GRY
trwa inicjalizacja, prosze czekac...

wtorek, 1 kwietnia 2014

Rozdział I - Story of my life.

Witam wszystkich wiernych czytelników oraz tych nowych (mam nadzieję, że tacy są :]). Sugerując się ankietą, zauważyłam, że to jednak Harry wygrał z Niallem przewagą jednego głosu. Może to i nawet lepiej, ponieważ pisząc nowe opowiadanie, stwierdziłam, że Niall jest zbyt kochany, aby stać się jego głównym bohaterem. Jednak ci, który głosowali na Horana, niech się nie smucą, bo już planuję z nim nowe opowiadanie :). 



STORY OF MY LIFE




ROZDZIAŁ I







             Zamknij oczy i spróbuj sobie wyobrazić siebie owianą blaskiem chwały, srebrzystymi światłami reflektorów, migocącymi fleszami, migawkami aparatów starającymi się z oddaniem uchwycić twój każdy, nawet najmniejszy ruch czy gest.  Uśmiechasz się, bo wiesz, że to jest twoje pięć minut. Dookoła ciebie plątają się na zmianę prywatna kosmetyczka, fryzjer, krawcowa. Masz na sobie lśniącą suknię od Dolce & Gabbana wysadzaną drogimi kamieniami, wartą blisko sto tysięcy dolarów, którą założysz tylko ten jeden, jedyny raz, do tylko jednej sesji. Po kilku dobrych pstryknięciach fotografa na twoje konto wpłynie kolejne kilkadziesiąt, a może nawet kilkaset tysięcy funtów, które wzbogacą twoją jak dotąd sporą fortunę. Potem jak po każdej sesji założysz na nos czarne okulary i opuścisz studio przedzierjąc się do limuzyny przez tłum wiernie oddanych fanów. Wydasz kierowcy rozkaz, aby zawiózł cię bezpośrednio do domu, do twojego męża - Harrego Stylesa - najjaśniejszego spośród wszystkich brylantów One Direction. Wspólnie zdecydujecie, czy wyruszyć w daleką podróż waszym jachtem, czy może prywatnym odrzutowcem, aby nacieszyć się z luksusów, jakich świat daje wam zaznać każdego dnia. Wszystko wygląda niczym sen? Nieprawdaż? Teraz otwórz oczy i wyobraź sobie, że to moje życie. Moja sesja, moja chwała, mój mąż. Fotoreporterzy uważają, że jesteśmy parą doskonałą. Wszędzie razem, zapatrzeni w siebie, obejmujący i całujący się na każdym kroku, roześmiani od ucha do ucha, bezwstydnie trwoniący naszą fortunę. Wszyscy widzą w nas płomień pożądania oraz prawdziwą miłość. Z mojej perspektywy wygląda to jednak inaczej. 

- Chociaż raz potraktuj mnie poważnie! - krzyknęłam i machnąwszy ręką niechcący strąciłam z półki statuetkę Harrego, która spotykając się z marmurową posadzką rozbiła się na drobne kawałki.
- To była stauetka od fanów szmato! - wykrzyczał podchodząc do mnie.
- W nosie mam twoich fanów! - rzekłam wymijając go.
- Podobno kiedyś sama byłaś jedną z nich. - odparł z chłodem.
- Żałuję tego. 
- Ja też. Spieprzyłaś moje życie! - ponownie uniósł głos.
- Nienawidzę cię! - wykrzyczałam. - Jesteś zwykłym zapatrzonym w siebie gnojkiem! Myślisz, że przez One Direction wszyscy mają ci padać do stóp? - zapytałam z ironią. - Zapomniałeś się chyba. Ten zespół to pięć osób, Harry! Pięć! A nie jeden pajac, który chce żeby wszyscy byli na każde jego skinienie. Kim byś teraz był bez reszty chłopaków? Nikim, Styles! 
- Zamknij się! - odparł.
- To mnie ucisz. Choć ten jeden raz zachowaj się jak mężczyzna. - powiedziałam, a mój mąż zacisnął zęby i spoliczkował mnie. Przywarłam trzęsącą się dłonią do obolałego miejsca. - Nienawidzę cię - wyszeptałam i wybiegłam z holu. 
            To nie był pierwszy raz, kiedy podniósł na mnie rękę. To się zdarzało już wcześniej. Był tyranem, ale nikt poza mną tego w nim nie dostrzegał. Na początku starałam się zważać na słowa w jego obecności, ponieważ szybko robił się agresywny, ale z czasem zwyczajnie zaczęłam z nim walczyć. Od dłużeszego czasu sypiamy w osobnych łóżkach i mijamy się beznamiętnie. Każde przypadkowe słowo prowokuje kłótnię, a co za tym idzie przepychankę. Nie wiem, czy mam się go bać, czy mu wszystko wybaczać i wmawiać sobie, że się zmieni. Nic już nie wiem. Zastawiasz się pewnie, dlaczego jeszcze z nim jestem... Trzy lata temu, nie powiedzieliśmy sobie zwykłego, sakramentalnego tak. My zawarliśmy pakt. Nasz rozwód mógłby zniszczyć nas oboje. On straciłby prestiż i wiernych fanów, a ja kontrakty na pokazy mody oraz sesje fotograficzne. Przecież nikt nie chce pracować ze skandalistami. Czy chcemy, czy nie, musimy z Harrym udawać prawdziwą miłość. Stojąc na czerwonym dywanie lśnimy niczym para królewska. Obojgu nam to odpowiada. Wtedy, wszystko jest pełne perfekcji. Jesteśmy dla siebie uprzejmi, zachowujemy się jakby cały świat nie istniał, jakbyśmy byli tam tylko ja i on. Wyglądamy jak prawdziwie zakochani. Kiedy dla lepszego efektu mnie całuje, czuję, jakbym go na prawdę kochała z całego serca, ale to nie trwa długo. Kiedy wracamy do naszej willi, cały czar pryska, a Harry zamienia się w tego samego aroganckiego drania z jakim muszę żyć na co dzień. Rok temu, myślałam, że wszystko jeszcze się ułoży i będziemy w stanie pokonać każdą trudność od losu, jednak teraz widzę, że to już koniec. Zbliżamy się ku upadkowi, może już upadliśmy? Chce odejść, ale nie wolno mi. Jednego nie mogę zrozumieć, jak to się stało, że braliśmy ślub z miłości, a teraz żyjemy razem, lecz osobno z czystego przymusu? 
- Mocno cię boli? - zapytał Styles wchodząc za mną do pokoju dla gości, w którym sypiałam.
- Już przeszło. - odparłam nawet na niego nie spoglądając. - Od kiedy cię to obchodzi co czuję? - zapytałam.
- Od zawsze. - odparł i usiadł obok mnie na łóżku, po czym pogładził opuszkami palców miejsce, które przed momentem uderzył. Wzdrygnęłam się i odsunęłam od niego. - Nie chciałem tak mocno. - westchnął.
- Daj mi spokoj. - poprosiłam. - Po co przyszedłeś? Chcesz mnie przeprosić? - zadrwiłam. - Przyzwyczaiłam się już do twoich ciosów. Przepraszam jest zbędne. 
- Nie miałem zamiaru cię przepraszać. 
- Więc czego chcesz? - zapytał. 
- Jutro mamy galę Brit. 
- Pamiętam o niej. Nie bój się, nie pozostawiłeś sińca na moim policzku. 
- Ubierz się stosownie. Masz jutro zachwycać swoim strojem oraz makijażem. Taylor Swift z pewnością założy coś efektownego. To nie o niej mają jutro mówić, tylko o tobie i o mnie. 
- Więc czemu się z nią rozstałeś przed laty, skoro wyglądałeś tak dostojnie u jej boku? - zapytałam posyłając mu spojrzenie pełne pogardy - Czyżby to była kolejna kobieta przez którą twój blask się mroczył? - dodałam z ironią. - Może w końcu zdobędziesz się na moralną odwagę ujawnienia światu tego, czego nigdy nie zatajałeś przede mną. Zapoznaj ich z Evą. Będą zachwyceni. Tworzylibyście wspaniałą parę na czerwonym dywanie. Sekretarka i komercjonalista. Ciekawe połączenie. - parsknęłam śmiechem podchodząc do komody na której stał niewielki dymion z winem, którym zapełniłam całą lampkę.
- Może to ją powinienem zabrać na jutrzejszą galę. - skomentował krótko nadal przetwarzając w głowie falę słów, która przed momentem opusciła moje usta.
- Może powinieneś. Przynajmniej choć raz nie musiałbyś niczego udawać. - wyszeptałam, po czym upiłam łyk czerwonej cieczy.
- Uważasz, że cię nie kocham? - usłyszałam ni stąd ni zowąd.
- A kochasz? - zazdrwiłam.
- Kochałem. - zakomunikował ulokowując swoje spojrzenie we mnie.
- No widzisz. Rozwiedź się ze mną. Daj mi wolność. Daj mi wolność i niech każde z nas pójdzie w swoją stronę. - odezwałam się błagalnym tonem. Syles jedynie wziął głęboki wdech.
- Wiesz, że nie możemy. To jest interes. 
- Teraz interes, a trzy lata temu, to była miłość?
- Ludzie się zmieniają. - wzruszył ramionami.
- Kim ty jesteś? Gdzie jest ten facet w którym się zakochałam? Gdzie jest facet, z którym wzięłam ślub? - nie odpowiedział. Wyszedł. 

***Punkt widzenia Harry'ego***



              Kiedyś wszystko wyglądało inaczej. Łączyła nas szczera miłość i zaangażowanie, ale z czasem zaczęliśmy mieć siebie dość. To ja jestem gwiazdą, a ona zamiast lśnić w moim cieniu, odebrała mi całe zainteresowanie mediów. Po ślubie, to nie o mnie i moich solówkach oraz wywiadach zrobiło się głośno, tylko o jej obecności w moim życiu. Na początku nie przeszkadzało mi to, ale w momencie w którym to jej gwiazda zaczęła skrzyć jaśniej niż moja zacząłem ją nienawidzić. To właśnie Madeline budziła zainteresowanie i aprobatę wszystkich dookoła, a nie ja. Stała się kimś. Hasło "Madeline Misselbrook" można było zobaczyć na czołówce każdej gazety, "The Sun", "VOGUE", "Elle", "Marie Clarie" i w wielu innych. Nawet Londyńskie autobusy były i nadal są przyozdobione jej wizerunkiem. Jest najpopularniejszą z wszystkich supermodelek. Zaraz po rodzinie królewskiej, pierwsza dama Wielkiej Brytanii. A gdzie jestem ja? Madeline uchodzi za najbardziej dystyngowaną kobietę, wręcz prawdziwą damę bez wszelkiej skazy. Wszycy wierzą w jej każde słowo. Wszyscy spuszczają się nad jej zdjęciami. To właśnie do niej należy jedna trzecia naszego majątku. Wciąż prosi mnie o rozwód. Czy ona nie rozumie, ile oboje możemy na tym stracić? Zostanę bez dachu nad głową, z marnymi kilkoma milionami na koncie. Moja opinia zostanie zszargana - damski bokser. Nie dam jej rozwodu. Jeśli mamy cierpieć to oboje, razem. Z resztą, co osiągnie rozwodząc się ze mną? Zostanie sama! Teraz przynajmniej ma mnie. To paradoks. Nienwidze jej i jestem od niej uzależniony. Jutro jest gala. Lubię na nie chodzić w jej towarzystwie. Ludzie traktują nas jak najwięszychdystyngowanych arystokratów. Madeline zawsze wygląda tak pięknie w światłach reflektorów, niczym wytwór mojej wyobraźni. Nie całuję jej wtedy z przymusu - robię to, bo moje serce wyczuwa potrzebę posmakowania jej ust. Wtedy czuję, jakbym na prawdę ją kochał. To jest niedorzeczne. Ona pała do mnie równie silną nienawiścią co i ja do niej, więc jak ja mogę pragnąć naszych pocałunków? Jej jest pewnie niedobrze na samą myśl o tym, że trzymam jej dłoń. Mimo wszystko współczuję jej, ponieważ musi grać potulną damę z dobrego domu, w momentach, kiedy chce wrzeszczeć, kląć i ryczeć. Sam się przyczyniłem do tak skrajnych emocji, które ją dopadają. Nie żałuję. Zasłużyła sobie. Chcę ją zniszczyć. 
- Nie bardzo mogę teraz rozmawiać. - po domu rozniosło się niewyraźne echo głosu mojej żony, które wyrwało mnie z dalszych rozmyśleń. - Harry może coś zauważyć. - Madeline kontynuowała swoją rozmowę telefoniczną. Ja natomiast bez dłuższego zastanowienia ruszyłem w stronę garderoby z której dobiegał jej głos. Stanąłem w progu, czego ona nie była w stanie zauważyć, gdyż stała plecami do wejścia. - Postaram się być do 15 minut. - dodała i rozłączyła się. 
                Nie chciałem wywoływać kolejnej awantury więc się usunąłem. Nie miałem jednak zamiaru tak tego zostawić. Postanowiłem ruszyć za nią, kiedy wymknęła się dyskretnie z naszego domu. Ku mojemu zdziwieniu, nie oddaliła się daleko. Udała się do ogrodu, w którym czekał na nią pewien mężczyzna. "Czyli robisz ze mnie idiotę i sprowadzasz sobie kochanków pod moją nieobecność" - powiedziałem do siebie w myślach. Sam nie wiem czemu, ale dotknęła mnie ta perspektywa. Madeline uścisnęła na przywitanie mężczyznę i usiadła razem z nim na ławce pod fontanną. Światło niewielkiej latarni ich oświetlało, więc byłem w stanie rozpoznać twarz jej potencjalnego kochasia. Rozpoznałem w nim kogoś, kogo w życiu bym się spodziewał, a mianowicie mojego przyjaciela Liama Payna. Więc to on posuwa moją żonę?! Już miałem wyskoczyć zza żywopłotu, jednak postanowiłem obserwować dalszy rozwój sytuacji. 
- Czemu chciałeś się spotkać? - zapytała spoglądając na niego.
- Tak zwyczajnie. - uśmiechnął się do niej. 
- Nie powinno cię tu być. Jeśli Harry się dowie... - zaczęła.
- To co? Nie mogę odwiedzić mojej najlepszej przyjaciółki? - odparł splatając ich palce. Madeline jednak szybko wyrwała dłoń z jego uścisku.
- Powinieneś już sobie pójść. - poprosiła. 
- Co się z tobą dzieje? Jesteś jakaś inna. Stało się coś? - dociekał.
- Nie. - zaprzeczyła.
- Widzę...
- Nic mi nie jest. - odparła zaciskając pięści.
- Co to jest? - zapytał zapytał chłopak zauważając czerwień jej policzka. 
- Nie rozumiem... - westchnęła. 
- Twój policzek... jest zaczerwieniony. - stwierdził ze zmartwieniem.
- Wydaje ci się. - wzruszyła ramionami.
- Przecież widzę. Kto ci to zrobił? - zapytał.
- Nie ważne. I tak mi nie uwierzysz. 
- Czy to... 
- No kto? - zapytała z drwiną.
- Harry? - wyszeptał niepewnie.
- Powinieneś już sobie pójść. - podniosłą się z miejsca.
- Czekaj! - chwycił jej dłoń. - Jak długo to już trwa? - nadal kontynuował przesłuchanie. - Przecież wiesz, że robię dla ciebie wszystko. Powiedz tylko słowo, a zabiorę cię stąd. 
- Sam trafisz do furtki. - stwierdziła i wyrwałą dłoń z jego uścisku, po czym wróciła do domu. 
Przez moment obserwowałem jeszcze Liama. Siedział w samotności pod fontanną przez dobre kilka minut analizując to, czego się dzisiaj dowiedział. Jutro pewnie czeka mnie wykład z jego strony, że nie traktuje się kobiet w ten sposób. Niech się nie wtrąca. To nie jest jego małżeństwo.
***Punkt widzenia Maddie***

