GRY
trwa inicjalizacja, prosze czekac...

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Rozdział IX




              Pół nocy nie spałem, zastanawiając się, jak ją zatrzymać w Bradford. Przychodziły mi do głowy różne scenariusze, plany i pomysły. W tym najbardziej desperackim mówiłem jej, że ją kocham. Przecież, nie uwierzyłaby mi, nie po tym co widziała, a widziała dużo. Widziała tyle kobiet przewijających się przez drzwi do mojego pokoju, że nie będzie w stanie uwierzyć  w żadne moje wyznanie. A co jeśli wyjawię jej, że ją kocham, a ona powie, że nie czuje tego samego? Umarłbym pod ciężarem tych słów. Udało mi się zasnąć dopiero około 7 rano, czyli dokładnie wtedy, kiedy ona wstawała do pracy. Miałem piękny sen... była w nim ona i ja. Sam na sam pośrodku letniej polany skąpanej w promieniach porannego słońca. Trzymałem jej dłoń, a ona uśmiechała się do mnie promiennie. W jej oczach mienił się blask tysiąca gwiazdy, z których każda jedna tliła się mocniejszym blaskiem niż pozostałe. Prowadziliśmy jakąś nic nieznaczącą rozmowę. W pewnym momencie ująłem lekko jej podbródek i połączyłem nasze usta w czułym, wyczekanym pocałunku, który ona odwzajemniła. Uśmiechała się całując moje usta. Kiedy nasze wargi się oddaliły, otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale nie zdążyła, bo ubiegła ją moja mama, który zerwała ze mnie ciepłą kołdrę tym samym mnie budząc. Zamruczałem z niezadowoleniem czując zimno opiewające moje ciało. Otworzyłem zaspane oczy i spojrzałem na mamę która stała nade mną.

- Zayn, wiesz która jest godzina? - zapytała.
- Wczesna. - odparłem na nowo przykrywając się kołdrą.
- Jest już 14! - krzyknęła na mnie i zdarła ze mnie kołdrę.
- No i? - zapytałem wtulając się w poduszkę.
- Jak no i? Jest niedziela. Piękny dzień, a ty śpisz! Wstawaj w tej chwili i pomóż w kuchni. Pozmywaj naczynia, cokolwiek. Z resztą powinieneś się wreszcie zacząć uczyć! Wiem, że są wakacje, ale ty masz synku egzamin za niedługo i musisz go zdać. Przestań w końcu tyle imprezować i weź się za coś pożytecznego. - wykrzyczała. Momentalnie przeszła mi ochota na dalsze spanie.
- Pamiętam o egzaminie. - odparłem.
- To dobrze, ale czy otworzyłeś w ostatnim czasie książkę lub przewertowałeś notatki z wykładów? - zapytała, a ja kiwnąłem przecząco głową.
- Jutro się za to wezmę. - oznajmiłem.
- Dzisiaj. - odparła surowo. - Powiedz mi jeszcze Zayn... co się tu wczoraj działo? - zapytała siadając na łóżku obok mnie.
- O co pytasz? - przejechałem dłonią po moich czarnych włosach.
- Wiesz o co. - stwierdziła. - Co tu robiła wczoraj policja? - zapytała nagle.
- Nic. - wzruszyłem ramionami.
- Kilka osób widziało, jak cię wyprowadzają w kajdankach... - ciągnęła dalej temat.
- Kilka osób, czyli kto? - zapytałem. Miałem ochotę znaleźć tych kilka osób i je roznieść. Kable!
- Nieważne. - usłyszałem. - Powiesz mi, co się wydarzyło?
- Nic mamo. Zwykła pomyłka. Wzięli mnie za kogoś innego. Przecież gdybym to ja był winien, to nie siedziałbym tu teraz z tobą, tylko w jednej z cel. - uśmiechnąłem się delikatnie, co ona odwzajemniła. Nie mogłem powiedzieć jej prawdy. To by ją zraniło.
- Wierzę ci słoneczko. - odparła. - Jest tylko jeszcze jedna sprawa, która mnie niepokoi... - zaczęła.
- Jaka? - zaciekawiłem się.
- Twoja znajomość z tą polką. W co ty się pakujesz? - zapytała, a we mnie zaczęła się gromadzić złość.
- W nic. - wzruszyłem ramionami.
- Spędzasz z nią bardzo dużo czasu.
- Po prostu lubię z nią rozmawiać. - spojrzałem na mamę.
- Dobrze, ale nie o to mi chodzi.... Podoba ci się?
- Kto? Lena?! Nie. - odparłem.
- Na pewno? - chciała się upewnić.
- I tak za dwa tygodnie wyjedzie. - wzruszyłem ramionami.
- Czyli jednak... - westchnęła głośno.
- Co miało znaczyć to westchnięcie? - zapytałem lekko oburzony.
- Nic synku, ale ona nie jest stąd. Nie jest taka jak my, jak ty. Jest chrześcijanką, ty Muzułmaninem. Ona mieszka w Polsce, ty w Anglii. Ona wyjedzie, a ty zostaniesz. Nie nakłonisz jej do tego, żeby tu zamieszkała. A nawet jeśli zechce wrócić do Bradford w przyszłe wakacje, to twoje serce może już ulokować swoją miłość w innej kobiecie. - wygłosiła swój monolog, który tylko przytwierdził mnie do ziemi i osłabił mnie oraz moje nadzieje na jakąkolwiek wspólną przyszłość z April.
- Mamo.... - zacząłem. - I tak nie mam na co liczyć. Ona na mnie nie reaguje, tak jak inne dziewczyny. Jest odporna na moje starania, a co najgorsze, nie ufa mi. - wyżaliłem się. - Sam jestem sobie winien. Gdybym to rozegrał w inny sposób, to ona widziałaby we mnie fajnego faceta, a tak... widzi tylko gnojka, który lubi się bawić kobietami.
- Zayn, nie bądź dla siebie taki surowy. - pogładziła mnie po głowie, tak jak małego chłopca, który się rozczula nad popsutą zabawkową wyścigówką. - Może, to nawet lepiej, że jest tak jak jest? Lena wyjedzie, zapomnisz o niej. Wszystko minie. Za to Alice będzie tutaj. Możecie na nowo spróbować. Tworzyliście taką wspaniałą parę. - dodała.
-Lena jest dla mnie ważna, nie Alice. - odparłem stanowczo. - Chyba ją... to znaczy... myślę, że... Lena... Kocham ją. - wydusiłem w końcu.
- Dlaczego? - zapytała.
- Nie wiem. Kocham ją za to jaka jest. Kocham ją za jej wady oraz zalety. Pozwoliła mi zrozumieć tak wiele spraw... nigdy wcześniej tego nie czułem... czegoś tak bezinteresownego... Od półtorej miesiąca, kiedy znalazła się tutaj myślę o niej i błagam o jej szczęście, a nie własne.
- Zayn... - zaczęła - To nie ma sensu. - oświadczyła mi. Prawdę mówiąc liczyłem na inną odpowiedź... liczyłem, że mnie wesprze i zdopinguje w dalszych staraniach o serce April, a ona co? Odwodzi mnie od miłości do niej, mówiąc, że Alice jest świetna dla mnie. Zawiodła mnie.
- Wiem, że nie ma. - odparłem. - Ale zależy mi na niej. - powtórzyłem.
- Synku, rozchmurz się  i zrób to o co prosiłam. - rzekła podnosząc się z mojego łóżka.
- Zapomnij o niej? - przewróciłem oczami.
- Nie... pozmywaj naczynia. - uśmiechnęła się ciepło i zniknęła za drzwiami.

                Zapowiadał się świetny dzień. Na dzień dobry okłamałem własną matkę, usłyszałem coś, co mnie zgasiło oraz zdałem sobie sprawę z beznadziejności sytuacji w której się znalazłem. Jestem arcy-frajerem. Podniosłem się łóżka i udałem się do łazienki w celu umycia zębów oraz przemycia twarzy wodą na rozbudzenie, chociaż w zasadzie po tej porannej rozmowie, nie było mi to potrzebne. Wróciłem do pokoju i stanąłem pod szafą, którą następnie otwarłem na oścież, aby wyszukać jakiś w miarę przyzwoitych ciuchów na dzisiaj. Byłem w złym humorze i nie chciałem niczyjego towarzystwa. Jak na złość usłyszałem czyjeś pukanie do drzwi. - Nie ma mnie!! - wykrzyczałem. Jednak nawet to nie powstrzymało tej osoby od wtargnięcia do mojego pokoju.
- Cześć. - usłyszałem cichy, wesoły głos April. - Jednak jesteś - zaśmiała się melodyjnie. Widziałem na jej policzkach małe rumieńce, które z pewnością były powiązane z tym, że stałem przed nią w samych bokserkach. Kiedy zobaczyłem jej słodki uśmiech, cała złość i rozżalenie poszły w niepamięć.
- Dla ciebie zawsze jestem. - odparłem uśmiechając się szelmowsko i napiąłem mięśnie opierając się rękami o drzwiczki szafy. To ją zawstydziło jeszcze bardziej, bo spuściła wzrok, zupełnie jak w tym momencie, w którym się poznaliśmy.



- Chciałam się z kimś ponudzić, bo tak się składa, że skończyłam już pracę. - rzekła szukając bezpiecznego punktu, w którym mogłaby ulokować swoje spojrzenie, żeby nie wydało się, że boi się spojrzeć na mój nagi tors.
- Zawsze chętnie się z tobą ponudzę kochanie. - odparłem z rozbawieniem. - Usiądź sobie. - skinąłem głową na łóżko. Posłusznie usiadła na jego skraju.
- Wiem, dlatego przyszłam. Wiesz, przeszedł mi już kac. - odparła. Nadal patrzyła w nieznanym mi kierunku.
- Dlaczego jak do mnie mówisz, to nie patrzysz na mnie? - zapytałem nagle przygryzając dolną wargę.
- Wydaje ci się. - odparła zmieszana.
- Nie wydaje mi się. - uśmiechnąłem się cwaniacko. - Spójrz na mnie. - przyjęła wyzwanie i przelotnie obdarzyła mnie spojrzeniem, ale zaraz potem ponownie uciekła wzrokiem. - Boisz się patrzeć na mnie. - powiedziałem zadziornie.
- Nie boję się. - wzruszyła ramionami.
- Boisz się.... bo podoba ci się to, co widzisz i wiesz, że za moment możesz ulec. - wyszeptałem zbliżając się do niej.
- Ulec czemu? - zapytała wpatrując się we własne dłonie. Usiadłem tuż przy niej, najbliżej, jak się tylko dało i brutalnie chwyciłem jej podbródek zmuszając ją, by spojrzała na mnie. Nasze usta dzieliły tylko milimetry.
- Mi - wymruczałem wsuwając prawą dłoń pod materiał jej bluzki, a lewą gładząc jej policzek.
- Oszalałeś - stwierdziła i odepchnęła mnie na bezpieczną odległość. Zaśmiałem się głośno. Była taka uparta.
- Być może. - wyszeptałem do jej ucha.
- Zayn przestań! - zbulwersowała się.
- Co ja znowu robię? - zapytałem zdezorientowany. - Przecież tobie się to podoba - odparłem uwodzicielskim głosem gładząc ją po ramieniu.
- Myślałam, że mogę z tobą normalnie spędzić czas, ale ty wolisz grać w te swoje gierki. - odparła z chłodem podnosząc się z łóżka.
- Czekaj. - rzekłem chwytając jej dłoń. - Już nie będę. - spojrzałem w jej oczy. - Obiecuję.
- Okay, ale jeden nieodpowiedni ruch, a sobie pójdę. - zagroziła mi palcem.
- Nie bredź. - zaśmiałem się i pociągnąłem ją mocno za dłoń i wpadła w moje ramiona, a ja opadłem bezwładnie na łóżko trzymając ją w ciasnym uścisku.
- Zayn! - protestowała.
- Słucham?- zapytałem gładząc ją po włosach.
- Mam sobie pójść? - zapytała.
- Nie dasz rady, bo cię nie puszczę. - odparłem cwaniacko.
- Mam cię opluć? - zapytała z powagą.
- Plując mi w twarz, to tak jakbyś mnie pocałowała.. - odparłem nadal się śmiejąc... wiem.. to zdanie brzmiało dużo lepiej, kiedy trzymałem je w głowie.
- Chciałbyś... - przewróciła oczami.
- A wiesz, że tak? - zapytałem wkradając się dłonią pod materiał jej bluzki.
- Nie lubię, kiedy mi tak robisz... - wzburzyła się.
- A ja wiem, że lubisz. - przygryzłem dolną wargę.
- Jesteś zbyt pewny siebie. - odparła wtulając się w moją klatkę piersiową. Tego posunięcia z jej strony się nie spodziewałem.
- Ale to ci się we mnie podoba kochanie. - wyszeptałem do jej ucha, a ona się tylko zaśmiała. Nadal trzymałem dłoń na jej plecach pod bluzką.
- Masz śliczne perfumy... - stwierdziła wąchając moją szyję.
- Podobają ci się? - zapytałem.
- Mhm. Zayn...
- Słucham kochanie?
- Mógłbyś się w końcu ubrać? - zapytała kreśląc opuszkami palców linię wokół mojego tatuażu na barku.
- Jestem ubrany. - zażartowałem.
- W jednej-piątej tylko.... - odparła.
- Ta jedna-piąta to i tak za dużo. - puściłem jej oczko.
- Jasneeeee... - zaśmiała się.
- No okay, skoro aż tak ci na tym zależy, to się ubiorę. - westchnąłem i zwaliłem ją z siebie, na co ona się zaśmiała.
              Podszedłem ponownie do szafy, aby wygrzebać na jej dnie jakieś ciuchy. Zdecydowałem się na niebieską podkoszulkę z nadrukiem oraz spodnie od dresu. Poszedłem do łazienki aby je ubrać oraz ułożyć włosy.
-Zayn! - usłyszałem nagle.
- Już idę - odparłem odkładając grzebień na umywalkę, po czym podszedłem do niej. Właśnie siedziała po turecku na moim łóżku przeglądając mój album ze zdjęciami. Ciekawiło mnie, skąd go wytrzasnęła, skoro ja szukałem go od tygodni i nie mogłem znaleźć.
- Gdzie był? - zapytałem siadając obok niej i obejmując ją ramieniem.
- Pod twoim łóżkiem.
- Co robiłaś pod moim łóżkiem? - zapytałem robiąc minę wtf.
- Nie chcesz wiedzieć. - roześmiała się.
- Chcę. - pokazałem jej język.
- Oj tam. - odparła. - Ty mi lepiej powiedz kim jest ten przystojniak na zdjęciu stojący obok ciebie.



- Liam Payn. Czemu pytasz?
- Jest... - westchnęła- Taki słodziak... Aż się go chce mocno przytulić i nigdy nie wypuszczać... Taki kochany... Ma takie urocze oczka... Awwww... - zaczęła się nim zachwycać. Nie podobało mi się to.
- Teraz już nie jest taki słodki. -odbąknąłem.
- Czemu? - zapytała.
- Bo wygląda tak. - zacząłem kartkować strony albumu. - Ooo. Jest, proszę. - wskazałem jej zdjęcie.



- Żartujesz? To jedno z najgorętszych ciach na tej planecie... - odparła. - Ma dziewczynę? - usłyszałem.
- Jak dla ciebie, to tak. - odparłem.
- Szkoda... jest taki przystojny i kochany...
- Nie rozpędzaj się. To ja jestem przystojny i kochany. - powiedziałem z samozachwytem.
- Ahaaa...
- Co ci się we mnie nie podoba? - zapytałem zaczynając ją łaskotać.
- Eeeeeej... przestań... - broniła się, jednak ja byłem silniejszy.
- Nie przestanę, dopóki nie powiesz, że to ja jestem przystojny i kochany.
- A czy kiedykolwiek zaprzeczyłam? - zapytała nagle.
- Nie. - pokiwałem przecząco głową.
- Więc czego się ciskasz Malik? - roześmiała się i rozciągnęła moje policzki.
- To boli. - wymamrotałem z miną zbitego szczeniaka.
- Oj, przepraszam. - uśmiechnęła się szeroko i pstryknęła mnie w nos. Chyba nigdy wcześniej nie zachowywała się tak w stosunku do mnie. Co się więc zmieniło, że nagle nie odtrąca mnie, ani nie obraża się, że ją dotykam?
- Daj buziaka. - poruszyłem brwiami i przysunąłem ją do siebie, a ona pocałowała mój policzek, na którym pozostawiła palący ślad swoich ust.
- Ja już zmykam. - zakomunikowała mi, a następnie wstała z mojego łóżka i podeszła w stronę drzwi. - Zobaczymy się jeszcze dzisiaj? - zapytała stojąc w nich, a ja kiwnąłem twierdząco głową.

