest.  Uśmiechasz się, bo wiesz, że to jest twoje pięć minut. Dookoła ciebie plątają się na zmianę prywatna kosmetyczka, fryzjer, krawcowa. Masz na sobie lśniącą suknię od Dolce & Gabbana wysadzaną drogimi kamieniami, wartą blisko sto tysięcy dolarów, którą założysz tylko ten jeden, jedyny raz, do tylko jednej sesji. Po kilku dobrych pstryknięciach fotografa na twoje konto wpłynie kolejne kilkadziesiąt, a może nawet kilkaset tysięcy funtów, które wzbogacą twoją jak dotąd sporą fortunę. Potem jak po każdej sesji założysz na nos czarne okulary i opuścisz studio przedzierjąc się do limuzyny przez tłum wiernie oddanych fanów. Wydasz kierowcy rozkaz, aby zawiózł cię bezpośrednio do domu, do twojego męża - Harrego Stylesa - najjaśniejszego spośród wszystkich brylantów One Direction. Wspólnie zdecydujecie, czy wyruszyć w daleką podróż waszym jachtem, czy może prywatnym odrzutowcem, aby nacieszyć się z luksusów, jakich świat daje wam zaznać każdego dnia. Wszystko wygląda niczym sen? Nieprawdaż? Teraz otwórz oczy i wyobraź sobie, że to moje życie. Moja sesja, moja chwała, mój mąż. Fotoreporterzy uważają, że jesteśmy parą doskonałą. Wszędzie razem, zapatrzeni w siebie, obejmujący i całujący się na każdym kroku, roześmiani od ucha do ucha, bezwstydnie trwoniący naszą fortunę. Wszyscy widzą w nas płomień pożądania oraz prawdziwą miłość. Z mojej perspektywy wygląda to jednak inaczej. 

- Chociaż raz potraktuj mnie poważnie! - krzyknęłam i machnąwszy ręką niechcący strąciłam z półki statuetkę Harrego, która spotykając się z marmurową posadzką rozbiła się na drobne kawałki.
- To była stauetka od fanów szmato! - wykrzyczał podchodząc do mnie.
- W nosie mam twoich fanów! - rzekłam wymijając go.
- Podobno kiedyś sama byłaś jedną z nich. - odparł z chłodem.
- Żałuję tego. 
- Ja też. Spieprzyłaś moje życie! - ponownie uniósł głos.
- Nienawidzę cię! - wykrzyczałam. - Jesteś zwykłym zapatrzonym w siebie gnojkiem! Myślisz, że przez One Direction wszyscy mają ci padać do stóp? - zapytałam z ironią. - Zapomniałeś się chyba. Ten zespół to pięć osób, Harry! Pięć! A nie jeden pajac, który chce żeby wszyscy byli na każde jego skinienie. Kim byś teraz był bez reszty chłopaków? Nikim, Styles! 
- Zamknij się! - odparł.
- To mnie ucisz. Choć ten jeden raz zachowaj się jak mężczyzna. - powiedziałam, a mój mąż zacisnął zęby i spoliczkował mnie. Przywarłam trzęsącą się dłonią do obolałego miejsca. - Nienawidzę cię - wyszeptałam i wybiegłam z holu. 
            To nie był pierwszy raz, kiedy podniósł na mnie rękę. To się zdarzało już wcześniej. Był tyranem, ale nikt poza mną tego w nim nie dostrzegał. Na początku starałam się zważać na słowa w jego obecności, ponieważ szybko robił się agresywny, ale z czasem zwyczajnie zaczęłam z nim walczyć. Od dłużeszego czasu sypiamy w osobnych łóżkach i mijamy się beznamiętnie. Każde przypadkowe słowo prowokuje kłótnię, a co za tym idzie przepychankę. Nie wiem, czy mam się go bać, czy mu wszystko wybaczać i wmawiać sobie, że się zmieni. Nic już nie wiem. Zastawiasz się pewnie, dlaczego jeszcze z nim jestem... Trzy lata temu, nie powiedzieliśmy sobie zwykłego, sakramentalnego tak. My zawarliśmy pakt. Nasz rozwód mógłby zniszczyć nas oboje. On straciłby prestiż i wiernych fanów, a ja kontrakty na pokazy mody oraz sesje fotograficzne. Przecież nikt nie chce pracować ze skandalistami. Czy chcemy, czy nie, musimy z Harrym udawać prawdziwą miłość. Stojąc na czerwonym dywanie lśnimy niczym para królewska. Obojgu nam to odpowiada. Wtedy, wszystko jest pełne perfekcji. Jesteśmy dla siebie uprzejmi, zachowujemy się jakby cały świat nie istniał, jakbyśmy byli tam tylko ja i on. Wyglądamy jak prawdziwie zakochani. Kiedy dla lepszego efektu mnie całuje, czuję, jakbym go na prawdę kochała z całego serca, ale to nie trwa długo. Kiedy wracamy do naszej willi, cały czar pryska, a Harry zamienia się w tego samego aroganckiego drania z jakim muszę żyć na co dzień. Rok temu, myślałam, że wszystko jeszcze się ułoży i będziemy w stanie pokonać każdą trudność od losu, jednak teraz widzę, że to już koniec. Zbliżamy się ku upadkowi, może już upadliśmy? Chce odejść, ale nie wolno mi. Jednego nie mogę zrozumieć, jak to się stało, że braliśmy ślub z miłości, a teraz żyjemy razem, lecz osobno z czystego przymusu? 
- Mocno cię boli? - zapytał Styles wchodząc za mną do pokoju dla gości, w którym sypiałam.
- Już przeszło. - odparłam nawet na niego nie spoglądając. - Od kiedy cię to obchodzi co czuję? - zapytałam.
- Od zawsze. - odparł i usiadł obok mnie na łóżku, po czym pogładził opuszkami palców miejsce, które przed momentem uderzył. Wzdrygnęłam się i odsunęłam od niego. - Nie chciałem tak mocno. - westchnął.
- Daj mi spokoj. - poprosiłam. - Po co przyszedłeś? Chcesz mnie przeprosić? - zadrwiłam. - Przyzwyczaiłam się już do twoich ciosów. Przepraszam jest zbędne. 
- Nie miałem zamiaru cię przepraszać. 
- Więc czego chcesz? - zapytał. 
- Jutro mamy galę Brit. 
- Pamiętam o niej. Nie bój się, nie pozostawiłeś sińca na moim policzku. 
- Ubierz się stosownie. Masz jutro zachwycać swoim strojem oraz makijażem. Taylor Swift z pewnością założy coś efektownego. To nie o niej mają jutro mówić, tylko o tobie i o mnie. 
- Więc czemu się z nią rozstałeś przed laty, skoro wyglądałeś tak dostojnie u jej boku? - zapytałam posyłając mu spojrzenie pełne pogardy - Czyżby to była kolejna kobieta przez którą twój blask się mroczył? - dodałam z ironią. - Może w końcu zdobędziesz się na moralną odwagę ujawnienia światu tego, czego nigdy nie zatajałeś przede mną. Zapoznaj ich z Evą. Będą zachwyceni. Tworzylibyście wspaniałą parę na czerwonym dywanie. Sekretarka i komercjonalista. Ciekawe połączenie. - parsknęłam śmiechem podchodząc do komody na której stał niewielki dymion z winem, którym zapełniłam całą lampkę.
- Może to ją powinienem zabrać na jutrzejszą galę. - skomentował krótko nadal przetwarzając w głowie falę słów, która przed momentem opusciła moje usta.
- Może powinieneś. Przynajmniej choć raz nie musiałbyś niczego udawać. - wyszeptałam, po czym upiłam łyk czerwonej cieczy.
- Uważasz, że cię nie kocham? - usłyszałam ni stąd ni zowąd.
- A kochasz? - zazdrwiłam.
- Kochałem. - zakomunikował ulokowując swoje spojrzenie we mnie.
- No widzisz. Rozwiedź się ze mną. Daj mi wolność. Daj mi wolność i niech każde z nas pójdzie w swoją stronę. - odezwałam się błagalnym tonem. Syles jedynie wziął głęboki wdech.
- Wiesz, że nie możemy. To jest interes. 
- Teraz interes, a trzy lata temu, to była miłość?
- Ludzie się zmieniają. - wzruszył ramionami.
- Kim ty jesteś? Gdzie jest ten facet w którym się zakochałam? Gdzie jest facet, z którym wzięłam ślub? - nie odpowiedział. Wyszedł. 

