GRY
trwa inicjalizacja, prosze czekac...

czwartek, 6 lutego 2014

Rozdział XII




                   Podobno przeprowadzka do dużego, zupełnie obcego miasta, oddalonego setki, a nawet tysiące kilometrów od domu, bez żadnych konkretnych celów czy założeń, zmienia ludzi. Coś w tym musi być. Odkąd przyjechałam do Londynu, widzę świat w innych barwach. To, co dawniej wydawało mi się ważne, zeszło na boczny tor. Na podium natomiast stanęła zabawa i próba zamaskowania wspomnień o chłopaku, którego imię wciąż odbija się echem w mojej głowie. Wszyscy myślą, że jestem tu teraz, tylko i wyłącznie po to, żeby studiować i zarobić parę groszy. To nie do końca prawda... Przede wszystkim, znalazłam się tu, żeby zacząć nowe życie. Robić rzeczy, których wcześniej nie odważyłabym się robić oraz podrasować moją wytrwałość. Brzmi głupio? Możliwe. Jednak, czego człowiek nie zrobi, żeby wyrzucić z głowy niezręczne myśli, które nie pozwalają nam ruszyć na przód? Miałam dość zadręczania samej siebie pytaniami typu: "A co by było gdyby... gdybym pozwoliła się mu do siebie zbliżyć?". Przyjechałam do Londynu początkiem sierpnia. Zatrzymałam się w przestronnym mieszkaniu mojej starej znajomej, jeszcze ze szkolnych lat.  Załatwiłam formalności związane z przyjęciem na studia na jednej z pobliskich uczelni oraz znalazłam pracę. Miałam wolne weekendy oraz elastyczne godziny pracy, które mogłam dostosować do wykładów na uczelni. Moim szefem był wujek mojej współlokatorki, którego już miałam okazję poznać, jeszcze będąc dzieckiem. Doszłam do wniosku, że najwyższy czas zacząć żyć. Najwyższy czas otworzyć swoje serce dla nowego mężczyzny. Wczoraj na uczelni widziałam nieziemsko przystojnego blondyna o szmaragdowych oczach. Take połączenie się rzadko zdarza. Był na prawdę pociągający. Obiecałam sobie, że choćby nie wiem co, to spróbuję...
                    Studia nie wydają się być aż takie złe. To jeden z z etapów "dorosłości"... przynajmniej tak można to sobie tłumaczyć. Jak na razie nie jest źle. Nie mam zamiaru stać na drugim planie. Nie tym razem. Zmieniłam się dzięki NIEMU. Zrozumiałam, że muszę walczyć o swoje, bo inaczej WSZYSTKO stracę. Wczoraj większość ludzi mogło posmakować mojego gniewnego, zarozumiałego spojrzenia, które miało im dać do zrozumienia, że nie mają do czynienia z infantylną blondynką, tylko laską, która nie ma zamiaru ustępować pod żadnym pozorem.
                     Szłam dumnie korytarzem mierząc wzrokiem ludzi, którzy powinni wiedzieć, że nie dam się złamać. Na dobrą sprawę, nic mi nie zrobili, nawet nie wiem kim są. Zwyczajnie... uznałam, że powinnam ich ostrzec, że od niedawna jestem twarda. Czułam na sobie spojrzenia męskiej części zatłoczonego korytarza. Stałam się pewna siebie. To chyba dobrze?

Piosenka ♥

                   Ukradkiem, niby od niechcenia wypatrywałam w tłumie twarzy tajemniczego blondyna. Jest. Udało się. Zauważyłam go. Stał sam, oparty o parapet i zaczytany w swoje notatki z wczorajszego wykładu. Uznałam, że to doskonała okazja, żeby zagadać. Przystanęłam przy jakiś drzwiach, wzięłam głęboki wdech i już miałam ruszać w jego stronę, kiedy czyjeś silne ramiona wepchnęły mnie sprawnie i szybko przez owe drzwi do ciemnego pomieszczenia, jakim był składzik woźnego.

- Co jest do cholery?! - wykrzyczałam próbując się wyrwać. Dokoła panowały egipskie ciemności.
- Nie krzycz kochanie - usłyszałam dziwnie znajomy szept, który przyprawił mnie o przyjemną gęsią skórkę.
- Kochanie?! Wypuść mnie, bo jak nie to...
- To co? - zapytał owy głos. Nad nami rozbłysnęło się światło energooszczędnej żarówki. Teraz byłam w stanie dostrzec twarz tej osoby. Moje ciało przeszły miliardy raz lodowatych, a raz parzących dreszczy. Zakręciło mi się w głowie, a słowa ugrzęzły na dobre w gardle. "Ja śnię." - wyszeptałam do samej siebie po polsku.
- Nie mam pojęcia co to znaczy, ale mam nadzieję, że chciałaś przez to powiedzieć, że cieszysz się na mój widok. - zaśmiał się melodyjnie i przejechał dłonią wzdłuż mojego policzka.
- Zayn? - zapytałam, aby się upewnić. Strasznie się zmienił. Stracił na wadze, jego piękną twarz pokrył zarost, a ciało nowe tatuaże. - Zayn! - krzyknęłam i tracąc nad sobą kontrolę wpadłam w jego ramiona.
- Nawet nie wiesz jak bardzo tęskniłem. - uszczelnił nasz uścisk i pogładził mnie po włosach.
- Myślałam, że ...
- Że? - zapytał śmiejąc się wesoło.
- Nic, nieważne. - odparłam. Chciałam powiedzieć "Myślałam, że się już nie spotkamy", ale to wydało mi się głupie. Pięć minut temu byłam twarda, a teraz ponownie walczę, ze łzami gromadzącymi się w kącikach moich oczu. - Co ty tu robisz? - zapytałam nagle.
- Studiuję to co ty. Widziałem cię już wczoraj, ale zmyłaś się tak szybko, że nie zdążyłem cię złapać. - wyjaśnił.
- Zawsze lubiłeś dwuznaczne sytuacje, prawda? - roześmiałam się.
- Co masz na myśli? - zapytał nadal gładząc moje włosy.
- Ciasny składzik na miotły, zamiast spokojnej rozmowy na korytarzu... - wyjaśniłam. - Wiesz co oni sobie o nas musieli pomyśleć? - zapytałam.
- Pewnie, że uprawiamy dziki seks. - uniósł brew, a na jego twarzy pojawił się szelmowki uśmiech.
- Nie dbam o to. - wzruszyłam ramionami.
- O dziki seks? - przygryzł dolną wargę.
- Nie... o to, co sobie ktoś pomyśli. - pogładziłam jego zarośnięty policzek. Zarost przyjemnie podrapał moją dłoń.
- A Ty... co ty tu robisz? - zapytał nagle. - Co z ASP? - dodał po chwili.
-Zrezygnowałam. - odparłam. - Chodź, bo wykład się za moment zacznie. - chwyciłam jego dłoń i wyszliśmy oboje z ciasnego pomieszczenia.
- Pamiętaj, że siedzisz obok mnie. - wyszeptał do mojego ucha.
-  Innej opcji nawet nie biorę pod uwagę. - ścisnęłam mocniej jego dłoń, aby go o tym przekonać.