               Chciałbym umieć to w jakiś logiczny sposób pojąć. Czy ona przed momentem zapytała, czy się jeszcze dzisiaj spotkamy, czy zwyczajnie się przesłyszałem? Nie chciałem, żeby wychodziła, bo kiedy trzymam ją w ramionach, czuję się, jakbym był strażnikiem najcenniejszego skarbu jaki ma ten świat. Chyba w momencie, kiedy mnie pocałowała w policzek, lekko się zarumieniłem, bo sądziłem, że zignoruje moją prośbę o buziaka. Z nią nigdy nic nie wiadomo. Musimy się nacieszyć sobą zanim wyjedzie, ja muszę się nacieszyć nią.
Po krótkiej chwili zachwycania się April, zszedłem do kuchni i zrobiłem to, o co prosiła mnie mama. Oczywiście nie nie obyło się bez krótkiej rozmowy z kucharką.
- Pasowalibyście do siebie. Ja ci to mówię. - tłumaczyła mi.
- Wiem. Ale co z tego? Jesteśmy tylko przyjaciółmi i odpowiada nam tak jak jest teraz. April wyjedzie za dwa tygodnie. - odparłem zmywając ostatni talerz.
- Bzdury! Gdybyś był prawdziwym facetem, to walczyłbyś o kobietę, którą kochasz!  - zaczęła się wymądrzać.
- Pani nic nie wie. Nie widzę sensu zaczynać czegokolwiek, skoro nic nie przetrwa.
- Zayn... jaki ty jesteś dziecinny. - stanęła z założonymi rękami.
- Nie jestem. Myślę racjonalnie i wiem, że nie jestem gotowy na poważny związek, a już na pewno nie z dziewczyną która będzie tysiące kilometrów ode mnie. - tym zdaniem skończyłem temat i opuściłem pomieszczenie.
              Nie lubiłem kiedy ktoś mi suszył głowę w ten sposób, a już zwłaszcza, kiedy miał rację. Jestem dziecinny i nic na to nie poradzę. Gdyby April zrobiła cokolwiek, co poświadczyłoby o tym, że chce spróbować czegokolwiek ze mną, stanąłbym na głowie, żeby jej udowodnić, że jestem wart jej miłości. Ale ona nie robi nic poza mieszaniem w moim życiu i wysyłaniem mi sprzecznych sygnałów. Głupieję przy niej... jest zła, kiedy dostanie mnie za dużo lub za mało. Nigdy nie jest dobrze. Podejrzewam, że sama nie wie, czego chce. Jeśli mnie kocha, to niech w końcu pozwoli mi się do siebie zbliżyć. Nie jest dla mnie tym samym co inne panienki. Nigdy nie była. Nie rozumie tego? Zayn... wariujesz... wszystko z jej winy.
             Wróciłem do swojego pokoju i sprawdziłem wiadomości w telefonie. Miałem w skrzynce kilka sms - ów od kumpli oraz kilku dawnych "przyjaciółek". Zaśmiałem się po nosem i rzuciłem telefonem w stronę fotela. Wszyscy chcieli, żebyśmy gdzieś razem wyskoczyli. Nie dzisiaj... dzisiaj muszę zająć się nauką oraz April.
             Zegar wybijał godzinę 19.15. Westchnąłem głośno i z niechęcią sięgnąłem po książki znajdujące się na ławie. "W sumie... po co mam się tego uczyć? Przecież i tak nie będzie mi to potrzebne w życiu. Chcę rzucić te studia w cholerę i zacząć robić w końcu coś, co serio mnie interesuje. Ekonomia nie ma z tym nic wspólnego." - mówiłem sam do siebie w myślach. Leniwie kartkowałem kolejne strony podręcznika do rachunkowości czytając co trzecie zdanie. Nie byłem w stanie się skupić nad tym, co wertowałem wzrokiem. Wszystko wydawało mi się być takie nudne i nieprzydatne. Kompletna strata czasu. Po 20 minutach "intensywnego" dokształcania się pieprznąłem książką w nieznanym kierunku i wyszedłem z pokoju. To proste, że chciałem spędzić ten wieczór z April.


***April***



             Czułam się jeszcze słabo po wczorajszym dniu, więc postanowiłam wziąć orzeźwiającą kąpiel. Kiedy wyszłam z kabiny prysznicowej, zorientowałam się, że jak zwykle zapomniałam zabrać ze sobą do łazienki bielizny oraz ubrań. Owinęłam więc moje mokre ciało w biały ręcznik i udałam się do pokoju po potrzebne mi rzeczy. Już stojąc w drzwiach usłyszałam głośny gwizd.
- No, no, no... kochanie... nie podziewałem się, że przywitasz mnie w taki sposób. - usłyszałam z ust Zayna który rozłożył się na moim łóżku.
- Kochanie, leżysz na moich ubraniach. - powiedziałam i podeszłam do niego w celu zabrania moich ciuchów.
- Lepiej wyglądasz bez nic, w kusym ręczniku. - na jego twarzy zawitał szelmowski uśmiech.
- Daruj sobie. - rzuciłam jak gdyby nigdy nic i chwyciłam moje ubrania. Chciałam już się oddalić w stronę łazienki, ale doznałam paraliżu, kiedy gorąca dłoń Zayna zaczęła sunąć w górę zewnętrznej strony  mojego chłodnego uda. - Możesz tak nie robić? - zapytałam posyłając mu zabójcze spojrzenie.
- Jak? - zatrzymał dłoń.
- Choć ten jeden raz mnie nie dotykaj. - wyjaśniłam zabierając jego rękę.
- Nawet nie wiesz o co mnie prosisz. - odparł przygryzając dolną wargę.
- Postaraj się. - uśmiechnęłam się mimowolnie i wróciłam do łazienki. Po chwili wyszłam ubrana w jakąś pierwszą lepszą sukienkę.
- Kiedy ty się nauczysz, że nie wolno wchodzić do niczyjego pokoju bez zaproszenia? - zapytałam rozpuszczając włosy, które jak dotąd były spięte w wysoki kok, aby woda ich nie zmoczyła.
- A kiedy ty się w końcu nauczysz zamykać drzwi śliczna? - zapytał zadziornie prowokując mnie swoim spojrzeniem.
- Wtedy, kiedy ty przestaniesz wpadać tu jak do siebie. - odparłam.
- W gruncie rzeczy, to ja jestem u siebie. Jakby nie było, to jest mój hotel. - zaśmiał się wesoło.
- Pamiętam o tym słońce. - puściłam mu oczko. - Przejdziemy się gdzieś? - zapytałam przygryzając dolną wargę.
- Z tąbą choćby na koniec świata. - uśmiechnął się szeroko i zeskoczył z łóżka. - Gdzie chcesz, żebym cię zabrał? - podszedł do mnie i pogładził mój policzek, co wywołało mój niekontrolowany, szeroki uśmiech.
- Przed siebie... - odparłam kładąc dłoń na jego klatce.
               Po chwili byliśmy już przed hotelem. Szliśmy w bliżej nieokreślonym kierunku, gdzie nas poniosły nogi i wyobraźnia. Było... magicznie. Rozmawialiśmy jak jeszcze nigdy wcześniej. W ogóle wszystko było takie jak jeszcze nigdy wcześniej, taki pierwsze, cudowne. Moje serce wariowało czując zapach jego perfum. Śmialiśmy się, wygłupialiśmy, biegaliśmy po ulicach. Czuliśmy się beztrosko. Marzyłam o tym, żeby móc poczuć smak jego ust. Wiem, że miałam ku temu pełno okazji już wcześniej i za każdym razem wszystkie marnowałam, ale ja nie chcę dać mu się owinąć wokół palca. Nie chcę grać według jego reguł. Uwielbiam te iskierki w jego oczach, sposób w jaki składa usta zaciągając się papierosem, jego aksamitne dłonie,  to jak się śmieje, jak cudnie pachnie. Będąc przy nim, czuję się taka bezpieczna i obdarzona troską, której nigdy wcześniej nie znałam. Tak na prawdę, to nigdy wcześniej nie czułam takich silnych uderzeń serca, nigdy wcześniej nie czułam, że mam przed sobą mężczyznę, którego kocham całą sobą. Bill był moim pierwszym chłopakiem, choć trudno w to uwierzyć. Dlatego więc, jest mi tak ciężko otworzyć się przed Zaynem, bo ryzyko pokochania go jest duże. Ale na moje nieszczęście, już je podjęłam. Kocham go.


   ***Zayn***



- Dziękuję za wspaniały wieczór. - uśmiechnęła się do mnie promiennie kiedy staliśmy już pod jej pokojem.
- To ja dziękuję. - odparłem i już chciałem złączyć nasze dłonie, ale na nieszczęście zdzwonił jej telefon, który nam w tym przeszkodził.
- To rodzice... wybacz. - przeprosiła mnie swoim cichym, słodkim głosikiem.
- Nie szkodzi. - odparłem uśmiechając się lekko. - Dobranoc - ucałowałem jej policzek i wróciłem do swojego pokoju.
                 Dzisiejszy dzień był dziwnie perfekcyjny. Poza porankiem, kiedy to mama wmawiała mi, że powinienem wrócić do Alice. Kiedy tylko April przekroczyła dzisiaj próg mojego pokoju, mój humor momentalnie się polepszył. Zawsze tak jest, ilekroć ją widzę. Nie jestem w stanie pohamować uśmiechu, który wkrada się na moją twarz. Ach... ile ja bym dał, żeby nie czuć do niej, tego co czuję. A co czuję? No właśnie... miłość?


Kochani!! ♥ Ten rozdział jest strasznie krótki, czy tylko mi się wydaje? Przepraszam, ze nic się w nim nie dzieje. Obiecuję, że w kolejnym będzie więcej akcji xx

6 komentarzy = Rozdział X :*

Muszę chyba pomyśleć nad założeniem nowego tt, ponieważ wczoraj dostałam ostrzeżenie, że jeśli nie przestanę spamować, to mi usuną konto ;|
Swoją droga jestem dumna z #PolandNeedsWWATour oraz #PolandWantsWWATourAndWeWillNeverGiveUp ♥

czwartek, 16 stycznia 2014

Rozdział VIII




Is your heart breaking
How do you feel about me now
I can;t believe I let you walk away when
when I should have kissed you…

- Pocałuj mnie Zayn - wyszeptała czule. Nadszedł moment, na który czekałem. W końcu mogłem poczuć, jak smakują jej usta, jej malinowe drżące usta. Poczułem szybsze uderzenia serca, dreszcz przeszywający moje plecy, coś na wzór motyli fruwających po moim brzuchu. Czy facet może czuć motylki? Zamknąłem powieki i...
- Nie. - powiedziałem stanowczo, po czym odsunąłem ją od siebie na bezpieczną odległość.
- Dlaczego? - zapytała patrząc na mnie tymi swoimi dużymi, lśniącymi, zielonymi oczami.
- Bo po pierwsze jesteś wstawiona i nie kontrolujesz niczego, co robisz, po drugie, do rana zapomnisz, że chciałaś żebym cię pocałował, a po trzecie na jednym pocałunku się nie skończy. Dobrze o tym wiesz, a ja nie chcę cię wykorzystywać. Gdybyś poprosiła mnie o to będąc trzeźwa, uległbym. - odparłem na jednym oddechu. Ona nadal się we mnie wpatrywała.
- Kochasz mnie? - zapytała nagle wstając z łóżka i chwiejnym krokiem idąc w kierunku łazienki.
To pytanie padło tak niespodziewanie, chyba nie byłem gotów, aby je usłyszeć, a już zwłaszcza odpowiedzieć. Nie wiedziałem nawet, jak powinna brzmieć odpowiedź. Kocham ją? Czy może zwyczajnie ma do niej słabość?
- Zwymiotuje. - wybełkotała i pognała do toalety. Pośpiesznie zerwałem się z łóżka, aby mieć pewność, że nic złego się z nią nie dzieje. Kiedy wszedłem do środka, ona klęczała nad muszlą.
- Wszystko okay? - zapytałem zmartwiony.
- Fałszywy alarm. - odparła posyłając mi swój rozbrajający uśmiech.
- Chodź skarbie. - wyszeptałem czule podchodząc do niej i biorąc ją na ręce. Wróciłem z nią do pokoju i ostrożnie położyłem na łóżku.
- Nie jestem pijana. - wybuchnęła nagle śmiechem.
- Cichutko .- pogładziłem ją po głowie.
- David, ty mnie nie słuchasz, mówię, że nie jestem pijana.
- Na imię mam Zayn. - odparłem z  grobową miną. Kim do cholery jest David? - zastanawiałem się.
- Ach tak tak... Zayn... znam Zayna! To taki koleś z hotelu... gorące ciacho... ale jest dupkiem. - zaczęła wymachiwać rękoma tłumacząc mi.
- Dlaczego jest dupkiem? - zapytałem, aby wybadać sytuację. Nie podobało mi się, to, że tak źle o mnie myli, ale z drugiej strony zasłużyłem sobie. Sam jestem sobie winien.
- Bo momentami na niego lecę. - wyszeptała. - Tylko ciii.. nie mów mu o tym, bo uzna, że mi się podoba. - zasłoniła moje usta dłonią. Zdjąłem jej dłoń z moich ust i odparłem:
- Nie bój się, nic mu nie powiem. Ale myślę, że on cię kocha. - spojrzałem na nią.
- Kocha? - zapytała wtulając się w mój tors. Przymknęła oczy i objęła mnie mocno.
- A Ty jego kochasz? - zapytałem po krótkiej chwili milczenia, jednak na próżno czekałem na jakąkolwiek odpowiedź, gdyż April zdążyła już zasnąć. Znowu dzięki niej, panuje chaos w mojej głowie. Jak zwykle. Można się z czasem przyzwyczaić do chaosu?