***Punkt widzenia Harry'ego***



              Kiedyś wszystko wyglądało inaczej. Łączyła nas szczera miłość i zaangażowanie, ale z czasem zaczęliśmy mieć siebie dość. To ja jestem gwiazdą, a ona zamiast lśnić w moim cieniu, odebrała mi całe zainteresowanie mediów. Po ślubie, to nie o mnie i moich solówkach oraz wywiadach zrobiło się głośno, tylko o jej obecności w moim życiu. Na początku nie przeszkadzało mi to, ale w momencie w którym to jej gwiazda zaczęła skrzyć jaśniej niż moja zacząłem ją nienawidzić. To właśnie Madeline budziła zainteresowanie i aprobatę wszystkich dookoła, a nie ja. Stała się kimś. Hasło "Madeline Misselbrook" można było zobaczyć na czołówce każdej gazety, "The Sun", "VOGUE", "Elle", "Marie Clarie" i w wielu innych. Nawet Londyńskie autobusy były i nadal są przyozdobione jej wizerunkiem. Jest najpopularniejszą z wszystkich supermodelek. Zaraz po rodzinie królewskiej, pierwsza dama Wielkiej Brytanii. A gdzie jestem ja? Madeline uchodzi za najbardziej dystyngowaną kobietę, wręcz prawdziwą damę bez wszelkiej skazy. Wszycy wierzą w jej każde słowo. Wszyscy spuszczają się nad jej zdjęciami. To właśnie do niej należy jedna trzecia naszego majątku. Wciąż prosi mnie o rozwód. Czy ona nie rozumie, ile oboje możemy na tym stracić? Zostanę bez dachu nad głową, z marnymi kilkoma milionami na koncie. Moja opinia zostanie zszargana - damski bokser. Nie dam jej rozwodu. Jeśli mamy cierpieć to oboje, razem. Z resztą, co osiągnie rozwodząc się ze mną? Zostanie sama! Teraz przynajmniej ma mnie. To paradoks. Nienwidze jej i jestem od niej uzależniony. Jutro jest gala. Lubię na nie chodzić w jej towarzystwie. Ludzie traktują nas jak najwięszychdystyngowanych arystokratów. Madeline zawsze wygląda tak pięknie w światłach reflektorów, niczym wytwór mojej wyobraźni. Nie całuję jej wtedy z przymusu - robię to, bo moje serce wyczuwa potrzebę posmakowania jej ust. Wtedy czuję, jakbym na prawdę ją kochał. To jest niedorzeczne. Ona pała do mnie równie silną nienawiścią co i ja do niej, więc jak ja mogę pragnąć naszych pocałunków? Jej jest pewnie niedobrze na samą myśl o tym, że trzymam jej dłoń. Mimo wszystko współczuję jej, ponieważ musi grać potulną damę z dobrego domu, w momentach, kiedy chce wrzeszczeć, kląć i ryczeć. Sam się przyczyniłem do tak skrajnych emocji, które ją dopadają. Nie żałuję. Zasłużyła sobie. Chcę ją zniszczyć. 
- Nie bardzo mogę teraz rozmawiać. - po domu rozniosło się niewyraźne echo głosu mojej żony, które wyrwało mnie z dalszych rozmyśleń. - Harry może coś zauważyć. - Madeline kontynuowała swoją rozmowę telefoniczną. Ja natomiast bez dłuższego zastanowienia ruszyłem w stronę garderoby z której dobiegał jej głos. Stanąłem w progu, czego ona nie była w stanie zauważyć, gdyż stała plecami do wejścia. - Postaram się być do 15 minut. - dodała i rozłączyła się. 
                Nie chciałem wywoływać kolejnej awantury więc się usunąłem. Nie miałem jednak zamiaru tak tego zostawić. Postanowiłem ruszyć za nią, kiedy wymknęła się dyskretnie z naszego domu. Ku mojemu zdziwieniu, nie oddaliła się daleko. Udała się do ogrodu, w którym czekał na nią pewien mężczyzna. "Czyli robisz ze mnie idiotę i sprowadzasz sobie kochanków pod moją nieobecność" - powiedziałem do siebie w myślach. Sam nie wiem czemu, ale dotknęła mnie ta perspektywa. Madeline uścisnęła na przywitanie mężczyznę i usiadła razem z nim na ławce pod fontanną. Światło niewielkiej latarni ich oświetlało, więc byłem w stanie rozpoznać twarz jej potencjalnego kochasia. Rozpoznałem w nim kogoś, kogo w życiu bym się spodziewał, a mianowicie mojego przyjaciela Liama Payna. Więc to on posuwa moją żonę?! Już miałem wyskoczyć zza żywopłotu, jednak postanowiłem obserwować dalszy rozwój sytuacji. 
- Czemu chciałeś się spotkać? - zapytała spoglądając na niego.
- Tak zwyczajnie. - uśmiechnął się do niej. 
- Nie powinno cię tu być. Jeśli Harry się dowie... - zaczęła.
- To co? Nie mogę odwiedzić mojej najlepszej przyjaciółki? - odparł splatając ich palce. Madeline jednak szybko wyrwała dłoń z jego uścisku.
- Powinieneś już sobie pójść. - poprosiła. 
- Co się z tobą dzieje? Jesteś jakaś inna. Stało się coś? - dociekał.
- Nie. - zaprzeczyła.
- Widzę...
- Nic mi nie jest. - odparła zaciskając pięści.
- Co to jest? - zapytał zapytał chłopak zauważając czerwień jej policzka. 
- Nie rozumiem... - westchnęła. 
- Twój policzek... jest zaczerwieniony. - stwierdził ze zmartwieniem.
- Wydaje ci się. - wzruszyła ramionami.
- Przecież widzę. Kto ci to zrobił? - zapytał.
- Nie ważne. I tak mi nie uwierzysz. 
- Czy to... 
- No kto? - zapytała z drwiną.
- Harry? - wyszeptał niepewnie.
- Powinieneś już sobie pójść. - podniosłą się z miejsca.
- Czekaj! - chwycił jej dłoń. - Jak długo to już trwa? - nadal kontynuował przesłuchanie. - Przecież wiesz, że robię dla ciebie wszystko. Powiedz tylko słowo, a zabiorę cię stąd. 
- Sam trafisz do furtki. - stwierdziła i wyrwałą dłoń z jego uścisku, po czym wróciła do domu. 
Przez moment obserwowałem jeszcze Liama. Siedział w samotności pod fontanną przez dobre kilka minut analizując to, czego się dzisiaj dowiedział. Jutro pewnie czeka mnie wykład z jego strony, że nie traktuje się kobiet w ten sposób. Niech się nie wtrąca. To nie jest jego małżeństwo.
***Punkt widzenia Maddie***

             Ja i Liam jesteśmy przyjaciółmi już od dobrych czterech lat. Poznaliśmy się za pośrednictwem Danielle - jego dawnej dziewczyny. Od zawsze czułam, że on mnie rozumie i w nim mam oparcie. Potem dzięki niemu poznałam Stylesa. Przez pierwsze dwa lata wychwalałam tamten dzień ponad niebiosa, obecnie - chciałabym żeby nigdy do niego nie doszło. Liam nie wie co się dzieje w naszym małżeństwie. Jedyne o czym ma pojęcie to, to, że zdarzają się nam gorsze dni. Nigdy nie zwierzałam się mu z "naszych" problemów, a już zwłaszcza z tego, że Harry ma skłonność do czynienia ze mnie prywatnego worka treningowego. Styles twierdzi, że to ja jestem wszystkiemu winna, że to ja zniszczyłam jego życie. Prawda jest inna. To on zniszczył mnie. Pławienie się w luksusie jest cudowne, ale nie jeśli mam za nie płacić tak wysoką cenę, jak życie obok niego. On wie co powiedzieć, żeby rozbić mnie na miliard kawałków. Ma mnie za nic. W gruncie rzeczy, z czasem ja sama zaczęłam wierzyć, że jestem nikim. Nie ma się co oszukiwać. To moje przeznaczenie - otrzymywać ciosy od Stylesa, akceptować jego zdrady oraz udawać szczęście, kiedy oczy milionów ludzi są zwrócone w naszą stronę. 
Usiadłam na łóżku wpatrując się w granatową ścianę. Nie zauważyłam nawet, kiedy do pokoju wszedł Harry. Nie zrobiło mi to specjalnej różnicy. 
- Możemy porozmawiać? - usłyszałam. 
- O czym? - zapytałam spoglądając w jego stronę. 
- O nas. - odparł siadajc obok mnie.
- Nie mamy o czym. W ostatnim czasie już dość od ciebie usłyszałam. Swoją drogą nie jesteś dzisiaj u swojej kochanki, czy może znudziły cię nocne ekscesy z nią? - zapytałam, a on niespodziewanie przywarł ustami do moich. Zaczął je dlikatnie muskać wargami. Poczułam, jak językiem zaznaczył linię na mojej dolnej wardze prosząc o wstęp. Uległam. Styles zaczął błądzić dłońmi po moich ramionach zsuwając z nich ramiączka kremowej sukienki. Potrzebowałam jego bliskości. Gdzieś pomiędzy nienawiścią a odrazą, zrodziła się namiętność. Harry zaczął prawą dłonia sunąć wzdłóż mojego uda. Wtedy się ocknęłam. - Zostaw mnie. - rozkazałam. Nie posłuchał. - Zotaw mnie! Słyszysz? - wykrzyczałam odtrącając go z całych sił. O dziwo nie spoliczkował mnie za to, że się mu sprzeciwstawiłam. Jedynie podniósł się z mojego łóżka i stojąc w drzwiach rzekł:
- Chciałem się przekonać, czy coś nas jeszcze łączy.
- I uznałeś, że najlepiej to sprawdzić w łóżku? - zadrwiłam. 
- Dla twojego własnego dobra powiedz Liamowi, że się potknęłaś. Ostrzegam. - rzucił w moim kierunku tonem nie cierpiącym sprzeciwu i wyszedł trzaskając drzwiami, co spowodowało, że z lęku podskoczyłam. 