             Ja i Liam jesteśmy przyjaciółmi już od dobrych czterech lat. Poznaliśmy się za pośrednictwem Danielle - jego dawnej dziewczyny. Od zawsze czułam, że on mnie rozumie i w nim mam oparcie. Potem dzięki niemu poznałam Stylesa. Przez pierwsze dwa lata wychwalałam tamten dzień ponad niebiosa, obecnie - chciałabym żeby nigdy do niego nie doszło. Liam nie wie co się dzieje w naszym małżeństwie. Jedyne o czym ma pojęcie to, to, że zdarzają się nam gorsze dni. Nigdy nie zwierzałam się mu z "naszych" problemów, a już zwłaszcza z tego, że Harry ma skłonność do czynienia ze mnie prywatnego worka treningowego. Styles twierdzi, że to ja jestem wszystkiemu winna, że to ja zniszczyłam jego życie. Prawda jest inna. To on zniszczył mnie. Pławienie się w luksusie jest cudowne, ale nie jeśli mam za nie płacić tak wysoką cenę, jak życie obok niego. On wie co powiedzieć, żeby rozbić mnie na miliard kawałków. Ma mnie za nic. W gruncie rzeczy, z czasem ja sama zaczęłam wierzyć, że jestem nikim. Nie ma się co oszukiwać. To moje przeznaczenie - otrzymywać ciosy od Stylesa, akceptować jego zdrady oraz udawać szczęście, kiedy oczy milionów ludzi są zwrócone w naszą stronę. 
Usiadłam na łóżku wpatrując się w granatową ścianę. Nie zauważyłam nawet, kiedy do pokoju wszedł Harry. Nie zrobiło mi to specjalnej różnicy. 
- Możemy porozmawiać? - usłyszałam. 
- O czym? - zapytałam spoglądając w jego stronę. 
- O nas. - odparł siadajc obok mnie.
- Nie mamy o czym. W ostatnim czasie już dość od ciebie usłyszałam. Swoją drogą nie jesteś dzisiaj u swojej kochanki, czy może znudziły cię nocne ekscesy z nią? - zapytałam, a on niespodziewanie przywarł ustami do moich. Zaczął je dlikatnie muskać wargami. Poczułam, jak językiem zaznaczył linię na mojej dolnej wardze prosząc o wstęp. Uległam. Styles zaczął błądzić dłońmi po moich ramionach zsuwając z nich ramiączka kremowej sukienki. Potrzebowałam jego bliskości. Gdzieś pomiędzy nienawiścią a odrazą, zrodziła się namiętność. Harry zaczął prawą dłonia sunąć wzdłóż mojego uda. Wtedy się ocknęłam. - Zostaw mnie. - rozkazałam. Nie posłuchał. - Zotaw mnie! Słyszysz? - wykrzyczałam odtrącając go z całych sił. O dziwo nie spoliczkował mnie za to, że się mu sprzeciwstawiłam. Jedynie podniósł się z mojego łóżka i stojąc w drzwiach rzekł:
- Chciałem się przekonać, czy coś nas jeszcze łączy.
- I uznałeś, że najlepiej to sprawdzić w łóżku? - zadrwiłam. 
- Dla twojego własnego dobra powiedz Liamowi, że się potknęłaś. Ostrzegam. - rzucił w moim kierunku tonem nie cierpiącym sprzeciwu i wyszedł trzaskając drzwiami, co spowodowało, że z lęku podskoczyłam. 






Okay, to byłby pierwszy rozdział nowego opowiadania. Mam nadzieję, że początek Was choć trochę zaciekawił :). Znacie zasadę... 6 komentarzy = następny rozdział ♥ 

sobota, 29 marca 2014

Rozdział XVII (ostatni)


Piosenka ♥
            Alfred Hitchcock powiedział kiedyś, że "Miłość to partia kart, w której wszyscy oszukują: mężczyźni, by wygrać, kobiety, by nie przegrać". Jeszcze nie tak dawno nie rozumiałam co miał na myśli, teraz już dobrze wiem. Pamiętam jak Zayn zamknął mnie w swoim pokoju, by nie dopuścić do mojej randki z Billem. Myślałam wtedy, że chce zwyczajnie ze mnie zadrwić, ale on mnie już wtedy kochał i robił wszystko, aby wygrać z Billem. Dlatego zawsze pojawiał się w tych samych miejscach co my, próbował go ośmieszyć, sprawić bym uświadomiła sobie, że Evans to kawał drania. Ja chyba wtedy też to w nim dostrzegłam, jednak stwierdziłam, że nikt nie zada mi większego cierpienia od Malika. Widok tych jego dziuni przyprawiał mnie o mdłości. Chciałam mu wtedy udowodnić, że jestem od nich lepsza, dlatego byłam zadziorna, krytykowałam go, udawałam, że jest mi obojętny, że jego zaloty na mnie nie działają w żaden sposób. Umawiałam się  Billem, aby zauważył, że mam go głęboko gdzieś, a potem jak przyszło co do czego, sama szukałam jego bliskości, bo zdążył mnie  w tym krótkim czasie do siebie przyzwyczaić. Cały Malik.
- Kochanie, wiesz może gdzie się podziały moje klucze? - siedząc w kuchni usłyszałam głos Zayna dobiegający z mojego pokoju.
- Nie wiem. Chyba miałeś w spodniach. - odparłam i wróciłam do czytania porannej gazety.
- Dobra, mam. - krzyknął zadowolony.
- Fajnie. - wymamrotałam nadal nie odrywając wzroku od artykułu w prasie, który mnie strasznie zaciekawił.
- Mam cię! - krzyknął Zayn obejmując mnie mocno, po czym przygryzł skórę mojego ramienia.
- Ała! Oszalałeś?! - podskoczyłam z bólu. - Odwala ci? - zapytałam odtrącając go. Malik stał nade mną jeszcze przez moment z miną zbitego psa.
- Ale ty jesteś słodka od samego rana. - przewrócił oczami i zajął miejsce obok mnie. - Co czytasz? - zapytał.
- Artykuł, piszą, że poszukują osób do pracy w Polsce, bo otwarli jakąś nową sieć sklepów, czy czegoś tam i sporo płacą. - odparłam.
- No i? Masz już dobrze płatną pracę. - wzruszył ramionami i wyrwał mi gazetę, po czym wrzucił ją do kosza.
- Ej, jeszcze nie skończyłam czytać! - wkurzyłam się.
- Skończyłaś. - skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
- Jesteś nieznośny. - westchnęłam i poszłam do łazienki.
- I kto to mówi? - rzucił za mną i dopił moją kawę.
- Teraz zrób mi nową. - odparłam stojąc w drzwiach.
- Jasne... - przekręcił oczami.
               Momentami tak strasznie mnie irytował, ale nawet wtedy kochałam tego idiotę. Wszystko co w nim było nieznośne, potęgowało moją miłość. Zayn i ja jesteśmy jeszcze bardzo młodzi, ale czuję, że nadeszła pora na poważny ruch naprzód. Chciałabym, żeby się mi oświadczył. Każda kobieta chce usłyszeć to bazowe pytanie z ust swego ukochanego, nieprawdaż? Nie twierdzę, że mamy brać ślub już teraz, w trybie natychmiastowym, ale chcę, aby ludzie mogli już teraz podziwiać pierścionek zaręczynowy na moim palcu. Boję się tylko, że Zayn nie czuje tego w taki sposób jak ja. On chyba ma zupełnie inne wyobrażenie o naszym związku niż ja. On m jeszcze na wszystko czas i z niczym poza seksem nie chciał się nigdy śpieszyć. Nadal tak jest. Czasem mam wrażenie, że gdyby nie fakt, że mamy bogate życie intymne, on już dawno by ode mnie odszedł. Ta myśl mnie przeraża.
Kiedy wyszłam już z łazienki, rozejrzałam się po mieszkaniu Harrego, w którym spędziłam tę noc. Nigdzie nie było Zayna. Westchnęłam głośno i udałam się do jego pokoju, w którym położyłam się po kołdrą wygodnego łóżka i próbowałam zasnąć. Nie miałam pojęcia gdzie znowu powiało Malika, ale o dziwo się o niego nie bałam. Chyba w głębi serca rozumiałam, że to naturalne zachowanie z jego strony. Po krótkiej chwili zasnęłam. Nie mam pojęcia ile spałam, być może piętnaście minut, aż do momentu, kiedy to nie obudził mnie głośny trzask zamykanych drzwi do sypialni.
- Oooo... przepraszam, nie wiedziałem, że śpisz. - odezwał się od progu, kiedy spostrzegł, że przecieram oczy.
- Musisz się zawsze tak tłuc? - zapytałam.
- Przepraszam. - odparł i podszedł do mnie, po czym wślizgnął się pod kołdrę i z troską oraz czułością wziął moje ciało w swoje silne ramiona. - Nie chciałem cię obudzić. - pocałował moją głowę.
- Gdzie byłeś? - zapytałam wtulając się w niego.
- W sklepie. Skończyło się mleko, a ty nie lubisz kawy bez mleka. - zaśmiał się wesoło.
- Jesteś najlepszy. - zachichotałam. - Swoją drogą, to kiedy jeszcze nie byliśmy razem, umiałeś się wkraść do mojego pokoju cicho niczym myszka, a teraz otwierasz drzwi niemalże z buta. - zauważyłam.
- Bo wtedy nie lubiłaś... to znaczy udawałaś, że nie lubisz, kiedy przebywałem w tym samym pomieszczeniu co ty, więc musiałem się skradać, bo gdybym grzecznie zapukał, nie wpuściła byś mnie do środka, a teraz wiem, że kochasz kiedy jestem przy tobie.
- Nie prawda! Nie udawałam wtedy! Ja na serio nie lubiłam, kiedy byłeś w pobliżu, bo mało brakowało bym straciła kontrolę i cię zgwałciła. - zaśmiałam się.
- Uwierz mała, że byłbym ci za to wdzięczny. - wybuchnął śmiechem.
- W to nie wątpię... - przekręciłam oczami.
- Kocham cię, wiesz? - zapytał po czym musnął moje wargi.
- Wspomniałeś już kiedyś.. - wyszeptałam po czym zamknęłam oczy i ponownie próbowałam zasnąć, jednak natarczywe dłonie Zayna błądzące po moim ciele mi to uniemożliwiały. - Chcę spać. - powiedziałam stanowczo.
- A ja potrzebuję seksu. - odparł i kontynuował.
- Zayn, przestań. Nie mam ochoty. - oświadczyłam i odchyliłam kołdrę, wstałam z łóżka i udałam się do pokoju Stylesa.
- April... no... nie wygłupiaj się! - usłyszałam wołanie z sąsiedniego pokoju, którym się zbytnio nie przejęłam.
- Cześć. - powiedziałam wchodząc do pomieszczenia, w którym zastałam Loczka  leżącego na łóżku i wpatrzonego w monitor swojego laptopa. - Znajdzie się dla mnie miejsce obok ciebie? - zapytałam.
- Jasne. - uśmiechnął się.
- Zayn nie daje mi spać. - westchnęłam.
- Słyszałem... ale ja nie mogę ci zagwarantować, że będę trzymał ręce z dala od ciebie. - zaśmiał się cwaniacko.
- Spróbuj mnie dotknąć, to nie Zayn cię zmasakruje, tylko ja. - zagroziłam i położyłam się obok niego.
- A nie mówiłem, że ona jest słodziutka? - zapytał z rozbawieniem Malik stojąc w drzwiach.
- Najsłodsza... - wymamrotał Styles. Jeżeli mam być szczera, to nigdy go nie lubiłam, uważałam go za skończonego gnojka. Można nawet powiedzieć, że go nie trawiłam i przebywanie z nim w jednym pomieszczeniu sprawiało, że miałam ochotę zdjąć szpilkę i rzucić nią w jego twarz. Drastyczne, prawda? Ległam obok niego, aby wkurzyć Zayna, co nie udało mi się, więc moje poświęcenie na nic się nie zdało. Gdyby nie fakt, że jest kumplem mojego faceta, już dawno zwyzywałabym go i co drugie słowo mojego monologu objęte byłoby cenzurą.
- Dobra kochanie, koniec cyrku. Idziemy do mojego pokoju na namiętny seks. - powiedział Mulat po czym chwycił mnie za dłoń i siłą wyprowadził mnie z pokoju Stylesa. Do cholery! Czemu on traktuje mnie tak przedmiotowo? To boli!
- Zayn możemy pogadać... - zaczęłam.
- Przez cały czas gadamy. - odezwał się siadając na skraju łóżka.
- Ale wiesz, tak sam na sam. - wyszeptałam i skinęłam głową w stronę ściany za którą przebywał Harry.
- Z tego co mi wiadomo, to Harry wychodzi na spotkanie za 5 minut, więc nie ma sprawy. - uśmiechnął się delikatnie.