***April***

                Rano poczułam, jak ciepłe promienie letniego słońca skupiają się na mojej twarzy. Gdyby nie to, że czułam wręcz nieopisany ból głowy, pewnie nie przeszkadzałyby mi. Leżałam przez krótką chwilę w bezruchu, z zamkniętymi powiekami, próbując dojść do siebie i się przebudzić. Kiedy zaczęłam dochodzić do siebie, poczułam, że coś nie gra... a mianowicie, byłam w kogoś wtulona. Niepewnie otwarłam lewe, a następne prawe oko i zobaczyłam nieco rozmazany obraz, czyjegoś unoszącego się torsu, na którym spoczywałam. Ten chłopak miał kilka tatuaży, takich jakie widnieją na ciele Zayna, ale zaraz... to nie mógł być on... April, coś ty wczoraj nabroiła?" - zapytałam samej siebie w myślach. Miałam jakoś zareagować, jakkolwiek... podnieść się i uciec, albo coś innego... Nie miałam pojęcia jak zareagować. Byłam sparaliżowana. Nagle poczułam czyjś ciepły dotyk na moim ramieniu. Czyjeś opuszki palców kreśliły nieznajome wzory na nim. Zadrżałam.
- Nareszcie się obudziłaś. - usłyszałam melodyjny głos Zayna.
- Zayn? - zapytałam ledwie dosłyszalnym głosem.
- Oczywiście, że ja kochanie. - do moich uszu dobiegł jego cichy śmiech, a klatka piersiowa zaczęła się szybciej podnosić i opadać.
- Zayn... czy my... no wiesz? - zapytałam podnosząc się z niego i zajmując miejsce tuż obok niego porywając mu całą kołdrę, którą się owinęłam. Byłam w samej bieliźnie, on też miał na sobie tylko bokserki, a na dodatek byliśmy w jego pokoju, a ja nic nie pamiętałam z wczoraj. To chyba nic dziwnego, że wysnułam takie a nie inne wnioski.
- Nie. - uśmiechnął się do mnie i objął mnie w pasie. Jego dłoń zaczęła błądzić po moim brzuchu. Poczułam falę gorąca. Byłam niesamowicie zawstydzona. - Byłaś zbyt pijana, żeby do czegokolwiek mogło między nami dojść ubiegłej nocy. -uspokoił mnie.
- Na prawdę? - zapytałam, chcąc się upewnić.
- Nie kłamałbym w takiej sprawie. - kąciki jego ust ponownie się uniosły. - Na prawdę nic, a nic nie pamiętasz z wczoraj? - zapytał po chwili.
- Nie... A powinnam? - utkwiłam w nim moje spojrzenie.
- Nie - odparł łącząc nasze spojrzenia. Jego brązowe oczy błyszczały pięknym blaskiem. Zobaczyłam w nich coś, co mnie uspokoiło, pomogło unormować oddech. Zobaczyłam w nich troskę i siłę. Poczułam się w tamtym momencie bezpiecznie, wiedziałam, że mnie nie skrzywdzi.
- To znaczy pamiętam... - zaczęłam. - Pamiętam tylko to, że rozstałam się z Billem. - westchnęłam.
- Nie myśl o tym. - posłał mi kojący uśmiech. - Nie zasłużył na ciebie. - dodał.
- Przepraszam, jeśli narobiłam ci jakiś kłopotów dzisiejszej nocy, albo powiedziałam coś nie na miejscu. Nie bierz niczego do siebie.
- Byłaś grzeczną dziewczynką. - zaśmiał się wesoło.
- Jak to się właściwie stało, że znalazłam się w twoim łóżku? - nie mogłam nie zadać mu tego pytania. Liczyłam na szczerą odpowiedź.
- Zabrałem cię wczoraj spod klubu do hotelu, ale byłaś strasznie.... - zaczął szukać odpowiedniego słowa - rozmowna, więc żeby nie marnować czasu na szukanie twoich kluczy, zabrałem cię do siebie. - wyjaśnił.
- Głowa .. mi eksploduje... - zmrużyłam powieki. - I umieram z pragnienia... - jęknęłam.
- Wiedziałem, że tak będzie. - westchnął - rano byłem w kuchni i przyniosłem ci dwie butelki wody, sok pomarańczowy, dużo winogron i klika kanapek mojej roboty.
- Jesteś kochany. - wyszeptałam.
- Wiem. - odparł z samozachwytem.
- A swoją drogą, to po co mi winogron? - zapytałam.
- Wyczytałem gdzieś, że pomaga na kaca. - odparł po czym podał mi butelkę z wodą, szklanka była mi zbędna. Wypiłam jednym duszkiem jakiś liter wody, a następnie wepchnęłam w siebie garść winogron. - Która godzina? - zapytałam po chwili.
- 16 kochanie. - odparł zerkając na zegar wiszący gdzieś na ścianie.
- O nie! - zerwałam się resztkami sił - Przecież ja miałam dzisiaj iść do pracy! - wystraszyłam się.
- Leż spokojnie - powiedział obejmując mnie mocno - Dzisiaj masz wolne. Wszystko załatwiłem. Z resztą moi rodzice i tak gdzieś pojechali i wrócą dopiero jutro.
- Mam nadzieję, że nie powiedziałeś nikomu...
- Że się upiłaś? - spojrzał na mnie - Nie. I nie zamierzam. - pocałował mój policzek.
- Za co to? - zapytałam wzdrygnąwszy się.
- Tak po prostu.
- Tak po prostu? Z tego co pamiętam, to przez ostatnie trzy tygodnie miałeś mnie w głębokim poważaniu, a teraz nagle się o mnie troszczysz? - posłałam mu jedno z moich zabójczych spojrzeń.
- To było kiedyś. - bronił się.
- Wczoraj. - odparłam - Puść mnie. - rozkazałam i podniosłam się z łóżka. Ciężko było mi złapać równowagę. - Nie patrz! - wydałam mu kolejny rozkaz sięgając po moje wczorajsze ubrania leżące obok łóżka.
- I tak cię już widziałem półnagą. - wzruszył ramionami.
- Nie przypominaj mi o tym. - syknęłam i założyłam na siebie owe ciuchy.
                 Ruszyłam w stronę drzwi zabierając ze sobą po drodze butelkę wody.  Kiedy otworzyłam drzwi, osłupiałam. Za nimi stało dwóch gości w mundurach.
- Tak? - zapytałam niepewnie.
- Czy jest tu pan Zayn Malik? - zapytał jeden z nich.
- Tak, to ja. - powiedział Zayn podchodząc do drzwi.
- Pojedzie pan z nami w celu złożenia wyjaśnień. - odparł policjant.
- W jakiej sprawie? - zapytałam.
- Nie mieszaj się April. - rozkazał mi Mulat.
- Zostało wniesione na pana oskarżenie, o pobicie niejakiego Billa Cowella.
- Co? To nie prawda.. - wtrąciłam się. Spojrzałam na Zayna, jego mina była poważna.
- Kochanie, proszę nie mieszaj się do tego. Ciebie to nie dotyczy. - odparł.
- Proszę się ubrać. Pojedzie pan z nami na komendę. - rozkazał drugi mężczyzna.
                  Zayn wszedł w głąb pokoju i zarzucił na siebie pierwsze, lepsze ciuchy. Policjanci zakuli go w kajdanki i już mieli wyprowadzać, jednak on się zatrzymał w progu.
- Nie mów nic moim rodzicom. - poprosił. - Nie martw się o mnie, nie warto. - uśmiechnął się blado, po czym pocałował kącik moich ust.
- Zayn... ! - krzyknęłam, kiedy zniknął z nimi za drzwiami. Byłam przerażona.
                 Co on wczoraj zrobił Billowi? Nie mogą go zamknąć... nie mogą! Zaczęłam zanosić się płaczem. Nic z tego wszystkiego nie rozumiałam. Co się wczoraj stało? Czy ja tam byłam? "Nie mogę tego tak zostawić" -powiedziałam do samej siebie ocierając łzy. Wstałam z podłogi, poszłam do swojego pokoju, odświeżyłam się i przebrałam, założyłam na nos czarne okulary, żeby nie było widać moich worów pod oczami, po czym wyszłam z hotelu. Byłam w afekcie. Biegłam ulicami Bradford, w jednym, tylko mi znanym kierunku. Kiedy znalazłam się już w wyznaczonym miejscu, czyli pod domem Billa, zobaczyłam go, jak siedzi na huśtawce przed domem zaczytany w jakiś kryminał. Bez wahania podbiegłam do niego. On uniósł woje oczy na mnie, a na jego twarzy gościł cwaniacki, szyderczy uśmieszek.
- Co jest? Zamknęli twojego chłoptasia? - zaśmiał się.
- Dlaczego mu to zrobiłeś? - zapytałam zaciskając szczelnie paznokcie na własnej skórze, żeby nie rzucić się na niego.
- Nic mu nie zrobiłem. To on na mnie napadł. - wzruszył ramionami.
- Bronił mnie! - krzyknęłam.
- Mógł tego nie robić. Dlaczego się tak o niego martwisz? Jeszcze dwa dni temu go nienawidziłaś. Przyznaj się, przeleciał cię tej nocy? - ukazał mi się jego szeroki uśmiech.
- To nie twój zasrany interes Cowell! - krzyknęłam. - Obudź w sobie resztkę człowieczeństwa i wycofaj te zarzuty.
- Chyba oszalałaś - roześmiał się wniebogłosy.
- Co mam zrobić? Klęknąć przed tobą? Dać ci się spoliczkować? Pozwolić, żebyś mnie wyzywał? Proszę bardzo. Jestem w stanie zrobić wszystko.
- Nic nie musisz robić. Nie mam zamiaru cofać zarzutów.
- Bill, proszę cię. - do moich oczu napłynęły łzy.
- Czemu jesteś dla niego zdolna do poświęceń? - zapytał.
- Bo... może go kocham. - odparłam.
- I co? Myślisz, że mnie to w ogóle obchodzi? - zapytał.
- Bill...
- Wynoś się! - krzyknął.
- Proszę cię...
- Wynoś się! - powtórzył. Posłuchałam.
                  Wróciłam do hotelu. Nie wiedziałam co z sobą zrobić, jak pomóc Zaynowi. Jakie są procedury wpłacenia kaucji. Z resztą, z czego ja w ogóle miałabym zapłacić tę kaucję? Przecież mam może jakieś sto funtów w portfelu. Nic więcej. Siedziałam przez kilka godzin w fotelu wpatrując się w telewizor, który nawet mnie nie ciekawił. Po prostu siedziałam i się gapiłam rozmyślając o Zaynie i o tym, co przeze mnie teraz musi przechodzić. Nienawidziłam samej siebie. Naspożyłam mu tyle problemów. Beczałam.



***Zayn***





                  Wiedziałem, że prędzej czy później po mnie przyjdą. To była tylko kwesta czasu. Bill nie mógłby mi tego odpuścić. Przecież go wczoraj rozniosłem. Gdyby nie fakt, że pomyślałem o April, ten gość by już nie żył. Słowo. Kiedy po mnie przyszli, zobaczyłem strach w jej oczach. Bała się o mnie. Moja mała, kochana April.... udaje, że mnie nienawidzi, ale wiem, że mimo wszystko zależy jej na mnie. Dała mi tego dowód wczoraj, kiedy chciała mnie pocałować. W drodze na komendę, przez cały czas myślałem, nie o sobie, ale o niej i o tym, że musi się teraz strasznie bać i obarczać się wyrzutami sumienia, że to przez nią tutaj jestem. To nie prawda. Ja wiedziałem wczoraj, co robię.
Kiedy dojechaliśmy z glinami pod komisariat, było około 17. Wprowadzili mnie zakutego do środka. Spisali jakieś głupie protokoły, czy jak się to tam nazywa. Następnie zaprowadzono mnie do jakiegoś pomieszczenia, w którym znajdował się tylko stolik i dwa krzesła w odcieniach szarości.
- A więc Pan Zayn Malik. - usłyszałem głos jednego z gliniarzy.
- Tak. - odparłem.
- Wie Pan, czemu tu się pan znalazł? - zapytał.
- Wiem. - kiwnąłem twierdząco głową.
- Chcemy wiedzieć, co się tam konkretnie stało wczorajszego wieczoru.
- Okay, ale najpierw chcę wiedzieć, jaką ściemę pod moim adresem puścił Cowell. Bo prawdę mówiąc wątpię, żeby jego zeznania choć w połowie były powiązane ze wczorajszą sytuacją w klubie.
- Nie mądruj Malik, tylko mów, co się tam działo. - usiadł na blacie biurka naprzeciwko mnie.
- Tam, czyli?
- Malik, lepiej nie wyprowadzaj mnie z równowagi.
- Co mam powiedzieć? - zapytałem.
- Prawdę. Pobiłeś go? - zapytał unosząc ton głosu.
- I tak i nie. - uśmiechnąłem się minimalnie.
- Pobiłeś go? - zapytał.
- Skłamałbym mówiąc, że nie, oraz twierdząc, że tak. - odparłem.
- Malik, będzie dla ciebie lepiej, jeśli się przyznasz, bo my i tak dociekniemy prawdy.
- A jeśli nie? Mogę wtedy iść do domu?
- Nie rozpędzaj się. - przesłał mi gniewne spojrzenie. - Napadłeś go wczoraj?
- Nie. - kiwnąłem przecząco głową. - To on sprowokował wczorajszą sytuację. - odparłem.
- Opisz tę sytuację.
- Po co, skoro i tak to ja poniosę wszelkie konsekwencje? - utkwiłem w nim spojrzenie.
- Czyli go pobiłeś. - stwierdził.
- Przepraszam, ale wcześniejsze pytanie dotyczyło tego, czy na niego napadłem. - powiedziałem - Więc, jeśli chodzi o to, to nie napadłem.
- Więc, co mu zrobiłeś? Ma obrażenia.
- Lekko stłuczoną twarz. - odparłem. - Okay. Pobiłem go, ale nie żałuję. Chciał podnieść rękę na kobietę i na dodatek określił ją w nieprzyzwoity sposób. - sam nie wiem dlaczego, ale bawiło mnie to przesłuchanie. Wiedziałem, że i tak mnie zamkną, więc, czemu sobie nie pożartować z policjanta?
- Wiesz ile ci grozi? - zapytał.
- Domyślam się... pewnie do 3 lat. - wzruszyłem ramionami.
- Nie zależy ci na wolności? - zapytał nagle.
- Zależy. Jak każdemu, ale co  tego, skoro wy już mi przyczepiliście metkę z napisem winny?
- Malik, uważaj sobie. - zagroził mi palcem.
- Josh! - krzyknął jakiś funkcjonariusz wbiegając do pomieszczenia w którym siedzieliśmy. Wręczył mu jakąś kartkę i wyszedł. Niejaki Josh, który mnie przesłuchiwał zaczytał się w niej.
- Wynoś się Malik. - powiedział nagle.
- Słucham? - zapytałem nieco zdezorientowany.
- Cowell wycofał zarzuty. Jesteś wolny. - odparł.
              Bez dłuższego namysłu wybiegłem z posterunku. Czułem się wspaniale, byłem wolny. Perspektywa odbębnienia jakiejś kary przez tego dupka wcale mnie nie zadowalała. Mogę się założyć, że to April ma z tym coś wspólnego. Na pewno ona. Przecie Bill nie zmieniłby swoich zeznać od tak sobie. Uznałem więc, że należy się jej jakiś prezent. Nie wiedziałem co kupić, więc uznałem, że klasyczne kwiaty będą najbardziej trafione. Udałem się więc co kwiaciarni i kupiłem najpiękniejsza różę, jaką tam mieli. Jedna róża mówi znacznie więcej od całego tuzina. Za pomoc tego kwiatka, chcę jej powiedzieć, że dziękuję jej oraz, że jest dla mnie ważna. W sumie, to już wczoraj jej powiedziałem, że ją kocham, ale ona nic z tego nie pamięta. Może to nawet i lepiej? My nie możemy być razem. To nie jest bajka kończąca się happy endem.


***April***


Właśnie byłam w trakcie ponownego wypłakiwania oczu, kiedy usłyszałam charakterystyczne pukanie do drzwi.
-Zayn! - wyszeptałam sama do siebie i podniosłam się z fotela biegnąc do drzwi. Otworzyłam je i rzuciłam się na szyję osobie która za nimi stała. - Zayn.. - wtuliłam się w niego, a on mnie mocno objął i pocałował w czubek głowy. Rozbeczałam się.
- Nie płacz głuptasie. - zaśmiał się wesoło i wzmocnił uścisk.
- Nawet nie wiesz jak się o ciebie bałam. - zacisnęłam mocno powieki i wbiłam paznokcie w jego plecy.
- Dla tego momentu warto było spędzić wieczór w areszcie. - ponownie się zaśmiał, po czym puściłam go i weszliśmy w głąb mojego pokoju.
- To dla ciebie - podszedł do mnie powolnym krokiem, przygryzając dolną wargę i wręczył mi piękną, czerwoną różę. Kąciki moich ust uniosły się, a na policzku zawitał rumieniec, który poważnie kontrastował z moimi podpuchniętymi, ciemnymi dołkami pod oczami.
- Za co to? - zapytałam przyjmując od niego kwiat.
- Za to, że jesteś. - odparł i ujął moją twarz w dłonie zbliżając nasze twarze. Czułam jego gorący oddech.
- Wstawię ją do wody. - wyszeptałam i odsunęłam się od niego, na co on tylko głośno westchnął. Zignorowałam to westchnienie i poszłam do łazienki, gdzie pod umywalką znajdował się mały flakonik. Nalałam do niego wody i wróciłam do Zayna, aby wstawić do niego różyczkę którą mi podarował. Zayn zaszedł mnie od tyłu i oparł brodę o moje ramię obejmując mnie w pasie.
- Dziękuję. - wyszeptał.
- Za co? - zapytałam nie rozumiejąc, za co mi dziękuje.
- Rozmawiałaś z nim dzisiaj, tak? - zapytał nadal mnie obejmując, ja pogładziłam jego dłoń.
- Tak. - odparłam - Ale nie chciał mnie słuchać. - dodałam.
- Ale końcem końców posłuchał, bo odwołał oskarżenie. - odparł.
- Tak? - zapytałam szczerze ucieszona.
- Tak. - odparł, a ja odwróciłam się i mocno go uścisnęłam.