                     Oboje z Malikiem zajęliśmy dwa, przypadkowe miejsca. Usiedliśmy oboje obok jakiejś brunetki, która non stop na niego zerkała ukradkiem.
- Notujesz to? - zapytałam w trakcie wykładu.
- Po co? - zapytał.
- Może się przydać. - odparłam spisując w zeszycie słowa profesora.
- Od czego mam ciebie? - zapytał nagle kładąc dłoń na moim kolanie. Poczułam falę gorąca oblewającą moje ciało. - Pożyczysz mi swoje notatki w razie czego? Bo ja mam same bazgroły, których potem nie będę w stanie rozszyfrować. - uśmiechnął się słodko.
- Chętnie skarbie, ale ja piszę wszystko po polsku. - wzruszyłam ramionami. - Ale zawsze się coś wymyśli. - przygryzłam dolną wargę ponownie przystępując do notowania.
- Wspólna nauka? - wymruczał.
- Mhm.. - uśmiechnęłam się delikatnie.
- Zayn, ja Ci zawsze mogę pożyczyć notatek i.. możemy się też razem pouczyć. - odezwała się nagle owa brunetka, która jak się okazało, zna już się z Mulatem. Przyznam, że mnie zirytowała. Spojrzałam ukradkiem na Zayna, który dobierał w głowie właściwe słowa.
- Hej mała, mogłabyś się szanownie nie wtrącać do rozmowy, która nie dotyczy ciebie? - wyskoczyłam ni stąd ni zowąd mierząc ją wzrokiem. - Podsłuchiwanie nie sprawi, że staniesz się fajna. - dodałam ze "słodkim" uśmieszkiem. Zayn otworzył usta ze zdziwienia.
- Masz jakiś problem? - zapytała.
- Mam. Twoja cięta riposta jest równie powalająca jak twoja subtelność i urok osobisty - parsknęłam pustym śmiechem.
- Zayn, jak możesz gadać z taką jak ona? - zwróciła się do zaskoczonego naszą wymianą zdań chłopaka.
- Jeśli ci się coś nie podoba, to wyjdź. Nie mam zamiaru cię powstrzymywać. - odparłam posyłając jej zabójcze spojrzenie i splotłam palce moje i Zayna, co się mu najwyraźniej spodobało.
- Uwielbiam cię. - usłyszałam z jego ust, na co kąciki moich ust uniosły się na znak triumfu.
- Proszę państwa! - podniósł nagle ton głosu wykładowca - Grupy do projektu zostaną powieszone na tablicy informacyjnej, jednak pozwolę sobie jeszcze przytoczyć odpowiednio nazwiska osób przydzielonych do danego projektu. Podkreślam, że przyporządkowanie w grupy odbywało się w sposób losowy. Grupa pierwsza: Williams, Kendall, Mendola, Smith. Grupa druga: Marcy, Listing, Scott, Adams. Grupa trzecia: Taylor, Brown, Fisher, Gillis. Grupa czwarta: Evans, Valentine, Schwarz, Malik. - kiedy usłyszałam nasze nazwiska spojrzałam na Zayna porozumiewawczo. - Tematem każdej z prac jest: "Ludzkość u progu XXI wieku - moje spojrzenie na współczesność." Termin składania prac upływa za trzy dni. Należy się sprężyć. - powiedział i opuścił salę, co miało sugerować koniec na dzisiaj.
- Projekt? - zapytałam bez przekonania.
- Damy radę. - objął mnie ramieniem.
- Znasz tamte dwie osoby  którymi mamy współpracować? - zapytałam.
- Ze mną współpracujecie. - odezwała się ta sama brunetka.
- Zapowiada się ciekawie. - uniosłam lewą brew i uśmiechnęłam się cwaniacko. Niech no się tylko zbliży do Zayna...
- Cześć. Jestem Lucas. - powiedział ktoś stojący za moimi plecami.
- Siema. - kiwnął głową Mulat. Odwróciłam się za siebie i doznałam szoku. Był to nie kto inny, jak ten blondyn, który tak bardzo mnie kręcił.
- Hej. Jestem April. - odparłam natychmiast. - Miło cię poznać. - podałam mu dłoń, a on ją pocałował.
- Mnie również. - odparł z uśmiechem, co z ironią skomentował Zayn swoim ziewnięciem.
- Musimy się zastanowić kiedy i gdzie zabrać się za projekt. - zaczęłam.
- U mnie się nie da. - westchnął Lucas.
- U mnie też nie. Mój współlokator ma dzisiaj spotkanie biznesowe u siebie w mieszkaniu. - odezwał się Zayn.
- Hmmm.. a co z tobą? - spojrzałam z niechęcią na dziewczynę, która mnie lustrowała.
- Mieszkam w hotelu jak na razie. Ale zawsze możecie wpaść. - chwyciła Zayna pod ramię.
- Hotel w twoim przypadku jest zdecydowanie strzałem w dziesiątkę, jeśli wie o czym mówię. - posłałam jej jednoznaczny uśmiech.
- To może u ciebie? - zapytał Lucas. - Co ty na to? - objął mnie ramieniem.
- Może być. Moja współlokatorka wraca dopiero jutro, więc nie wiedzę żadnych przeszkód.
- To świetnie. - uśmiechnął się do mnie szeroko blondyn. - Podaj adres.
- Parker Street 23, nieopodal Parlamentu. Spokojnie traficie. - uśmiechnęłam się do niego.
- Okay, w takim razie do zobaczenia o... 18? Odpowiada ci?
- Tak. W sam raz. - kiwnęłam twierdząco głową.
- To do zobaczenia. - powiedział i odszedł.
- Ja też się już będę zbierać. - rzuciłam.
- Nie, poczekaj. - Zayn wyrwał się z uścisku tamtej flondry. - Dasz się zaprosić na gorącą czekoladę? Myślę, że mamy sobie sporo do powiedzenia...
- Nie mogłabym odmówić. - przygryzłam dolną wargę.
- Aaa... Wpadnij o 18! - zwrócił się do brunetki, która się nam przyglądała, po czym objął mnie w pasie i oboje ruszyliśmy w stronę wyjścia z sali.