Okay, to byłby pierwszy rozdział nowego opowiadania. Mam nadzieję, że początek Was choć trochę zaciekawił :). Znacie zasadę... 6 komentarzy = następny rozdział ♥ 

sobota, 29 marca 2014

Rozdział XVII (ostatni)


Piosenka ♥
            Alfred Hitchcock powiedział kiedyś, że "Miłość to partia kart, w której wszyscy oszukują: mężczyźni, by wygrać, kobiety, by nie przegrać". Jeszcze nie tak dawno nie rozumiałam co miał na myśli, teraz już dobrze wiem. Pamiętam jak Zayn zamknął mnie w swoim pokoju, by nie dopuścić do mojej randki z Billem. Myślałam wtedy, że chce zwyczajnie ze mnie zadrwić, ale on mnie już wtedy kochał i robił wszystko, aby wygrać z Billem. Dlatego zawsze pojawiał się w tych samych miejscach co my, próbował go ośmieszyć, sprawić bym uświadomiła sobie, że Evans to kawał drania. Ja chyba wtedy też to w nim dostrzegłam, jednak stwierdziłam, że nikt nie zada mi większego cierpienia od Malika. Widok tych jego dziuni przyprawiał mnie o mdłości. Chciałam mu wtedy udowodnić, że jestem od nich lepsza, dlatego byłam zadziorna, krytykowałam go, udawałam, że jest mi obojętny, że jego zaloty na mnie nie działają w żaden sposób. Umawiałam się  Billem, aby zauważył, że mam go głęboko gdzieś, a potem jak przyszło co do czego, sama szukałam jego bliskości, bo zdążył mnie  w tym krótkim czasie do siebie przyzwyczaić. Cały Malik.
- Kochanie, wiesz może gdzie się podziały moje klucze? - siedząc w kuchni usłyszałam głos Zayna dobiegający z mojego pokoju.
- Nie wiem. Chyba miałeś w spodniach. - odparłam i wróciłam do czytania porannej gazety.
- Dobra, mam. - krzyknął zadowolony.
- Fajnie. - wymamrotałam nadal nie odrywając wzroku od artykułu w prasie, który mnie strasznie zaciekawił.
- Mam cię! - krzyknął Zayn obejmując mnie mocno, po czym przygryzł skórę mojego ramienia.
- Ała! Oszalałeś?! - podskoczyłam z bólu. - Odwala ci? - zapytałam odtrącając go. Malik stał nade mną jeszcze przez moment z miną zbitego psa.
- Ale ty jesteś słodka od samego rana. - przewrócił oczami i zajął miejsce obok mnie. - Co czytasz? - zapytał.
- Artykuł, piszą, że poszukują osób do pracy w Polsce, bo otwarli jakąś nową sieć sklepów, czy czegoś tam i sporo płacą. - odparłam.
- No i? Masz już dobrze płatną pracę. - wzruszył ramionami i wyrwał mi gazetę, po czym wrzucił ją do kosza.
- Ej, jeszcze nie skończyłam czytać! - wkurzyłam się.
- Skończyłaś. - skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
- Jesteś nieznośny. - westchnęłam i poszłam do łazienki.
- I kto to mówi? - rzucił za mną i dopił moją kawę.
- Teraz zrób mi nową. - odparłam stojąc w drzwiach.
- Jasne... - przekręcił oczami.
               Momentami tak strasznie mnie irytował, ale nawet wtedy kochałam tego idiotę. Wszystko co w nim było nieznośne, potęgowało moją miłość. Zayn i ja jesteśmy jeszcze bardzo młodzi, ale czuję, że nadeszła pora na poważny ruch naprzód. Chciałabym, żeby się mi oświadczył. Każda kobieta chce usłyszeć to bazowe pytanie z ust swego ukochanego, nieprawdaż? Nie twierdzę, że mamy brać ślub już teraz, w trybie natychmiastowym, ale chcę, aby ludzie mogli już teraz podziwiać pierścionek zaręczynowy na moim palcu. Boję się tylko, że Zayn nie czuje tego w taki sposób jak ja. On chyba ma zupełnie inne wyobrażenie o naszym związku niż ja. On m jeszcze na wszystko czas i z niczym poza seksem nie chciał się nigdy śpieszyć. Nadal tak jest. Czasem mam wrażenie, że gdyby nie fakt, że mamy bogate życie intymne, on już dawno by ode mnie odszedł. Ta myśl mnie przeraża.
Kiedy wyszłam już z łazienki, rozejrzałam się po mieszkaniu Harrego, w którym spędziłam tę noc. Nigdzie nie było Zayna. Westchnęłam głośno i udałam się do jego pokoju, w którym położyłam się po kołdrą wygodnego łóżka i próbowałam zasnąć. Nie miałam pojęcia gdzie znowu powiało Malika, ale o dziwo się o niego nie bałam. Chyba w głębi serca rozumiałam, że to naturalne zachowanie z jego strony. Po krótkiej chwili zasnęłam. Nie mam pojęcia ile spałam, być może piętnaście minut, aż do momentu, kiedy to nie obudził mnie głośny trzask zamykanych drzwi do sypialni.
- Oooo... przepraszam, nie wiedziałem, że śpisz. - odezwał się od progu, kiedy spostrzegł, że przecieram oczy.
- Musisz się zawsze tak tłuc? - zapytałam.
- Przepraszam. - odparł i podszedł do mnie, po czym wślizgnął się pod kołdrę i z troską oraz czułością wziął moje ciało w swoje silne ramiona. - Nie chciałem cię obudzić. - pocałował moją głowę.
- Gdzie byłeś? - zapytałam wtulając się w niego.
- W sklepie. Skończyło się mleko, a ty nie lubisz kawy bez mleka. - zaśmiał się wesoło.
- Jesteś najlepszy. - zachichotałam. - Swoją drogą, to kiedy jeszcze nie byliśmy razem, umiałeś się wkraść do mojego pokoju cicho niczym myszka, a teraz otwierasz drzwi niemalże z buta. - zauważyłam.
- Bo wtedy nie lubiłaś... to znaczy udawałaś, że nie lubisz, kiedy przebywałem w tym samym pomieszczeniu co ty, więc musiałem się skradać, bo gdybym grzecznie zapukał, nie wpuściła byś mnie do środka, a teraz wiem, że kochasz kiedy jestem przy tobie.
- Nie prawda! Nie udawałam wtedy! Ja na serio nie lubiłam, kiedy byłeś w pobliżu, bo mało brakowało bym straciła kontrolę i cię zgwałciła. - zaśmiałam się.
- Uwierz mała, że byłbym ci za to wdzięczny. - wybuchnął śmiechem.
- W to nie wątpię... - przekręciłam oczami.
- Kocham cię, wiesz? - zapytał po czym musnął moje wargi.
- Wspomniałeś już kiedyś.. - wyszeptałam po czym zamknęłam oczy i ponownie próbowałam zasnąć, jednak natarczywe dłonie Zayna błądzące po moim ciele mi to uniemożliwiały. - Chcę spać. - powiedziałam stanowczo.
- A ja potrzebuję seksu. - odparł i kontynuował.
- Zayn, przestań. Nie mam ochoty. - oświadczyłam i odchyliłam kołdrę, wstałam z łóżka i udałam się do pokoju Stylesa.
- April... no... nie wygłupiaj się! - usłyszałam wołanie z sąsiedniego pokoju, którym się zbytnio nie przejęłam.
- Cześć. - powiedziałam wchodząc do pomieszczenia, w którym zastałam Loczka  leżącego na łóżku i wpatrzonego w monitor swojego laptopa. - Znajdzie się dla mnie miejsce obok ciebie? - zapytałam.
- Jasne. - uśmiechnął się.
- Zayn nie daje mi spać. - westchnęłam.
- Słyszałem... ale ja nie mogę ci zagwarantować, że będę trzymał ręce z dala od ciebie. - zaśmiał się cwaniacko.
- Spróbuj mnie dotknąć, to nie Zayn cię zmasakruje, tylko ja. - zagroziłam i położyłam się obok niego.
- A nie mówiłem, że ona jest słodziutka? - zapytał z rozbawieniem Malik stojąc w drzwiach.
- Najsłodsza... - wymamrotał Styles. Jeżeli mam być szczera, to nigdy go nie lubiłam, uważałam go za skończonego gnojka. Można nawet powiedzieć, że go nie trawiłam i przebywanie z nim w jednym pomieszczeniu sprawiało, że miałam ochotę zdjąć szpilkę i rzucić nią w jego twarz. Drastyczne, prawda? Ległam obok niego, aby wkurzyć Zayna, co nie udało mi się, więc moje poświęcenie na nic się nie zdało. Gdyby nie fakt, że jest kumplem mojego faceta, już dawno zwyzywałabym go i co drugie słowo mojego monologu objęte byłoby cenzurą.
- Dobra kochanie, koniec cyrku. Idziemy do mojego pokoju na namiętny seks. - powiedział Mulat po czym chwycił mnie za dłoń i siłą wyprowadził mnie z pokoju Stylesa. Do cholery! Czemu on traktuje mnie tak przedmiotowo? To boli!
- Zayn możemy pogadać... - zaczęłam.
- Przez cały czas gadamy. - odezwał się siadając na skraju łóżka.
- Ale wiesz, tak sam na sam. - wyszeptałam i skinęłam głową w stronę ściany za którą przebywał Harry.
- Z tego co mi wiadomo, to Harry wychodzi na spotkanie za 5 minut, więc nie ma sprawy. - uśmiechnął się delikatnie.