***Zayn***

Kiedy zobaczyłem jak wybiega z pokoju, tylko po to, by wpaść z utęsknieniem i łzami w moje ramiona, poczułem się cudownie. Teraz nie zaprzeczy, że jej na mnie nie zależy. Bała się o mnie. Niepotrzebnie. Nie chciałem, żeby płakała. Była cała roztrzęsiona i blada, z olbrzymimi podkowami pod oczami, ale nawet to nie odejmowało jej uroku. Jest perfekcyjna w każdym calu. A teraz, jest już tylko i wyłącznie cała moja. Nie pozwolę się do niej zbliżyć żadnemu mężczyźnie. Kocham ją za to, że udaje, że mnie nienawidzi i  stara się maskować prawdziwe uczucia do mnie. Kocham ją, bo wiem, że jest kimś wyjątkowym, kogo chcę otaczać opieką i troską do końca życia. To jest ta jedna, jedyna. Co do tego nie mam wątpliwości. Zmieniłem dla niej całe moje życie. I nie żałuję tego. Zrobię wszystko, by zobaczyć siebie w jej oczach. Byłem bliski pocałowania jej, ale znowu mnie odtrąciła. Być może zrobiła to nieumyślnie? Albo nie chce moich pocałunków... bo się boi? Poczułem przyjemne dreszcze, kiedy przejechała dłonią po moich włosach. Normalnie zabiłbym osobę rujnującą moją fryzurę, ale jej wolno. Ona może wszystko.
- Zayn, twoje winogrona nie skutkują, ja dalej umieram. - westchnęła i odsunęła się ode mnie kładąc się na łóżku. Zaśmiałem się wesoło i położyłem się tuż przy niej.
- Nie mówiłem, że wyleczą kaca. - odparłem kładąc się na boku podpierając się na łokciu.
- Mówiłeś. - wyjęczała kryjąc twarz w dłoniach.
- Cichutko kochanie. - wyszeptałem i przyłożyłem moją lodowatą dłoń do jej czoła. Odetchnęła z ulgą i przymknęła powieki.
- Przejdzie mi do jutra? - wymruczała.
- Powinno. - odparłem. - Chcesz, żebym został z tobą na noc? - zapytałem niepewnie pełen nadziei.
- Nie. - usłyszałem.
- Dlaczego? Będzie ci raźniej. - odparłem.
- Nie zapomniałam co było przez ostatnie 3 tygodnie.
- Przeprosiłem cię za to. - broniłem się.
- Przepraszam niekiedy nie wystarczy.
- To co mam zrobić?
- Odbudować moje zaufanie. - odparła. - Za niecałe dwa tygodnie wyjeżdżam, więc nie masz na to dużo czasu. - dodała.
- Wiem, że wyjeżdżasz. A nie brałaś pod uwagę opcji ewentualnego pozostania w Bradford dłużej? - zapytałem.
- Nie. - odparła momentalnie. Nie liczyłem na inną odpowiedź. - Idź już. Chcę spać. - dodała.
- Ale... - zacząłem. - Z resztą nieważne. - dodałem po chwili i podniosłem się z jej łóżka. Stojąc pod drzwiami rzuciłem jeszcze w jej stronę ostatnie spojrzenie, po czym opuściłem jej pokój. Ponownie niczego nie rozumiałem. Jeszcze parę chwil temu rzuciła mi się na szyję i nie chciała mnie wypuścić z ramion, a teraz tak po prostu mnie wyprasza? Nie nadążam za nią!Do czasu jej wyjazdu, zdąży zrobić ze mnie świra.


***April***

W tamtym momencie umierałam. Każdy oddech, szept, szmer, szelest wydawały się głośne i niebezpieczne, niczym rozpędzony pociąg zmierzający na mnie. Nie miałam sił przebywać w niczyim towarzystwie, nawet w jego. Wiem, że powiedziałam przed momentem za dużo niepotrzebnych słów, bo już na prawdę zapomniałam o tym, co się działo przez ostatnie dni. Powiedziałam to, co powiedziałam, bo chciałam mu udowodnić swoją niezależność. Niech wie, że jestem silna. Mimo, że to nic nie ma wspólnego z moją siłą.


To już 8 rozdział :D Dziękuję wam kochani, że tu wciąż zaglądacie ♥ 

niedziela, 12 stycznia 2014

Rozdział VII



                  Czas z reguły płynie szybko. Tak przynajmniej jest wtedy, kiedy mamy na wyciągnięcie ręki wszystko, co nas uszczęśliwia. Przeminęły kolejne dwa tygodnie mojego pobytu w Bradford. Czternaście dni, które zdawały się trwać całą wieczność. Bez jego spojrzenia, dotyku, barwy głosu. Od czternastu dni mija mnie obojętnie na korytarzu, ucieka przed moim spojrzeniem, nie reaguje na "cześć", nie uśmiecha się. Zachowuje się tak, jakbym zapadała się gdzieś pod powierzchnią Ziemi. Nienawidzi mnie. Tylko za co? Wiedziałam, że znajomość z nim, to same kłopoty i może właśnie dlatego mi odpowiadała? Nieopisane ryzyko i strach przed jego każdym posunięciem, emocje, które zawładnęły moim stabilnym i spokojnym życiem. Aura ciemności, która go otacza oddziałująca na moje zmysły i temperament. Ta iskra w oku, która wywoływała u mnie gęsią skórkę. Wszystko odeszło. Zayn ma wprawę w ranieniu kobiet. Ja jestem kolejną zabawką. Zabawką, która nie chciała grać według jego reguł, więc ją wyrzucił. To takie banalne i przewidywalne. Nie jest mi żal samej siebie... o nie... mnie jest wręcz wstyd, że dałam się mu tak klasycznie ograć. Jakby nie było jest jeden do zera dla niego. Należą się mu oklaski. Teraz poluje na kolejne... naliczyłam już tych jego nowych chyba cztery w ciągu tych dwóch tygodni. Może być z siebie dumny. Pewnie teraz opowiada swoim kumplom, jaki to z niego chojrak i żigolo. Ma każdą. Mnie nie mógł mieć, więc przestał marnować swój jakże cenny czas na podchody które były bezskuteczne... chociaż.. czy takie bezskuteczne, to znowu  nie wiem... bo jednak jakby nie było, zakochałam się w nim, a może nawet pokochałam?
                   Dzisiaj znowu mijaliśmy się na korytarzu... klasyczny unik i zimne dreszcze przeszywające ciało. Żal i wrogość która się we mnie potęgują... Niezrozumienie... Tęsknota... Dowód na moją naiwność... I tak każdego dnia.
Weszłam do recepcji i zaczęłam ścierać kurze. Po chwili wszedł za mną Zayn i podszedł do swojej matki.
- Spakowałeś się już? - zapytała kobieta uśmiechając się do niego promiennie. Chcąc nie chcąc ukradkiem obserwowałam, a raczej podsłuchiwałam ich całą rozmowę. Słowo "spakowałeś" wywołało u mnie niepokój, jak się okazało słuszny.
- Tak. Walizki mam już naszykowane. Umówiłem się z Niallem, że będzie na mnie czekał na lotnisku. - odparł.
- To o której wylądujesz?
- O 21. Chyba, że będą jakieś opóźnienia.
- Tata cię zawiezie na lotnisko. - stwierdziła kobieta. - Uważaj tam na siebie, nie rozmawiaj z obcymi, dzwoń do mnie codziennie. Pamiętaj też o tym, że w Mullingar może być różna pogoda.
- Wiem, mamo. - zaśmiał się. - Jestem już dużym chłopcem, pamiętaj o tym. - pocałował ją w policzek.
- Mój mężczyzna. - ujęła jego twarz w dłonie. Uśmiechnęłam się wtedy mimowolnie sama do siebie. Ta scena, była słodka. - Co mam powiedzieć tym wszystkim dziewczyną, które się do ciebie schodzą? - zapytała.
- Jakim dziewczyną? - zdziwił się.
- Już ja tam swoje wiem. - puściła mu oczko.
- Jesteś niemożliwa. - przewrócił oczami. - Dobra mamo, idę na miasto. Muszę jeszcze załatwić to i owo. - powiedział po czym tak po prostu wyszedł prawie rozdeptując mnie przy drzwiach, które wycierałam.
Prawdę mówiąc, kojarzyłam to imię - Niall. Kiedyś mi już o nim wspominał... to ten Irlandczyk, z którym poznał się na obozie karate. Pewnie jedzie odetchnąć ode mnie. Niech się nie martwi, za równy miesiąc już na dobre zniknę z jego życia. Dokładnie 20 sierpnia o godzinie 14. Mogę się założyć, że jego pobyt w tym całym Mullingar czy jak to się tam nazywa, będzie jedną wielką, niekończącą się balangą.

- Lena - usłyszałam głos kucharki, który wyrwał mnie z głębokiego zamyślenia.
- Tak? - zapytałam wzdrygnąwszy się.
- Zostaw już te drzwi w spokoju. Lśnią tak bardzo, że aż oczy bolą. - upomniała mnie swoim ciepłym głosem. Przez ostanie dwa tygodnie miałam więcej czasu na rozmowy z nią. Odkąd nie znamy się z Zaynem, to w ogóle mam dużo więcej czasu. Billowi staram się go poświęcać tak dużo, jak tylko mogę, ale zawsze wychodzi minimum, bo zwyczajnie jestem przybita Malikiem i mam dość udawania przed Billem, że wszystko gra.
- Zamyśliłam się... - westchnęłam i pozbierałam z podłogi moje przybory do czyszczenia.
- Widzę. - rzekła stanowczo. - Chodź do kuchni, zaparzyłam herbatę i nie mam zamiaru pić jej w samotności. - uśmiechnęła się serdecznie
- Za moment przyjdę - uśmiechnęłam się blado i poszłam do składziku schować moje tobołki.
Nie miałam teraz ochoty na towarzystwo, wolałam pobyć sama ze sobą, jednak grzeczność nakazywała mi przyjąć zaproszenie. Przecież, to bardzo miły gest z jej strony, że mnie zaprosiła na herbatę. Poszłam więc, choć raczej właściwszym określeniem jest "doczołgałam się". Kobieta nalała napoju do niewielkich filiżanek i postawiła jedną z nich bezpośrednio przede mną. Zajęła miejsce tuż obok mnie i z uporem wpatrywała się we mnie. W markotną, zdołowaną dziewczynę ze spuszczoną głową, która za wszelką cenę chce udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.
- Upiekłam ciasto. Może chcesz? - zapytała po chwili.
- Nie, dziękuję. - wymamrotałam wpatrując się we własne dłonie które trzymałam na kolanach.
- Lena, widzę, że coś cię gnębi. - zaczęła. - Czy to przez Zayna jesteś taka zgaszona w ostatnim czasie?
- Nie. - wzruszyłam ramionami.
- A może jednak?
- Nie. - powtórzyłam czynność.
- Zayn dzisiaj wyjeżdża. - odparła.
- No i? - kolejny raz wzruszyłam ramionami.
- Chcesz, żeby jechał?
- A co mnie to? - zapytałam.
- Myślałam, że się przyjaźnicie.
- Nie. - sprostowałam, kobieta tylko głęboko westchnęła i sięgnęła po filiżankę, z której upiła kilka łyków.
- Ostygnie ci. - rzekła ponownie na mnie spoglądając.
- Wolę letnią. - wymamrotałam drapiąc się po policzku opuszkami palców.
- Tak jak Zayn. On też nie lubi gorącego. - zaczęła. Ta rozmowa zaczynała się dla mnie przeradzać w czystą torturę. Wiem, że ona chciała coś ze mnie wyciągnąć na jego temat, może się domyślała oczywistego faktu albo chciała mi coś powiedzieć, ale żadna z tych opcji nie miała dla mnie najmniejszego znaczenia. On nie miał znaczenia. Przecież nic już niczego nie zmieni. Nasza znajomość dobiegła końca. Tyle z mojej strony. - Wiesz, że przypominasz pewną dziewczynę, którą kiedyś znałam? - dodała po chwili - Była mniej więcej w twoim wieku, zadziorna, gotowa na wszystko, czuła, że świat stoi przed nią otworem, była żądna życia i przygód. Wszyscy wokoło zazdrościli jej odwagi oraz pewności siebie. Tyle tylko, że ona nie miała żadnej z tych dwóch cech. Odwaga? - gra aktorska. Pewność siebie? - również wyreżyserowana. A mimo to, ludzie ją podziwiali. W tym też pewien najprzystojniejszy chłopak, jakiego znała. Był prawdziwym macho, typem którego nie da się zmienić ani zreperować. Wiedział, że nic nie trwa wiecznie, dlatego korzystał z życia. Był tym, o czym dziewczyny zwykły marzyć, a on mógł mieć je wszystkie. I miał. Zawsze miał. Aż do momentu, kiedy poznał ją. Skradła jego serce, a on odbił piętno na jej duszy. Przeżyli burzliwy romans pełen wzlotów i upadków, swoją własną bajkę. Szczerze się kochali. Byli gotowi skoczyć za sobą w ogień, i wiesz co? - zapytała mnie nagle.
- Co? - wyszeptałam.
- On od niej odszedł. Wyrwał jej serce, bo chciał, by na zawsze kochało już tylko jego i było przy nim. Zniszczył ją i naprawił zarazem.
- Dlaczego odszedł? - dociekałam.
- Zmusiła go do tego duma i strach przed tym, że to ona odejdzie. - odparła. - wiesz co jest najciekawsze? Nigdy nie padło z ich ust "kocham cię". Nie było potrzebne, żeby czuli, że są dla siebie stworzeni.
- Byli dla siebie stworzeni, a on ją zostawił?
- Tak już w życiu bywa. Ale nie myśl, że ona była bez winy. Zawiniła, i to nawet bardziej niż on w chwili w której oznajmił jej, że wyjeżdża, bo nie próbowała go zatrzymać.
- I co się z nimi dalej stało?
- On umarł. Postrzelono go, w potyczce gangów.
- Historia niczym z filmu. - zaśmiałam się cicho. - A co z nią?
- Była zmuszona do życia, chociaż chciała umrzeć. Pewnej nocy, on odwiedził ją we śnie i poprosił, żeby żyła dalej, bo dopóki żyje ona, to on też. Posłuchała go. Zaczęła inaczej patrzeć na świat, na miłość, na zakochanych. Nigdy więcej nie pozwoliła się do siebie zbliżyć żadnemu mężczyźnie, bo nie potrzebowała żadnego innego. Codziennie odwiedzała jego grób. Była na nim jeszcze dzisiejszego poranka, potem poszła do warzywniaka, a obecnie siedzi obok ciebie.
- To była pani? - doznałam szoku.
- Tak. Wczoraj opowiedziałam tę samą historię Zaynowi, a to jak wy ją pojmiecie i zinterpretujecie, to już zależy od was. Dziwne.. on zadał mi dokładnie to samo pytanie "Skoro byli dla siebie stworzeni, to dlaczego ją zostawił?". Przypadek? - powiedziała i odłożyła pustą filiżankę na stół, po czym wyszła z kuchni.
Siedziałam jeszcze nad herbatą w ciszy, spokoju, rozmyślając nad tym, co miała na myśli i dlaczego właściwie opowiedziała mi tę całą historię. Przecież ona nie tyczy się ani mnie, ani jego. Nonsens.