Piosenka ♥
***Zayn***

               Słysząc z jej ust, że musimy porozmawiać sam na sam, obudziły się we mnie drobne obawy. Zwykle takie słowa nie znaczą nic dobrego. Tak jak przypuszczałem Styles zmył się z mieszkania po równych pięciu minutach.
- Co się stało kochanie? - zapytałem sadzając ją na swoich kolanach.
- Nie sądzisz, że nadszedł najwyższy czas na podjęcie pewnych kroków? - zapytała.
- Jakich? - zmartwiłem się jeszcze bardziej.
- Domyśl się. - odparła.
- Domyśl się? Tylko tyle? Standardowa odpowiedź każdej kobiety. - przewróciłem oczami.
- Od jakiegoś czasu mnie nieustannie mdliło... - zaczęła.
- I co w związku z tym? Byłaś się przebadać? - zapytałem.
- Myślałam, że jestem w ciąży. Wiesz... nie zabezpieczaliśmy się niekiedy. - usłyszałem.
- Czekaj, czekaj... czy ty mi próbujesz powiedzieć, że... - wziąłem głęboki wdech i zdjąłem ją ze swoich kolan, po czym podszedłem do okna. - To nie możliwe. Nie możesz być w ciąży! Jak ty to sobie wyobrażasz?! Ledwie starcza nam obojgu kasy na mieszkanie, studia, jedzenie, a teraz jeszcze dziecko?! - zacząłem na nią krzyczeć zupełnie bez powodu. Wystraszyłem się.
- Nie jestem w ciąży. - wyszeptała.
- Nie jesteś? - upewniła się.
- Nie. - powtórzyła ledwie dosłyszalnym tonem.
- Kochanie! - ucieszyłem się i chciałem ją do siebie przytulić, ale ona mnie odepchnęła. - Nie złośc się na mnie, wystraszyłem się. - próbowałem się bronić.
- Nie złoszczę się. - odparła patrząc w moje oczy. Widziałem, jak w ich kącikach gromadzą się łzy. - Miałeś prawo się przestraszyć... przecież dziecko oznaczałoby koniec z imprezami, wolnością, lekkomyślnością, musiałbyś się w końcu w coś zaangażować... - zaczęła wymieniać.
- April, to nie tak. Ja po prostu nie jestem gotowy na bycie ojcem. - odparłem chwytając jej dłoń.
- A ja na to by być matką. - usłyszałem. Objąłem ją mocno, po czym pocałowałem jej usta i zacząłem błądzić dłońmi po jej plecach, po czym powoli uniosłem jej bluzkę. April ni stąd ni zowąd się zerwała i odepchnęła mnie od siebie. - To nie ma sensu.- wyszeptała.
- Okay, rozumiem. Nie zmuszam się kochanie. - uśmiechnąłem się do niej delikatnie.
- Nie mówiłam o tym. - sprostowała.
- Więc o czym? - zaniepokoiłem się.
- O nas. - po jej policzku słynęła łza.
- O czym ty mówisz? - zapytałem.
- O tym, że nasz związek nie ma już żadnego sensu.
- Dlatego, że nie chcę dziecka? - zapytałem.
- Dziecko nie ma tu nic do rzeczy. Mówię o tym, że nic poza seksem nas nie łączy. Nie zaprzeczaj. Gdybym nie poszła z tobą do łóżka, to nie chciałbyś się ze mną związać.
- April o czym ty do jasnej cholery pieprzysz?! - wkurzyłem się.
- O tym, że jestem twoją dziewczyną, bo tak ci wygodnie. Możesz robić ze mną co tylko chcesz, bo wiesz, że zawsze ci ulegnę! - krzyknęła.
- Ulegniesz mi?! Nie bądź śmieszna! To ty zawsze musisz rozdawać karty, bo jeśli coś nie idzie po twojej myśli, to zaczynasz mieć wszystko w dupie! Gdybym ci się sprzeciwił to być mnie olała!
- No proszę cię! Nigdy nie chcesz mnie nawet wysłuchać do końca co mam ci do powiedzenia, bo zawsze wszystko wiesz lepiej! Na przykład dzisiaj, nawet nie pozwoliłeś mi dokończyć, że nie jestem w ciąży, tylko wbiłeś cobie coś do głowy i się wkurzyłeś!
- Miałem do tego prawo! Myślisz, że chciałem, żebyś mi zniszczyła życie ciążą?! - krzyknąłem. Dopiero po chwili zrozumiałem, co tak na prawdę wypłynęło z moich ust.
- Dziękuję ci za twoją szczerość! - rozpłakała się już na dobre.
- Przepraszam. - wyszeptałem i próbowałem ją objąć.
- Nie dotykaj mnie! - wkurzyła się.
- Nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało. Przecież wiesz, że cię kocham.
- Coraz częściej zaczynam w to wątpić. Może zwyczajnie nie jesteśmy dla siebie?!
- To ty tak uważasz.
- Stwierdzam fakty Zayn! Popatrz, do czego doprowadziliśmy!
- No do czego niby?! Dlaczego ty taka jesteś? Zawsze angażujesz się w coś w stu procentach, a potem nagle nie wiadomo czemu odpuszczasz?
- Odpuszczam, kiedy wiem, że coś nie ma już dłużej sensu.
- Jeśli uważasz, że my nie mamy już dłużej sensu, to idź. Proszę bardzo. Nie mam zamiaru cię zatrzymywać. - powiedziałem patrząc na nią, stała w miejscu wpatrując się we mnie - Słyszysz co do ciebie mówię?!
- Zayn, jeśli teraz wyjdę, to wiedz, że bezpowrotnie. - ostrzegła.
- Rób co chcesz. Mam to w nosie. - wzruszyłem ramionami i stanąłem twarzą do okna. Po kilku sekundach usłyszałem trzask zamykanych drzwi. - April?! April! April! - zerwałem się i wybiegłem na klatkę schodową - Wróć! Nie idź! Proszę nie idź! - krzyczałem za nią - Nienawidzę cię! Słyszysz?! Nienawidzę cię! - wykrzyczałem, kiedy zorientowałem się, że opuściła już blok.
              Wyszła. Jak zwykle zrobiła to co chciała. Myślałem, że to nasza kolejna bezsensowna kłótnia i że minie jak wszystkie inne.. ale myliłem się tym razem. Kiedy zamknęła za sobą drzwi, zrozumiałem, że to już koniec. Ostrzegła mnie, że wyjdzie bezpowrotnie. Zrozumiałem co powiedziałem, co się dzieje, że ją tracę. Wszystko nie tak, jak powinno być. Pozwoliłem odejść kobiecie mojego życia. Jestem takim idiotą.

Piosenka ♥
***April***

               Zawsze wiedziałam, że on jest tym jednym, jedynym i nigdy nikt mi go nie zastąpi. To była tylko jedna z licznych bezsensownych kłótni, po której oboje unieśliśmy się dumą. Nie chciałam go przepraszać jako pierwsza, bo uznałam, że to on powinien kleknąć przede mną z bukietem róż i oświadczyć mi się. Chyba wtedy był ku temu najwyższy czas, prawda? Szkoda tylko, że on też uznał, że nie ma za co mnie przepraszać. Zwątpiłam we wszystko, w co wierzyłam. Załamałam się. Byłam pełna żalu i goryczy. Chciałam mu udowodnić, ze stać mnie na kogoś lepszego niż on i że nie mam zamiaru za nim płakać. Jeszcze tego samego dnia wsiadłam w taksówkę i ruszyłam przed siebie. Zostawiłam wszystko. Pojechałam do Oxfordu. Spędziłam tam tydzień, po czym wsiadłam w samolot i wróciłam do domu - do Polski. Nawet nie wiem, czy Zayn był u mnie w mieszkaniu po naszej awanturze, czy zwyczajnie odpuścił. Wiem tylko, że zadzwonił raz. Jeden jedyny raz. Dzień po awanturze. Jedne jedyny telefon, którego nie odebrałam. Nic więcej. Odpuścił sobie, a ja mimo to czekałam. Zostawiłam Bradford i Londyn za sobą, jednak nigdy, nawet na ułamek sekundy moje myśli nie odwróciły się od Zayna. Bezustannie wyobrażałam sobie, jak to by było, gdybyśmy wtedy zachowali się jak odpowiedzialni, dorośli ludzie, a nie szczeniaki. Co noc mówię do niego "dobranoc"mając nadzieję, że mi na nie odpowiada, co noc proszę Boga o łaskawość i wyrozumiałość dla niego oraz aniołów, by nawet na moment nie przestawały osłaniać go swoimi skrzydłami. Przed każdym zaśnięciem mam nadzieję, że ta noc będzie moją ostatnią, abym nie musiała już dłużej cierpieć na brak jego dotyku, uśmiechu, bliskości, ciepła, głosu, zapachu... ile jeszcze? Przegrałam życie. Z tego co mi wiadomo, Zayn ma się dobrze. Trzy lata po naszym rozstaniu, poznał jakąś dziewczynę, usunął moje imię z nadgarstka i po miesiącu się jej oświadczył. Ma gromadkę dzieci, tak jak zawsze o tym marzył, patrzy jak rosną, opiekuje się swoją żoną, realizuje się zawodowo. Jest szczęśliwy. Kocha ją... musi ją kochać... ale, czy zapomniał o mnie? Zapomniał. Przez cały ten czas pisałam pamiętnik w języku angielskim, z myślą, że on go kiedyś przeczyta. Cały był zapełniony nim.


***Zayn***

             Minęło ponad 50 lat, od kiedy poznałem April. Pamiętam ten moment jakby to było wczoraj. Byłem rozzłoszczony, że ktoś miał czelność naruszyć moją strefę prywatną w tak nietuzinkowy sposób, otworzyłem oczy, a przede mną stała ona. Miała na sobie błękitną sukienkę, a jej wzrok napotkawszy mój momentalnie uciekł w stronę jej balerinek. Była taka słodka i zawstydzona. Już wtedy coś do niej poczułem. Z każdą kolejną sekundą, każdym jej kolejnym słowem, gestem, uśmiechem, spojrzeniem uczucie rosło w siłę, aż eksplodowało wtedy we wrześniu w Londynie. Oboje się potrzebowaliśmy. Nigdy nie twierdziłem, że to co nas połączyło było czymś zwykłym. Nasza miłość była niebiańska. April była osobą, z którą chciałem zostać na stałe,  nawet w nędzy i chorobie, bo będąc z nią wszystko jest lepsze. Muzyka jest czystsza i przyjemniejsza dla ucha, obrazy nie wydają się być takie rozmazane, zmysł węchu odnajduje tylko słodki zapach jej perfum, a ciało reaguje tylko na jej pieszczoty. Zawsze uciekałem od miłości nie rozumiejąc jej sensu. Myślałem, że kochać, to znaczy być u boku kogoś na stałe, April udowodniła mi, że kochać to znaczy oddać komuś własną duszę wraz z sercem, zostawić samego siebie w tyle oraz zdać się na wieczne cierpienie pozwalając tej osobie odejść. Oboje cierpieliśmy od momentu, kiedy tak zwyczajnie pozwoliłem jej wyjść za drzwi. Byłem u niej kilka godzin po naszym rozstaniu, pukałem donośnie w drzwi, ale nikt mi nie otworzył. Pojawiłem się tam również następnego dnia, aby usłyszeć z ust jej współlokatorki, że się wyprowadziła. Wielokrotnie do niej pisałem, ale ostatecznie nie zdecydowałem się na wysłanie ani jednej wiadomości, czy choćby zatelefonowanie. Nie wiedziałem co miałbym jej powiedzieć. Kiedy w końcu zdobyłem się na odwagę, nie odebrała, więc skasowałem jej numer. Skoro ona tak po prostu wyjechała, to dlaczego ja nie miałbym skasować jej numeru?! Problem polegał tylko na tym, że nie dość, że za nią tęskniłem, obwiniałem się o nasze rozstanie, to jeszcze znałem ten szereg dziewięciu cyfr na pamięć. Pewnego dnia udałem się nawet do Polski, ale nie udało mi się jej odnaleźć, nie znałem jej nowego adresu, a pod starym mieszkali jacyś nowi ludzie, którzy nigdy nie mieli z nią styczności. Postanowiłem więc ruszyć do przodu. Zamknąć za sobą ten rozdział. Nie chciałem tracić reszty życia na szukaniu jej. Znalazłem odpowiednią kobietę, poślubiłem ją, usunąłem tatuaż, ale mimo to April nadal mieszkała w moim sercu. Nie byłem w stanie o niej zapomnieć. Ona zawsze była moim wszystkim. Przez ponad czterdzieści lat małżeństwa z Donną rozmyślałem o April. Stałem się nieczuły, oschły i zgryźliwy dla mojej żony. Tak na prawdę, to nigdy nie przestałem szukać Leny. Robiłem po kryjomu wszystko co było w mojej mocy aby ją odnaleźć. Zerwała kontakt ze wszystkimi starymi znajomymi. Nie wiedziałem dokąd się tak na prawdę udała, czym się zajmuje, czy w końcu ukończyła jakieś studia. Nie wiedziałem nic.

Piosenka ♥
              Tydzień temu otrzymałem przesyłkę z Francji. Myślałem, że jest ona od mojej siostry, jednak kiedy ją otwarłem, okazało się że nie maiłem racji. Kiedy ją rozpakowałem, moje serce doznało wstrząsu, dostrzegłem w jej wnętrzu mały, pociemniały od staroci, srebrny kluczyk, który wyrył się w mojej pamięci. Ten sam ofiarowałem Lenie blisko 49 lat temu. Dalej w paczce umieszczone były prywatne fotografie - jak się okazało jej. Było na nich pełno nas. Pod nimi, na samym dnie leżał mały, mocno zużyty zeszycik. Kiedy wziąłem go do rąk i otwarłem, okazało się, że był to jej pamiętnik. Nie maiłem odwagi go przeczytać. Bałem się, że wszystko powróci i na nowo doznam takiego cierpienia jak wcześniej. To zawsze bolało tak samo - każda myśl o April. Kiedy oswoiłem się z faktem, że mam w posiadaniu coś tak drogocennego jak jej wszystkie zapisane myśli, odczucia i sekrety, zdobyłem się na odwagę aby go przeczytać. Ku mojemu zdziwieniu był pisany w języku angielskim.

"15 listopada 2013 roku  - za oknem jest zimno i ponuro, wstrętna jesienna szarość. W gruncie rzeczy, ta pogoda określa to jak się czuję. Sama szarość - od momentu, kiedy go przy mnie nie ma. Jest 15:28, co oznacza, że minęły już ponad 432 godziny bez niego. Ile jeszcze? Chciałbym zapomnieć... tak bardzo chciałbym zapomnieć, że on kiedykolwiek istniał."
"12 stycznia 2014 r. - to już 1392 godziny bez niego. Dzisiaj są jego urodziny. Ciekawe, czy jeszcze o mnie pamięta... Chcę, żeby był szczęśliwy, ruszył na przód i wybaczył, że tak potwornie go zraniłam."

"30 lipca 2042 r. - lekarz twierdzi, że jest ze mną coraz gorzej. Słyszałam, jak mówią, że cudem jest to, że jeszcze żyję. Ja chcę już umrzeć. Na prawdę chcę tego. Wytrzymałam bez niego blisko 30 lat, czyli 262800 godzin, więcej nie chcę. Pozwólcie mi umrzeć i czekać na niego po drugiej stronie. Proszę."

Ona nigdy nie przestała mnie kochać. Nie była w stanie. Każdy wpis był o mnie. Nie było ich dużo., bo zalewie 167 wpisów w przeciągu od 2013 roku, aż do 2042. Na tylnej, wewnętrznej stronie okładki był jeszcze jeden, króciutki wpis: "Jeśli otrzymałeś tę przesyłkę, to oznacza, że właśnie umarłam. Nie płacz kochanie, proszę... Miałam ciebie przez ten cały czas głęboko w sercu i to czyniło moje życie wspaniałym. Kocham cię i czuwam nad tobą. April." Załamałem się. Dlaczego?! Dlaczego znowu mi to zrobiła?! Dlaczego ponownie mnie zostawiła?! W paczce znajdowała się jeszcze jedna rzecz, której wcześniej nie dostrzegłem, a mianowicie list, zaadresowany do mnie.


02.08.2062r.

Drogi Zaynie,
    W przesyłce znajdują się rzeczy April, które chciała oddać w twoje posiadanie. Zmarła 30 lipca trzydzieści lat temu. Nowotwór ją wykończył. Nigdy, nawet na ułamek sekundy nie przestała cię kochać.
    Ta paczka miała zostać ci przekazana, już tamtego dnia, w którym jej serce przestało bić, jednak nie byłam w stanie tego zrobić, bo wiedząc, że oddaję ci jej rzeczy osobiste, czułam, że już na dobre ją stracę. Byłam na ciebie zła, bo nigdy nie rozumiałam, dlaczego ją tak zraniłeś. Ona cię kochała, a ty nie zawalczyłeś o nią.
    Mam nadzieję, że dzięki tej przesyłce odzyskasz chociaż cząstkę kobiety, którą niegdyś kochałeś. 

Pozdrawiam, 
Suzanne - twoja córka.