Piosenka ♥
***Zayn***

               Słysząc z jej ust, że musimy porozmawiać sam na sam, obudziły się we mnie drobne obawy. Zwykle takie słowa nie znaczą nic dobrego. Tak jak przypuszczałem Styles zmył się z mieszkania po równych pięciu minutach.
- Co się stało kochanie? - zapytałem sadzając ją na swoich kolanach.
- Nie sądzisz, że nadszedł najwyższy czas na podjęcie pewnych kroków? - zapytała.
- Jakich? - zmartwiłem się jeszcze bardziej.
- Domyśl się. - odparła.
- Domyśl się? Tylko tyle? Standardowa odpowiedź każdej kobiety. - przewróciłem oczami.
- Od jakiegoś czasu mnie nieustannie mdliło... - zaczęła.
- I co w związku z tym? Byłaś się przebadać? - zapytałem.
- Myślałam, że jestem w ciąży. Wiesz... nie zabezpieczaliśmy się niekiedy. - usłyszałem.
- Czekaj, czekaj... czy ty mi próbujesz powiedzieć, że... - wziąłem głęboki wdech i zdjąłem ją ze swoich kolan, po czym podszedłem do okna. - To nie możliwe. Nie możesz być w ciąży! Jak ty to sobie wyobrażasz?! Ledwie starcza nam obojgu kasy na mieszkanie, studia, jedzenie, a teraz jeszcze dziecko?! - zacząłem na nią krzyczeć zupełnie bez powodu. Wystraszyłem się.
- Nie jestem w ciąży. - wyszeptała.
- Nie jesteś? - upewniła się.
- Nie. - powtórzyła ledwie dosłyszalnym tonem.
- Kochanie! - ucieszyłem się i chciałem ją do siebie przytulić, ale ona mnie odepchnęła. - Nie złośc się na mnie, wystraszyłem się. - próbowałem się bronić.
- Nie złoszczę się. - odparła patrząc w moje oczy. Widziałem, jak w ich kącikach gromadzą się łzy. - Miałeś prawo się przestraszyć... przecież dziecko oznaczałoby koniec z imprezami, wolnością, lekkomyślnością, musiałbyś się w końcu w coś zaangażować... - zaczęła wymieniać.
- April, to nie tak. Ja po prostu nie jestem gotowy na bycie ojcem. - odparłem chwytając jej dłoń.
- A ja na to by być matką. - usłyszałem. Objąłem ją mocno, po czym pocałowałem jej usta i zacząłem błądzić dłońmi po jej plecach, po czym powoli uniosłem jej bluzkę. April ni stąd ni zowąd się zerwała i odepchnęła mnie od siebie. - To nie ma sensu.- wyszeptała.
- Okay, rozumiem. Nie zmuszam się kochanie. - uśmiechnąłem się do niej delikatnie.
- Nie mówiłam o tym. - sprostowała.
- Więc o czym? - zaniepokoiłem się.
- O nas. - po jej policzku słynęła łza.
- O czym ty mówisz? - zapytałem.
- O tym, że nasz związek nie ma już żadnego sensu.
- Dlatego, że nie chcę dziecka? - zapytałem.
- Dziecko nie ma tu nic do rzeczy. Mówię o tym, że nic poza seksem nas nie łączy. Nie zaprzeczaj. Gdybym nie poszła z tobą do łóżka, to nie chciałbyś się ze mną związać.
- April o czym ty do jasnej cholery pieprzysz?! - wkurzyłem się.
- O tym, że jestem twoją dziewczyną, bo tak ci wygodnie. Możesz robić ze mną co tylko chcesz, bo wiesz, że zawsze ci ulegnę! - krzyknęła.
- Ulegniesz mi?! Nie bądź śmieszna! To ty zawsze musisz rozdawać karty, bo jeśli coś nie idzie po twojej myśli, to zaczynasz mieć wszystko w dupie! Gdybym ci się sprzeciwił to być mnie olała!
- No proszę cię! Nigdy nie chcesz mnie nawet wysłuchać do końca co mam ci do powiedzenia, bo zawsze wszystko wiesz lepiej! Na przykład dzisiaj, nawet nie pozwoliłeś mi dokończyć, że nie jestem w ciąży, tylko wbiłeś cobie coś do głowy i się wkurzyłeś!
- Miałem do tego prawo! Myślisz, że chciałem, żebyś mi zniszczyła życie ciążą?! - krzyknąłem. Dopiero po chwili zrozumiałem, co tak na prawdę wypłynęło z moich ust.
- Dziękuję ci za twoją szczerość! - rozpłakała się już na dobre.
- Przepraszam. - wyszeptałem i próbowałem ją objąć.
- Nie dotykaj mnie! - wkurzyła się.
- Nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało. Przecież wiesz, że cię kocham.
- Coraz częściej zaczynam w to wątpić. Może zwyczajnie nie jesteśmy dla siebie?!
- To ty tak uważasz.
- Stwierdzam fakty Zayn! Popatrz, do czego doprowadziliśmy!
- No do czego niby?! Dlaczego ty taka jesteś? Zawsze angażujesz się w coś w stu procentach, a potem nagle nie wiadomo czemu odpuszczasz?
- Odpuszczam, kiedy wiem, że coś nie ma już dłużej sensu.
- Jeśli uważasz, że my nie mamy już dłużej sensu, to idź. Proszę bardzo. Nie mam zamiaru cię zatrzymywać. - powiedziałem patrząc na nią, stała w miejscu wpatrując się we mnie - Słyszysz co do ciebie mówię?!
- Zayn, jeśli teraz wyjdę, to wiedz, że bezpowrotnie. - ostrzegła.
- Rób co chcesz. Mam to w nosie. - wzruszyłem ramionami i stanąłem twarzą do okna. Po kilku sekundach usłyszałem trzask zamykanych drzwi. - April?! April! April! - zerwałem się i wybiegłem na klatkę schodową - Wróć! Nie idź! Proszę nie idź! - krzyczałem za nią - Nienawidzę cię! Słyszysz?! Nienawidzę cię! - wykrzyczałem, kiedy zorientowałem się, że opuściła już blok.
              Wyszła. Jak zwykle zrobiła to co chciała. Myślałem, że to nasza kolejna bezsensowna kłótnia i że minie jak wszystkie inne.. ale myliłem się tym razem. Kiedy zamknęła za sobą drzwi, zrozumiałem, że to już koniec. Ostrzegła mnie, że wyjdzie bezpowrotnie. Zrozumiałem co powiedziałem, co się dzieje, że ją tracę. Wszystko nie tak, jak powinno być. Pozwoliłem odejść kobiecie mojego życia. Jestem takim idiotą.

Piosenka ♥
***April***

               Zawsze wiedziałam, że on jest tym jednym, jedynym i nigdy nikt mi go nie zastąpi. To była tylko jedna z licznych bezsensownych kłótni, po której oboje unieśliśmy się dumą. Nie chciałam go przepraszać jako pierwsza, bo uznałam, że to on powinien kleknąć przede mną z bukietem róż i oświadczyć mi się. Chyba wtedy był ku temu najwyższy czas, prawda? Szkoda tylko, że on też uznał, że nie ma za co mnie przepraszać. Zwątpiłam we wszystko, w co wierzyłam. Załamałam się. Byłam pełna żalu i goryczy. Chciałam mu udowodnić, ze stać mnie na kogoś lepszego niż on i że nie mam zamiaru za nim płakać. Jeszcze tego samego dnia wsiadłam w taksówkę i ruszyłam przed siebie. Zostawiłam wszystko. Pojechałam do Oxfordu. Spędziłam tam tydzień, po czym wsiadłam w samolot i wróciłam do domu - do Polski. Nawet nie wiem, czy Zayn był u mnie w mieszkaniu po naszej awanturze, czy zwyczajnie odpuścił. Wiem tylko, że zadzwonił raz. Jeden jedyny raz. Dzień po awanturze. Jedne jedyny telefon, którego nie odebrałam. Nic więcej. Odpuścił sobie, a ja mimo to czekałam. Zostawiłam Bradford i Londyn za sobą, jednak nigdy, nawet na ułamek sekundy moje myśli nie odwróciły się od Zayna. Bezustannie wyobrażałam sobie, jak to by było, gdybyśmy wtedy zachowali się jak odpowiedzialni, dorośli ludzie, a nie szczeniaki. Co noc mówię do niego "dobranoc"mając nadzieję, że mi na nie odpowiada, co noc proszę Boga o łaskawość i wyrozumiałość dla niego oraz aniołów, by nawet na moment nie przestawały osłaniać go swoimi skrzydłami. Przed każdym zaśnięciem mam nadzieję, że ta noc będzie moją ostatnią, abym nie musiała już dłużej cierpieć na brak jego dotyku, uśmiechu, bliskości, ciepła, głosu, zapachu... ile jeszcze? Przegrałam życie. Z tego co mi wiadomo, Zayn ma się dobrze. Trzy lata po naszym rozstaniu, poznał jakąś dziewczynę, usunął moje imię z nadgarstka i po miesiącu się jej oświadczył. Ma gromadkę dzieci, tak jak zawsze o tym marzył, patrzy jak rosną, opiekuje się swoją żoną, realizuje się zawodowo. Jest szczęśliwy. Kocha ją... musi ją kochać... ale, czy zapomniał o mnie? Zapomniał. Przez cały ten czas pisałam pamiętnik w języku angielskim, z myślą, że on go kiedyś przeczyta. Cały był zapełniony nim.