***Zayn***


                   Skarpetki, piżama, szampon jest.. - wymieniałem szeptem wertując listę rzeczy, które miałem spakować. Wolałem się upewnić, czy aby na pewno mam wszystko. Kiedy byłem już gotowy, zniosłem bagaż na sam dół i z pomocą taty wpakowałem go do bagażnika jego samochodu. Pożegnałem się ostatni raz ze wszystkimi, z wyjątkiem April. Nie było jej. Pewnie siedziała w swoim pokoju i znając ją spała, albo poszła się spotkać z tym gogusiem.  Z resztą, to już nie moja sprawa. Uwolniłem się od niej. Cieszę się na ten wyjazd. Już tak dawno nie widziałem się z Niallem. Nie mogę się doczekać, aż zaatakujemy irlandzkie puby.
                   Podróż zleciała mi szybko, bo przecież samolotem to tylko rzut beretem. Na lotnisku już czekał na mnie Niall. Ucieszyłem się na jego widok.
- Stary! - krzyknął dostrzegając mnie pośród tłumu. Podbiegł do mnie i przywitał mnie mocnym, męskim uściskiem.
- Urosłeś - pomierzwiłem jego tlenione włosy.
- Chciałeś chyba powiedzieć, ze przybrałem trochę. - zaśmiał się. Za to waśnie go uwielbiałem. Za ten jego dystans do swojej osoby, poczucie humoru, zwariowane pomysły, błyskotliwe inaczej wypowiedzi oraz wieczne głodomorstwo.
- To też. - popchnąłem go z łokcia, za co on mi oddał. Całą drogę do jego samochodu non stop się przepychaliśmy i wybuchaliśmy śmiechem.
- Myślałem, że nie przylecisz sam. - zaczął odpalając silnik.
- Jak to? - zdziwiłem się.
- No, a ta twoja April? - zapytał wpatrując się w boczne lusterko chcąc ocenić odległość tylnego zderzaka od samochodu zaparkowanego tuż za nim.
- Odpuść. - rzuciłem z chłodem.
- Uuuu.. widzę, że plan się nie powiódł. - zaśmiał się. - Wisisz mi 100 funtów.
- Za co? - nie rozumiałem co ma na myśli.
- No nie pamiętasz naszego zakładu? Założyliśmy się o to, że jeżeli kiedykolwiek jakakolwiek laska którą sobie upatrzysz, nie będzie twoja, to płacisz mi 100 funtów. - wyszczerzył zęby.
- Nie upatrzyłem jej sobie. - zanegowałem.
- Jak to nie? Jeszcze dwa tygodnie temu jak gadaliśmy przez telefon, mówiłeś, że tak niewiele brakowało, abyś ją pocałował i że potrzebujesz jeszcze góra dwóch dni, żeby była twoja. Mam dobrą pamięć. - zaśmiał się.
- Było minęło. -wzruszyłem ramionami.
- Było minęło? - zdziwił się - kto ty jesteś? - zapytał.
- Zayn Malik. Badboy z Bradford.
- No właśnie. Zayn Malik, który nigdy jeszcze nie spoczął dopóki nie dopiął swego. Więc co się stało, że odpuściłeś? - dociekał.
- Ma chłopka.
- Dawniej to nie stanowiło dla ciebie problemu.
- Ale z nią jest inaczej. - odparłem.
- Zakochałeś się. - stwierdził.
- Wcale że nie. Ona jest już zamkniętym rozdziałem. Nie obchodzi mnie. To szmata. - wysyczałem.
- Nie powinieneś tak o niej mówić, skoro ci na niej zależy. - upomniał mnie.
- Daj spokój Niall. - westchnąłem - Chcę się przejść do dobrego pubu. - rzuciłem.
- Nie ma sprawy. - ucieszył się. Też lubił te nasze męskie wypady.




                     Po przyjeździe do jego domu i po przywitaniu się z rodziną Horanów zacząłem przygotowywać się do wyjścia do klubu. Spryskałem ciało mieszanką perfum na specjalne okazje i założyłem na siebie moje ulubione ciuchy i byłem gotów do wyjścia. Niall również. Poszliśmy na nogach do najlepszego pubu w okolicy. Musiałem się czegoś napić. Podobno zatopienie smutków w butelce wódki, to słabe posunięcie? Nie sądzę.... Byłem już trochę wstawiony, kiedy przysiadła się do mnie jakaś czarnowłosa laska. Niall zmieszany oddalił się od nas na bezpieczną odległość.
- Chyba nie masz nic przeciwko, że się dosiądę. - powiedziała uwodzicielskim tonem.
- Mam. - odparłem i dałem jej do zrozumienia, żeby sobie poszła i nie nadużywała mojej gościnności. Po chwili wrócił do mnie Horan.
- Odprawiłeś ją z kwitkiem? - na jego twarzy malowało się niedowierzanie.
- Jak widać. - odparłem mieszając wódkę z sokiem bananowym.
- April na prawdę zawróciła ci w głowie. Kochasz ją. - ucieszył się. Z czego on się znowu do cholery cieszył? Mi nie było do śmiechu.
- Nie. - zanegowałem.
- Kochasz, kochasz. - ukazał mi się jego szeroki uśmiech. - Jakbyś jej nie kochał, to już w tym momencie przeleciałbyś tę laskę w toalecie. - puścił mi oczko.
- Ona jest najgorszym co mnie w życiu spotkało! Staram się robić co w mojej mocy, żeby się z nią nie widywać, ale kurwa tęsknię za  nią. Ukradkiem ją obserwuję. Jak jakiś pojebus... - zacząłem klnąć. Jak zawsze po alkoholu. - Rozpierdolę tego gnojka jeśli tylko coś jej zrobi. - podniosłem ton głosu.
- Ej, stary, uspokój się, bo ludzie zaczynają się gapić. A jak ludzie się tutaj na ciebie gapią, to nie jest dobrze. - odparł.
- Zwijajmy się. Co? - poprosiłem. Czułem, że mam już na dziś dość tego miejsca.
                   Wracając do domu mieliśmy jeszcze chwilę na beztroską, szczerą rozmowę, tylko w cztery oczy. Horan stwierdził, że muszę dać jej jeszcze szansę, bo.. ją kocham. Cały on. Dla niego wszystko jest zawsze takie proste i patrzy na świat przez różowe okulary. Ja tak nie umiem. Nie teraz, kiedy wszystko wokół jest na opak.
Spędziłem w Irlandii równo tydzień. Nie chciałem wracać do domu. Co ja zrobię jak ją zobaczę? Przecież nie jestem w stanie jej dłużej unikać, ani nie dam rady się do niej odezwać. Paraliżuje mnie strach przed tym, że wypadnę w jej oczach na ofiarę losu. I tak już nią jestem.

                     Samolot się nieco spóźnił, przez co w Leeds byłem dopiero około 20. Tak jak się umawiałem, tata po mnie przyjechał. Był ciekaw, jak się bawiłem, co słychać u Nialla, u jego rodziny, kiedy ma zamiar nas odwiedzić. Oczywiście, musiałem udzielić odpowiedzi na te wszystkie pytania. Droga minęła nam bardzo szybko. W mgnieniu oka znalazłem się pod hotelem. Wyjąłem walizkę z bagażnika i ruszyłem w stronę wejścia. Wolną ręką nacisnąłem klamkę drzwi i wszedłem do środka. Od progu przywitała mnie stęskniona mama. Mimo wszystko, brakowało mi jej. Po krótkiej rozmowie postanowiłem odnieść bagaż do swojego pokoju. Kiedy stałem już pod drzwiami i próbowałem znaleźć w kieszeni spodni klucz do zamka, April wyszła ze swojego pokoju. Obdarowała mnie przelotnym, chłodnym spojrzeniem, zamknęła drzwi na klucz i poszła w swoją stronę. Ubrana była jak do klubu. Kiedy w końcu udało mi się dostać do siebie, rzuciłem niedbale walizkę i pobiegłem jej śladami, aby sprawdzić, czy wsiada do jego samochodu. Na szczęście, jeszcze nie wyszła. Stała w holu i rozmawiała z kucharką. Stanąłem na schodach tak, aby nie były w stanie mnie zauważyć.  Udało mi się podsłuchać urywek ich rozmowy.
- Bill po ciebie przyjechał? - zapytała starsza kobieta.
- Nie. Nie będę się dzisiaj widzieć z Billem. - odparła. - Ma urodziny babci.
- Nie idziesz z nim? - ciągnęła temat.
- Nie. Nie znam ich, z resztą nie sądzę, żebym miała okazję ich kiedykolwiek poznać. - odparła błyskawicznie.
- Czemu?
- Bo wracam za niedługo do Polski.
- Zayn właśnie przed momentem przyjechał. - odezwała się staruszka.
- Wiem. Minęłam się z nim na korytarzu. - wyjaśniła.
- Dlaczego nie porozmawialiście?
- Bo.. - wzięła wdech - On nie chce ze mną rozmawiać. Na prawdę muszę już iść, bo Matt na mnie czeka.
- Gdzie idziecie? - zapytała.
- Do "West Coast". - odparła.
- Bawcie się dobrze. - powiedziała staruszka, a April opuściła hotel. - Zaaaaaaaayn.. - usłyszałem jej srogi głos - złaź z tych schodów. - dodała. Posłusznie zszedłem ze stopni i stanąłem na przeciwko niej, dokładnie tam, gdzie przed momentem  stała April.
- Myślałem, że mnie nie widać. - odparłem.
- A jednak! Ja wszystko widzę - zaśmiała się wesoło. Czasami dochodziłem do wniosku, że ona wie wszystko o wszystkich. Zna każdy sekret tego miejsca. Sam nie wiem, czy budzi we mnie bardziej podziw, czy strach. - No to teraz wiesz. - dodała.
- Co wiem? - zapytałem zdezorientowany.
- Gdzie idzie i z kim. - wyjaśniła.
- Nie chciałem tego wiedzieć. - broniłem się.
- Oczywiście Zayn... ty tylko tak po prostu stałeś sobie na schodach i to nie miało nic wspólnego z Leną. - pokręciła głową.
- W zasadzie... - szukałem właściwej odpowiedzi.
- W zasadzie, to wiesz gdzie będzie i masz pewność, że nie będzie tam Billa. Więc czemu tu jeszcze stoisz?
- Będzie z Mattem. - wzruszyłem ramionami.
- Przecież Matt ma narzeczoną, która tam z nimi będzie. Oni nigdzie nie chodzą bez siebie.
- Ale..
- Żadne ale. Idź się odstrzel i marsz do tego klubu. Ona chce z tobą porozmawiać. Nie bój się. I jeśli chodzi o Billa, to ona go nie kocha.
- Skąd możesz wiedzieć?
- Wiem, jak się zachowują kobiety, które kochają swoich mężczyzn. - uśmiechnęła się delikatnie i zostawiła mnie samego z kłębiącymi się w mojej głowie myślami.
               Może ona ma racje? Może powinienem iść do tego klubu? Chociażby po to, by mieć ją na oku. Przecież nigdy nic nie wiadomo. Nie mam nawet zamiaru z nią tego wieczoru wymienić spojrzeń. Będę się zachowywał, jakby nie istniała. Ona z resztą też, nie zechce zwrócić na mnie uwagi. Udałem się do pokoju i szybko przygotowałem się do wyjścia. Zatelefonowałem do mojej znajomej, żeby czekała na mnie w klubie. Nie chciałem się nudzić tego wieczoru.
                  Po ponad godzinie znalazłem się na miejscu. Zabawa zdążyła się ostro rozkręcić. Przedzierałem się pomiędzy tańczącymi, wstawionymi i ujaranymi ludźmi. Kątem oka dostrzegłem siedzącą przy jednym ze stolików April, Matta wraz z narzeczoną i paru innych ludzi, których kojarzyłem z okolicy. Było widać, że świetnie się z nimi bawi. Nie chciałem, żeby mnie dostrzegła, jednak było to nieuniknione, gdyż Lauren stała nieopodal ich stolika... zaledwie 3 metry od nich. Chcąc nie chcąc musiałem przejść obok nich. Kiedy ich mijałem Matt krzyknął: "Yo Zayn!" na co ja odparłem mu jedynie wymuszonym uśmiechem. "Dosiądź się do nas!" krzyczeli pozostali, którzy siedzieli przy tym stoliku. April nawet nie podniosła oczu na mnie. Siedziała ze spuszczoną głową i popijała drinka. "Sorry, ale mam inne plany" - odparłem i podszedłem do ognisto rudej, wysokiej dziewczyny która na mnie czekała. Posłałem jej jednoznaczny uśmiech i zaraz po cześć wbiłem się w jej uta i przyparłem do ściany unosząc ją, a ona owinęła swoje nogi wokół moich bioder i oddała pocałunek. Ludzie zaczęli gwizdać i krzyczeć coś w stylu "jeszcze, jeszcze!". Nie słuchałem ich. Skupiłem się jedynie na tym, że czułem w tamtym momencie na moich plecach wzrok April. Usatysfakcjonowało mnie to, że patrzyła.



Po chwili pocałunków puściłem ją na ziemię i obejrzałem się za siebie, aby wiedzieć, czy nadal spogląda, jednak jej już tam nie było. Miejsce na którym siedziała było puste. Rozejrzałem się ostrożnie po sali i dostrzegłem ją, jak próbuje się przedrzeć przez ludzi w drodze do baru.
- Chcesz coś do picia? - zapytałem rudej.
- Chcę jakiegoś dobrego drinka. - przygryzła dolną wargę.
                Nic już nie odparłem. Ruszyłem śladami brunetki. Stanąłem za nią i poczułem uderzający zapach jej perfum. Uwielbiałem je. Zamówiła sobie piwo. Kiedy barman już je jej podał, a ona odwróciła się na pięcie, to mina jej zrzedła. Jednak nie było to spowodowane tym, że ujrzała mnie.


***April***
                   
                 Chciałam spędzić przyjemny wieczór w klubie. Czy to aż tak wiele? Było wspaniale, świetnie się bawiłam z tymi wszystkimi nowo poznanymi ludźmi, aż tu nagle zjawił się on i wszystko popsuł. Miał randkę. Ekstra. Na dodatek moi nowi znajomi, okazali się być też jego znajomymi. Nie byłam wstanie na niego spojrzeć, kiedy przechodził, dlatego też uznałam, że gapienie się w czarny blat stołu jest najlepszym wyjściem z sytuacji. Po chwili jednak nie wytrzymałam, uniosłam wzrok i zobaczyłam jak namiętnie ją całuje. Moje serce dostało kopniaka. Nie chciałam, żeby ktokolwiek zauważył łzy napływające do moich zielonych oczu, więc rzuciłam niezobowiązująco, że idę po piwo.
Kiedy już barman nalał mi szklankę piwa, odwróciłam się i to co zobaczyłam sprawiło, że osłupiałam. Za mną stał Malik, ale to nie o niego się mi rozchodziło tym razem. Tu szło o to, co działo się za jego plecami, przy jednym ze stolików na balkoniku nad DJ. Nie chciałam wierzyć własnym oczom. Zacisnęłam mocno palce na cienkich ściankach szklanki i wypiłam całą jej zawartość jednym duszkiem, następnie wzięłam głęboki wdech, wsadziłam Mulatowi pustą szklankę do dłoni i ominęłam go niechcący trącając go ramieniem. Wzrokiem odszukałam chody prowadzące na górę, weszłam po nich czując jak krew pulsuje w moich żyłach, a serce chce wyskoczyć z piersi. Pieprzony dupek! Jak on mógł?! On?! Po Zaynie bym się tego spodziewała, ale on?! Podeszłam szybkim krokiem do stolika przy którym siedział Bill i obleśnie obmacywał się z jakąś lafiryndą.
- Urodziny babci? Tak? - zapytałam stojąc nad nimi z założonymi rękoma. Bill się wzdrygnął. Kiedy się zorientował, że to ja, próbował grać na zwłokę udając głupiego.
- Lena... co ty tu robisz? - zapytał jakby nigdy nic puszczając ją i doprowadzając się do porządku.
- To samo co ty. A więc to jest twoja babcia? - zapytałam spoglądając z pogardą na zdezorientowaną dziewczynę - Fakt, jest stara, ale nie rób z niej swojej babci. - dodałam.
- Kochanie, to nie tak, ja ci to wszystko wyjaśnię. - zaczął.
- Daruj sobie. Jesteś skończonym dupkiem  i tyle. Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. - wykrzyczałam.
- Zrywasz ze mną? - zapytał.
- Na to wygląda.
- Zgłupiałaś. - zaśmiał się szyderczo.
- Wiesz co, masz rację. Zgłupiałam, bo się z tobą związałam.
- Podobno mnie kochasz. - odrzekł. Ta dziewczyna niczym upośledzona siedziała i się wpatrywała w każde z nas na zmianę.
- Ty chyba sam nie wierzysz w to co mówisz...! - krzyknęłam.
- Jak widać dziwka zawsze pozostanie dziwką. - na jego słowa nie wytrzymałam i spoliczkowałam go, na co on się wściekł i zamachnął się na mnie, w ostatniej chwili chwyciłam jego dłoń i zapytałam. - I co? Uderzysz bezbronną dziewczynę przy tylu świadkach? - uśmiechnęłam się triumfalnie. - Jesteś pieprzonym gnojkiem. - dodałam i już chciałam iść, ale on jeszcze jak widać nie miał dość.
- Nie dziewczynę, tylko dziwkę! - krzyknął za mną, a ja bez dłuższego zastanowienia wzięłam butelkę wina, które stało na jego stoliku i wylałam je na jego głowę. Kiedy butelka była już pusta, ponownie postawiłam ja na stole i poszłam sobie. Zayn stał nadal na dole obserwując tą całą scenę. Jestem pewna, że słysał co nie co, bo zachowywaliśmy się dość głośno. Mało tego, wiem, że moi nowi znajomi też to widzieli, a na pewno Matt, który kręcił się w okolicy baru. Wróciłam do mojego stolika. Emocje mną nadal targały. Usiadłam bez słowa i odpaliłam czerwone Marlboro. Zaciągnęłam się raz, drugi, trzeci... wypaliłam fajkę. Wrócił Matt, a za nim przyszedł Zayn do którego zaczęła się tulić ta jego panna.
- Co się tam konkretnie stało? - zapytał nagle Matt.
- Widziałeś. - odparłam, po czym odpaliłam kolejnego papierosa i wstałam z miejsca. - Na mnie już pora. - powiedział zabierając ze sobą jedną z butelek z alkoholem stojących na naszym stoliku. Minęłam Zayna, który bacznie mi się przyglądał i zaczęłam podążać w stronę wyjścia.