Piosenka ♥

                  Przemierzaliśmy korytarz uczelni w milczeniu, kiedy już znaleźliśmy się na zewnątrz, z daleka dostrzegłam samochód Malika.
- Nie wierzę. Nadal go masz? - zapytałam śmieją się na samą myśl o naszej ostatniej przejażdżce tym gruchotem.
- Kocham tą małą. - powiedział również się śmiejąc. - Pamiętasz, jak nas złapała ulewa...?
- Pamiętam! Musieliśmy przenocować w hotelu. - zachichotałam.
- Noooo i zapomniałaś oczywiście dodać, że mój widok w opiętych, przemoczonych ciuchach cię podniecił do granic możliwości.
- Chciałbyś. - szturchnęłam go łokciem i wskoczyłam na przednie siedzenie.
- Znam świetną kawiarnię. - oznajmił i odpalił silnik kabrioletu.
                       Po jakiś 10 minutach przemieszczania się zakorkowaną ulicą znaleźliśmy się pod kawiarnią, o której wspomniał przedtem Zayn. Wysiedliśmy oboje z samochodu i udaliśmy się w stronę drwi wejściowych, w których Mulat mnie przepuścił. Zajęliśmy najlepsze miejsce w rogu sali, tuż przy oknie, gdzie nikt nam nie będzie przeszkadzać. Oczywiście, zanim usiadłam, chłopak odsunął mi krzesło, po czym je zasunął i usiadł naprzeciwko mnie.
- Jesteś taka piękna. - powiedział wpatrując się we mnie, co wywołało rumieńce na moich bladych policzkach.
- Nie zawstydzaj mnie. - odparłam przykładając dłonie do polików, aby zamaskować ich niezręczną czerwień.
- Lubię twoje rumieńce. Są sexy. - uśmiechnął się delikatnie i przywarł swoimi aksamitnymi dłońmi do moich dłoni i umieścił je na stoliku łącząc je w uścisku. Czerwień mojej twarzy była teraz widoczna w całej okazałości.
- Zmieniłeś się... - stwierdziłam.
- Co takiego się we mnie zmieniło? - zapytał.
- Z wyjątkiem oczu i uśmiechu... to wszystko. - uśmiechnęłam się delikatnie.
- Ty też wyglądasz zupełnie inaczej. - odwzajemnił moją mimikę. - Jesteś blondynką, zrobiłaś się... zadziorna.
- Faceci lubią blondynki. - odparłam. - Nie prawda. Jestem miła, jeśli mnie ktoś nie wkurzy. - sprostowałam.
- Przekonałem się  tym wielokrotnie. - zaśmiał się.
- Co robiłeś przez ten rok? - zapytałam, chcąc cokolwiek zrozumieć.
- Nic. Dosłownie nic. - odparł. - A ty?
- Ja też nic. - uśmiechnęłam się mimowolnie. Co miałam niby odpowiedzieć? Że beczałam jak nienormalna z tęsknoty? Że każdego dnia o nim myślałam? Że czekałam na jakikolwiek znak z jego strony? Jeszcze czego?!
- Co podać? - zapytał kelner, który podszedł do naszego stolika.
- Dwa razy gorącą czekoladę z podwójną bitą śmietaną. - zamówił Malik.
- Do 5 minut będzie gotowa. - oznajmił i zniknął.