               W tym momencie wszystko stało się dla mnie jasne. April odeszła, ponieważ chciała mi dać wolność. Powiedziałem, że dziecko zniszczy moje życie, a ona tego nie chciała, więc postanowiła mnie zostawić. Nie pomyślała jednak, że życie bez niej będzie wieczną tułaczką w poszukiwaniu czegokolwiek co się z nią wiąże. Teraz, przyszło mi już tylko czekać na śmierć i wieczne życie u jej boku.

KONIEC



Przepraszam, jeśli zakończenie nie jest po waszej myśli.Miałam zły dzień, więc to chyba dlatego nie pojawił się happy end :). Uznałam, że najwyższy czas zakończyć to opowiadanie. Zdradzę Wam w tajemnicy, że zaczęłam już pisać nowe i jestem właśnie przy drugim rozdziale. Chciałabym je tutaj opublikować, ale boję się, że Wam się nie spodoba :/.

Dziękuję za wszystkie wyświetlenia oraz pozytywne komentarze zarówno tutaj, jak i w DM na Twitterze. Pisanie dla Was było ogromną przyjemnością i mam nadzieję, że Was zbytni dzisiaj nie rozczarowałam. Dziękuję Wam jeszcze raz wszystko ♥ 

poniedziałek, 10 marca 2014

Rozdział XVI



                     Otworzyłam usta na znak zdziwienia. Sparaliżowało mnie. Dopiero po kilku sekundach dotarło do mnie, co się tutaj właściwie wyprawia. Zayn odepchnął ją od siebie. Widać było, że nie chciał tego pocałunku. Ta dziewczyna była jednak niezwykle nachalna i na nowo próbowała go pocałować. Siedziałam w bezruchu na łóżku nie do końca jeszcze odnajdując się w zaistniałej sytuacji. Nie wiedziałam co zrobić, wstać i jej z miejsca przypieprzyć, czy usunąć się z pokoju taranując ich w przejściu. Zabolało mnie to. Poczułam się w pewnym stopniu zdradzona i poniżona. Chyba każda dziewczyna będąc na moim miejscu poczułaby się zraniona.
- Daj mi spokój i wyjdź! - uniósł ton głosu Zayn.
- Nie słyszałaś? - krzyknęłam z głębi pokoju. Jej oczy skierowały się na moją postać. Chyba w tym momencie dopiero dostrzegła moją obecność.
- Upsss... Nie mówiłeś, że już masz kogoś na tę noc. - zachichotała. Zauważyłam, że jest po alkoholu.
- Nie wiem jak się tu dostałaś, ale wynoś się. - ostrzegł ją Malik.
- Czemu mnie tak traktujesz? - zapytała kobieta. - Przecież z tego co pamiętam zawsze cieszyłeś się na mój widok.
- Daj sobie spokój z takimi tekstami i wyjdź. - podniosłam się z łóżka i podeszłam do nich. - Odwal się od mojego faceta. - dodałam srogo. Kobieta zmierzyła mnie wzrokiem i z kpiną odparła:
- Nic tu po mnie. - po czym tak zwyczajnie sobie poszła.
Byłam wściekła. Trzasnęłam drzwiami i skierowałam mój rozwścieczony wzrok na Malika.
- Kochanie... - zaczął i próbował mnie objąć, jednak się mu wyrwałam.
- Nawet nie próbuj. - wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
- April... - wyszeptał. - O co jesteś zła? - zapytał zmartwiony. Chyba ruszyły go wyrzuty sumienia.
- O nic. - wzruszyłam ramionami i podeszłam do okna za którym nocne Bradford tętniło życiem.
- Widzę że jesteś. - westchnął. - Mnie z nią nic nie łączy. - tłumaczył się.
- Akurat. - odparłam z drwiną. - Z żadną cię nigdy nic nie łączyło. - do moich oczu napłynęły łzy, których nie chciałam.
- To było rok temu. Wtedy wszystko było inaczej. - tłumaczył mi. - Przysięgam, że nic mnie z nią nie łączy. Z resztą widziałaś, była pijana. - bronił się.
- Nie chcę tego słuchać. - odparłam.
- Nie obchodzi mnie to czy chcesz, czy nie. - zaczął się złościć. - Możesz mi wierzyć albo nie, ale nie miałem z nią styczności od zeszłych wakacji.
- W zeszłe wakacje to raczej miałeś sporo "styczności" i to nie tylko z nią. Teraz mówisz, że kochałeś mnie od pierwszego wejrzenia, a widziałam cię zawsze co rusz to z inną panienką. - spojrzałam w jego oczy. Malowała się w nich złość.
- Co ty pieprzysz? - uniósł minimalnie ton głosu.
- Gdybyś mnie kochał, to nie sypiałbyś z innymi. Proste. - wytknęłam mu.
- Teraz tak mówisz. - pokręcił głową. - A ty myślisz, że jesteś lepsza? - chwycił mnie z kuriozalną siłą za ramię. - Chodziłaś z Billem, bo szukałaś przygód. Z Lukasem było podobnie. Sama go prowokowałaś, a potem udawałaś bezbronną April krzywdzoną przez życie. - powiedział na jednym wdechu tonem nie cierpiącym sprzeciwu, na co ja zareagowałam wymierzeniem mu siarczystego policzka, a on tylko wzmocnił uścisk.
- Związałeś się ze zwykłą dziwką. - powiedziałam przez zaciśnięte zęby. Zayn zacisnął mocniej dłoń, którą oplatał moje ramię. -Puść mnie. To boli. - zaczęłam się z nim szamotać.
- Nie. - stwierdził stanowczo. - Kocham cię. - wysyczał i pocałował mnie namiętnie.
- Mam cię dość. - powiedziałam odtrącając go.
- Wiem, że nie. - odparł i gwałtownie pchnął mnie na łóżko, po czym przywarł mnie swoim ciałem do materaca. - Jak bardzo mnie teraz znienawidzisz? - wysapał do mojego ucha wsuwając dłoń pod spodenki od piżamy.
- Puść mnie. - protestowałam, jednak on był silniejszy.
- Nie puszczę cię. - oznajmił i łapczywie złączył nasze usta. - Myślisz, że mi było przyjemnie, kiedy ten kretyn cię całował, kiedy cię dotykał? - zapytał zdejmując ze mnie dolną warstwę bielizny. - Mówił słowa, które powinnaś była usłyszeć z moich ust? - dodał i spojrzał w moje oczy. Z moich ust wydobył się niekontrolowany jęk, kiedy poczułam jego dłoń przy mojej kobiecości.
- Potrzebuję cię. - wyszeptałam do jego ust, a on zjechał z pocałunkami na moją szyję.
- Kocham cię. - wyszeptał.
                   Zaczęłam mu ulegać. Właściwie, to już teraz mógł zrobić ze mną co chciał. Byłam jego. Czułam jak szybko uderza jego serce, niemalże słyszałam jak dudni. Czułam fale gorąca które oblewały nasze ciała. Przez cały czas było mi mało Zayna. Zawsze mam go zbyt mało. Nigdy nie będę miała wystarczająco. Jego piękne perfumy unoszące się w powietrzu pokoju sprawiły, że do reszty już straciłam kontrolę. Zaczęłam go powoli rozbierać. Po chwili oboje byliśmy nadzy, otuleni jedynie naszą miłością. Oddawaliśmy sobie każdy pocałunek z pasją oraz namiętnością. Pod wpływem jego dotyku się rozpływałam. Pieścił mnie z taką zachłannością i brutalnością jak jeszcze nigdy wcześniej. Ciężko oddychał, w momentach, kiedy to ja dominowałam nad nim. Szybkimi ruchami dodawał rytmu naszym ciałom, które stały się niczym jedność. Kiedy czułam, go we mnie, świat znikał za mgłą ekstazy. Nie będąc w stanie zapanować nad sobą wbijałam paznokcie w jego plecy, ale on zdawał się nie czuć żadnego bólu. Ta noc była cudowna. On był cudowny. Nie zmrużyliśmy oka. Przez cały czas byliśmy zajęci sobą. Nawet pod prysznicem z samego rana.

- Pamiętaj, że jesteś moja. - wyszeptał mi do ucha kiedy się ubierałam, a następnie musnął moje wargi.
- Pamiętam. - odparłam i ominęłam go padając na łóżko.
- Idziemy na śniadanie? - zapytał. Ja jedynie wzruszyłam ramionami. - Jeszcze ci nie przeszła złość? - usłyszałam.
- Daj spokój. - wymamrotałam chwytając za telefon, który właśnie zaczął dzwonić. Byli to moi rodzice. Prawdę mówiąc ten telefon wyswobodził mnie od kolejnej bezsensownej rozmowy z Zaynem. Kocham go z całego serca, ale momentami zastanawiam się, czy to wszystko ma sens. Tyle rzeczy jest przeciw nam. Warto walczyć?
                      Kiedy zakończyłam pogawędki z rodzicami odłożyłam telefon na szafkę nocną i ulokowałam swoje spojrzenie w Zaynie, który właśnie przeglądał się w lusterku. Narcyz. Nie miałam sił się odezwać słowem. Byłam wycieńczona po całej nocy, a Zayn z dziwnych przyczyn zaczął mnie irytować swoją obecnością. W zeszłe wakacje było o tyle lepiej, że gdy mnie wkurzył mogłam trzasnąć drzwiami i zamknąć się w swoim pokoju. Czegoś mi brakuje w naszym związku. Niby jest idealnie, ale nadal nie tak jak powinno być. Zdarza nam się zbyt wiele wybuchów i napadów. To staje się męczące. Teraz oboje odczuwamy nieopisany żar, ale co będzie kiedy ten żar się wypali i pozostanie po nim tylko bezużyteczny popiół? Co wtedy?
Zerknęłam kątem oka na mój tatuaż. Po co ja się na niego zgodziłam? Jest jak metka, która ma oznaczać "Własność Zayna". Stałam się jego własnością. Gdzie do jasnej cholery podział się mój indywidualizm? Nie chcę mu jak na razie nic mówić, ale zaczęłam odczuwać poranne mdłości. Co jeśli zaszłam w ciążę? To nas zniszczy. Nie jesteśmy gotowi na dziecko. Ja nie jestem gotowa. Chcę coś w życiu osiągnąć, a macierzyństwo tylko pokrzyżuje moje plany. Z resztą wątpię, żeby Zayn też się specjalnie cieszył na dziecko. Przecież jest za młody. Kiedy wrócimy do Londynu będę musieć skonsultować się z ginekologiem i zrobić miliard testów ciążowych, aby mieć stuprocentową pewność. Nie wyobrażam sobie nawet, co by było gdyby wynik był pozytywny. Pewnie musiałabym zrezygnować z moich marzeń, ze studiów, z mojego normalnego życia. Musiałbym zajmować się domem, dzieckiem, Zaynem i walczyć z wszystkimi panienkami które się koło niego kręcą. Każdej z nich mam ochotę wydrapać oczy.
- Muszę wieczorem zadzwonić do Stylesa. - odezwał się nagle Malik wyrywają mnie tym samym z zamysłu.
- Po co? - zapytałam.
- Został ojcem. - oznajmił.
- Jak to? - zaciekawiłam się.
- Wpadł sobie z jakąś laską. - wyjaśnił. - Nawet nie wie, kim ona dokładnie jest. Nie pamięta jej. Twierdzi, że chyba był pijany jak ją posuwał. - dodał.
- I co teraz?
- A co ma być? Jego syn ma pół roku. Dzisiaj ma jechać i się z nimi spotkać po raz pierwszy.
- Jak on się czuje? - dociekałam.
- A jak ci się zdaje? Jest rozbity. Miał nadzieję, że to nie jego, ale testy potwierdziły ojcostwo. Współczuję mu. Zostać ojcem w tym wieku to jakaś porażka. Koniec imprez, beztroskich wypadów, rutyna w związku. - zaczął wymieniać, a ja poczułam, że słabnę.
- Tak to właśnie widzisz? - zapytałam unikając jego spojrzenia.
- Bycie ojcem jest ekstra, ale wszystko w swoim czasie. Nie wyobrażam sobie, żebym teraz miał nim zostać. To by wszystko przekreśliło.
- A jakbyśmy sobie wpadli? - wyszeptałam.
- O czym ty mówisz? Czy ty... - nie dokończył.
- Nie mówię, że jestem w ciąży, tylko się pytam co by było gdyby. - przekręciłam oczami.
- Nic. Musielibyśmy jakoś temu stawić czoła. Nie zostawiłbym cię samej. Przecież wiesz. - uśmiechnął się do mnie.
- Właśnie to chciałam usłyszeć. - odwzajemniłam jego mimikę, po czym wstałam z łóżka i podeszłam do fotela na którym spoczywał Zayn i zajęłam miejsce na jego kolanach, a on oplótł mnie mocno ramieniem.
- Kiedyś będziemy mieć gromadkę dzieci. Będziemy patrzeć jak stawiają pierwsze kroki, jak nabijają sobie pierwsze guzy, jak zaczynają szkołę, jak przeżywają pierwszą miłość, jak spełniają swoje marzenia, jak poznają swoje drugie połówki i zostawiają nas starych, schorowanych rodziców. - musnął mój policzek.
- A potem będą nam przywodzić wnuki na wakacje i będziesz ich zanudzał opowieściami ze swojej młodości, o naszej miłości, będziemy je zabierać nad Tamizę, karmić ptaki w parku. - zaczęłam wymieniać.
- To nasze przeznaczenie. - zaśmiał się.
- Zayn, lepiej nie wybiegajmy aż tak daleko w przeszłość. - poprosiłam. - Nie planujmy niczego. Niech będzie co ma być. - pocałowałam go.
- Boję się, że cię któregoś dnia stracę. - usłyszałam nagle.
- Nie stracisz. "Zayn" i "April" na zawsze. - przejechałam dłonią po jego nadgarstku na którym widniało moje imię. - Idziemy na to śniadanie? - zmieniłam nagle temat, żeby nie zrobiło się zbyt sielankowo.
- Może najpierw mała powtórka z rozrywki, a potem śniadanie? - zaśmiał się łobuzersko i uniósł ostrożnie moją bluzkę.
- Nie. Ja mam już dość. - odparłam i doprowadziłam się do ładu. - Chodź. - wstałam i podałam mu dłoń, którą on chwycił.