               Kiedy już się znalazłam pod klubem, odkręciłam butelkę i zaczęłam pić z gwinta nie przejmując się ludźmi, którzy mnie mierzyli wzrokiem. Byłam wściekła, roztrzęsiona, załamana, czułam się podle oszukana, stłamszona, mała, nic nie znacząca, samotna. Byłam rozbita na miliard kawałków, bo mój chłopak jak się okazało przyprawiał mi rogi, a facet na którym szczere mi zależy zdążył zapomnieć o moim istnieniu. Sącząc łyk za łykiem usiadłam na krawężniku nieopodal klubu zanosząc się płaczem. Nigdy wcześniej nie piłam tak dużo i w takim tempie, nigdy dla zabicia żalu. Nie wiem ile tam siedziałam, z kim rozmawiałam, co robiłam po alkoholu, nic nie wiem. Urwał mi się film.


*** Zayn***
   
                   Wiedziałem! Wiedziałem, że prędzej czy później do tego dojdzie, że on ją skrzywdzi. Stałem na dole i bezczynnie przyglądałem się temu, jak zadaje jej cios nożem prosto w serce i ma na twarzy ten swój głupi uśmieszek. Jak ja chciałem go wtedy dorwać! Ale nie mogłem się wtrącać. Kiedy on podniósł na nią rękę, zamarłem. Przecież, gdyby ją uderzył, to by przez rok nie sprzątnęli stąd jego krwi. Kiedy zeszła ze schodów, podążyłem za nią. Widziałem w jakim jest stanie. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłem ją z papierosem w ustach. Była wściekła i załamana jednocześnie. Obserwowałem jej każdy ruch. Wychodząc wzięła ze sobą butelkę. To nie mogło wróżyć nic dobrego. Chciałem wyjść razem z nią, ale miałem jeszcze jeden nieuregulowany rachunek....
- Pamiętasz, że powiedziałem, że cię zabiję, jeśli coś jej robisz? - zapytałem groźnym tonem stojąc przed nim na balkonie.
- Pierdol się! To zwykła dziwka i dobrze o tym wiesz. - zaśmiał się. Nie wytrzymałem.
- Zabiję cię! - krzyknąłem i rzuciłem się na niego z pięściami zadając mu dwa potężne ciosy w nos.       Prawdopodobnie go złamałem, bo leciała mu krew. Próbował się bronić, ale byłem silniejszy, złapałem go za szmaty i przyparłem do barierki dając mu kopniaka z kolana prosto w brzuch, co spowodowało, że zawył z bólu i osunął się na ziemię. Usiadłem na nim okrakiem i już miałem kontynuować obkładanie go, ale przypomniałem sobie o April. Ona nie chciałaby, żebym mu cokolwiek robił. - Nie jesteś tego wart. - syknąłem i podniosłem się z podłogi. Co ciekawe, mało kto zainteresował się sytuacją rozgrywającą się górze. Wiem, że pewnie przyjdzie mi za to ponieść jakieś konsekwencje, ale ja tu się nie liczę. Nie mogłem nie stanąć w obronie jej godności. Już miałem wybiegać z klubu, ale Loren złapała mnie za nadgarstek
- Zayn, jeśli teraz... Zayn albo ja, albo ona. - ostrzegła, na co ja nie zareagowałem, jedynie wyrwałem rękę z jej uścisku i opuściłem tamto miejsce.
Stojąc już pod "West Coast" rozglądałem się dookoła chcą ją gdzieś dostrzec. Byłem gotów przeszukać całe miasto, ale na szczęście nie było to konieczne, gdyż siedziała sama, skulona, trzęsąc się z zimna, z półpełną butelką którą uporczywie chciała pić, choć widziałem, że nie była już w stanie. Moje serce pękało. Pobiegłem do niej i chciałem wziąć ją na ręce, jednak ona protestowała. Uparła się, że pójdzie o własnych siłach. Biedactwo ledwo stała na nogach. Zapowiadała się długa, piesza droga powrotna, gdyż nie miałem auta, bo klub był oddalony od hotelu tylko dwie ulice, ale biorąc pod uwagę tępo w jakim snuje się April, zajdziemy dopiero za godzinę. Jakby tego było mało, zaczęło padać. Dziewczyna wraz z nadejściem deszczu odzyskała humor. Zaczęła bełkotać tekst jakiejś piosenki o deszczu i położyła się na środku chodnika, ponieważ, jak sama powiedziała "chce utonąć w strugach spadającego deszczu". Byliśmy już oboje niemalże cali przemoczeni. Po długich negocjacjach udało mi się ją przekonać, żeby pozwoliła mi się zanieść do domu.


                   Kiedy już byliśmy wewnątrz budynku, musiałem zasłonić jej usta dłonią, bo inaczej obudziłaby cały hotel. Postanowiłem, że zaniosę ją do mojego pokoju, tak będzie szybciej, bo nie wiem, ile musiałoby upłynąć czasu żebym się w końcu doprosił, żeby dała mi swój klucz.
Zapaliłem w pokoju tylko jedną żarówkę, przez co panował przyjazny dla oczu półmrok. Położyłem ją na łóżku, i sam udałem się do łazienki, aby zdjąć z siebie mokre ciuchy. Kiedy wróciłem, ona leżała bezwładnie na moim łóżku gapiąc się w sufit.
- Rozbierz się. - powiedziałem.
- Ty mnie rozbierz. - usłyszałem jej chichot w ramach odpowiedzi.
- April, kochanie, proszę cię... - odparłem i podszedłem do niej.
- Rozbierz mnie. - wyszeptała. Zrobiłem to o co mnie prosiła. Przyznam, że nie byłem w stanie opanować drżenia moich rąk. Zacząłem powoli unosić jej czarny t-shirt w górę odsłaniając lekko zaokrąglony brzuszek, który pasował do jej figury. po chwili  go zdjąłem, a ona przejechała swoją bladą, zimną dłonią wzdłuż mojej klatki, poczułem mrowienie oraz dreszcze.
- Jesteś taki... głupi. - powiedziała.
- Wiem. - odparłem. I zabrałem się za zdejmowanie jej szpilek oraz spódnicy, po chwili była już w samej bieliźnie. - Dam ci jakiś mój podkoszulek. - oświadczyłem, już miałem wstawać z łóżka, ale ona chwyciła moją dłoń.
- Nie idź. - wyszeptała patrząc w moje oczy. - Lubię, kiedy jesteś obok mnie. Kiedy się do mnie uśmiechasz. Kiedy próbujesz mnie pocałować. I kiedy mnie wyprowadzasz z równowagi, to też lubię. - powiedziała uśmiechając się do mnie promiennie. Na jej policzku ukazał się ten słodki dołeczek.
- Ja też lubię być przy tobie. - odparłem.
- Dlaczego mi to zrobiłeś? - wybełkotała nagle roniąc łzę.
- Co? - zmartwiłem się.
- Dlaczego nie chciałeś mnie znać? - zapytała.
- Bo... jestem dupkiem. - odpowiedziałem.
- Wiem, że jesteś. - wyszeptała.
- Nawet nie wiesz, jak mnie to bolało, kiedy on cię całował, kiedy się do niego uśmiechałaś. Nie wiesz przez co przeszedłem. - wyszeptałem ocierając jej łzę.
- Chodź tu. - powiedziała i zrobiła mi miejsce obok siebie, a ja posłusznie je zająłem. Było czuć od niej alkohol i tytoń. Czuję, że jutro będzie miała kaca stulecia.
- Jesteś taka piękna... - rzekłem, po czym pogładziłem ją po głowie. Ona w odpowiedzi na moje słowa usiadła na mnie okrakiem.
- Pocałuj mnie. - wyszeptała zbliżając usta do moich.



Ale się dzisiaj rozpisałam ;). Podoba Wam się ten rozdział?
PS. Następny rozdział = 5 komentarzy ♥ 

wtorek, 7 stycznia 2014

Rodział VI





            Nie byłam w stanie zmrużyć oka tej nocy. Nagle łóżko wydawało się być zbyt twarde, poduszka zbyt miękka, kołdra za ciepła, a irytujące odgłosy kropli deszczu rozbijających się o parapet doprowadzały mnie do szału. Byłam wkurzona, z resztą jak zawsze, kiedy nie mogę spać, a bardzo potrzebuję snu. Nawet nie wiem, która była godzina, kiedy podniosłam się z łóżka, usiadłam na fotelu, odpaliłam komputer i dla zabicia czasu włączyłam pierwszy lepszy film, który miałam na nim zapiany. Zanim film się skończył zdążyłam zasnąć, ale co z tego, skoro za godzinę musiałam na nowo się obudzić i zabrać się do pracy. Na szczęście miałam mniej do zrobienia, dużo mniej. Około 16 byłam już wolna. Udałam się do pokoju. Wzięłam szybki prysznic, gdyż cała byłam z kurzu, a następnie ułożyłam się do snu. Byłam wycieńczona. Ogółem, odkąd jestem w Bradford mam problemy ze spaniem. Z jednej strony jest to spowodowane Zaynem, ponieważ przez cały czas siedzi w mojej głowie. Zwłaszcza ubiegłej nocy, kiedy próbowałam zasnąć nadal czułam jego umięśnione ramiona oplatające moje ciało, aksamitne dłonie skradające się pod moją bluzkę oraz przyjemne, ciepłe usta, których jest mi mało. Nie mogłam jednak pozwolić mu mnie pocałować. On ma pełną świadomość tego, jak na mnie działa. To nie dobrze dla mnie, ponieważ może wykorzystać teraz każdą z moich słabości. Obiecałam sobie tamtej nocy, że Zayn Malik nigdy, ale to nigdy, pod żadnym pozorem nie zdobędzie mnie. Nie jestem rzeczą, a on jak najbardziej traktuje mnie przedmiotowo. Dostanie mnie i co potem? Znudzę mu się tak jak inne i mnie zostawi, a moje serce nie wytrzyma takiego ciosu.
            Leżąc na miękkim łóżku, chwilkę rozmyślałam jeszcze o Maliku, bo nie widziałam go cały dzień, po czym zasnęłam. Sama nie wiem jak długo spałam. Może 2 - 3 godziny. Najprawdopodobniej spałabym znacznie dłużej, gdyby nie to, że mój telefon, który miałam zwyczaj trzymać tuż przy głowie zaczął dzwonić. Zaspana i z zamkniętymi oczami odszukałam go po omacku i odebrałam.
- No? - wymamrotałam.
- Cześć kochanie. Ubierz się ładnie wpadnę po ciebie za godzinę. - usłyszałam głos Billa po drugiej stronie słuchawki.
- Co? - zapytałam ponownie zasypiając.
- Powiedziałem, że będę po ciebie za godzinę.
- No. - odparłam i się rozłączyłam po czym zrzuciłam telefon z łóżka. Przykryłam twarz kołdrą i wzięłam głęboki wdech, po czym odsłoniłam jej skrawek otulający moją twarz, przetarłam lekko zaspane powieki po czym je otworzyłam. W pomieszczeniu było w miarę widno, wszystko za sprawą delikatnych, słabych promieni wpadającego, letniego słońca.
- Myślałem, że już się nie obudzisz. - usłyszałam.
- Co.. do cholery? - wymamrotałam i wyostrzyłam wzrok. Na fotelu na przeciw łóżka siedział Malik podpierając brodę pięścią. Na jego twarzy widniał pogodny uśmiech.
- Kochanie, naucz się w końcu zamykać drzwi. - odparł śmiejąc się pod nosem. - Jak się spało? - zapytał.
- Okay. - odparłam. - Która godzina?
- 20. - odparł spoglądając na swój zegarek.
- Nie patrz na mnie. Wyglądam okropnie - rzekłam i podniosłam się z mojego ciepłego łóżeczka i rozleniwiona udałam się do łazienki. Zayn jak na złość przyglądał się mi ze dwojoną bacznością. Kiedy weszłam do pomieszczenia, zamknęłam za sobą drzwi i poprawiłam moje włosy. O dziwo nie wyglądałam aż tak źle. Zrobiłam sobie szybki, delikatny makijaż, zarzuciłam szlafrok na piżamę i wróciłam do niego.
- Spotykasz się dzisiaj z Billem? - zapytał lustrując mnie.
- Tak. Zayn... w co mam się ubrać? - zapytałam przygryzając dolną wargę.
- Jak dla mnie nie musisz się przebierać. - wymruczał poruszając brwiami.
- Zayn... - posłałam mu błagalne spojrzenie.
- Co? Dlaczego aż tak bardzo chcesz zrobić na nim wrażenie? - zirytował się trochę.
- Wcale że nie chcę. - odparłam otwierając szafę na oścież.
- Gdybyś nie chciała, to nie prosiłabyś mnie o pomoc w doborze stroju. - wzruszył ramionami.
- Wiesz... - zaczęłam.
- Co mam wiedzieć... - zaczął mówić podnosząc się z fotela podążając w moim kierunku. - Kochanie? - dodał seksownym tonem i objął mnie mocno w talii. O dziwo tym razem się nie zmieszałam.
- To, że kobieta powinna budzić pożądanie w swoim facecie. - wyszeptałam z triumfalnym uśmiechem.
- Mrrr... - zamruczał po czym oblizał swoje wargi i przybliżył swoją twarz do mojej.
- Nawet o tym nie myśl. - wyszeptałam i przyłożyłam palec wskazujący do jego ust, on go lekko musnął wargami.
- Nawet nie dasz mi pomarzyć. - przewrócił oczami i mnie puścił. - Załóż to - powiedział ściągając z wieszaka kwiecistą, krótką sukienkę wraz z kremowym żakietem.