***Zayn***

                       Zobaczyłem ją rano i w mojej głowie narodził się bezmyślny pomysł... szybka akcja... wepchnięcie jej do schowka na miotły. Mało romantyczne, prawda? No cóż, wyszedłem z wprawy. Bałem się stanąć z nią twarzą w twarz. Nie wiedziałem jak zareaguje na mój widok, co powie, co zrobi, czy nie da mi w twarz na dzień dobry. Nie dała. Wręcz przeciwnie, wpadła w moje ramiona. Na nowo poczułem jej zapach, dotyk na skórze, poczułem pod opuszkami palców jej delikatne włosy. Poczułem, że żyję. Uświadomiłem sobie w tamtym momencie, jak bardzo tak na prawdę za nią tęskniłem. Może jestem naiwny, ale wierzę, że to nie przypadek, że jesteśmy tutaj oboje. To przeznaczenie. Musimy być razem. Nie zrezygnuję z niej. Może się wzbraniać ile tylko chce. Ja dam z siebie wszystko, żeby jej udowodnić, że ją kocham i że myślę o niej całkiem poważnie. Ona tym razem nie odejdzie, ani ja nie odejdę. Nie puszczę jej nigdzie beze mnie.
                       Jest o mnie zazdrosna. To oczywiste. Inaczej nie "zgnoiłaby" tej całej Emily. Moje kochanie... tęskniła za mną. Zależy jej! ZALEŻY JEJ!!! Ja to wiem. To się czuje. Nie podoba mi się ten cały chłopak. Lucas... co to w ogóle za imię? Jak z taniego komiksu. Jeżeli wydaje się mu, że pozwolę się mu do niej zbliżyć, to jest kretynem.
                      Ach... jaka ona jest piękna. Jej spojrzenie, sposób w jaki przygryza wargę, słodki uśmiech, sposób w jaki się śmieje, jej dołeczek w lewym policzku... Wszystko takie perfekcyjne. Ciężko jest mi się przyzwyczaić do jej nowego koloru włosów. Chyba wolałem stary, jednak w tym jest równie piękna. Zawstydziłem ją. Dobrze, taki własnie miałem plan. Nie chcę, żeby jacyś obcy ludzie robili z nami projekt. Sami damy sobie doskonale poradzimy. Mamy wiele do nadrobienia. Gdyby tylko wiedziała, co ja przeżywałem przez ostatni rok, od dnia jej wyjazdu, aż do momentu przyjazdu tutaj....
Nie zaprosiłem jej ot tak na czekoladę. Zaplanowałem ten wypad. Dzisiaj jest szczególny dzień.
Kiedy zauważyłem, że kelner niesie nasze zamówienie, zacząłem nerwowo szukać po kieszeni tego, co tam rano wpakowałem z myślą o niej. Znalazłem. Kelner postawił na naszym stoliku dwa kubki z gorącą czekoladą. Uśmiechnąłem się sam do siebie i wbiłem do jej bitej śmietany unoszącej się na czekoladzie małą, różową świeczkę, którą następnie podpaliłem.



- Dzisiaj jest szczególny dzień. Nie myśl, że zapomniałem. Wszystkiego najlepszego kochanie. Życzę ci, żebyś spełniła swoje najskrytsze marzenia, była szczęśliwa, pełna energii, wad, które tak w tobie uwielbiam oraz, żebyś zawsze miała miejsce w swoim serduszku dla mnie. - powiedziałem trzymając jej dłoń. Na jej twarz wdarł się słodki, speszony, zaskoczony, radosny uśmiech. - Pomyśl życzenie. - wyszeptałem, a ona zamknęła oczy, po czym po kilku sekundach je otworzyła i ostrożnie zgasiła świeczkę.
- Dziękuję, że pamiętałeś. - powiedziała cała w skowronkach.
- Jak mógłbym zapomnieć? Głupio mi tylko, że nie mam dla ciebie nic więcej. - westchnąłem.
- Nie. Jest idealnie. - pochyliła się nad stolikiem i skradła mi całusa w policzek.
- Teraz to ja się zarumienię. - zaśmiałem się melodyjnie.
- Powiesz mi, co cię przywiało do Londynu? - zapytała nagle upijając czekoladę.
- Impuls. Chyba po prostu wyczułem tutaj twoją obecność. - puściłem jej oczko.
                       Rozmawialiśmy tak jeszcze dobrą godzinę, opowiadaliśmy sobie, co się zmieniło w naszym życiu przez ten ostatni rok oraz wspominaliśmy minione wakacje. Wszystko powróciło ze zdwojoną siłą. Miłość, którą czułem nieustannie od dnia pierwszego spotkania, aż do teraz, zaczęła rosnąć w sile.