***Zayn***

                    Zawsze słyszałem, że seks na zgodę jest najlepszy, teraz wiem, że to prawda. Ta noc była magiczna. Chyba zbliżyliśmy się do siebie tak jak jeszcze nigdy wcześniej. Nie mogę zapomnieć jej smaku i dotyku. Wciąż mam zbyt mało jej bliskości. Podnieca mnie tak bardzo, że nie jestem w stanie się od niej oderwać. Lubię, kiedy mnie całuje, rozbiera, dotyka, kiedy pozwala mi na nasze nocne igraszki. Jestem z siebie dumny, kiedy widzę, ile przyjemności jest w stanie dać jej mój dotyk oraz język. Uwielbiam delektować się każdą częścią jej nagiego ciała. Jest cała moja. Prawie ją zgwałciłem. Nie żałuję tego. Nigdy specjalnie nie zwracałem uwagi na jej opór. Wiem, że ona lubi mnie w tym mniej romantycznym wydaniu. Uwielbiam czuć, jak drży pod wpływem mojego dotyku. Pewnie obudziliśmy cały hotel naszymi wyczynami, ale nie dbam o to. Miłość rządzi się własnymi prawami.
- Co chcesz zjeść? - zapytała, kiedy zeszliśmy do kuchni.
- Poczekajmy może lepiej na kucharkę. - zaproponowałem siadając za stołem.
- No chyba żartujesz. Masz dwie rączki? - zapytała - Sam jesteś w stanie sobie zrobić śniadanie.
- Ty mi zrób. - uśmiechnąłem się słodko. - Nikt nie robi tak pysznych kanapek jak ty. - posłałem jej buziaka.
- A ja za to wolę twoje. - uśmiechnęła się. - Wiesz gdzie jest chleb, wędlina, warzywa. Dasz sobie radę. - dodała.
Nie wygram z nią. To jest pewne. Nie lubi ulegać. Jedynie w sypialni powala mi na dominację nad sobą, a na co dzień to ona wbrew wszystkiemu rozdaje karty. Nie przeszkadza mi to. Obawiam się tylko, że ona nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, ile tak na prawdę dla mnie znaczy. Przecież nie ma rzeczy, której jej nie ofiaruję. Chcę żeby była najszczęśliwszą kobietą na ziemi.
                      Rozleniwiony zrobiłem śniadanie. Nie jestem mistrzem kulinarnym, ale podobno jej smakowało. Jest dobrą aktorką. Po śniadaniu, które właściwie było naszym obiadem, wzięliśmy moje siostry i poszliśmy na spacer. Ja oczywiście nalegałem, żebyśmy poszli sami, ale April się uparła, że chce się z nimi lepiej poznać. Cała ona. Przez ponad dwie godziny musiałem wysłuchiwać jakiś babskich pogaduszek, ale zasłużyłem sobie na to, bo ona musiała wczoraj wytrzymać przy mnie i przy moich kumplach. Teraz jesteśmy kwita. Przez moment przeleciała mi przez głowę myśl, żebyśmy tu zostali na stałe, ale szybko ją zanegowałem przypominając sobie o pewnych osobach i zdarzeniach, przez które April może się źle czuć w tym mieście. Po spacerze wróciliśmy do hotelu i postanowiliśmy wyjść się zabawić. Wybraliśmy wspólnie "Hot Clab". Ani ona, ani ja nie lubimy tego klubu, jednak czysty sentyment minionego lata wręcz zmusza nas do odwiedzenia go. Szybko więc się odświeżyłem i ubrałem, po czym siedziałem bezczynnie gapiąc się w telewizor, ponieważ April znowu kazała mi na siebie czekać, ale przyznam, że się opłacało, bo wyglądała niczym jedna z gwiazd Hollywood.
- Po twoim godzinnym pobycie przed lustrem liczyłem na coś efektywniejszego. - zaśmiałem się.
- Tak? To może zróbmy tak, że ty tu sobie zostaniesz, a ja pójdę sama do klubu. To będzie efektywne.  - uniosła lewą brew.
- Tylko się z tobą droczę. - zaśmiałem się pod nosem i pocałowałem ją namiętnie.
- No ja myślę. - oddała pocałunek.


***April***

Wychodząc do klubu miałam mieszane uczucia, czułam bowiem, że spotkam tam Billa. Na chwile obecną, to ostatnia osoba, z którą chcę mieć do czynienia. Zayn bywa porywczy, więc nie wykluczone, że spotkanie z blondynem mogłoby i tym razem skończyć się na komisariacie.
Nocne Bradford jest piękne, mieni się milionami rozmaitych barw jaskrawych neonów. Nic się tu nie zmieniło od zeszłego lata. Nawet ludzie, których mijaliśmy na chodniku w drodze do "Hot Club" mieli znajome twarze. Nie wykluczone, że bawiliśmy się niegdyś razem na tych samych imprezach. Czuję się tu jak w domu. Niezwykle przywiązałam się do tego miejsca i wiem, że ono do mnie również. Przyjeżdżając tu rok temu byłam pewna obaw, wewnętrznej walki oraz determinacji. Teraz jestem po prostu szczęśliwa w każdym możliwym znaczeniu tego słowa. Zayn przez całą drogę do klubu kurczowo ściskał moją dłoń i przesyłał gniewne spojrzenia wszystkim mijającym nas facetom w każdym przedziale wiekowym. Tak jest - bad boy wrócił do miasta. Większość zarówno mężczyzn jak i wypacyfikowanych kobiet witała się z Malikiem. On serio coś znaczy w tym mieście. Niesamowite jest to, jak bezpiecznie czuję się będąc blisko niego. Teraz odkryłam dlaczego go tak mocno pokochałam w zeszłe wakacje. On najzwyczajniej w świecie był gnojkiem mogącym przysporzyć mi masę kłopotów, a ja mam talent i aspiracje do tego, żeby sprowadzać na siebie same problemy. Był niczym zakazany owoc, który kusił mnie każdym prowokującym spojrzeniem, uśmiechem, zapachem, czy dotykiem, którego nie chciałam zaznać na swojej skórze, bo wiedziałam, że któregoś dnia mu ulegnę. Aura ciemności, która go otaczała oraz ryzyko wiążące się z jego osobą budziły we mnie najdziksze pragnienia. Był niebezpieczny. Niebezpieczny. Nieprzewidywalny. Mroczny. Zbuntowany. Uwodzicielski. Był usposobieniem wszystkich negatywów i pozytywów, których chciałam uniknąć w mężczyźnie, bo tworzyły go zbyt idealnym. Zawsze ciekawiło mnie, co on tak na prawdę myśli o mnie. Do dzisiaj tak jest. Chciałabym się nauczyć czytać w jego myślach, aby wiedzieć, co zrobić, żeby być jego ideałem kobiety. Nie jestem święta - wiem. Zdarza mi się mieć gorsze dni, wstrzynać bezsensowne awantury, odtrącać go, skupiać się na sobie, ale nikt nie może mi zarzucić, że go nie kocham i nie staram się walczyć o nasz związek. Zbyt dużo nas wtedy ominęło, aby teraz móc tak po prostu się poddać. Nie wiem co przyniesie przyszłość, ale to co teraz czuję, jest prawdziwe i zawsze już będzie.
Kiedy w końcu weszliśmy do "Hot Club", rozpoznałam ten charakterystyczny odór alkoholu i tytoniu. W powietrzu swobodnie unosiła się chmura dymu. Ludzie byli już konkretnie wstawieni. Znowu zauważyłam kilka znajomych twarzy, ku mojemu zdziwieniu, one też mnie dostrzegły. Wspólnie z Malikiem udaliśmy się w głąb sali, przedzierając się przez pijanych, ujaranych, tańczących ludzi. Ten klub to syf, ale wspominam go w miły sposób. Pamiętam, jak przyszłam tu po raz pierwszy. Bill kazał mi zająć miejsce przy jednym ze stolików, a sam poszedł po piwo. Na przeciwko mnie stała grupka chłopaków z odpalonymi papierosami i piwem w ręku. Wszyscy śledzili mój każdy ruch. Jak się później okazało, na zlecenie Zayna. Od zawsze się o mnie troszczył, ale nie okazywał tego. Teraz wszystko jest tak jak powinno być. Troszczymy się o siebie nawzajem i nie musimy udawać obojętności.



Malik wypatrzył gdzieś wśród tłumu machającego do niego Matta. Postanowiliśmy do niego podejść. Dawno go nie widziałam. Nic się nie zmienił.
- Stary. - powiedział witając się z Zaynem z bara. - Co cie sprowadza do Bradford? - zapytał na wstępie.
- Nic takiego. Mama nalegała, żebym przyjechał, więc jestem. - zaśmiał się Malik, po czym przysunął mnie do siebie i objął w pasie.
- Hej. - przywitałam się krótko.
- Lena! Kopę lat. Zmieniłaś się, wiesz? - zaśmiał się i mocno mnie przytulił. - Brakowało mi cię tutaj. Na długo przyjechałaś do pracy? - dodał.
- Nie przyjechałam do pracy. - odparłam natychmiastowo.
- Więc co tu robisz? - zdziwił się. - Chodźcie na korytarz, bo strasznie głośno. - dodał, a my ruszyliśmy za nim.
- Przyjechała odwiedzić teściów. - oznajmił Malik, kiedy znaleźliśmy się już przy wejściu do szatni oraz toalet.
- Teściów? To znaczy, że wy ten tego? - zafalował brwiami. - Ciekawe rzeczy się dzieją. - zaśmiał się. - Co prawda wiedziałem, że oboje jesteście w Londynie, ale nie sądziłem, że się na siebie natkniecie.
- Tak się składa, że studiujemy razem. - wyjaśniłam.
- To kiedy ślub? - wypalił z grubej rury. - Pewnie szybko. - puścił nam obojgu oczko.
- Jeszcze nie... - zawahałam się. - Chyba jest za wcześnie, żeby rozmawiać o ślubie. - uśmiechnęłam się lekko. Zayn milczał, właśnie teraz, kiedy potrzebowałam usłyszeć cokolwiek z jego strony na ten temat.
- Rozumiem. - odwzajemnił mimikę Matt - Nie ma co się śpieszyć.
- Dokładnie. - wymamrotał Malik.
- A gdzie jest twoja narzeczona? - zapytałam z szerokim uśmiechem.
- Rozstaliśmy się. - westchnął.
- Jak to? - zdziwiłam się.
- Zwyczajnie. Wielkie uczucie, które się wypaliło. Znudziliśmy się sobą. - odparł z uśmiechem. - Bywa.
- Tak mi przykro... - zamartwiłam się. - Gdzie ona teraz jest? - dociekałam, co pewnie było nie na miejscu.
- Prawdę mówiąc, to nie mam pojęcia. Chyba w Leeds. Ma nowego chłopaka. Chyba to coś poważnego, a ja stałem się wolnym strzelcem i takie życie mi odpowiada. - zaśmiał się upijając łyk piwa z butelki.
- Taaaaak... to były czasy. - westchnął Zayn.
- Kochanie, masz mi coś do powiedzenia? - uniosłam lewą brew spoglądając na niego.
- Żartowałem. - zaśmiał się słodko i pocałował mnie.
- Dobra gołąbki, fajnie było was znowu zobaczyć. Bywajcie, ja idę coś upolować. - puścił nam oczko i ruszył w swoją stronę.
- Też kiedyś byłeś taki? - zapytałam.
- Nie mała, ja byłem sto razy bardziej napalony. - zaśmiał się i przyciągnął mnie do siebie, po czym z pasją wpił się w moje usta.
- I marzyłeś o każdej lasce pod słońcem... - odparłam przerywając moment pocałunku.
- Tak. Aż do pewnej nocy, kiedy to taka jedna o mało co mnie nie rozgniotła w moim własnym łóżku, gdy spałem. - roześmiał się i pstryknął mnie w nos, po czym ponownie mnie pocałował napierając na mnie całym ciałem.
Jak dotąd ten wieczór był perfekcyjny, ale nic nie może przecież trwać wiecznie.
- No proszę, proszę. - usłyszeliśmy znajomy, męski głos. Tego się właśnie obawiałam.
- Czego chcesz? - zapytał gniewnym głosem Malik mierząc Evansa wzrokiem.
- Nic. Chciałem cię tylko spytać, czy już zdążyła ci dać dupy, Malik? - zapytał z drwiną zaciągając się papierosem.
Na reakcję Zayna nie trzeba było długo czekać. Z furią rzucił się na Billa i oboje zaczęli się szamotać. Bałam się, że się pozabijają, więc bez dłuższego namysłu wkroczyłam między nich i zaczęłam ich rozdzielać. Oboje zdawali się nie zwracać uwagi na moją obecność wśród i prośby, które sugerowały, że mają z tym skończyć. Kiedy Zayn zamachnął się, żeby pięścią rozkwasić nos Billa, szybko złapałam jego nadgarstek z wszystkich sił i spojrzałam w jego oczy. - Zayn, nie rób tego. Proszę. - wyszeptałam. Zayn zawahał się, ale ostatecznie ustąpił. - Wychodzimy. - rozkazałam tonem nie cierpiącym sprzeciwu i łapiąc jego dłoń, wyprowadziłam go na zewnątrz. Chłopak snuł się za mną ociężale. W milczeniu oddalaliśmy się od klubu. - Usiądźmy. - ponownie rozkazałam, kiedy dostrzegłam ławkę przy fontannie na jakimś małym placu porośniętym drzewami. Chłopak ponownie wykonał polecenie i usadowił się na ławce. - Krwawisz. - zwróciłam mu uwagę.
- Ta ciota rozbiła mi  łuk brwiowy - wkurzył się. - I jak ja teraz wyglądam?!
- Pokaż to. - rozkazałam. Przyjrzałam się ranie, co nie było łatwe w bladym świetle latarni. Miał lekko rozcięty łuk, wręcz zadrapany. Nic wielkiego. Wyjęłam z kieszeni jego spodni chusteczkę higieniczną i przyłożyłam ją do krwawiącego miejsca. Zasyczał z bólu.
- Nie ma powodu do paniki. - uśmiechnęłam się lekko. - Do wesela się zagoi.
- Wesela? - zapytał zdezorientowany.
- Tak się mówi w Polsce. - wyjaśniłam.
- Myślałem, że się mi oświadczasz. - zaśmiał się.
- Serio, aż tak mocno oberwałeś, że ci się w główce pomieszało? - zapytałam. - Od kiedy to kobieta się oświadcza?
- Różnie bywa. - odparł obejmując mnie ramieniem.
- No tak, ale to facet powinien stanąć na wysokości zadania.
- A jeśli okoliczności nie będą romantyczne i nie będzie miał pierścionka, a bardzo będzie chciał się oświadczyć? Co wtedy? - zapytał.
- Liczy się samo pytanie. - zaśmiałam się.
- Czekaj, jak ono brzmiało? - zapytał.
- Wyjdziesz za mnie? - odpowiedziałam.
- No i widzisz. W tym momencie się mi właśnie oświadczyłaś. - roześmiał się.
- Podszedłeś mnie! - krzyknęłam i również wybuchnęłam śmiechem.
- Da się? Da się. - powiedział z samozachwytem.
- Jesteś okropny. - westchnęłam.
- Ty też. - wyszeptał na moje uchu - Ale strasznie za tobą szaleję mała - dodał.
- Mała? Mała to jest twoja pała... Ja jestem niska. - pokazałam mu język.
- Coś ty powiedziała? - oburzył się.
- Słyszałeś. - skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
- Mam nadzieję, że jednak się przesłyszałem. Uważasz, że jest mały? - uniósł lewą brew.
- Zayn, błagam cię. Dorośnij. - przewróciłam oczami.
- Podważyłaś moją męskość, więc odpowiedz. - trącił mnie lekko łokciem.
- Tak się mówi. - odparłam z powagą.
- Jak? - zapytał.
- Zayn! - tupnęłam nogą jak pięciolatka. - Wiesz co miałam na myśli, więc się nie czepiaj. - powiedziałam na jednym wdechu, a on się szeroko uśmiechnął. - Co? - zapytałam.
- Nic. - szepnął. - Mam bardzo poważne pytanie. - zaczął z powagą.
- No?
- Będziesz mnie nadal kochać, nawet z tą rozciętą brwią? - zapytał, a ja roześmiałam się. - No i z czego się śmiejesz, ja poważnie pytam. Właśnie moja uroda ucierpiała, a ty masz to w nosie. - udał oburzonego.
- Będę. - odparłam nadal zanosząc się śmiechem. Moja odpowiedź go ucieszyła, bo znienacka pocałował mnie.
                    Uwielbiam te nasze bezsensowne rozmowy. Uwielbiam jego. To nie do pomyślenia, że już jutro musimy wrócić do Londynu, ale grunt, że tym razem nie wyjeżdżam sama. Teraz nasza przyszłość wiąże się z Londynem. Tam też jest nam dobrze. Chyba miejsce w którym jesteśmy nie będzie odgrywać znaczącej roli, tak długo, aż będziemy razem.