- Myślisz? - zapytałam oglądając ubranie.
- Spodoba mu się. - uśmiechnął się lekko. - To... gdzie dziś idziecie?
- Nie wiem. Nie powiedział. - odparłam. Może... zostaniemy w tutaj... if you know what I mean. - poruszyłam brwiami i zaśmiałam się.
- Zostaniecie i będziecie patatajać w stronę krainy szczęścia oglądając jego ulubiony odcinek Kucyków Ponny? - zadrwił.
- Wal się. - odparłam.
- Tylko wal się? A gdzie jakiś sarkastyczny komentarz, na który nie będę w stanie znaleźć odpowiedniej riposty?
- Nie chce mi się myśleć. - wymamrotałam.
- Czyli jest tak jak myślałem... - westchnął i opadł plecami na moje łóżko.
- Jak? - spojrzałam na niego.
- Męczysz się z nim. Powiedz mu, żeby spadał i po sprawie. - spojrzał w sufit.
- To raczej nie twoje zmartwienie czy męczę się z nim, czy nie. - zmarszczyłam lekko brwi.
- Oczywiście... Myślałem, że po tym, co się stało wczoraj na dachu, przejrzysz w końcu na oczy. -przeniósł swój wzrok z białego sufitu na mnie.
- Zayn, daruj sobie. To co się stało wczoraj było tylko zwykłym nieporozumieniem. Nic takiego nigdy więcej się już nie powtórzy. - odparłam srogo, a on tylko się roześmiał. - Wkurzasz mnie! - podniosłam minimalnie ton głosu i zniknęłam za drzwiami łazienki, żeby założyć sukienkę.
          Kiedy ponownie znalazłam się w pokoju, jego już nie było. Czemu za każdym razem, kiedy sobie idzie ja za nim tęsknię? W pomieszczeniu ponownie rozległ się dźwięk mojego dzwonka. Dzwonił Bill, żeby poinformować mnie, że czeka na mnie pod hotelem. Założyłam na nogi szpilki i wyszłam. Przywitał mnie czułym pocałunkiem i poinformował o tym, jak bardzo zdążył się  za mną stęsknić, a ja w odpowiedzi posłałam mu "szczery" serdeczny uśmiech. Czułam, a nawet nie czułam, tylko wiedziałam, że Malik ma rację.
 Spędziliśmy  Billem bardzo miły wieczór spacerując po parku. W końcu miałam dobrą okazję, żeby dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Jak się okazało, mamy wiele wspólnego. Zaczęłam na niego patrzeć przez całkiem inny pryzmat. Teraz widziałam go jako wesołego, zabawnego kolesia z ciekawą osobowością, który na dodatek wspaniale całuje. Zaczynam się w nim zakochiwać? Chcę tego! Chcę się w nim zakochać i udowodnić samej sobie, że Malik, to tylko zwykłe zauroczenie. Będąc w towarzystwie blondyna całkowicie zapomniałam o Mulacie. Jednak jak zwykle, on musiał mi przypomnieć o swoim istnieniu. Jak zawsze. Dostałam sms'a od nikogo innego jak od samego Zayna Malika. Ukradkiem odczytałam wiadomość: "Kto się czubi, ten się lubi kochanie. A Ty mnie lubisz ;* Zayn xx" Pierwsza myśl? - Skąd on do cholery ma mój numer?! - Druga? - Mam ochotę go zabić! - Trzecia? - Lubię.. nawet bardziej niż powinnam. Nie odpisałam na jego wiadomość. Co niby miałabym mu napisać? Nie ma właściwej odpowiedzi. Przecież wszystko co tylko powiem, on zinterpretuje po swojemu i una, że na niego lecę. Cały Zayn. Ma się za pępek świata... a już na pewno za pępek Bradford.
- Słoneczko, wszystko w porządku? - zapytał zmartwiony Bill, tym samym wyrwał mnie z zamysłu.
- Tak. Wszystko gra. - uśmiechnęłam się mimowolnie i chwyciłam jego dłoń. - Bill... - zaczęłam.- Kochasz mnie? - zapytałam.
- Oczywiście, że tak. - pogładził mój policzek.
- Skąd możesz wiedzieć? Przecież mnie nie znasz. - odparłam zabierając jego dłoń z mojej twarzy.
- Znam. - uśmiechnął się szeroko. - Kocham cię. A wiesz skąd to wiem? - zapytał chwytając mnie za podbródek - Stąd, że za każdym razem kiedy cię widzę, moje serce głupieje. - dodał i złożył na moich wargach pocałunek.
- Chciałam się upewnić... - kąciki moich ust się uniosły.
Z parku wróciliśmy do hotelu. Współczuję Billowi, bo musiał mnie pół drogi nieść na barana, ponieważ obrobiły mnie szpilki. Zaniósł mnie prosto pod drzwi prowadzące do mojego pokoju. Postawił mnie przed sobą, a ja chwyciłam go za rozpiętą bluzę i przyciągnęłam do siebie wbijając się w jego usta. Nie musiałam długo czekać, aby oddał mój pocałunek.
- Chcesz wejść? - zapytałam.
- A mogę? - upewnił się.
- Przecież cię zapraszam. - powiedziałam i ponownie musnęłam jego usta. W tym też momencie usłyszałam za sobą czyjeś chrząkanie. Odsunęłam się minimalnie od chłopaka i spojrzałam za siebie. Za mną stał Zayn z założonymi rękami i patrzył na nas ze złością, która wręcz emanowała z jego oczu. - Tak? - zapytałam.
- Moja mama chce z Tobą porozmawiać. Ma dla ciebie ekstra zadanie. - wyjaśnił. W dalszym ciągu lustrował nas oboje. Gdyby umiał zabić wzrokiem, to z pewnością już byśmy nie żyli.
- Okay. - powiedziałam. - Do zobaczenia - musnęłam wargi Billa i udałam się do gabinetu szefowej.


***Zayn***


          Ta dziewczyna na serio nie wie, w co się pakuje. Jak może być nim zaślepiona aż do tego stopnia? Niech mi nie wmawia, że nic nie poczuła wczoraj. Ja poczułem, aż za dużo. Zaiskrzyło między nami. I wiem, że ona też to czuje! Nie mam zamiaru robić nic wbrew jej woli, ale nie mogę patrzeć na to, jak leci do ognia niczym ćma. On ją skrzywdzi. Powiedziała, że nasz prawie pocałunek był nieporozumieniem, ale to nie prawda! Dlaczego zaprzecza samej sobie? Nie da się udawać w takiej chwili jak tamta. Jeśli nie zależałoby jej na mnie, to nie przeprosiłaby mnie. Fakt, że jest z nim gdzieś na randce, sprawiał, że nie mogłem sobie nigdzie znaleźć miejsca. Nawet moja mama to zauważyła. Ona się domyśla, co jest grane. Wie, że April mi się podoba, ale nie mówi tego na głos. Napisałem do April sms'a, żeby zrozumiała, że to nie on jest jej miłością. Kiedy wróciła do hotelu, mama poprosiła mnie, żebym jej przekazał, że chce z nią pilnie porozmawiać. Poczułem nieopisane ukłucie w okolicy serca oraz napływającą do niego gorycz widząc ich razem. Ona go pocałowała. Wszystko stało się dla mnie jasne w tamtym momencie. Łudziłem się... ona wybrała jego. Gdy zniknęła za rogiem korytarza, podszedłem bliżej tego frajera i posłałem mu spojrzenie pełne furii, w którą zacząłem popadać.
- Pamiętasz naszą rozmowę w barze? - zapytałem.
- Pamiętam. - odparł niewzruszony.
- To dobrze. W takim razie wiesz, że jeśli tylko ją skrzywdzisz, to cię zabiję?
- Kolejne ostrzeżenie? - zadrwił.
- Groźba. - syknąłem. Mina mu nieco zrzedła. - Znajdę cię i załatwię. - dodałem i ruszyłem w swoją stronę pociągając mu "z bara".


***April***

          Będąc na dole niepewnie zapukałam w drzwi gabinetu pani Malik.
- Proszę - usłyszałam. - powoli otworzyłam drzwi i weszłam do środka.
- Zayn mówił, że chce pani ze mną rozmawiać. - zaczęłam.
- Tak. Za tydzień moja znajoma organizuje małe przyjęcie zaręczynowe. Będzie około 100 gości. Potrzebuje dodatkowej kelnerki i pomyślałam o tobie. - uśmiechnęła się serdecznie. - Przyda ci się dodatkowe wynagrodzenie. - dodała.
- Dziękuję bardzo. - odwzajemniłam mimikę. - Postaram się dać z siebie wszystko. - zapewniłam ją.
- Wierzę. - odparła.
           Po tej krótkiej rozmowie wróciłam do siebie. Była dopiero 22. Nie mam w zwyczaju tak wcześnie chodzić spać i z tego co wiem, Zayn także. Pomyślałam więc, że pójdę do niego. Może oglądniemy razem jakiś film, lub po prostu pogadamy?
Zapukałam na jego drzwi. Po chwili się uchyliły i wyjrzał zza nich Malik.
- Mogę wejść? Pomyślałam, że możemy się razem ponudzić - zaczęłam - Oglądnąć jakiś film czy coś - dodałam. Chłopak tylko uśmiechnął się i zmierzył mnie wzrokiem.
- Nie. - odparł stanowczo po chwili, po czym zamknął mi drzwi przed nosem.


           Nie rozumiałam jego zachowania. Co się nagle stało? Przecież jeszcze rano sam zaproponowałby mi wspólne spędzenie wieczoru, a teraz tak po prostu zamyka mi drzwi przed nosem? To mnie zabolało. Dlaczego tak zrobił? Wróciłam do siebie i zadawałam samej sobie w myślach masę pytań. Zgasiłam światło w pokoju i usiadłam na parapecie, przez moment wpatrywałam się w zakochanych ludzi spacerujących po ulicy, po czym skryłam twarz w dłoniach i zaczęłam płakać uświadamiając sobie, co właśnie robię swojemu sercu. Kocham Zayna, ale ta miłość z każdej strony skazana jest na porażkę. Bill to fajny facet, który w nic ze mną nie gra.... ale to wciąż nie zmienia faktu, że kocham Malika i to z nim chcę być.


***Zayn***

           Hagiwara Sakutaro powiedział kiedyś, że "Miłość nies­pełniona to spe­cyficzny rodzaj niena­wiści." Coś w tym jest. Zaczynam czuć do niej nienawiść równie silną jak miłość. Pogubiłem się w uczuciach i wiem, że ona też. Nie chcę zmuszać nas oboje do żadnego dodatkowego cierpienia, dlatego też, pozwolę jej odejść... Cholera! Jak można pozwolić odejść komuś, kto nigdy nawet po części nie był nasz?! No jak?! Ona wybrała jego! Wybrała Billa, a potem jeszcze miała tupet przyjść do mnie i liczyć na to, że spędzę z nią beztrosko czas oglądając jakiś głupi film? Muszę wyjechać na kilka dni, odciąć się od niej, odwiedzić z kumplami wszystkie kluby w tym mieście, poderwać nowe laski na one night stand. Muszę zacząć żyć tym życiem, którym żyłem zanim ona się tu zjawiła i namieszała mi w głowie. Nie chcę mieć z nią już nic wspólnego.


Okay, okay.. wiem.. ten rozdział mi nie wyszedł. Mam jednak nadzieję, że Was nie zanudził ;) Dziękuję Wam wszystkim za tak miłe opinie o moim ff pojawiające się w komentarzach do poprzednich rozdziałów oraz w DM na twetterze ♥ Wasze opinie mają dla mnie ogromne znacznie :).
5 komentarzy = kolejny rozdział ♥ 

czwartek, 2 stycznia 2014

Rozdział V

             


                 Czasami lepiej jest godzić się na mniejsze zło, na coś, co nie da nam szczęścia i nie przyniesie smutku, niż na chwilowe szczęście i następującą po jego utracie rozpacz. Lepiej jet mi oszukiwać serce i otwierać je każdego dnia na nowo dla niewłaściwego mężczyzny, ponieważ ten właściwy nie zasługuje na moje oddanie i miłość. Łatwiej jest mi więc związać się Billem, niż żyć resztkami złudnej, głupiej nadziei, że Malik kiedykolwiek spojrzy na mnie jak na kobietę, dla której chce żyć. Nadal będę samotna, bo nigdy nie dam Billowi aż tyle siebie, ile mogłabym dać Zaynowi, gdyby ten tylko chciał to wziąć we właściwy sposób. Wierzę, że z czasem przyzwyczaję się do Billa i może uda nam się przeżyć coś na wzór miłości. Może kiedyś zapomnę o tym, że Zayn istniał? Powinnam. Przecież wraz z końcem wakacji wracam do domu, do Polski. Wątpię, żeby on chociaż raz o mnie wspomniał czy... zatęsknił. Oczekiwałabym po nim zbyt wiele prosząc by nie wymazywał mnie ze swojej pamięci. Przecież Zayn miał i jeszcze będzie mieć takich jak ja na pęczki. Nie jestem ani pierwsza, ani ostatnia. Jak to jest, że daje się mu tak łatwo zmanipulować i końcem końców brakuje mi jego bliskości, której nie chcę? Co on ze mną robi? Kiedy wczoraj poczułam jego silne ramiona, ciepły powiew wydychanego przez niego powietrza, muśnięcie jego gorących warg na mojej zimnej skórze, zadrżałam. Poczułam, jak moje ciało drętwieje ze strachu i przeszywa je miliard dreszczy potęgujących napięcie między nami. Nie wiem  w jaki sposób znalazłam w sobie tyle sił, by powiedzieć mu żeby przestał. Jego usta wydają się być tak idealnie dopasowane do mojej bladej skóry. Nie mam zielonego pojęcia, po co poszłam potem do niego. Potrzebowałam... jego dotyku i zapachu. Potrzebowałam wszystkiego, co sprawia, że czuję się bezpiecznie. Nie planowałam pocałować go w policzek. Nagle uznałam, że to właściwe posunięcie, które zmusiło mnie do ucieczki, ponieważ moje usta nie chciały przestać tylko i wyłącznie na policzku. Chciały ciepła jego warg. Nie mogłam do tego dopuścić, by popełnić największą głupotę moje życia i dać mu to, na co czekał odkąd tu przyjechałam. Wiem, ile może zadać mi cierpienia odkładając mnie na półkę do reszty kolekcji zakurzonych, porcelanowych lalek którymi niegdyś się bawił. Nie chcę tak. Nie chcę być kolejną odhaczoną pozycją na liście. Nie ja.
                  Rano znów musiałam wstać wcześnie. Nie było to łatwe, bo zmrużyłam oczy tylko na 30 minut, gdyż myśli o Maliku nie przestawały zaprzątać mojej głowy. Nie przyszedł do mnie dzisiaj rano. Od jego matki dowiedziałam się, że Zayn jeszcze śpi, a ja mam mu zanieść śniadanie do jego pokoju. Poinformowała mnie także, że drzwi są otwarte. Udałam się do kucharki i poprosiłam, żeby przyrządziła jakieś kanapki dla syna szefa. Nigdy wcześniej nie miałam z nią do czynienia. Starsza kobieta podczas przygotowywania posiłku spojrzała w moje oczy i uśmiechnęła się do mnie szeroko.
- Ty pewnie jesteś April. - zaczęła.
- Tak. - odparłam odwzajemniając jej mimikę.
- Zayn mi o tobie opowiadał. - odparła. - Zayn to dobry chłopak, tylko zagubiony. Ty możesz go sprowadzić na dobrą drogę, bo Tobie ufa.
- Nie rozumiem.
- On nie jest zły. Nie chce nikogo ranić. Bardzo Cię lubi i zawsze stanie po Twojej stronie.
- Tak pani powiedział? - zapytałam.
- Nie musiał. Ja to po prostu wiem. Znam go odkąd przyszedł na świat. Pamiętaj, że masz w nim oparcie. - powiedziała i wręczyła mi tacę z kanapkami.
- Zapamiętam i dziękuję. - odparłam z mimowolnym uśmiechem wychodząc z kuchni.
Co on miała na myśli? Zayn jej o mnie opowiadał? Nie.. to niemożliwe. Przecież, nie jestem dla niego nikim więcej niż przypadkową znajomą. Z resztą my się nawet nie znamy. No właśnie.. Nie znamy się! Więc dlaczego ja wpadłam po uszy? Dlaczego nie umiem tak po prostu zamrozić myśli w mojej głowie na jego temat? Dlaczego z jednej niewinnej myśli która tylko ot tak przeleci przez moją głowę, rodzi się miliard innych?