Piosenka ♥

                       Po pogawędkach w kawiarni udaliśmy się do jej obecnego mieszkania. Było dość przestronne nowoczesne i luksusowe. Podobno należało do jej przyjaciółki.
- Twoją znajomą stać na takie coś? - zapytałem zdejmując katanę, którą następnie odwiesiłem na jednym z wieszaków przy wejściu.
- Jej rodziców. - sprostowała z uśmiechem - Rozgość się. - dodała.
                       April udała się do kuchni, gdzie szukała czegoś słodkiego, aby poczęstować ludzi, którzy za moment mieli się tu zjawić. Uśmiechnąłem się sam do siebie słysząc jak nuci coś pod nosem krzątając się po kuchni.  Gdy przechodziła obok mnie chwyciłem ją zdecydowanym ruchem i przywarłem ją plecami do białej, chłodnej ściany. Nie natrafiłem na żaden opór z jej strony, wręcz przeciwnie, zaśmiała się melodyjnie i pogładziła mnie po karku.
- Nic się nie zmieniłeś. - wyszeptała patrząc w moje oczy.
- To chyba dobrze, bo z tego co pamiętam zawsze lubiłaś, kiedy cię dotykałem. - odparłem wsuwając jedną z dłoni pod materiał jej bluzki.
- Nie przypominam sobie. - wzruszyła ramionami.
- Ale za to ja pamiętam, jak zawsze szukałaś mojego dotyku. - zaśmiałem się cicho.
- To ty mnie zawsze obłapiałeś kochanie, więc nie musiałam go szukać. - rzuciła i odepchnęła mnie od siebie ruszając w stronę drzwi, na które właśnie ktoś pukał.
Oparłem się o blat kuchenny i głośno westchnąłem chcąc dojść do siebie.
- Cześć. Świetnie, że już jesteś. - usłyszałem jak się z kimś wita.
- Jest ktoś jeszcze, czy będziemy mieć chwilkę dla siebie, żeby się lepiej poznać? - dobiegł mnie męski głos. To był ten cały Lucas. "Ja ci dam gnoju się z nią lepiej poznać!" pomyślałem.
- Jest Zayn. - odparła.
- Twój chłopak? - zapytał chcą się zapewne upewnić.
- Nie, nie mam chłopaka. Zayn to tylko stary znajomy. Nic więcej. - odparła zapraszając go w głąb mieszkania.
                       Znajomy? Znajomy?! Do cholery! Jestem tylko jakimś tam znajomym?! Nie chciałem tego słyszeć. Te słowa mnie zabolały. Poczułem się... odepchnięty i bez znaczenia. Jak to możliwe, że ona nie pamięta ile nas kiedyś łączyło i ile jeszcze nas łączy? Przecież... Zawiodłem się na niej.
Siedząc z nimi w salonie, bacznie obserwowałem ich flirt. Gdyby mnie tu nie było, pewnie już teraz wylądowaliby w sypialni. Podobnie było z Billem. Była wtedy gotowa iść na całość. Kto wie, czy tego nie zrobiła? Szmata!
W mieszkaniu rozległo się ponowne pukanie do drzwi.
- Pójdę otworzyć. - rzuciła April i ruszyła w stronę drzwi wejściowych. Ja podążyłem za nią.
- Hej. - powiedziała stojąca za nimi Emily.
- Wchodź. - rzuciła od niechcenia blondynka.
- Jakaś ty miła. - przekręciła oczami brunetka i przywitała się ze mną.
- Dzięki. - April zaśmiała się szyderczo i wróciła do swojego blondyna.
- To zabieramy się za ten projekt? - zapytałem opierając się bokiem o ścianę.
- Ok. To jaki mieliśmy temat? - zapytała Emily.
- Trzeba było słuchać profesora, a nie cudzych rozmów. - zgasiła ją blondynka.
- Możesz w końcu dać jej spokój?! - wkurzyłem się i zwróciłem jej uwagę. Nie spodobało się to April, gdyż obdarowała mnie złowrogim spojrzeniem.
- Dziękuję słodziaku. - odezwała się Emily i pocałowała mój policzek. April zmierzyła nas oboje wzrokiem, była wściekła.
- To robimy ten projekt, czy nie? - zapytała nagle opierając głowę na ramieniu Lucasa, a ten ją objął. Zaraz... kto mu pozwolił objąć MOJĄ dziewczynę?
- Tematem było "Ludzkość w XXI wieku - moje spojrzenie na współczesność." - wtrącił się blondyn.
- Powinniśmy to pisać ogólnie... czy każdy w swoim imieniu?
 - Dobra, ja bym to widział tak, że...
- Nie pytałem cię, jakbyś ty to widział. - syknąłem.
- Daj mu skończyć Zayn! - zirytowała się April.
- Podzielmy się. Ja będę z April, a wy razem i w parach coś napiszemy, a potem skleimy w całość. - zaproponował.
- Mi odpowiada! - wyskoczyła Emily.
- W to nie wątpię. - odezwała się ponownie April unosząc brew. Pociągnęła Lucasa za sobą w stonę jakiegoś pokoju. Oczywiście, nie zapomniała zamknąć drzwi za sobą, a ja zamiast skupiać się nad projektem, zastanawiałem się, co dzieje się za ścianą. Po około godzinie wyszli oboje z pokoju z jakimiś zapisami.



- Macie już coś? - zapytała blondynka patrząc na mnie.
- Mamy. - oznajmiłem. - A wy?
- My już chyba skończyliśmy swoją część. - odparła.
- To świetnie. - uśmiechnąłem się do niej, jednak ona to zignorowała. Była nadal zła.
- To może złóżmy to do kupy? - zaproponowała Emily.
- Wow! Że nikt na to jeszcze nie wpadł. - odparła April z wyczuwalnym sarkazmem przewracając przy tym oczami.
                      Po chwili usiedliśmy wszyscy razem przy niskiej ławie w salonie i przedstawiliśmy nasze materiały, które udało nam się zgromadzić. Wybraliśmy z nich najcenniejsze informacje i ostatecznie skończyliśmy projekt zamieszczając w nim treściwe, przejrzyste i adekwatne do tematu pracy informacje. Emily niechętnie opuściła mieszkanie April. Proponowała mi, żebyśmy jeszcze gdzieś razem poszli, tylko we dwoje, jednak zmuszony byłem odmówić. Nie zostawię razem April i Lucasa. Tylko ja mam prawo z nią przebywać sam na sam. Jest naiwny skoro uważa, że tak zwyczajnie dam mu się do niej zbliżyć. Jeszcze czego? Wygląda na to, że romantyczne uniesienia z April w roli głównej ominą go dzisiejszego wieczora. Chłopak zmył się półgodziny po Emily zostawiając April swój numer telefonu i tym samym prosząc o numer do niej. Obiecała, że do niego napisze. Po co?