No i mamy XVI rozdział ;). Przepraszam, że musieliście tak długo czekać, mam nadzieję, że się opłacało. Zauważyłam pod ostatnim postem komentarz z prośbą o +18 ;). Cóż... co prawda +18 to to nie jest, ale powiedzmy, że +16. 
Chyba każdy z was się ze mną zgodzi, że to opowiadanie schodzi na psy = coraz bardziej przewidywalna i nudniejsza robi się akcja. Chyba najwyższy czas je już powoli kończyć. Nie sądzicie? 
Daję Wam szansę zadecydowania o tym, ile jeszcze rozdziałów powstanie. Piszcie w komentarzach pod postem jak długo jeszcze chcecie się męczyć z Zapril ;). Wszystko zależy od Was kochani! :)

8 komentarzy = next chapter ♥ 

niedziela, 23 lutego 2014

Rozdział XV




                  Czy można kochać kogoś aż tak bardzo, by czuć się niczym posąg człowieka po pięciu minutach osobno? Ja się właśnie tak czuję, kiedy nie ma jej obok mnie. Moje myśli krążą tylko i wyłącznie wokół niej. Zawsze tak było. Pamiętam moment, kiedy pierwszy raz spojrzałem w jej oczy. Chciałem ją onieśmielić i chyba nawet uwieść. Ujrzałem w nich wtedy odwagę, siłę połączoną z kruchością, upartość i dobre serce. Od początku traciłem nad sobą kontrolę będąc w jej towarzystwie. Chciałem ją pocałować już tak wiele razy, ale ona zawsze mnie odtrącała i uciekała ode mnie. Teraz wiem dlaczego. Bała się mnie. Bała się, że ją skrzywdzę. Teraz już może być pewna, że tego nigdy nie zrobię. Nie rozumiem jeszcze jednego... jak to się stało... czym JA sobie zasłużyłem na jej miłość? NA najcenniejszy dar, jaki mogłaby mi ofiarować? Kocha mnie całym sercem. Jestem jej pierwszym pod każdym względem. Pierwszą odwzajemnioną miłością. Pierwszym szczerym pocałunkiem. Pierwszym powodem do uśmiechu. Pierwszym razem.
                   Otworzyłem rano oczy i pierwszym co dostrzegłem, była rozśmiana twarz April. Leżała obok mnie obserwując mnie podczas mojego snu.
- Dzień dobry. - wyszeptała gładząc mnie po policzku, a następnie pochyliła się nade mną żeby złożyć pocałunek na moich ustach.
- Tak chcę się budzić co rano. - odparłem stykając się z nią nosem i spoglądając głęboko w jej roześmiane oczy.
- Ja też. - usłyszałem. - Swoją drogą, to wiesz... - nie pozwoliłem jej dokończyć, ponieważ ponownie złączyłem nasze wargi.
- Co wiem? - zaśmiałem się wesoło obejmując ją mocno ramieniem.
- Która godzina...? - wyszeptała wtulając się we mnie.
- Wczesna. - wsunąłem dłoń pod jej bluzkę, przez co westchnęła.
- 14 kochanie. - odparła. - Przez ciebie musiałam wziąć dzisiaj wolny dzień.
- Czemu przeze mnie? - zapytałem zdezorientowany.
- Bo tak słodko spałeś i nie miałam serca cię budzić. - zachichotała.
- Mhmmm... A Marika jest? - zapytałem.
- Wyszła jaką godzinę temu do pracy.
- To co zrobimy z tym fantem? - poruszyłem brwiami i musnąłem jej szyję.
- Pstro. - zaśmiała się. - Nie mam zamiaru spędzić całego dnia w łóżku... nawet z tobą Zayn.
- Może być przyjemnie. - przygryzłem dolną wargę i przeniosłem dłoń na jej tyłek.
- Wypchaj się Malik. - zachichotała i podniosła się z łóżka.
- A ty gdzie? - zapytałem opadając na nie bezwładnie.
- Zrobić jakieś śniadanie. - rzuciła wychodząc ze swojego pokoju, a ja obserwowałem jej kocie ruchy skupiając się głównie na jej tyłku, który doskonale opinały jej czarne spodenki od piżamy.
                 Wziąłem głęboki wdech i przetarłem twarz dłońmi, po czym zwlekłem się z łóżka i udałem do łazienki, aby się choć trochę odświeżyć. Liczyłem na to, że April przyjdzie tu za mną, żeby wziąć wspólną kąpiel, ale się myliłem. Wolała robić śniadanie. Szkoda. Kiedy już się umyłem i  ułożyłem włosy, udałem się do kuchni, po której ona się krzątała.




- Pomóc ci w czymś? - zapytałem biorąc ją znienacka na ręce.
- W zasadzie, możesz mnie postawić na ziemię i obrać jajka. - odparła śmiejąc się.
- Moje jajka? - na mojej twarzy pojawił się cwaniacki uśmieszek, który April krótko skomentowała uniesieniem lewej brwi ku górze. - No okay... - przekręciłem oczami i postawiłem ją na ziemi i zabrałem się za pomaganie jej przy śniadaniu.
- Grzeczny chłopczyk. - usłyszałem. - Jak tak dalej pójdzie, to może czeka cię nagroda. - zaśmiała się łobuzersko.
- Tak? A jaka? - zaciekawiłem się.
- Coś wymyślimy we dwoje... - zachichotała.
Tak jak mnie prosiła, obrałem jajka i położyłem na dwóch talerzykach. Ona natomiast skończyła przygotowywać kanapki.
- Smacznego. - powiedziała kładąc jedzenie na stole i zajmując jedno z miejsc przy nim.
- Chcesz kawy? - zapytałem sięgając po dzbanek który stał na segmencie.
- Poproszę. - odparła z pełnymi ustami.
- Z pełnymi ustami się nie mówi księżniczko. - pokazałem jej język i nalałem kawy do filiżanki, po czym usiadłem na przeciw niej.
- Kochanie, a jak z twoją pracą? - zapytała nagle.
- Kiepsko. - westchnąłem.
- Byłeś gdzieś złożyć podanie? - dociekała.
- Jak na razie to nie, bo byłem zajęty lataniem za taką jedną, upartą dziewczyną, która nie dawała mi żyć od roku. - zaśmiał się.
- I że to niby ja? - ponownie uniosła lewą brew.
- Mhm. - kiwnąłem twierdząco głową. - Harry mówił, że coś mi załatwi, więc jest okay. On ma wielu znajomych. Z resztą, jak Harry niczego nie wykombinuje, to skontaktuję się z Liamem, bo z tego co pamiętam, to miał dla mnie jakieś wolne miejsce na swojej siłowni.
- Co ty być robił na siłowni?
- Odbierałbym telefony...
- Zayn sekretarka? - parsknęła śmiechem. - Kochanie, to nie przejdzie. Ja cie znam. Zgubisz każdą zapisaną karteczkę z  informacją od osób telefonujących.
- Zawsze można spróbować. - zirytowałem się trochę.
- A swoją drogą, ten Liam, to jest ten sam chłopak, którego pokazywałeś mi na zdjęciu? - zaciekawiła się.
- Tak. Czemu pytasz? - zmarszczyłem brwi wpatrując się w nią.
- Tak sobie... on jest taki słodki. - zatrzepotała rzęsami.
- Oszalałaś. - przewróciłem oczami. - Przed tobą siedzi spełnienie twoich marzeń, a ty rozmyślasz o jakimś tam Liamie.
- Spełnienie? - zapytała. - Nie kochanie...
- Jak to? - ponownie zmarszczyłem brwi.
- Jesteś nadzieją na każdą sekundę życia. - przygryzła dolną wargę.
- A to ciekawe. - powiedziałem i  zrobiłem gryza kanapki. Podobno nie lubisz lamerskich, żenujących, romantycznych wyznań. - zaśmiałem się.
- Podobno nie mówi się z pełnymi ustami, kochanie. - zaakcentowała ostatnie słowo, po czym upiła łyka swojej kawy.
- Kto ci tak powiedział? - zaśmiałem się.
- No przypomnij sobie. - zachichotała odkładając na stół filiżankę.
- Muszę jechać do Bradford dzisiaj. - zmieniłem temat.
- Na jak długo? - zapytała marszcząc nosek.
- Na cały weekend.
- Będę tęsknić. - westchnęła.
- Nie będziesz, bo jedziesz ze mną. - z dumą oświadczyłem robiąc łyka kawy.
- Jak to jadę z tobą? - zdziwiła się.
- Normalnie. Autem. - puściłem jej oczko. Jak będziemy mieć szczęście, to w płowie drogi złapie nas ulewa i resztę sobie dopisz. - przesłałem jej łobuzerski uśmiech.
- Zayn, bądź choć na moment poważny.
- Zawsze jestem. - kąciki moich ust ponownie się uniosły.
- A co z twoimi rodzicami? Przecież oni się mnie tam ponownie nie spodziewają. Co im powiesz? - zapytała ponownie podnosząc filiżankę i zatapiając w niej swoje usta.
- Że bierzemy ślub. - odparłem z powagą, na co April wypluła kawę, ktorą miała w ustach.
- Co?! - była w totalnym szoku, a ja wybuchnąłem śmiechem.
- Żartowałem. - rzuciłem, po czym wstałem z miejsca i podałem jej ścierkę, aby przetarła twarz i bluzkę, która teraz była cała w resztkach czarnej cieczy. - To znaczy nie do końca, bo kiedyś i tak do tego dojdzie, ale jeszcze nie. - pocałowałem jej czoło i ponownie usiadłem na przeciwko niej.
- Wiesz... mam dylemat... nie wiem, czy kocham cię za twoją głupotę, czy mimo niej. - przesłała mi swój gniewny uśmieszek.
- Nawet jak się złościsz i masz bluzkę jak fleja, to jesteś piękna. - odparłem.
- Idę się przebrać. - wstała od stołu.
- Jesteś piękna. - rzuciłem za nią.
- Wypchaj się. - odburknęła znikając za drzwiami pokoju.
                    Uwielbiam te jej humorki. Nigdy nie wiadomo na który z nich natrafię. Kiedy się złości jest zabawna i słodka. Rany... jakim ja jesteś niesamowitym szczęściarzem. Wiem, że ma prawo się bać echac ponownie do Bradford. W końcu tyle się tak zdążyło w ubiegłe wakacje. Na pewno nie chce stanąć twarzą w twarz z Billem. Z resztą, ja też nie chcę, bo mógłbym pójść siedzieć za morderstwo tego gnojka. Jednak mimo to, April nie wmówi mi, że nie chce wrócić do Bradford. Ja wiem, że chce. Tęskni za tym miejscem i wszystkim co tam wspólnie przeżyliśmy. Boję się jedynie reakcji mojej mamy na jej widok... to znaczy... to nie jest tak, że się boję, ale pamiętam jeszcze, jak odradzała mi związek z April, bo to nie ma przyszłości według niej. Ja myślę inaczej. April z resztą też.


***April***

                    "Kiedyś go uduszę" - powiedziałam do siebie w myślach wchodząc do pokoju. Podeszłam do szafy i wyjęłam z niej jedną z moich ulubionych sukienek i założyłam ją na siebie. Stanęłam przed lustrem i upięłam włosy w wysoki kok, po czym nałożyłam lekki makijaż. Zaskoczył mnie tym, że mamy jechać razem do Bradford. On chyba nawet nie wie, jak bardzo chcę z nim tam jechać. Na chwile obecną o niczym innym nie marzę. Rzecz jasna boję się tego, że jego rodzina mnie nie zaakceptuje. W końcu będę miała przyjemność poznać jego siostry. Chciałabym, żeby mnie polubiły, w końcu kiedyś możemy zostać rodziną. Jeżeli Zayn myśli o mnie równie poważnie, jak ja o nim, to niewykluczone, że niebawem tak się właśnie stanie.
- Nawet nie wiesz jak seksownie wyglądasz w tej kiecce. - poczułam gorący oddech Zayna na mojej szyi oraz ramiona szczelnie zaciskające się wokół mnie.
- Uważaj, bo ją pomniesz. - odparłam próbując się wyrwać.
- Jak ją zdejmiesz, to jej nie pomnę. - zaśmiał się wesoło i musnął moją szyję.
- Jak ty to robisz, że ciągle jesteś taki napalony? - zapytałam odchylając szyję w bok, aby dać mu większe pole popisu.
- Mam u swego boku najseksowniejszą dziewczynę, to chyba dlatego. - zaśmiał się cicho i kontynuował składanie pocałunków na mojej szyi.
- Dobrze wiedzieć. - zachichotałam.
- Powinnaś teraz odpowiedzieć, że jestem najseksowniejszym, najprzystojniejszym i najcudowniejszym facetem na tej planecie. - zaśmiał się.
- Mam skłamać? - zapytałam z rozbawieniem.
- Czyli uważasz, że nie jestem najseksowniejszym, najprzystojniejszym i najcudowniejszym facetem na tej planecie? - zapytał przygryzając moją szyję. - Chyba muszę ci udowodnić jaki jestem dobry i ile przyjemności mogę ci dać. - oznajmił sunąc dłonią na moją pierś. Zadrżałam.
- Nie musisz mi czego udowadniać. Wierzę we wszystko co powiesz. - odparłam i zabrałam jego dłoń. - Nic z tego skarbie. Jeśli mamy jechać, to musimy zacząć się pakować. - rzekłam z powagą w głosie.
- Dobra, ale jak już będziemy w Bradford, to ci pokażę kto jest najlepszy w te klocki. - stwierdził z samozachwytem.
- W te klocki? Jesteś dziwny... - przekręciłam oczami, a on odwrócił mnie przodem do siebie i skradł namiętnego całusa.
- Ty wcale nie lepsza. - zaśmiał się i wyszedł z pokoju. - Wpadnę po ciebie za godzinę księżniczko. - rzucił z korytarza i tak po prostu zamknął za sobą drzwi.
                       Godzina to niewiele czasu, aby się rozeznać co konkretnie może się mi przydać na wyjazd, a już zwłaszcza, by się spakować. Westchnęłam głośno i powiedziałam do siebie: "Show must go on". Mogę się założyć, że nasza wizyta u jego rodziców będzie właśnie rodzajem jakiegoś show i powinnam się spodziewać niespodziewanego. Już sama Pani Fitzroy - kucharka, na pewno coś wykombinuje. Przecież z tego co pamiętam, ona od samego początku chciała nas zeswatać. Pewnie widząc nas razem będzie skakać ze szczęścia. Nie zdziwię się też jeśli powie "A nie mówiłam?". Ma do tego prawo. Stęskniłam się za nią. Doświadczenie mnie nauczyło, że będąc w Bradford trzeba mieć przy sobie pelerynę lub chociaż parasol, a już zwłaszcza jadąc czerwoną "pięknością" Zayna, więc bez dłuższego zastanowienia wpakowałam jedno i drugie na dno torby. Do peleryny i parasola dołączył także ciepły sweter, kilka par bielizny, kosmetyczka, kilka par spodni, kwiecista sukienka, trampki, szpilki i kilka innych drobiazgów. Po dobrych 40 minutach byłam spakowana. Chyba osiągnęłam rekordowe tępo. Poprawiłam jeszcze tylko fryzurę i udałam się do kuchni napić się soku z pomarańczy. Swoją drogą, nie wiem czemu teraz układam włosy, skoro po tej przejażdżce kabrioletem i tak będę mieć busz na głowie.