***Zayn***

             Minęło ponad 50 lat, od kiedy poznałem April. Pamiętam ten moment jakby to było wczoraj. Byłem rozzłoszczony, że ktoś miał czelność naruszyć moją strefę prywatną w tak nietuzinkowy sposób, otworzyłem oczy, a przede mną stała ona. Miała na sobie błękitną sukienkę, a jej wzrok napotkawszy mój momentalnie uciekł w stronę jej balerinek. Była taka słodka i zawstydzona. Już wtedy coś do niej poczułem. Z każdą kolejną sekundą, każdym jej kolejnym słowem, gestem, uśmiechem, spojrzeniem uczucie rosło w siłę, aż eksplodowało wtedy we wrześniu w Londynie. Oboje się potrzebowaliśmy. Nigdy nie twierdziłem, że to co nas połączyło było czymś zwykłym. Nasza miłość była niebiańska. April była osobą, z którą chciałem zostać na stałe,  nawet w nędzy i chorobie, bo będąc z nią wszystko jest lepsze. Muzyka jest czystsza i przyjemniejsza dla ucha, obrazy nie wydają się być takie rozmazane, zmysł węchu odnajduje tylko słodki zapach jej perfum, a ciało reaguje tylko na jej pieszczoty. Zawsze uciekałem od miłości nie rozumiejąc jej sensu. Myślałem, że kochać, to znaczy być u boku kogoś na stałe, April udowodniła mi, że kochać to znaczy oddać komuś własną duszę wraz z sercem, zostawić samego siebie w tyle oraz zdać się na wieczne cierpienie pozwalając tej osobie odejść. Oboje cierpieliśmy od momentu, kiedy tak zwyczajnie pozwoliłem jej wyjść za drzwi. Byłem u niej kilka godzin po naszym rozstaniu, pukałem donośnie w drzwi, ale nikt mi nie otworzył. Pojawiłem się tam również następnego dnia, aby usłyszeć z ust jej współlokatorki, że się wyprowadziła. Wielokrotnie do niej pisałem, ale ostatecznie nie zdecydowałem się na wysłanie ani jednej wiadomości, czy choćby zatelefonowanie. Nie wiedziałem co miałbym jej powiedzieć. Kiedy w końcu zdobyłem się na odwagę, nie odebrała, więc skasowałem jej numer. Skoro ona tak po prostu wyjechała, to dlaczego ja nie miałbym skasować jej numeru?! Problem polegał tylko na tym, że nie dość, że za nią tęskniłem, obwiniałem się o nasze rozstanie, to jeszcze znałem ten szereg dziewięciu cyfr na pamięć. Pewnego dnia udałem się nawet do Polski, ale nie udało mi się jej odnaleźć, nie znałem jej nowego adresu, a pod starym mieszkali jacyś nowi ludzie, którzy nigdy nie mieli z nią styczności. Postanowiłem więc ruszyć do przodu. Zamknąć za sobą ten rozdział. Nie chciałem tracić reszty życia na szukaniu jej. Znalazłem odpowiednią kobietę, poślubiłem ją, usunąłem tatuaż, ale mimo to April nadal mieszkała w moim sercu. Nie byłem w stanie o niej zapomnieć. Ona zawsze była moim wszystkim. Przez ponad czterdzieści lat małżeństwa z Donną rozmyślałem o April. Stałem się nieczuły, oschły i zgryźliwy dla mojej żony. Tak na prawdę, to nigdy nie przestałem szukać Leny. Robiłem po kryjomu wszystko co było w mojej mocy aby ją odnaleźć. Zerwała kontakt ze wszystkimi starymi znajomymi. Nie wiedziałem dokąd się tak na prawdę udała, czym się zajmuje, czy w końcu ukończyła jakieś studia. Nie wiedziałem nic.

Piosenka ♥
              Tydzień temu otrzymałem przesyłkę z Francji. Myślałem, że jest ona od mojej siostry, jednak kiedy ją otwarłem, okazało się że nie maiłem racji. Kiedy ją rozpakowałem, moje serce doznało wstrząsu, dostrzegłem w jej wnętrzu mały, pociemniały od staroci, srebrny kluczyk, który wyrył się w mojej pamięci. Ten sam ofiarowałem Lenie blisko 49 lat temu. Dalej w paczce umieszczone były prywatne fotografie - jak się okazało jej. Było na nich pełno nas. Pod nimi, na samym dnie leżał mały, mocno zużyty zeszycik. Kiedy wziąłem go do rąk i otwarłem, okazało się, że był to jej pamiętnik. Nie maiłem odwagi go przeczytać. Bałem się, że wszystko powróci i na nowo doznam takiego cierpienia jak wcześniej. To zawsze bolało tak samo - każda myśl o April. Kiedy oswoiłem się z faktem, że mam w posiadaniu coś tak drogocennego jak jej wszystkie zapisane myśli, odczucia i sekrety, zdobyłem się na odwagę aby go przeczytać. Ku mojemu zdziwieniu był pisany w języku angielskim.

"15 listopada 2013 roku  - za oknem jest zimno i ponuro, wstrętna jesienna szarość. W gruncie rzeczy, ta pogoda określa to jak się czuję. Sama szarość - od momentu, kiedy go przy mnie nie ma. Jest 15:28, co oznacza, że minęły już ponad 432 godziny bez niego. Ile jeszcze? Chciałbym zapomnieć... tak bardzo chciałbym zapomnieć, że on kiedykolwiek istniał."
"12 stycznia 2014 r. - to już 1392 godziny bez niego. Dzisiaj są jego urodziny. Ciekawe, czy jeszcze o mnie pamięta... Chcę, żeby był szczęśliwy, ruszył na przód i wybaczył, że tak potwornie go zraniłam."

"30 lipca 2042 r. - lekarz twierdzi, że jest ze mną coraz gorzej. Słyszałam, jak mówią, że cudem jest to, że jeszcze żyję. Ja chcę już umrzeć. Na prawdę chcę tego. Wytrzymałam bez niego blisko 30 lat, czyli 262800 godzin, więcej nie chcę. Pozwólcie mi umrzeć i czekać na niego po drugiej stronie. Proszę."

Ona nigdy nie przestała mnie kochać. Nie była w stanie. Każdy wpis był o mnie. Nie było ich dużo., bo zalewie 167 wpisów w przeciągu od 2013 roku, aż do 2042. Na tylnej, wewnętrznej stronie okładki był jeszcze jeden, króciutki wpis: "Jeśli otrzymałeś tę przesyłkę, to oznacza, że właśnie umarłam. Nie płacz kochanie, proszę... Miałam ciebie przez ten cały czas głęboko w sercu i to czyniło moje życie wspaniałym. Kocham cię i czuwam nad tobą. April." Załamałem się. Dlaczego?! Dlaczego znowu mi to zrobiła?! Dlaczego ponownie mnie zostawiła?! W paczce znajdowała się jeszcze jedna rzecz, której wcześniej nie dostrzegłem, a mianowicie list, zaadresowany do mnie.


02.08.2062r.

Drogi Zaynie,
    W przesyłce znajdują się rzeczy April, które chciała oddać w twoje posiadanie. Zmarła 30 lipca trzydzieści lat temu. Nowotwór ją wykończył. Nigdy, nawet na ułamek sekundy nie przestała cię kochać.
    Ta paczka miała zostać ci przekazana, już tamtego dnia, w którym jej serce przestało bić, jednak nie byłam w stanie tego zrobić, bo wiedząc, że oddaję ci jej rzeczy osobiste, czułam, że już na dobre ją stracę. Byłam na ciebie zła, bo nigdy nie rozumiałam, dlaczego ją tak zraniłeś. Ona cię kochała, a ty nie zawalczyłeś o nią.
    Mam nadzieję, że dzięki tej przesyłce odzyskasz chociaż cząstkę kobiety, którą niegdyś kochałeś. 

Pozdrawiam, 
Suzanne - twoja córka.


               W tym momencie wszystko stało się dla mnie jasne. April odeszła, ponieważ chciała mi dać wolność. Powiedziałem, że dziecko zniszczy moje życie, a ona tego nie chciała, więc postanowiła mnie zostawić. Nie pomyślała jednak, że życie bez niej będzie wieczną tułaczką w poszukiwaniu czegokolwiek co się z nią wiąże. Teraz, przyszło mi już tylko czekać na śmierć i wieczne życie u jej boku.

KONIEC



Przepraszam, jeśli zakończenie nie jest po waszej myśli.Miałam zły dzień, więc to chyba dlatego nie pojawił się happy end :). Uznałam, że najwyższy czas zakończyć to opowiadanie. Zdradzę Wam w tajemnicy, że zaczęłam już pisać nowe i jestem właśnie przy drugim rozdziale. Chciałabym je tutaj opublikować, ale boję się, że Wam się nie spodoba :/.

Dziękuję za wszystkie wyświetlenia oraz pozytywne komentarze zarówno tutaj, jak i w DM na Twitterze. Pisanie dla Was było ogromną przyjemnością i mam nadzieję, że Was zbytni dzisiaj nie rozczarowałam. Dziękuję Wam jeszcze raz wszystko ♥ 