***April***

Piosenka ♥

                    Ucieszyłam się, kiedy Emily oraz Lucas wyszli. Ta laska działa mi na nerwy jak mało kto, a Zayn jeszcze bierze jej stronę. Mogłam się tego po nim spodziewać. Jak widzi ładną panienkę, to głupieje. Lucas dał mi swój numer. Pochlebia mi to, jednak nie jestem pewna, czy z niego skorzystam, mimo to, że bardzo mi się podoba. Jednak... kogo ja oszukuję? Nie jest Zaynem. Nawet jeśli byłby najseksowniejszym facetem na świecie, to nadal nie byłby Zaynem.
                    Udałam się do mojego pokoju, żeby podłączyć telefon do ładowarki, gdyż był już na wyczerpaniu.
- Po co Ci jego numer? - usłyszałam za sobą głos Malika.
- Może się przydać. - wzruszyłam ramionami.
- Masz zamiar się z nim umówić? - ciągnął temat.
- Niewykluczone. - obdarowałam go spojrzeniem odwracając się przodem do niego.
- Słyszałem waszą rozmowę. - zaznaczył.
- Jaką?
- Nazwałaś mnie zwykłym, starym znajomym. Rok temu byłem przyjacielem. - dodał.
- Tak, ale w ciągu tego roku straciłeś to miano. - odparłam patrząc w jego oczy.
- Dlaczego?
- To się jeszcze pytasz? Przez ponad rok nie byłeś łaskaw do mnie zadzwonić, napisać, czy chociaż zapytać się Matta jak się mam. Kompletnie mnie olałeś, a teraz zjawiasz się tu i oczekujesz, że wszystko będzie tak jak w tamte wakacje?! - wybuchnęłam.
- A nie pomyślałaś o tym, że może nie miałem odwagi się do ciebie odezwać? Że zwyczajnie się bałem co od ciebie usłyszę?! Z resztą ty też miałaś mój numer!
- Dlaczego to niby ja miałam do ciebie pierwsza zadzwonić? - zapytałam. - Chciałam wiedzieć, czy ci na mnie zależy i się dowiedziałam. Codziennie czekałam na chociaż jednego pieprzonego smsa, Zayn!
- I co miałem ci w nim napisać? "Hej tu Zayn. Nie wiem, czy mnie jeszcze pamiętasz, ale chciałem ci powiedzieć że zajebiście za tobą tęsknię bo cię kocham"?!
- Tyle wystarczyłoby, żeby mnie na nowo ściągnąć do Bradford.
- Teraz tak mówisz! - bronił się.
- Zdziwiłbyś się! Nie chciałam wyjeżdżać! Chciałam, żebyś mnie powstrzymał, a ty nie zrobiłeś nic! - Po moich policzkach zaczęły spływać łzy, nad którymi nie miałam żadnej kontroli. - Potraktowałeś mnie jak jedną ze swoich dziwek, a teraz oczekujesz, że nazwę cię swoim przyjacielem.
- Dziewczyno! Straciłem rok życia na zastanawianiu się, czy jesteś szczęśliwa, czy masz kogoś, czy o mnie jeszcze pamiętasz! Nie waż się mówić, że nie zrobiłem nic. Chciałem ci wtedy wszystko powiedzieć, ale nie zdążyłem. - spod jego powiek wypłynęła mała łza, która uprawniła pozostałe, do spłynięcia wzdłuż jego policzków. - Nie nazywaj faceta, który cię kocha całym sercem zwykłym znajomym. - jego głos opadł w sile i zadrżał.
- Kocha? Gdzie byłeś, kiedy ja wypłakiwałam nocami oczy myśląc o tobie?!
- Robiłem to samo...
- Zbyt dużo po tobie wtedy oczekiwałam. Chciałam, żebyś był ze mną szczery i traktował mnie jak kobietę swojego życia, a nie wakacyjny romans, do którego nawet nie doszło! - wykrzyczałam prosto w jego twarz. - Jesteś... - nie pozwolił mi dokończyć, gdyż ujął moją twarz w swoje dłonie i niespodziewanie, namiętnie złączył nasze wargi.


                    Nie mam pojęcia jak długo trwał nasz pocałunek. Odniosłam wrażenie, jakby czas stanął w miejscu. Czułam się jak pod wpływem najlepszego narkotyku. Moje ciało płonęło, a wargi domagały się więcej. Wielokrotnie wyobrażałam sobie moment naszego pocałunku, ale to... przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania. Byłam najszczęśliwszą kobietą na ziemi.
- Nadal jestem tylko zwykłym znajomym? - wyszeptał mając nadal przytwierdzone wargi do moich.
- Nie. - odparłam i musnęłam je czule. - Kocham cię Zayn. - wyznałam, na co on się uśmiechnął i ponownie złączył nasze wargi.
- Od zawsze o tym wiedziałem. - usłyszałam.




                    Było mi tak dobrze. Zachłannie całowałam jego usta, jakby miał to być nasz ostatni pocałunek. Opuszkami palców wdarłam się pod jego bluzkę, którą powoli zaczęłam unosić w górę. Chciałam się jej pozbyć. On zsunął dłonie na mój tyłek i mocno je ścisnął. Pod wpływem jego dotyku jęknęłam prosto w jego usta, co wywołało u niego uśmiech, który poczułam podczas pocałunku. Zerwałam z niego białą podkoszulkę i zaczęłam błądzić dłońmi po jego nagim torsie oraz plecach. Zayn całował moją szyję doprowadzając mnie do przyjemnej gęsiej skórki. Zwinnymi dłońmi odpięłam guzik jego spodni, a on zsunął ramiączka sukienki z moich ramion, przez co opadła do moich kostek. Stałam przed nim w samej bieliźnie. Ostrożnie położył mnie na łóżku schodząc z pocałunkami na dekolt.


- Zayn, ja jeszcze nigdy... - wyszeptałam.
- Boisz się? - zapytał patrząc w moje oczy.
- Nie. - kiwnęłam przecząco głową. - Chcę tego. Chcę ciebie. - dodałam i przysunęłam go bliżej.