                  Kiedy stanęłam pod jego drzwiami, przypomniało mi się, jak była tu wczoraj ta laska. Do oczu napłynęły mi łzy, lecz nie mogłam pozwolić ani jednej z nich popłynąć wzdłuż mojego bladego policzka. Weszłam do pokoju bez pukania. Położyłam tackę na stole i rozejrzałam się po pokoju. Ulokowałam moje spojrzenie w łóżku, na którym spał Zayn. Postanowiłam podejść bliżej. Delikatnie usiadłam na skraju łóżka i pogładziłam dłonią jego gorący policzek, a następnie włosy. Były tak miękkie w dotyku. Malik oddychał tak spokojnie, lekko. Jego klatka piersiowa równomiernie unosiła się i opadała. Wyglądał pięknie. Bojąc się, że się przebudzi postanowiłam opuścić jego pokój. Kiedy byłam już w drzwiach usłyszałam szelest kołdry i cichy szept - April, jednak nie mogłam się odwrócić za siebie. Spłoszyłam się i wyszłam. Zajęłam się resztą moich obowiązków i kiedy skończyłam, była równa 18. Dzisiaj miałam dość sporo pracy, gdyż druga pokojówka nie przyszła dzisiaj do pracy i to  ja zmuszona byłam odwalić za nią całą robotę. Uzgodniłam to z szefową i powiedziała, że dostanę dzień wolny. Termin zależy ode mnie. Kiedy weszłam do pokoju skonana po ciężkim dniu, dostałam wiadomość od Billa, że wpadnie po mnie za pół godziny i pojedziemy na przejażdżkę. Nie ucieszył mnie wcale ten sms. Byłam zmęczona, poirytowana tym, co dzieje się w moim życiu i na dodatek marzyłam o śnie. Odpisałam mu krótkim "Ok." i poszłam wziąć prysznic na przebudzenie. Założyłam na siebie pierwsze, lepsze ciuchy z dna szafy i po 20 minutach gotowa byłam do wyjścia.
                 Zeszłam do recepcji, aby poczekać tam na Billa, ale kucharka widząc mnie na dole wyszła do mnie i upomniała mnie o tackę której nie odniosłam. Przeszedł mnie dreszcz na myśl o tym, że ponownie muszę iść do jego pokoju. Modliłam się w myślach, żeby spał. Po cichu, ostrożnie otworzyłam drzwi do jego pokoju i weszłam do środka szybkim krokiem nie widząc nigdzie Mulata na horyzoncie. Chwyciłam za tacę i chcąc wychodzić odwróciłam się szybko na pięcie i dobiłam do czyjegoś nagiego torsu. Oczywiście był to on. Tacka z pustym talerzem i kubek po herbacie spadły na ziemię i się potłukły, a Zayn nie zważając na to przyciągnął mnie do siebie z całej siły i spojrzał głęboko w oczy. Nasze klatki piersiowe się stykały.
- Nie ładnie wchodzić bez pukania, mogłem być nagi. - zaśmiał się.
- Ale nie jesteś -odparłam krótko i chciałam się mu wyrwać, ale nie byłam w stanie.
- Wybierasz się gdzieś? - zapytał wsuwając dłoń pod tylni skrawek mojej cienkiej bluzki. Przeszły mnie dreszcze.
- Właściwie, to Bill ma po mnie przyjechać, bo chce mnie zabrać na przejażdżkę.
- Mhm... czyli nigdzie nie idziesz - zaśmiał się cwaniacko i gładził skórę moich pleców swoją delikatną dłonią kreśląc na nich pod materiałem nieznane wzory.
- Nie ja... - chciałam coś powiedzieć, ale przerwał mi w połowie zdania.
- Ciii... - nigdzie Cię nie puszczę - wyszeptał i oparł swoje czoło o moje.
- Zayn! - zirytowałam się, kiedy odzyskałam umiejętność trzeźwego ocenienia sytuacji. Zaczęłam się mu wyrywać. Puścił mnie. - Oszalałeś? - zapytałam i zaczęłam podążać w stronę drzwi. Zayn wyprzedził mnie i tym samym zamknął je przede mną na klucz. - Daj ten klucz! - wkurzyłam się nie n żarty i próbowałam otworzyć jego mocno zaciśniętą pięść w której uwięziony był klucz. On się tylko śmiał.
- Złość piękności szkodzi. - powiedział słodko.
- Żebym ja za moment nie zaszkodziła twojej piękności. - odparłam w gniewie. - Zayn, on tam na mnie czeka! Muszę iść! - tłumaczyłam mu.
- Nic nie musisz. - odparł zobojętniałe. - Puszczę Cię, jeśli chcesz iść. Okay, nie ma problemu. Ale spójrz mi w oczy i powiedz, że chcesz iść na randkę z Billem. Że chcesz to zrobić dobrowolnie dla własnej przyjemności. - powiedział gładząc mój policzek wolną dłonią.
- Chc.. - zawahałam się przy odpowiedzi.
- Powiedz, że chcesz. - powtórzył.
- Nie chcę. - odparłam i spuściłam wzrok.
- W takim razie kochanie jesteś zmuszona spędzić ze mną cały wieczór. - puścił mi oczko i musnął kciukiem moje wargi, które zadrżały od jego dotyku. W tym też momencie w pokoju rozległ się dzwonek mojego telefonu. Wyjęłam go z kieszeni spodni i spojrzałam na wyświetlacz: Bill. Uniosłam zdezorientowane oczy na Zayna, a ten tylko wzruszył ramionami, jakby chciał powiedzieć "Wybór należy do Ciebie". Odebrałam.
- Hallo? - zaczęłam.
- Lena, czekam na ciebie. Gdzie ty jesteś? - usłyszałam po drugiej stronie.
- Przepraszam Bill, ale... nie czuję się dobrze i musimy przełożyć nasz wypad.
- Co się dzieje? - zapytał zmartwiony.
- Nic takiego. Tylko trochę mnie mdli, nie przejmuj się. Przesiedzę cały wieczór w moim pokoju i będę oglądać jakieś telenowele online. - powiedziałam patrząc na Zayna, który był z siebie zadowolony.
- Dobrze, w takim razie do zobaczenia jutro. Kocham Cię. - odparł.
- Pa. - powiedziałam i się rozłączyłam.
- No no no... - zaśmiał się Malik. - Nie wiedziałem, że umiesz aż tak wybornie kłamać kochanie. - przygryzł dolną wargę.
- Ale ja nie kłamałam. Na prawdę mnie mdli na twój widok. - przesłałam mu wymuszony uśmiech.
- To było niemiłe wiesz? - zapytał nieco rozzłoszczony.
- Tak jak i to, że trzymasz mnie tu wbrew mojej woli!
- Ja się tylko staram cię ochronić!
- Przed kim?!
- Przed Billem! Słuchaj, widziałem setki takich jak on i dobrze wiem jak skończy się wasza znajomość! Będzie chciał cię tylko przelecieć, a kiedy już mu się to uda, to Cię zostawi! Aż taka ślepa jesteś?! - wykrzyczał prosto w moją twarz. Po moim policku spłynęła łza, którą momentalnie otarłam.
- Jednak wciąż jest lepszy niż ty! Biedny pan Malik krzywdzony przez kobiety, które na dobrą sprawę tylko przelecisz i zostawisz! Może chcesz się z nimi spotkać jeszcze raz, ale pojawia się problem, bo nawet nie wiesz jak miały na imię! - wydarłam się na niego.
- Nic o mnie nie wiesz... - odparł.
- I nie chce. - powiedziałam poczym ruszyłam w stronę drzwi szarpiąc za klamkę zapominając o tym, że mnie tu uwięził. - Daj mi ten pieprzony klucz. - dodałam tonem nieznoszącym sprzeciwu. On z wielką łaską podszedł i otworzył mi je. Wyszłam bez słowa trzaskając za sobą drzwiami.
                Zapomniałam o tacce, o zbitych naczyniach. Weszłam do swojego pokoju i usiadłam na parapecie wpatrując się w oświetlone miasto. Chciałam zadzwonić do rodziców, ale nie mogłam znaleźć telefonu w kieszeni. "Świetnie. Został u tego imbecyla." - powiedziałam sama do siebie. Adrenalina w moim organizmie skoczyła do tego stopnia, że nie potrzebowałam już kawy, a o spokojnym śnie mogłam zapomnieć. Siedziałam tak w  ciszy obserwując wszystko, co dzieje się za oknem. Mrok już zapadał. Było mi głupio za to, co mu powiedziałam, ale... on sobie przecież zasłużył, czy.. może nie? Byłam zła na samą siebie. Przecież widziałam w jego oczach jak mocno go zabolały moje słowa. Bez chwili namysłu zeskoczyłam z parapetu i wtargnęłam do jego pokoju. Nie było go tam. Przypomniało mi się, jak mówił, że lubi wchodzić na dach, kiedy chce pomyśleć lub gdy coś go dręczy. Szybko pobiegłam na czwarte piętro w poszukiwaniu drabinki prowadzącej na dach. Znalazłam ją za ciężkimi, metalowymi drzwiami z napisem "Nie wchodzić!". Nacisnęłam klamkę i weszłam do środka. Szyb był otwarty, to znaczy, że on tam jest. Wspięłam się po cienkich szczeblach drabiny tym samym znajdując się na szczycie. Rozejrzałam się dookoła. Dach był płaski, przez co nie obawiałam się, że spadnę. Wytężyłam mój wzrok w panującym od niedawna mroku i dostrzegłam jego postać. Siedział z plecami opartymi o komin. Wzięłam głęboki wdech i postanowiłam do niego podejść.




***Punkt widzenia Zayna***

                 Chciałbym ją znienawidzić. Tak byłoby prościej tolerować jej obecność w hotelu, w moim życiu, w mojej głowie. Chyba ją kocham. Wiem, że nie powinienem, bo nic z tego dobrego nie wyjdzie. Chciałbym umieć potraktować ją z chłodem, ale nie jestem w stanie, bo kiedy tylko ją widzę, to tracę kontrolę nad samym sobą. Czuję, że jeśli jej nie dotknę, to zwariuję, bo potrzebuję jej do życia niczym wody. Jest wszystkim, o czym myślę. Minęły dopiero cztery dni, a ja ją pokochałem. Kiedy to się stało? Jej słowa bolały, bo brzmiały niczym oskarżenie. Ale w gruncie rzeczy, ona ma rację. Chciałbym jej nigdy nie spotkać. Chciałbym, żeby nie istniała. Chciałbym żeby choć raz spojrzała na mnie jak na faceta, któremu nie boi się zaufać. Kiedy tak trwałem w zamyśleniu, usłyszałem ciche, ostrożne kroki zmierzające w moim kierunku, obejrzałem się za siebie i dostrzegłem ją na tle księżyca w pełni. Szła w moim kierunku nerwowo bawiąc się dłońmi, jej oczy pozbawione były tego charakterystycznego blasku, a na twarzy malował się strach połączony ze smutkiem. Jej śliczne włosy rozwiewał wiatr. Stanęła nade mną w odległości metra.
- Wiedziałam, że Cię tu znajdę. - zaczęła spoglądając na mnie.
- Po co przyszłaś? Chcesz jeszcze coś dopowiedzieć? Może to, że jestem skończonym skurwielem. - syknąłem.
- Nie. - kucnęła na przeciw mnie - Chcę cię przeprosić. Powiedziałam za dużo.
- Powiedziałaś, co chciałaś powiedzieć. - wzruszyłem ramionami i odpaliłem papierosa zaciągając się nim.
- Zayn, nie traktuj mnie tak. Ja na prawdę żałuję. Nienawidzę przepraszać i nie mam tego w swoim zwyczaju. Wiele mnie kosztuje bycie tu teraz z tobą i błaganie cię, byś zapomniał o tym, co było powiedziane. - oparła dłonie na moich skulonych kolanach.
-Dlaczego masz mnie za takiego dupka? - zapytałem nagle poczym zaciągnąłem się ponownie.
- Bo... - zamilkła.
- I o czym my mamy jeszcze rozmawiać? - zapytałem wyrzucając peta.
-Zayn... - zaczęła.
- Daj spokój. - odparłem z ironią.
- Nie. Nie dam ci spokoju dopóki nie zrozumiesz, że w tym momencie moja duma poważnie cierpi, bo błagam o przebaczenie faceta którego niejednokrotnie miałam ochotę udusić, który potrafi do tego stopnia namieszać w moim życiu, że nie wiem, jak się nazywam, faceta, który wysyła mi tyle sprzecznych sygnałów, że już sama nie wiem, co jest grane i co czuję. Przepraszam cię za to ostatni raz. Nie wybaczysz mi? Trudno. Jakoś to przeżyję. - powiedziała poczym się podniosła.
- Czekaj! - krzyknąłem półgłosem i chwyciłem jej dłoń, ona usiadła obok mnie. - Przeprosiny przyjęte kochanie. - uśmiechnąłem się szeroko do niej. - Zależy ci na mnie i dlatego jesteś zazdrosna. - dodałem i objąłem ją ramieniem.
- Chyba kpisz. Nie jetem zazdrosna - próbowała się wykręcić.
- Jasne... - pokiwałem głową śmiejąc się.
- Znowu chcesz się pokłócić? - zapytała.
- Nigdy więcej. - odparłem i złączyłem nasze palce. Wolną dłonią pogładziłem jej policzek, a następnie złożyłem na nim delikatny pocałunek, nie mogąc się od niego oderwać muskałem go jeszcze prze kilka sekund, ona na nowo zamarła, a ja zacząłem błądzić dłonią po jej plecach dostając się ponownie pod materiał niebieskiej, luźnej bluzki. Zwiększyłem dystans między naszymi twarzami i wyszeptałem tonąc w jej oczach. - Jeśli nie chcesz, to powiedz żebym przestał. Ona nic nie powiedziała, więc pocałowałem kącik jej malinowych ust, byłem w stanie poczuć jak drżą.
- Zayn, - wyszeptała. - Przestań. - po tych słowach to ja zamarłem.
- Dlaczego? - zapytałem wyjmując dłoń spod jej bluzki.
- Mam chłopka. - odrzekła.
- Wiem. - wplątałem palce w jej włosy. - Nie dajesz mi o tym zapomnieć.
- Proszę... Nie róbmy niczego, co będziemy potem żałować. - wyszeptała również wplatając palce w moje włosy, poczym wyjęła je gładząc moje policzki i wtuliła się w mój tors.
- Wiem, że byłaś u mnie rano... czułem twój dotyk. - powiedziałem obejmując ją mocno ramieniem i zacząłem gładzić jej ramię.
- Nie chciałam Cię obudzić. - odparła.
- Nie szkodzi, spodobało mi się to. - zaśmiałem się cicho. - Bill to szczęściarz. - dodałem.
- Jemu to powiedz. - wyszeptała.
- April, nie chcę żebyś mnie uważała za skończonego gnojka. Nie jestem taki. Na prawdę. Możesz mi wierzyć lub nie, ale wczoraj między mną a Annie do niczego nie doszło. Ona mnie pocałowała, a ja kazałem jej wyjść z pokoju. - broniłem się.
- Wierzę ci. - usłyszałem.
- Zostańmy chociaż przyjaciółmi. - zaproponowałem.
- Oscar Wilde kiedyś powiedział, że "między mężczyzną a kobietą przy­jaźń nie jest możli­wa. Na­miętność, wro­gość, uwiel­bienie, miłość - tak, lecz nie przyjaźń." - zaśmiała się.
- Więc zawsze możemy zostać namiętnymi kochankami. - pocałowałem ją w głowę.
- Nigdy w życiu. - zaśmiała się.
- Przekonamy się kochanie, wiem, że trudno jest ci się mi oprzeć. - poruszyłem brwiami i zaśmiałem się.
- Zdaje ci się. - odparła. - To raczej ty nie możesz się oprzeć dotykaniu mnie.
- Chciałabyś - zażartowałem.
- Mhm... - wymamrotała, a jej ciało przeszedł zimny dreszcz.
- Zimno ci? - zapytałem.
- Trochę. - odparła.
- Wracamy? - zapytałem obejmując ją w pasie.
- Tu mi jest dobrze. - odparł i zamknęła powieki.
- Tylko nie zaśnij znowu.
- Nie zasnę - zaśmiała się i ponownie otworzyła oczy. - Zayn! Patrz! - krzyknęła. - Spadająca gwiazda! - wskazała mi palcem.
- Pomyślałaś życzenie? - zapytałem.
- Tak, a ty? - spojrzała na mnie z promiennym uśmiechem.
- Też. - odparłem. Zauważyłem, że jej powieki robią się coraz cięższe. Była wykończona całodniową harówką. - Chodź królewno, bo widzę, że marzysz o śnie. - pomogłem jej wstać i oboje wróciliśmy pod nasze pokoje.
- Powiesz mi, o co poprosiłaś spadającą gwiazdę? - uśmiechnąłem się słodko do niej.
- Nie, bo się nie spełni. - odparła i pocałowała mnie w policzek na dobranoc.
- Śpij dobrze. - wyszeptałem, kiedy zniknęła za drzwiami. Później sam udałem się do swojego pokoju.                    Wziąłem prysznic i położyłem się na miękkim łóżku. Przypomniałem sobie, co stało się na dachu, o tym co powiedziała, o tym, że mało brakowało, a pocałowałbym ją. Wiem, że pragnęła tego pocałunku równie mocno co i ja. Czułem jej bicie serca i przyśpieszony oddech. Chciała, żebym ją pocałował, więc czemu kazała mi przestać?


PS. Przepraszam, że jest taki krótki. Ogólnie nie jestem zadowolona z tego rozdziału.