poniedziałek, 10 marca 2014

Rozdział XVI



                     Otworzyłam usta na znak zdziwienia. Sparaliżowało mnie. Dopiero po kilku sekundach dotarło do mnie, co się tutaj właściwie wyprawia. Zayn odepchnął ją od siebie. Widać było, że nie chciał tego pocałunku. Ta dziewczyna była jednak niezwykle nachalna i na nowo próbowała go pocałować. Siedziałam w bezruchu na łóżku nie do końca jeszcze odnajdując się w zaistniałej sytuacji. Nie wiedziałam co zrobić, wstać i jej z miejsca przypieprzyć, czy usunąć się z pokoju taranując ich w przejściu. Zabolało mnie to. Poczułam się w pewnym stopniu zdradzona i poniżona. Chyba każda dziewczyna będąc na moim miejscu poczułaby się zraniona.
- Daj mi spokój i wyjdź! - uniósł ton głosu Zayn.
- Nie słyszałaś? - krzyknęłam z głębi pokoju. Jej oczy skierowały się na moją postać. Chyba w tym momencie dopiero dostrzegła moją obecność.
- Upsss... Nie mówiłeś, że już masz kogoś na tę noc. - zachichotała. Zauważyłam, że jest po alkoholu.
- Nie wiem jak się tu dostałaś, ale wynoś się. - ostrzegł ją Malik.
- Czemu mnie tak traktujesz? - zapytała kobieta. - Przecież z tego co pamiętam zawsze cieszyłeś się na mój widok.
- Daj sobie spokój z takimi tekstami i wyjdź. - podniosłam się z łóżka i podeszłam do nich. - Odwal się od mojego faceta. - dodałam srogo. Kobieta zmierzyła mnie wzrokiem i z kpiną odparła:
- Nic tu po mnie. - po czym tak zwyczajnie sobie poszła.
Byłam wściekła. Trzasnęłam drzwiami i skierowałam mój rozwścieczony wzrok na Malika.
- Kochanie... - zaczął i próbował mnie objąć, jednak się mu wyrwałam.
- Nawet nie próbuj. - wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
- April... - wyszeptał. - O co jesteś zła? - zapytał zmartwiony. Chyba ruszyły go wyrzuty sumienia.
- O nic. - wzruszyłam ramionami i podeszłam do okna za którym nocne Bradford tętniło życiem.
- Widzę że jesteś. - westchnął. - Mnie z nią nic nie łączy. - tłumaczył się.
- Akurat. - odparłam z drwiną. - Z żadną cię nigdy nic nie łączyło. - do moich oczu napłynęły łzy, których nie chciałam.
- To było rok temu. Wtedy wszystko było inaczej. - tłumaczył mi. - Przysięgam, że nic mnie z nią nie łączy. Z resztą widziałaś, była pijana. - bronił się.
- Nie chcę tego słuchać. - odparłam.
- Nie obchodzi mnie to czy chcesz, czy nie. - zaczął się złościć. - Możesz mi wierzyć albo nie, ale nie miałem z nią styczności od zeszłych wakacji.
- W zeszłe wakacje to raczej miałeś sporo "styczności" i to nie tylko z nią. Teraz mówisz, że kochałeś mnie od pierwszego wejrzenia, a widziałam cię zawsze co rusz to z inną panienką. - spojrzałam w jego oczy. Malowała się w nich złość.
- Co ty pieprzysz? - uniósł minimalnie ton głosu.
- Gdybyś mnie kochał, to nie sypiałbyś z innymi. Proste. - wytknęłam mu.
- Teraz tak mówisz. - pokręcił głową. - A ty myślisz, że jesteś lepsza? - chwycił mnie z kuriozalną siłą za ramię. - Chodziłaś z Billem, bo szukałaś przygód. Z Lukasem było podobnie. Sama go prowokowałaś, a potem udawałaś bezbronną April krzywdzoną przez życie. - powiedział na jednym wdechu tonem nie cierpiącym sprzeciwu, na co ja zareagowałam wymierzeniem mu siarczystego policzka, a on tylko wzmocnił uścisk.
- Związałeś się ze zwykłą dziwką. - powiedziałam przez zaciśnięte zęby. Zayn zacisnął mocniej dłoń, którą oplatał moje ramię. -Puść mnie. To boli. - zaczęłam się z nim szamotać.
- Nie. - stwierdził stanowczo. - Kocham cię. - wysyczał i pocałował mnie namiętnie.
- Mam cię dość. - powiedziałam odtrącając go.
- Wiem, że nie. - odparł i gwałtownie pchnął mnie na łóżko, po czym przywarł mnie swoim ciałem do materaca. - Jak bardzo mnie teraz znienawidzisz? - wysapał do mojego ucha wsuwając dłoń pod spodenki od piżamy.
- Puść mnie. - protestowałam, jednak on był silniejszy.
- Nie puszczę cię. - oznajmił i łapczywie złączył nasze usta. - Myślisz, że mi było przyjemnie, kiedy ten kretyn cię całował, kiedy cię dotykał? - zapytał zdejmując ze mnie dolną warstwę bielizny. - Mówił słowa, które powinnaś była usłyszeć z moich ust? - dodał i spojrzał w moje oczy. Z moich ust wydobył się niekontrolowany jęk, kiedy poczułam jego dłoń przy mojej kobiecości.
- Potrzebuję cię. - wyszeptałam do jego ust, a on zjechał z pocałunkami na moją szyję.
- Kocham cię. - wyszeptał.
                   Zaczęłam mu ulegać. Właściwie, to już teraz mógł zrobić ze mną co chciał. Byłam jego. Czułam jak szybko uderza jego serce, niemalże słyszałam jak dudni. Czułam fale gorąca które oblewały nasze ciała. Przez cały czas było mi mało Zayna. Zawsze mam go zbyt mało. Nigdy nie będę miała wystarczająco. Jego piękne perfumy unoszące się w powietrzu pokoju sprawiły, że do reszty już straciłam kontrolę. Zaczęłam go powoli rozbierać. Po chwili oboje byliśmy nadzy, otuleni jedynie naszą miłością. Oddawaliśmy sobie każdy pocałunek z pasją oraz namiętnością. Pod wpływem jego dotyku się rozpływałam. Pieścił mnie z taką zachłannością i brutalnością jak jeszcze nigdy wcześniej. Ciężko oddychał, w momentach, kiedy to ja dominowałam nad nim. Szybkimi ruchami dodawał rytmu naszym ciałom, które stały się niczym jedność. Kiedy czułam, go we mnie, świat znikał za mgłą ekstazy. Nie będąc w stanie zapanować nad sobą wbijałam paznokcie w jego plecy, ale on zdawał się nie czuć żadnego bólu. Ta noc była cudowna. On był cudowny. Nie zmrużyliśmy oka. Przez cały czas byliśmy zajęci sobą. Nawet pod prysznicem z samego rana.

- Pamiętaj, że jesteś moja. - wyszeptał mi do ucha kiedy się ubierałam, a następnie musnął moje wargi.
- Pamiętam. - odparłam i ominęłam go padając na łóżko.
- Idziemy na śniadanie? - zapytał. Ja jedynie wzruszyłam ramionami. - Jeszcze ci nie przeszła złość? - usłyszałam.
- Daj spokój. - wymamrotałam chwytając za telefon, który właśnie zaczął dzwonić. Byli to moi rodzice. Prawdę mówiąc ten telefon wyswobodził mnie od kolejnej bezsensownej rozmowy z Zaynem. Kocham go z całego serca, ale momentami zastanawiam się, czy to wszystko ma sens. Tyle rzeczy jest przeciw nam. Warto walczyć?
                      Kiedy zakończyłam pogawędki z rodzicami odłożyłam telefon na szafkę nocną i ulokowałam swoje spojrzenie w Zaynie, który właśnie przeglądał się w lusterku. Narcyz. Nie miałam sił się odezwać słowem. Byłam wycieńczona po całej nocy, a Zayn z dziwnych przyczyn zaczął mnie irytować swoją obecnością. W zeszłe wakacje było o tyle lepiej, że gdy mnie wkurzył mogłam trzasnąć drzwiami i zamknąć się w swoim pokoju. Czegoś mi brakuje w naszym związku. Niby jest idealnie, ale nadal nie tak jak powinno być. Zdarza nam się zbyt wiele wybuchów i napadów. To staje się męczące. Teraz oboje odczuwamy nieopisany żar, ale co będzie kiedy ten żar się wypali i pozostanie po nim tylko bezużyteczny popiół? Co wtedy?
Zerknęłam kątem oka na mój tatuaż. Po co ja się na niego zgodziłam? Jest jak metka, która ma oznaczać "Własność Zayna". Stałam się jego własnością. Gdzie do jasnej cholery podział się mój indywidualizm? Nie chcę mu jak na razie nic mówić, ale zaczęłam odczuwać poranne mdłości. Co jeśli zaszłam w ciążę? To nas zniszczy. Nie jesteśmy gotowi na dziecko. Ja nie jestem gotowa. Chcę coś w życiu osiągnąć, a macierzyństwo tylko pokrzyżuje moje plany. Z resztą wątpię, żeby Zayn też się specjalnie cieszył na dziecko. Przecież jest za młody. Kiedy wrócimy do Londynu będę musieć skonsultować się z ginekologiem i zrobić miliard testów ciążowych, aby mieć stuprocentową pewność. Nie wyobrażam sobie nawet, co by było gdyby wynik był pozytywny. Pewnie musiałabym zrezygnować z moich marzeń, ze studiów, z mojego normalnego życia. Musiałbym zajmować się domem, dzieckiem, Zaynem i walczyć z wszystkimi panienkami które się koło niego kręcą. Każdej z nich mam ochotę wydrapać oczy.
- Muszę wieczorem zadzwonić do Stylesa. - odezwał się nagle Malik wyrywają mnie tym samym z zamysłu.
- Po co? - zapytałam.
- Został ojcem. - oznajmił.
- Jak to? - zaciekawiłam się.
- Wpadł sobie z jakąś laską. - wyjaśnił. - Nawet nie wie, kim ona dokładnie jest. Nie pamięta jej. Twierdzi, że chyba był pijany jak ją posuwał. - dodał.
- I co teraz?
- A co ma być? Jego syn ma pół roku. Dzisiaj ma jechać i się z nimi spotkać po raz pierwszy.
- Jak on się czuje? - dociekałam.
- A jak ci się zdaje? Jest rozbity. Miał nadzieję, że to nie jego, ale testy potwierdziły ojcostwo. Współczuję mu. Zostać ojcem w tym wieku to jakaś porażka. Koniec imprez, beztroskich wypadów, rutyna w związku. - zaczął wymieniać, a ja poczułam, że słabnę.
- Tak to właśnie widzisz? - zapytałam unikając jego spojrzenia.
- Bycie ojcem jest ekstra, ale wszystko w swoim czasie. Nie wyobrażam sobie, żebym teraz miał nim zostać. To by wszystko przekreśliło.
- A jakbyśmy sobie wpadli? - wyszeptałam.
- O czym ty mówisz? Czy ty... - nie dokończył.
- Nie mówię, że jestem w ciąży, tylko się pytam co by było gdyby. - przekręciłam oczami.
- Nic. Musielibyśmy jakoś temu stawić czoła. Nie zostawiłbym cię samej. Przecież wiesz. - uśmiechnął się do mnie.
- Właśnie to chciałam usłyszeć. - odwzajemniłam jego mimikę, po czym wstałam z łóżka i podeszłam do fotela na którym spoczywał Zayn i zajęłam miejsce na jego kolanach, a on oplótł mnie mocno ramieniem.
- Kiedyś będziemy mieć gromadkę dzieci. Będziemy patrzeć jak stawiają pierwsze kroki, jak nabijają sobie pierwsze guzy, jak zaczynają szkołę, jak przeżywają pierwszą miłość, jak spełniają swoje marzenia, jak poznają swoje drugie połówki i zostawiają nas starych, schorowanych rodziców. - musnął mój policzek.
- A potem będą nam przywodzić wnuki na wakacje i będziesz ich zanudzał opowieściami ze swojej młodości, o naszej miłości, będziemy je zabierać nad Tamizę, karmić ptaki w parku. - zaczęłam wymieniać.
- To nasze przeznaczenie. - zaśmiał się.
- Zayn, lepiej nie wybiegajmy aż tak daleko w przeszłość. - poprosiłam. - Nie planujmy niczego. Niech będzie co ma być. - pocałowałam go.
- Boję się, że cię któregoś dnia stracę. - usłyszałam nagle.
- Nie stracisz. "Zayn" i "April" na zawsze. - przejechałam dłonią po jego nadgarstku na którym widniało moje imię. - Idziemy na to śniadanie? - zmieniłam nagle temat, żeby nie zrobiło się zbyt sielankowo.
- Może najpierw mała powtórka z rozrywki, a potem śniadanie? - zaśmiał się łobuzersko i uniósł ostrożnie moją bluzkę.
- Nie. Ja mam już dość. - odparłam i doprowadziłam się do ładu. - Chodź. - wstałam i podałam mu dłoń, którą on chwycił.