 ***Zayn***

                      W końcu wyznałem jej to, z czym kryłem się od ponad roku. Wyobrażałem sobie to inaczej... w nieco bardziej romantycznych warunkach, ale i tak wyszło perfekcyjnie. Perfekcyjnie, bo ona też powiedziała, że mnie kocha. Cieszę się, że odważyłem się jej powiedzieć, a raczej wykrzyczeć, co czuję i pocałować ją. Powinienem był zrobić to już dawno temu. Oszczędziłbym nam obojgu niepotrzebnej rozłąki i cierpień. Kiedy zaczęła błądzić dłońmi po moich plecach, straciłem nad sobą kontrolę. Oboje ją straciliśmy. Sprawiła, że jestem najszczęśliwszym człowiek na ziemi. Kocham ją i w końcu mogę jej to wyznawać aż do znudzenia. Kocham ją!
- Pamiętasz, jak siedzieliśmy kiedyś na dachu i zobaczyliśmy spadająca gwiazdę? - zapytałem gładząc jej ramię. Leżała wtulona we mnie muskając wargami mój tors.
- O czym wtedy pomyślałeś? - zapytała parząc w moje oczy.
- O tym, żebyś dała mi się pocałować. - odparłem. - A ty?
- Żebyś mnie pokochał. - wyznała.
- Stało się. - uśmiechnąłem się szeroko i nachyliłem się nad nią, żeby ją namiętnie pocałować.
- Zayn...  nie mogliśmy tak od razu? - zapytała nagle.
- Jak?- przejechałem dłonią wzdłuż jej nagich pleców co przywołało u niej dreszcz.
- Tak... normalnie... Wiesz... Bez tych wszystkich kłótni i podchodów.
- Chciałem tak, ale mi nie powalałaś. - odparłem.
- Bałam się, że jestem jedną z tamtych dziewczyn z którymi się zadawałeś.
- Nigdy nie byłaś. - zapewniłem ją.
- Teraz już wiem. - uśmiechnęła się słodko i musnęła moje wargi. - Uzależnię się od tego... - westchnęła.
- Od seksu ze mną? - zaśmiałem się.
- Od całowania cię... chociaż od seksu... możliwe. - zachichotała gładząc mój zarośnięty policzek swoją delikatną dłonią.
- Ja ciebie też. - rzekłem bawiąc się jej włosami.
- Co ty mnie też? - zapytała.
- No wiesz... - zamruczałem.
- Nie wiem...
- Kocham cię! - krzyknąłem i chwytając ją mocno w pasie rzuciłem na druga połówkę łóżka i przywarłem ją ciężarem swojego ciała do materaca. Zacząłem ją na nowo całować.
                      Rano przygotowałem jej pyszne śniadanie do łóżka. Zjedliśmy je oboje. Mieliśmy jeszcze jakoś 2 godziny, żeby pojechać na uczelnię. April rozleniwiona wstała z łóżka, zawinęła się prześcieradłem i udała się do łazienki wziąć prysznic i ogarnąć się przed wyjściem. Czekałem na nią chyba godzinę. "Muszę zacząć się do tego przyzwyczajać" - powiedziałem sam do siebie włączając telewizor. Ta myśl wywołała uśmiech na mojej twarzy. Leciała właśnie jakaś telenowela. Nie lubiłem ich, więc zacząłem skakać po wszystkich kanałach. Kiedy znalazłem już coś, co mogłoby mnie zaciekawić, poczułem delikatne dłonie, które znalazły swoje miejsce na moich barkach.
- Jesteś już gotowy? - zapytała aksamitnym głosem i musnęła płatek mojego ucha.
- Tak, ale musimy jeszcze skoczyć do mnie, bo muszę zmienić ciuchy. Dobrze? - zapytałem sadzając ją na swoich kolanach.
- Dobrze. - wyszeptała i wstała ciągnąc mnie za dłoń w stronę wyjścia.
- April?
- Tak? - zapytała wsuwając na nogi szpilki.
- Ile razy w zeszłe wakacje miałaś niegrzeczne myśli ze mną w roli głównej? - zapytałem opierając się o drzwi.
- Jesteś głupi. - przekręciła oczami i roześmiała się.

                       Tak jak zaplanowałem udaliśmy się do mnie, a raczej do Harrego. Drzwi wejściowe były otwarte, co miało oznaczać, że właściciel mieszkania jest w środku. Przepuściłem moją kobietę w drzwiach i zamknąłem za nami drzwi.



- No jesteś w końcu! - usłyszałem zachrypnięty głos Harrego. - Myślałem, że wylądowałeś na komendzie czy gdzieś. - dodał wchodząc ze swojego pokoju. - Oooo... a to niespodzianka. - uśmiechnął się zalotnie widząc April, która trzymała moją dłoń. - Ty pewnie jesteś April - zaczął. - Zayn mi tyle o tobie opowiadał. Jestem Harry.
- Lena, to znaczy April. - wyciągnęła w jego kierunku swoją dłoń, a on ją musnął swoimi wargami. Zawsze wiedział jak się obchodzić z dziewczynami. One go uwielbiały i wiedział jak to wykorzystać. Jest większym kobieciarzem niż ja kiedyś. Nie szuka stabilnego związku. W głowie ma same flirty i niezobowiązujące randki, które zawsze kończą się w pobliskich hotelach. Cały Harry. Mimo to, ma też kilka zalet.
- Wpadłem, żeby się przebrać, bo musimy jechać na uczelnię. - wyjaśniłem i pociągnąłem April za dłoń w stronę swojego pokoju.
- Przytulnie tu. - uśmiechnęła się promiennie siadając na skraju łóżka.
- Zaraz wracam kochanie. - musnąłem jej wargi i trzymając w rękach ubrania, które przed momentem wygrzebałem ze szafy, wyszedłem z pokoju kierując się w stronę łazienki.
- Pssst. - wyszeptał Harry.
- Co? - zapytałem idą w jego stronę.
- I jak? Nie było cię całą noc.
- Powiedziałem jej wszystko i ona też mnie kocha. - odparłem z samozachwytem.
- Jestem z ciebie dumny stary. - ucieszył się Styles.
- Zrobiliście to? - zafalował brwiami.
- Nie rozpędzaj się. - skarciłem go spojrzeniem i podszedłem do drzwi do łazienki, odwróciłem się za siebie i kiwnąłem w jego stronę twierdząco głową, co miało znaczyć "TAK". Styles klasnął w dłonie.