Piosenka ♥
***Zayn***

                    Nie mogę się doczekać, aż przedstawię rodzicom moją dziewczynę. Pewnie będą w szoku. Nie mówiłem, że przyjadę z kimkolwiek, więc definitywnie będą zaskoczeni. Chcę im zrobić niespodziankę. Jestem strasznie podekscytowany. Chciałbym, żeby ten weekend był idealny. April w końcu będzie miała okazję poznać moje siostry, które swoją drogą zdążyłem wtajemniczyć rok temu w historię mojej nieszczęśliwej miłości. Teraz mogę im oświadczyć, że w końcu jestem szczęśliwy.
Kiedy znalazłem się pod drzwiami do mieszkania zacząłem trąbić dzwonkiem, aby Styles ruszył swoje cztery litery i łaskawie otworzył mi drzwi, bo klucze od mieszkania zostawiłem u April.
- Pali się czy co? - zapytał Harry otwierając drzwi.
- Zapomniałem kluczy. - rzuciłem i wszedłem do środka.
- Ekstra. - usłyszałem. - Jak minęła noc z April? Mały Malik już w drodze? - zaśmiał się chłopak siadając na kanapie w salonie.
- Wypluj to. - krzyknąłem z pokoju, gdzie wrzucałem pośpiesznie ostatnie rzeczy do już prawie zapełnionej walizki.
- Nie chciałbyś być tatusiem? Pieluszki, ryk w środku nocy, zero wypadów do klubów. - zaczął wymieniać.
- Czegoś ty się nawąchał? - zapytałem dopinając walizkę po czym przeniosłem ją z mojego pokoju do salonu.
- April też jedzie? - zapytał kiedy zająłem miejsce obok niego.
- Jedziemy razem. - oznajmiłem gapiąc się w telewizor.
- Nie zapomnij o gumkach, albo za dziewięć miesięcy będziesz się realizował w ojcostwie. - zadrwił.
- Skończ już. - poprosiłem.
- No co? Takie rzeczy się zdarzają. - stwierdził upijając łyk piwa.
- Wszystko w swoim czasie. Teraz chcę trochę poimprezować, zabawić się. Mam dopiero 23 lata. Nie wyobrażam sobie, żebym miał teraz niańczyć jakieś dziecko. To nie dla mnie.
- A gdyby zaszła w ciążę? Co wtedy? - zapytał nagle spoglądając na mnie. - Zostawiłbyś ją?
- Nie wiem. - spuściłem głowę. - Pewnie nie, ale nie wiem, czy potrafiłbym być ojcem.
- Więc co ja mam zrobić?
- Co masz na myśli? - zapytałem.
- Urodziło mi się dziecko. - oznajmił upijając trochę piwa.
- Co ty pieprzysz stary? - zdziwiłem się.
- Słyszałeś. Jestem ojcem. A wiesz co jest w tym wszystkim najlepsze? Nie pamiętam zbyt dobrze tej laski, której zrobiłem dzieciaka. Musiałem być wstawiony.
- Skąd masz pewność, że jest twoje?
- Zrobiłem test DNA już jakiś czas temu. Nie mówiłem nikomu, bo nie miałem pewności, czy jest moje. Teraz ją już mam. Mam syna. Ma pół roku. - zaśmiał się szyderczo.
- I co teraz zrobisz? - zapytałem.
- A co mam zrobić? Dam tej panience kasę na dziecko i zapomnimy o sprawie.
- Nie możesz tak.
- A mam inne wyjście? - podniósł ton głosu. - Ja mam własną kancelarię prawną, jestem szanowanym adwokatem! Taki skandal mógłby mnie zniszczyć! Nie jestem idiotą!



- Jesteś! To jest twoje dziecko! Ono potrzebuje ojca! Potrzebuje ciebie! Wiesz co to znaczy wychowywać się bez taty? Zastanawiać się całe życie co się stało, że mnie nie chciał? Dlaczego ten skurwiel nas opuścił?
- Nie mogę postąpić inaczej! - podniósł się z miejsca
- Nikt nie karze ci się wiązać z tą dziewczyną. Tutaj ważne jest wasze dziecko. Swojemu synowi jesteś winien miłość i opiekę.
- Wiem Zayn. - powiedział spoglądając na mnie.
- Odwiedź ich chociaż. - poprosiłem.
- Jutro się tam wybieram. - oznajmił. - A ty się już zbieraj i jedź po April. - uśmiechnął się blado.
- Jesteś pewien, że sobie poradzisz? - zapytałem z lekką obawą.
- Jasne. - odparł. Prawdę mówiąc innej odpowiedzi się nie spodziewałem.
- Weź moje auto, bo tym twoim gruchotem daleko nie zajedziecie. - zaproponował, a raczej zakomunikował podając mi kluczyki do swojego czarnego Land Rovera.
- Dzięki stary. - ucieszyłem się i go objąłem. - Trzymaj się. - powiedziałem na odchodne.

Piosenka ♥
                     Zabrałem ze sobą moją czarną walizkę i zaniosłem ją do bagażnika auta Stylesa, po czym usiadłem za kółkiem i pojechałem na  Parker Street. Zaparkowałem tam gdzie zawsze i poszedłem po April. Zaniosłem jej walizkę do Land Rowera i umieściłem tuż obok mojej.
- A gdzie jest twoja czerwona bogini seksu? - zapytała lekko zdziwiona.
- U Stylesa. - zaśmiałem się wesoło. - Pożyczył mi swoją furą. - puściłem jej oczko. - W końcu moja kobieta musi mieć godziwe warunki. - dodałem, co wywołało u niej uśmiech. Obiegłem auto dookoła i otworzyłem dla niej drzwi od strony pasażera, po czym sam zająłem miejsce obok niej.
- Twoi rodzice wiedzą, że nie będziesz sam? - zapytała nagle kiedy odpaliłem silnik i ruszyłem z miejsca.
- Nie. Zrobimy im niespodziankę. - zaśmiałem się. - Nie chcę nic mówić, ale mój ojciec cię uwielbia. W zeszłe wakacje twierdził, że jesteś fajną dziewczyną i szkoda, że wyjechałaś po przyjemnie się na nas razem patrzyło.
- Dziękuję. - odburknęła.
- Co znowu? - westchnąłem.
- Przez ciebie znowu mam rumieńce. - odparła wpatrując się w miasto za szybą samochodu.
- Kocham je wywoływać. - zachichotałem włączając radio.
- Wiem. - parsknęła śmiechem.
- Co? - zapytałem wpatrując się w znaki drogowe, aby nie przegapić żadnego skrętu.
- Dlaczego ty się nigdy nie rumienisz? - usłyszałem.
- Rumienię się, ale po mnie tego nie widać.
- Szkoda. Chciałabym choć raz zobaczyć ciebie zawstydzonego.
- Widziałaś już. - zafalowałem brwiami.
- Kiedy? - spojrzała na mnie.
- Wtedy co kiedy. - zaśmiałem się.
- Zayn, zacząłeś to skończ. - poprosiła uśmiechając się do mnie słodko.
- Pamiętasz naszą wycieczkę na łąkę?
- Oczywiście. Chciałeś mnie utopić. - powiedziała wesoło.
- A pamiętasz co działo się potem w nocy? - zapytałem spoglądając kątem oka w jej stronę.
- Pamiętam. To było dziwne. - odparła.
- Dokładnie. Wtedy byłem zawstydzony i to cholernie. - kiwnąłem twierdząco głową.
- A ja nie. - wzruszyła ramionami.
- Ja byłam zawstydzona wtedy kiedy...
- Kochanie, ty przez cały czas jesteś zawstydzona w mojej obecności, mimo to, że jesteśmy parą. - pokazałem jej język.
- Wiem. - zachichotała. - Wszystko przez ciebie. - na jej twarzy ponownie pojawił się rumieniec.
- Ale przyznaj, że kochasz mnie i wszystko co z tobą robię. - odparłem z samozachwytem.
- Okay, ale jeśli ty przyznasz, że nie jesteś w stanie beze mnie wytrzymać nawet kilku minut. - odparła spoglądając na mnie.
- Bo nie jestem. - odparłem. - Zatrzymamy się? - zapytałem nagle jadąc autostradą.
- Po co? - zdziwiła się.
- Mam ochotę cię pocałować. - odparłem przygryzając dolną wargę.
- Pocałujesz mnie w Bradford. - uniosła lewą brew.
- Będziemy spać w moim pokoju. - zakomunikowałem.
- A co z moim? - zapytała.
- Twój skarbie jest już chyba zajęty. - odparłem. - O ile się nie mylę, mieszka w nim taka jedna pokojówka z Francji.
- Szkoda. A ładna jest? - zaciekawiła się nagle.
- Taaaaaak... - odparłem.
- Bardzo? - zapytała spoglądając na mnie.
- April serio pytasz? - zdziwiłem się.
- Tak. - kiwnęła twierdząco głową.
- Jest ładna, ale to ty jesteś moją dziewczyną, ciebie kocham i to ciebie noszę w sercu, no i... na nadgarstku. - zaśmiałem się.
- Wiem, ale nie lubię żadnej dziewczyny, która chociażby cię przypadkiem minie na korytarzu. - wyszeptała.
- Co?
- Nie, nic. - odparła. - Przecież i tak słyszałeś. - zachichotała.
- A ja nie lubię żadnego kolesia z którym gadasz, który się na ciebie gapi i na którego ty patrzysz. - odparłem.
- Wiem. - uśmiechnęła się delikatnie.
                    Po czterech godzinach jazdy w końcu udało nam się dotrzeć do Bradford. Zaparkowałem samochód na parkingu hotelu, pocałowałem April i wyskoczyłem z auta, aby pomóc jej wysiąść. Widziałem, że się denerwuje. - Będzie dobrze - wyszeptałem z kojącym uśmiechem i mocno ścisnąłem jej dłoń, aby czuła się bezpiecznie.
                    Weszliśmy oboje do holu, prze który przeplatało się kilku turystów. Rozejrzeliśmy się oboje i udało nam się w końcu odnaleźć wzrokiem moich rodziców, którzy właśnie wymeldowywali jakieś stare małżeństwo. Poczekaliśmy chwilkę, po czym oboje podeszliśmy do nich.
- Zayn! - ucieszyła się moja mama.
- Cześć. - odparłem i przytuliłem ją. - Cześć tato. - dodałem witając się z ojcem. - Chciałbym wam przedstawić moją dziewczynę. - powiedziałem z dumą chwytając dłoń April, która jak dotąd kryła się za mną. - Chyba pamiętacie Lenę. - dodałem.
- Witaj ponownie. - powiedziała moja mama mocno ją ściskając w swoich ramionach.
- Dzień dobry. - odparła April. Była strasznie stremowana.
- Miło cię znowu widzieć. - odezwał się mój ojciec, który powtórzył gest po mamie.
- Zayn nam nie mówił, że z kimś przyjedzie. - odezwała się mama.
- Chciałem wam zrobić niespodziankę. - uśmiechnąłem się i objąłem April w pasie.
- Jak to się stało, że jesteście razem? - dociekała mama. - Przecież miałaś studiować w Polsce.
- Tak, ale nie mogłam się tam odnaleźć. Zdecydowałam, że muszę odetchnąć, więc wyjechałam do Londynu i zaczęłam tam studia w tym roku. - uśmiechnęła się lekko blondynka. Jej ciało drżało z nerwów czułem to.
- Nawet nie wiesz, jaki Zayn był niemrawy i smutny po twoim wyjeździe. - odezwał się tata.
- Tak, strasznie. - zgodziła się z nim mama. - Nie szło się z nim dogadać.
- Mamo, proszę cię. - zawstydziłem się.
- Dobrze już, dobrze. - zaśmiała się wesoło kobieta. - Cieszę się, że jesteście razem. Już rok temu powinno do tego dojść. - dodała.
- Wiemy, ale byliśmy zbyt głupi, żeby cokolwiek zrozumieć. - odparłem muskając policzek April.
- Idźcie do Pani Fitzroy. Ona się na pewno ucieszy na wasz widok. Jeszcze wczoraj mówiła, że tęskni za Leną. - rzekła moja mama.
- Chodź kochanie. - chwyciłem dłoń mojej dziewczyny i ruszyłem w stronę kuchni.