***Zayn***

                    Zawsze słyszałem, że seks na zgodę jest najlepszy, teraz wiem, że to prawda. Ta noc była magiczna. Chyba zbliżyliśmy się do siebie tak jak jeszcze nigdy wcześniej. Nie mogę zapomnieć jej smaku i dotyku. Wciąż mam zbyt mało jej bliskości. Podnieca mnie tak bardzo, że nie jestem w stanie się od niej oderwać. Lubię, kiedy mnie całuje, rozbiera, dotyka, kiedy pozwala mi na nasze nocne igraszki. Jestem z siebie dumny, kiedy widzę, ile przyjemności jest w stanie dać jej mój dotyk oraz język. Uwielbiam delektować się każdą częścią jej nagiego ciała. Jest cała moja. Prawie ją zgwałciłem. Nie żałuję tego. Nigdy specjalnie nie zwracałem uwagi na jej opór. Wiem, że ona lubi mnie w tym mniej romantycznym wydaniu. Uwielbiam czuć, jak drży pod wpływem mojego dotyku. Pewnie obudziliśmy cały hotel naszymi wyczynami, ale nie dbam o to. Miłość rządzi się własnymi prawami.
- Co chcesz zjeść? - zapytała, kiedy zeszliśmy do kuchni.
- Poczekajmy może lepiej na kucharkę. - zaproponowałem siadając za stołem.
- No chyba żartujesz. Masz dwie rączki? - zapytała - Sam jesteś w stanie sobie zrobić śniadanie.
- Ty mi zrób. - uśmiechnąłem się słodko. - Nikt nie robi tak pysznych kanapek jak ty. - posłałem jej buziaka.
- A ja za to wolę twoje. - uśmiechnęła się. - Wiesz gdzie jest chleb, wędlina, warzywa. Dasz sobie radę. - dodała.
Nie wygram z nią. To jest pewne. Nie lubi ulegać. Jedynie w sypialni powala mi na dominację nad sobą, a na co dzień to ona wbrew wszystkiemu rozdaje karty. Nie przeszkadza mi to. Obawiam się tylko, że ona nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, ile tak na prawdę dla mnie znaczy. Przecież nie ma rzeczy, której jej nie ofiaruję. Chcę żeby była najszczęśliwszą kobietą na ziemi.
                      Rozleniwiony zrobiłem śniadanie. Nie jestem mistrzem kulinarnym, ale podobno jej smakowało. Jest dobrą aktorką. Po śniadaniu, które właściwie było naszym obiadem, wzięliśmy moje siostry i poszliśmy na spacer. Ja oczywiście nalegałem, żebyśmy poszli sami, ale April się uparła, że chce się z nimi lepiej poznać. Cała ona. Przez ponad dwie godziny musiałem wysłuchiwać jakiś babskich pogaduszek, ale zasłużyłem sobie na to, bo ona musiała wczoraj wytrzymać przy mnie i przy moich kumplach. Teraz jesteśmy kwita. Przez moment przeleciała mi przez głowę myśl, żebyśmy tu zostali na stałe, ale szybko ją zanegowałem przypominając sobie o pewnych osobach i zdarzeniach, przez które April może się źle czuć w tym mieście. Po spacerze wróciliśmy do hotelu i postanowiliśmy wyjść się zabawić. Wybraliśmy wspólnie "Hot Clab". Ani ona, ani ja nie lubimy tego klubu, jednak czysty sentyment minionego lata wręcz zmusza nas do odwiedzenia go. Szybko więc się odświeżyłem i ubrałem, po czym siedziałem bezczynnie gapiąc się w telewizor, ponieważ April znowu kazała mi na siebie czekać, ale przyznam, że się opłacało, bo wyglądała niczym jedna z gwiazd Hollywood.
- Po twoim godzinnym pobycie przed lustrem liczyłem na coś efektywniejszego. - zaśmiałem się.
- Tak? To może zróbmy tak, że ty tu sobie zostaniesz, a ja pójdę sama do klubu. To będzie efektywne.  - uniosła lewą brew.
- Tylko się z tobą droczę. - zaśmiałem się pod nosem i pocałowałem ją namiętnie.
- No ja myślę. - oddała pocałunek.


***April***

Wychodząc do klubu miałam mieszane uczucia, czułam bowiem, że spotkam tam Billa. Na chwile obecną, to ostatnia osoba, z którą chcę mieć do czynienia. Zayn bywa porywczy, więc nie wykluczone, że spotkanie z blondynem mogłoby i tym razem skończyć się na komisariacie.
Nocne Bradford jest piękne, mieni się milionami rozmaitych barw jaskrawych neonów. Nic się tu nie zmieniło od zeszłego lata. Nawet ludzie, których mijaliśmy na chodniku w drodze do "Hot Club" mieli znajome twarze. Nie wykluczone, że bawiliśmy się niegdyś razem na tych samych imprezach. Czuję się tu jak w domu. Niezwykle przywiązałam się do tego miejsca i wiem, że ono do mnie również. Przyjeżdżając tu rok temu byłam pewna obaw, wewnętrznej walki oraz determinacji. Teraz jestem po prostu szczęśliwa w każdym możliwym znaczeniu tego słowa. Zayn przez całą drogę do klubu kurczowo ściskał moją dłoń i przesyłał gniewne spojrzenia wszystkim mijającym nas facetom w każdym przedziale wiekowym. Tak jest - bad boy wrócił do miasta. Większość zarówno mężczyzn jak i wypacyfikowanych kobiet witała się z Malikiem. On serio coś znaczy w tym mieście. Niesamowite jest to, jak bezpiecznie czuję się będąc blisko niego. Teraz odkryłam dlaczego go tak mocno pokochałam w zeszłe wakacje. On najzwyczajniej w świecie był gnojkiem mogącym przysporzyć mi masę kłopotów, a ja mam talent i aspiracje do tego, żeby sprowadzać na siebie same problemy. Był niczym zakazany owoc, który kusił mnie każdym prowokującym spojrzeniem, uśmiechem, zapachem, czy dotykiem, którego nie chciałam zaznać na swojej skórze, bo wiedziałam, że któregoś dnia mu ulegnę. Aura ciemności, która go otaczała oraz ryzyko wiążące się z jego osobą budziły we mnie najdziksze pragnienia. Był niebezpieczny. Niebezpieczny. Nieprzewidywalny. Mroczny. Zbuntowany. Uwodzicielski. Był usposobieniem wszystkich negatywów i pozytywów, których chciałam uniknąć w mężczyźnie, bo tworzyły go zbyt idealnym. Zawsze ciekawiło mnie, co on tak na prawdę myśli o mnie. Do dzisiaj tak jest. Chciałabym się nauczyć czytać w jego myślach, aby wiedzieć, co zrobić, żeby być jego ideałem kobiety. Nie jestem święta - wiem. Zdarza mi się mieć gorsze dni, wstrzynać bezsensowne awantury, odtrącać go, skupiać się na sobie, ale nikt nie może mi zarzucić, że go nie kocham i nie staram się walczyć o nasz związek. Zbyt dużo nas wtedy ominęło, aby teraz móc tak po prostu się poddać. Nie wiem co przyniesie przyszłość, ale to co teraz czuję, jest prawdziwe i zawsze już będzie.
Kiedy w końcu weszliśmy do "Hot Club", rozpoznałam ten charakterystyczny odór alkoholu i tytoniu. W powietrzu swobodnie unosiła się chmura dymu. Ludzie byli już konkretnie wstawieni. Znowu zauważyłam kilka znajomych twarzy, ku mojemu zdziwieniu, one też mnie dostrzegły. Wspólnie z Malikiem udaliśmy się w głąb sali, przedzierając się przez pijanych, ujaranych, tańczących ludzi. Ten klub to syf, ale wspominam go w miły sposób. Pamiętam, jak przyszłam tu po raz pierwszy. Bill kazał mi zająć miejsce przy jednym ze stolików, a sam poszedł po piwo. Na przeciwko mnie stała grupka chłopaków z odpalonymi papierosami i piwem w ręku. Wszyscy śledzili mój każdy ruch. Jak się później okazało, na zlecenie Zayna. Od zawsze się o mnie troszczył, ale nie okazywał tego. Teraz wszystko jest tak jak powinno być. Troszczymy się o siebie nawzajem i nie musimy udawać obojętności.



Malik wypatrzył gdzieś wśród tłumu machającego do niego Matta. Postanowiliśmy do niego podejść. Dawno go nie widziałam. Nic się nie zmienił.
- Stary. - powiedział witając się z Zaynem z bara. - Co cie sprowadza do Bradford? - zapytał na wstępie.
- Nic takiego. Mama nalegała, żebym przyjechał, więc jestem. - zaśmiał się Malik, po czym przysunął mnie do siebie i objął w pasie.
- Hej. - przywitałam się krótko.
- Lena! Kopę lat. Zmieniłaś się, wiesz? - zaśmiał się i mocno mnie przytulił. - Brakowało mi cię tutaj. Na długo przyjechałaś do pracy? - dodał.
- Nie przyjechałam do pracy. - odparłam natychmiastowo.
- Więc co tu robisz? - zdziwił się. - Chodźcie na korytarz, bo strasznie głośno. - dodał, a my ruszyliśmy za nim.
- Przyjechała odwiedzić teściów. - oznajmił Malik, kiedy znaleźliśmy się już przy wejściu do szatni oraz toalet.
- Teściów? To znaczy, że wy ten tego? - zafalował brwiami. - Ciekawe rzeczy się dzieją. - zaśmiał się. - Co prawda wiedziałem, że oboje jesteście w Londynie, ale nie sądziłem, że się na siebie natkniecie.
- Tak się składa, że studiujemy razem. - wyjaśniłam.
- To kiedy ślub? - wypalił z grubej rury. - Pewnie szybko. - puścił nam obojgu oczko.
- Jeszcze nie... - zawahałam się. - Chyba jest za wcześnie, żeby rozmawiać o ślubie. - uśmiechnęłam się lekko. Zayn milczał, właśnie teraz, kiedy potrzebowałam usłyszeć cokolwiek z jego strony na ten temat.
- Rozumiem. - odwzajemnił mimikę Matt - Nie ma co się śpieszyć.
- Dokładnie. - wymamrotał Malik.
- A gdzie jest twoja narzeczona? - zapytałam z szerokim uśmiechem.
- Rozstaliśmy się. - westchnął.
- Jak to? - zdziwiłam się.
- Zwyczajnie. Wielkie uczucie, które się wypaliło. Znudziliśmy się sobą. - odparł z uśmiechem. - Bywa.
- Tak mi przykro... - zamartwiłam się. - Gdzie ona teraz jest? - dociekałam, co pewnie było nie na miejscu.
- Prawdę mówiąc, to nie mam pojęcia. Chyba w Leeds. Ma nowego chłopaka. Chyba to coś poważnego, a ja stałem się wolnym strzelcem i takie życie mi odpowiada. - zaśmiał się upijając łyk piwa z butelki.
- Taaaaak... to były czasy. - westchnął Zayn.
- Kochanie, masz mi coś do powiedzenia? - uniosłam lewą brew spoglądając na niego.
- Żartowałem. - zaśmiał się słodko i pocałował mnie.
- Dobra gołąbki, fajnie było was znowu zobaczyć. Bywajcie, ja idę coś upolować. - puścił nam oczko i ruszył w swoją stronę.
- Też kiedyś byłeś taki? - zapytałam.
- Nie mała, ja byłem sto razy bardziej napalony. - zaśmiał się i przyciągnął mnie do siebie, po czym z pasją wpił się w moje usta.
- I marzyłeś o każdej lasce pod słońcem... - odparłam przerywając moment pocałunku.
- Tak. Aż do pewnej nocy, kiedy to taka jedna o mało co mnie nie rozgniotła w moim własnym łóżku, gdy spałem. - roześmiał się i pstryknął mnie w nos, po czym ponownie mnie pocałował napierając na mnie całym ciałem.
Jak dotąd ten wieczór był perfekcyjny, ale nic nie może przecież trwać wiecznie.
- No proszę, proszę. - usłyszeliśmy znajomy, męski głos. Tego się właśnie obawiałam.
- Czego chcesz? - zapytał gniewnym głosem Malik mierząc Evansa wzrokiem.
- Nic. Chciałem cię tylko spytać, czy już zdążyła ci dać dupy, Malik? - zapytał z drwiną zaciągając się papierosem.
Na reakcję Zayna nie trzeba było długo czekać. Z furią rzucił się na Billa i oboje zaczęli się szamotać. Bałam się, że się pozabijają, więc bez dłuższego namysłu wkroczyłam między nich i zaczęłam ich rozdzielać. Oboje zdawali się nie zwracać uwagi na moją obecność wśród i prośby, które sugerowały, że mają z tym skończyć. Kiedy Zayn zamachnął się, żeby pięścią rozkwasić nos Billa, szybko złapałam jego nadgarstek z wszystkich sił i spojrzałam w jego oczy. - Zayn, nie rób tego. Proszę. - wyszeptałam. Zayn zawahał się, ale ostatecznie ustąpił. - Wychodzimy. - rozkazałam tonem nie cierpiącym sprzeciwu i łapiąc jego dłoń, wyprowadziłam go na zewnątrz. Chłopak snuł się za mną ociężale. W milczeniu oddalaliśmy się od klubu. - Usiądźmy. - ponownie rozkazałam, kiedy dostrzegłam ławkę przy fontannie na jakimś małym placu porośniętym drzewami. Chłopak ponownie wykonał polecenie i usadowił się na ławce. - Krwawisz. - zwróciłam mu uwagę.
- Ta ciota rozbiła mi  łuk brwiowy - wkurzył się. - I jak ja teraz wyglądam?!
- Pokaż to. - rozkazałam. Przyjrzałam się ranie, co nie było łatwe w bladym świetle latarni. Miał lekko rozcięty łuk, wręcz zadrapany. Nic wielkiego. Wyjęłam z kieszeni jego spodni chusteczkę higieniczną i przyłożyłam ją do krwawiącego miejsca. Zasyczał z bólu.
- Nie ma powodu do paniki. - uśmiechnęłam się lekko. - Do wesela się zagoi.
- Wesela? - zapytał zdezorientowany.
- Tak się mówi w Polsce. - wyjaśniłam.
- Myślałem, że się mi oświadczasz. - zaśmiał się.
- Serio, aż tak mocno oberwałeś, że ci się w główce pomieszało? - zapytałam. - Od kiedy to kobieta się oświadcza?
- Różnie bywa. - odparł obejmując mnie ramieniem.
- No tak, ale to facet powinien stanąć na wysokości zadania.
- A jeśli okoliczności nie będą romantyczne i nie będzie miał pierścionka, a bardzo będzie chciał się oświadczyć? Co wtedy? - zapytał.
- Liczy się samo pytanie. - zaśmiałam się.
- Czekaj, jak ono brzmiało? - zapytał.
- Wyjdziesz za mnie? - odpowiedziałam.
- No i widzisz. W tym momencie się mi właśnie oświadczyłaś. - roześmiał się.
- Podszedłeś mnie! - krzyknęłam i również wybuchnęłam śmiechem.
- Da się? Da się. - powiedział z samozachwytem.
- Jesteś okropny. - westchnęłam.
- Ty też. - wyszeptał na moje uchu - Ale strasznie za tobą szaleję mała - dodał.
- Mała? Mała to jest twoja pała... Ja jestem niska. - pokazałam mu język.
- Coś ty powiedziała? - oburzył się.
- Słyszałeś. - skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
- Mam nadzieję, że jednak się przesłyszałem. Uważasz, że jest mały? - uniósł lewą brew.
- Zayn, błagam cię. Dorośnij. - przewróciłam oczami.
- Podważyłaś moją męskość, więc odpowiedz. - trącił mnie lekko łokciem.
- Tak się mówi. - odparłam z powagą.
- Jak? - zapytał.
- Zayn! - tupnęłam nogą jak pięciolatka. - Wiesz co miałam na myśli, więc się nie czepiaj. - powiedziałam na jednym wdechu, a on się szeroko uśmiechnął. - Co? - zapytałam.
- Nic. - szepnął. - Mam bardzo poważne pytanie. - zaczął z powagą.
- No?
- Będziesz mnie nadal kochać, nawet z tą rozciętą brwią? - zapytał, a ja roześmiałam się. - No i z czego się śmiejesz, ja poważnie pytam. Właśnie moja uroda ucierpiała, a ty masz to w nosie. - udał oburzonego.
- Będę. - odparłam nadal zanosząc się śmiechem. Moja odpowiedź go ucieszyła, bo znienacka pocałował mnie.
                    Uwielbiam te nasze bezsensowne rozmowy. Uwielbiam jego. To nie do pomyślenia, że już jutro musimy wrócić do Londynu, ale grunt, że tym razem nie wyjeżdżam sama. Teraz nasza przyszłość wiąże się z Londynem. Tam też jest nam dobrze. Chyba miejsce w którym jesteśmy nie będzie odgrywać znaczącej roli, tak długo, aż będziemy razem.


No i mamy XVI rozdział ;). Przepraszam, że musieliście tak długo czekać, mam nadzieję, że się opłacało. Zauważyłam pod ostatnim postem komentarz z prośbą o +18 ;). Cóż... co prawda +18 to to nie jest, ale powiedzmy, że +16. 
Chyba każdy z was się ze mną zgodzi, że to opowiadanie schodzi na psy = coraz bardziej przewidywalna i nudniejsza robi się akcja. Chyba najwyższy czas je już powoli kończyć. Nie sądzicie? 
Daję Wam szansę zadecydowania o tym, ile jeszcze rozdziałów powstanie. Piszcie w komentarzach pod postem jak długo jeszcze chcecie się męczyć z Zapril ;). Wszystko zależy od Was kochani! :)

8 komentarzy = next chapter ♥