Piosenka ♥
***April***

                    Nie wiem czym ja się tak denerwowałam. Chyba zwyczajnie zapomniałam, jakimi oni są miłymi i serdecznymi ludźmi. Cieszę się, że mogę tu ponownie być. Przez moment wchodząc ponownie za próg tego hotelu poczułam to samo szybkie uderzenie serca, jak wtedy, kiedy walczyłam z miłością do Zayna. Przez moment powróciło to stare, wspaniałe uczucie w żołądku. Nie wiem jak to jest możliwe, ale czuję się tu jak w domu. To chyba dobrze. Nic się tutaj nie zmieniło. Te same kolory ścian, wyblakłe rysunki dzieci porozwieszane po ścianach, ten sam zapach kwiatów unoszący się w powietrzu. Wszystko tak jak dawniej. My ruszyliśmy do przodu, a to miejsce wygrało z czasem i stanęło w miejscu. Chciałabym wracać tutaj częściej.
- Kto mi tu wchodzi? Podłogę ledwie umyłam. - odezwał się znajomy kobiecy głos.
- Pani Fitzroy? - zapytał Zayn wychylając się zza drzwi. Ja zostałam jeszcze za nimi i zbierałam się na odwagę, aby stanąć z nią twarzą w twarz.
- Zayn?! - zawołała uradowana kobieta odrywając się od brudnych garnków. Wytarła dłonie w ścierkę i rozłożyła ramiona, aby ten mógł w nie wpaść.
- Brakowało mi pani. - powiedział obejmując ją.
- Jak ty wychudłeś! Pewnie ci tam w tym całym Londynie nic nie dają do jedzenia. Czekaj, zaraz ci zrobię pysznego kurczaka. - zadeklarowała się kobieta nadal go ściskając. Ja natomiast wzięłam głęboki oddech i stanęłam w progu opierając się barkiem o framugę drzwi.
- Dzień dobry. - powiedziałam wesoło.
- Lena?! - wykrzyczała kobieta odtrącając Malika i biegnąc w moją stronę.
- Tęskniłam za panią. - odparłam radośnie mocno ją do siebie tuląc.
- Co ty tu robisz? - zapytała nagle. - Zayn?! Czy ty widzisz to samo co ja? - zapytała się Malika.
- Widzę to codziennie. - zaśmiał się. Kucharka mnie puściła, a Zayn podszedł do mnie złączył nasze dłonie.
- Nareszcie! - zapiszczała ze szczęścia. - Cały czas wam powtarzałam, że jesteście sobie pisania, ale żadne z was nie chciało mnie słuchać. - zaśmiała się. - Lena, nawet sobie nie wyobrażasz jak on rozpaczał po twoim wyjeździe. - zwróciła się do mnie kobieta.
- Ja wcale nie byłam w lepszym stanie. - odparłam spoglądając na Zyna, na którego twarzy widniał pogodny uśmiech.
- Strasznie się zmieniłaś. - zauważyła. - Masz inny kolor włosów. Wyglądasz tak ślicznie, niech no cię uciskam jeszcze raz. - powiedziała po czym mocno mnie przytuliła.
- Dość, bo robię się powoli zazdrosny. - zaśmiał się Zayn i odciągnął mnie od niej.
- Czekajcie, muszę jeszcze iść powiedzieć dziewczynkom, że jesteście. Musisz je poznać Lena! Są kochane. - oświadczyła i zniknęła za drzwiami.
- Jak na razie nie jest aż tak źle, prawda? - zapytał mnie Zayn obejmując mnie szczelnie w pasie.
- Jest dobrze. - odparłam i musnęłam jego wargi, co on odwzajemnił ze dwojoną namiętnością. Nie zauważyłam nawet, kiedy jego dłonie zsunęły się na moje pośladki.
- Mhm. To mimo wszystko jest kuchnia. - odezwała się kucharka, która do nas wróciła.
- Dobrze, że mi pani o tym przypomniała. - przewrócił oczami Zayn. - Gdzie dziewczyny? Pewnie siedzą w swoich pokojach i czatują. - zaśmiał się wesoło.
- Idą tutaj. - kobieta oświadczyła z uśmiechem.
- Trochę się denerwuję. - wyszeptałam do ucha Zaynowi.
- Widzę kochanie. - odpowiedział szeptem i musnął moje usta.
- Zayn! - usłyszeliśmy nagle wesoły głos jakiejś dziewczynki. To spowodowało, że odsunęliśmy się od siebie na bezpieczną odległość. W progu kuchni stały dwie dziewczynki. Jedna na oko miała góra 10 lat, a druga z jakieś 14. - Nie mogłam się doczekać, aż przyjedziesz! - wykrzyczała młodsza i rzuciła się w ramiona swojego brata.
- Ja też tęskniłem łobuzie. Byłaś grzeczna jak mnie nie było? - zaśmiał się kucając przed nią.
- Nie. - odparła w jej imieniu ta starsza, która również podeszła do Zayna. - Fajnie, że jesteś. - powiedziała po czym go przytuliła.
- Wiem. - zachichotał, po czym spojrzał na mnie. Stałam w bezruchu obserwując z boku tę całą sytuację.
- To jest April. - zwrócił się do swoich sióstr. - Moja dziewczyna.
- Cześć. - powiedziała starsza i wyciągnęła dłoń w moją stronę.
- Hej. Cieszę się że w końcu mogę was poznać. Ty pewnie jesteś Waliyha. - uśmiechnęłam się serdecznie.
- Zayn nam sporo o tobie opowiadał. - odezwała się młodsza. - Jestem Safaa. - powiedziała po czym mnie przytuliła.
- Same pozytywne rzeczy ma się rozumieć. - wtrącił się Zayn.
- Raz skłamałeś. - spojrzała na niego Waliyha.
- Kiedy? - zdziwił się Malik.
- Nie mówiłeś, że jest aż taka ładna. - spojrzała na mnie z uśmiechem.
- No właśnie! - wtrąciła się Safaa.
- April dzisiaj jest wyjątkowo straszną niemową. Zwykle buzia się jej nie zamyka. - spojrzał na mnie kątem oka.
- Zayn cicho. - skarciłam go gniewnym spojrzeniem.
- A może nie? Zawsze jesteś gadułą. - pocałował mój policzek.
- I kto to mówi? - zapytałam.
- No właśnie! - zaśmiała się najmłodsza z jego sióstr.
- On tylko udaje takiego spokojnego, a jak przyjdzie co do czego to plecie coś trzy po trzy jak najęty i myśli, że ktoś go słucha.- zaśmiała się Waliyha.
- Żebyś wiedziała. - zachichotałam.
                    Poczułam, że atmosfera zaczęła się rozluźniać. Jego siostry są na prawdę bardzo sympatyczne i zakręcone. Nie da się ich nie polubić. Myślę, że jestem w stanie znaleźć z nimi wiele wspólnych tematów. Dzisiaj nasz przyjazd do Bradford był ogromnym wydarzeniem. Pani Fitzroy przygotowała specjalnie z powodu naszego przyjazdu specjalną, rodzinną kolację, podczas której przez cały czas wszyscy się wręcz przekrzykiwali, aby dojść do głosu, było pełno śmiechu, zabawy, starych wspomnieć z czasów dzieciństwa Zayna. Oboje bawiliśmy się świetnie. Mam wrażenie, że jego rodzina już zdążyła mnie zaakceptować. Czuję się bardzo dobrze i swobodnie w ich towarzystwie. Po kolacji Zayn miał niespodziewanych gości, a mianowicie jego znajomych z tego całego "gangu". Pamiętam ich dobrze, z jednej z dyskotek, kiedy to wszyscy obserwowali każdy mój ruch. Zapewne na zlecenie Malika. Jak się okazało nie są aż tacy straszni, jak mi się to wydawało rok temu. Nie mieliśmy ani pięciu minut świętego spokoju. Nawet nie zdążyliśmy zajrzeć do pokoju, żeby się rozpakować.
- Kochanie, wziąłeś walizki z bagażnika? - zapytałam, kiedy szliśmy korytarzem w stronę drzwi do jego pokoju.
- Zapomniałem. - odruchowo palnął się w czoło. - Otwórz pokój skarbie, za moment wrócę. - oznajmił wręczając mi klucze.
                   Kiedy przekręciłam zamek w drzwiach i nacisnęłam klamkę, poczułam na ciele tyle dreszczy. Weszłam wolnym, ostrożnym krokiem do środka, zapaliłam światło i zaciągnęłam się mocno zapachem Zayna unoszącym się między tymi czterema ścianami. Rozejrzałam się dookoła. Rozpoznałam każdy szczegół tego pokoju. Począwszy na łóżku, a skończywszy na lampie wiszącej pod sufitem. Tyle się tutaj działo. Z zamyślenia wyrwał mnie huk opadających na podłogę walizek. Zayn jak zwykle zrobił wielkie wejście. Odwróciłam się za siebie i zobaczyłam, jak zamyka za sobą drzwi.
- O czym myślisz? - zapytał skradając się za moje plecy obejmując mnie ostrożnie w pasie.
- O tym jak mocno cię kocham. - wyszeptałam.
- Ja też cię kocham. - oparł podbródek na moim ramieniu.
- Dziwnie się tutaj czuję. - wyszeptałam gładząc go po dłoni, która była szczelnie przytwierdzona do mojego brzucha.
- Dlaczego? - zapytał.
- Nie wiem. Chyba zbyt wiele kobiet wchodziło i wychodziło przez te drzwi przede mną. - odparłam.
- No właśnie. One wchodziły i wychodziły, a ty zostaniesz przy mnie na zawsze. - zaśmiał się słodko i przygryzł płatek mojego ucha.
- Muszę się wykąpać. - oznajmiłam.
- Mogę iść z tobą? - zamruczał do mojego ucha.
- Nie. - pocałowałam jego usta.
- Dlaczego? - na jego twarzy pojawiła się błagalna minka szczeniaczka.
- Ty się zajmij rozpakowywaniem. - zaśmiałam się wesoło i podeszłam do walizki z której wyjęłam moją kosmetyczkę i udałam się do łazienki.
                   Po piętnastu minutach byłam już wykąpana. Założyłam na siebie piżamę i wróciłam do pokoju.
- Cześć. - usłyszałam wesoły głosik Safaay.
- Hej. - uśmiechnęłam się do niej i usiadłam przy Zaynie oraz jego siostrach, które postanowiły nas odwiedzić przed snem.
- Przyniosłyśmy wam truskawki. - odezwała się starsza z dziewcząt.
- Uwielbiam je. - zaśmiałam się wesoło. - Masz śliczne włosy. - zwróciłam się do młodszej z sióstr i zaczęłam robić jej warkocza.
- April uwielbia bawić się włosami. - skomentował to Zayn.
- Wcale że nie. - odparłam śmiejąc się.
- Dobra młode... wypad. Musimy iść już spać. - zwrócił się do sióstr.
- Już? - zapytała ze smutkiem Safaa.
- Jutro też jest dzień. - odparł Malik.
- To pa. - przytuliła mnie Safaa, a po niej ten sam gest powtórzyła Waliyha.
                     Kiedy dziewczyny wyszły, Zayn poszedł się wykąpać, a ja opadłam zmęczona na łóżko. Na nowo zaczęłam rozmyślać o minionych wakacjach. Na nowo zaczęłam żałować, że nie zagraliśmy w otwarte karty ujawniając naszych prawdziwych uczuć. Przez to straciliśmy rok życia. Kiedy Zayn wrócił z łazienki, myśląc, że śpię zgasił światło w pokoju i zajął miejsce na łóżku obok mnie obejmując mnie ramieniem. Czułam jego gorący oddech na szyi.
- Zayn ja jeszcze nie śpię. - wyszeptałam splatając nasze palce.
- Cieszę się. - zaśmiał się i zaczął mnie całować. - Musimy w końcu zrobić w tym łóżku to, z czym zwlekaliśmy w zeszłe wakacje. - dodał i wsunął dłoń po materiał mojej bluzki.
- Kochanie, mam pytanie... - zaczęłam.
- Jakie? - zapytał patrząc głęboko w moje oczy.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś wtedy, że mnie kochasz.
- Powiedziałem. Dokładnie w tym pokoju, na tym łóżku. - odparł.
- Jak to? - zaciekawiłam się.
- To było w tę noc kiedy rozstałaś się z Billem. - wyjaśnił.
- Mówiłeś, że do niczego nie doszło.
- Bo nie doszło. Zapytałaś tylko, czy cię kocham, a ja powiedziałem, że tak.
- Na prawdę? - ucieszyłam się.
- Tak, ale gdy zapytałem, czy ty też mnie kochasz, to zasnęłaś. - roześmiał się.
- O rany... - skryłam twarz w dłonie. - Jaki wstyd. - zachichotałam.
- Większy był wtedy, kiedy powiedziałaś tamtego wieczora, że na mnie lecisz.
- Dlaczego dopiero teraz mi o tym mówisz? - pogładziłam jego policzek.
- Dlatego, że wątpiłem rok temu, że chciałabyś usłyszeć, że błagałaś faceta, którego rzekomo nienawidziłaś, aby cię pocałował. - ponownie się zaśmiał.
- Pocałowałeś mnie?
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo i tak byś nic z tego nie pamiętała. - pocałował moje usta. Właśnie miałam oddać jego pocałunek, ale właśnie ktoś zapukał na drzwi.
- Kogo do cholery niesie tutaj o północy? - zapytał podirytowany.
- Otwórz. Może to twoja mama. - odezwałam się, a Zayn niechętnie wstał z łóżka i podszedł pod drzwi, które następnie otworzył.
- Tak? - zapytał.
- Pamiętasz mnie jeszcze? - odezwała się jakaś kobieta stojąca w drzwiach. Nie dała nawet Zaynowi odpowiedzieć, bo z miejsca wpiła się w jego usta.

PS. Next = 8 komentarzy :D
Przypominam o ankiecie dotyczącej następnego ff. Pamiętajcie, że to wy decydujecie o kim napiszę kolejne opowiadanie. 

niedziela, 16 lutego 2014

Nominacja do Liebster Awards

Bardzo dziękuję za nominację, którą otrzymałam od http://imagine1d-nelly.blogspot.com/
Jest to już moja druga nominacja, której się nie spodziewałam :) Dziękuję jeszcze raz xx.


PYTANIA:

1. Jak masz na imię? 
Mam na imię Agnieszka, ale znajomi mówią na mnie po prostu Aga.

2. Wolisz czytać, czy oglądać filmy?
Zdecydowanie wolę filmy.

3. Shippujesz jakąś parę z One Direction?
Nie.

4. Masz ulubioną piosenkę 1D? 
Chyba nie... ale muszę przyznać, że WMYB jest szczególna, bo to właśnie dzięki niej zainteresowałam się One Direction, a potem stałam się Directionerką.

5. Dlaczego blog który stworzyłaś jest akurat o nich?
Są moimi idolami, a nawet kimś więcej, więc to chyba była główna motywacja.

6. Skąd czerpiesz inspirację do bloga?
Nie mam zielonego pojęcia. Po prostu siadam i piszę co mi wpadnie do głowy. Niekiedy nawet dla mnie samej jest zaskoczeniem to co będzie w kolejnym rozdziale :). Sądzę jednak, że licznik odwiedzin, pozytywne komentarze moich najdroższych czytelników oraz DM na Twitterze zachęcają mnie do pisania.

7. Jaki gatunek muzyki jest twoim ulubionym?
Kiedyś był nim rock, a na chwilę obecną w sensie od 3 lat) słucham wszystkiego po trochu.

8. Jakie jest twoje hobby?
Pisanie własnych tekstów, gra na gitarze (w zasadzie to dopiero zaczynam), śpiewanie, malowanie, nauka angielskiego.

9. Ile czasu zajmuje ci pisanie jednego rozdziału? 
Przeważnie kilka godzin.

10. Co myślisz o "hejterach"? 
Są idiotyczni. To infantylne i niepoważne hejtować kogoś o kim nie ma się bladego pojęcia? Rozumiem, mogą za kimś nie przepadać, bo mają do tego prawo, ale bezsensowne hejtowanie, wymyślanie jakiś głupich, naciągniętych historyjek oraz obrażanie innych jest żałosne. Nie lubię, kiedy ktoś na kogoś najeżdża bezpodstawnie.

11. Dokończ zdanie: Gdyby miało nie być jutra...
Miałabym z głowy naukę na sprawdzian :)


BLOGI NOMINOWANE PRZEZE MNIE:

1. http://directionersarebeautiful.blogspot.com/
2. http://my-love-is-mylife.blogspot.com/
3. http://other-harrystyles.blogspot.com/
4. http://story-of-magic-lovee.blogspot.com/
5. http://workhard-partyharder-with-you.blogspot.com/
6. http://london-live-love.blogspot.com/
7. http://i-need-a-tough-lover.blogspot.com/
8. http://love-change-your-life-1d.blogspot.com/
9. http://one-direction-my-live.blogspot.com/
10. http://dont-let-me-dont-let-me-go.blogspot.com/
11. http://milosc-nie-dla-mnie.blogspot.com/


MOJE PYTANIA:

1. Jak długo już jesteś Directionerką? 
2. Ile masz lat?
3. Z którym z chłopaków z 1D chcesz umówić się na randkę?
4. Jaki kolor wywołuje u Ciebie pozytywne emocje?
5. Który cytat chłopaków z 1D wywołuje u Ciebie napad śmiechu?
6. Czym się interesujesz?
7. Kogo jeszcze poza One Direction słuchasz?
8. Lubisz marchewki? 
9. Wierzysz w Larrego?
10. Jakie jest Twoje motto?
11. Gdzie chcesz mieszkać za 20 lat?