***April***

Piosenka ♥

                           Kiedy Zayn zmienił ciuchy, wyszliśmy z jego mieszkania i wsiadając do czerwonego kabrioletu ruszyliśmy z piskiem opon w stronę uczelni. Dzisiaj przejazd przez miasto nie było utrudniony żadnymi korkami, więc zajechaliśmy w mgnieniu oka. Trzymając się za dłonie przemierzaliśmy zatłoczony korytarz, gdzie zazdrosne oczy męskiej widowni skierowane były na mnie, a damskiej na Zyna. Wygląda na to, że jesteśmy najgorętszą parą tutaj. Nie ukrywam, że ta myślę mnie rozbawiła. Stanęliśmy razem z Zaynem przy innych osobach z naszej grupy i wdaliśmy się w luźną dyskusję. Jak się okazało, są to mili i zabawni ludzie. Lucas patrzył na mnie z dezorientacją, a ja próbowałam unikać kontaktu wzrokowego z nim. Brakowało jeszcze tej flondry. Nie na długo nacieszyłam się jej nieobecnością, gdyż już po pięciu minutach przyszła i oczywiście pierwszą osobą z którą się przywitała, był Zayn. Pocałowała go w policzek! Kipiałam ze złości. Malik to zauważył i przeciągnął mnie do siebie od tyłu. Stałam przytwierdzona plecami do jego klatki piersiowej.
- Ale to i tak ciebie kocham. - wyszeptał do mojego ucha i oplótł mnie mocno swoimi silnymi ramionami.
                         Emily zmierzyła mnie wzrokiem, a ja posłałam jej triumfalny uśmiech. Żeby jej dać do zrozumienia, że Zayn ma już dziewczynę, ujęłam jego twarz w dłonie i pocałowałam go, co on odwzajemnił. Emily uciekła do toalety. Nie przejęłam się. Nie obchodziło mnie to, co ona czuje. Nie mam zamiaru jej odstąpić mojego chłopaka. Po chwili odsunęłam się od Zayna i powiedziałam, żeby na mnie czekał, gdyż idę do toalety.
                         Kiedy przekroczyłam próg, obaczyłam jak Emily poprawia sobie makijaż przeglądając się w jednym z luster.
- Cześć. - zaczęłam.
- Czego chcesz? - zapytała.
- Zostaw w spokoju mojego faceta. Jasne? - zapytałam zakładając rękę za rękę.
- Jak będzie mi się chciało. - wzruszyła ramionami.
- Niech ci się lepiej zachce. Zayn to mój chłopka i nie mam zamiaru się nim z tobą dzielić.
- Może nie będzie takiej potrzeby? - zachichotała - Kiedy sam od ciebie odejdzie...
- Ma mnie niby zostawić dla ciebie? - uniosłam lewą brew.
- Wiesz jacy są mężczyźni. Wszystko się może zdarzyć. - rzuciła jakby od niechcenia i wyszła.
                       Była górą. W kącikach moich oczu zaczęły się gromadzić łzy. Czy Zayn na prawdę mógłby mnie dla niej zostawić? "Nie! Nie! Nie! Zayn kocha MNIE, nie poleci na taką jak ona. Ufam mu i jestem gotowa o niego walczyć." powiedziałam do samej siebie w myślach. Wyszłam z toalety. Na korytarzu było już pusto. Wykłady się zaczęły. Zayn stał oparty plecami o filar czekając na mnie. Kiedy mnie ujrzał uśmiechnął się radośnie i rozłożył ramiona. To sprawiło, że humor mi się poprawił. Kocham tego dupka. Nawet nie wie jak mocno go kocham.
- Wchodzimy? - zapytałam tonąc w jego objęciu.
- Może... chodźmy gdzieś? - zaproponował muskając moje usta i chwytając mnie za tyłek.
- Wiem co ci chodzi po głowie. - zaśmiałam się. - Chodź, musimy zaliczyć wykład. - podałam mu dłoń, a on z naburmuszoną miną ruszył za mną.
- Po wykładzie już mi się nie wywiniesz. - wyszeptał do mojego ucha naciskając klamkę drzwi i przepuszczając mnie w progu. Oboje skradliśmy się niezauważeni do ostatniej ławki. Poczułam, że telefon, który trzymałam w kieszeni spodni wibruje, wyjęłam go i spojrzałam na wyświetlacz: "Wiadomość od: LUCAS". Zasłoniłam ekran dłonią, tak aby Zayn nie zauważył i odczytałam smsa "I tak będziesz moja xx" Moja reakcja? "CO???????!!!!!"


Długo musieliście czekać na 12-stą część :) Trochę się rozpisałam... Nie zrobiłam +18, bo nie chcę Was gorszyć zboczuchy Wy moje ♥ ♥ ♥. Mam nadzieję, że w końcu akcja toczy się po Waszej myśli ;)
6 kom = kolejny rozdział ♥

niedziela, 26 stycznia 2014

Rozdział XI

  Piosenka ♥

                   20 sierpnia. To TEN dzień. Wyjeżdżam. Nie wiem, czy to ze strachu, czy może z żalu nie byłam w stanie zmrużyć oka tej nocy. Zaczęłam liczyć owieczki, ale one mnie tylko drażniły, więc skończyłam na 45 i skupiłam się na wyliczaniu wszystkich pięknych uśmiechów, które udało mi się zobaczyć na twarzy Mulata w przeciągu tych dwóch miesięcy. Naliczyłam ich łącznie 294. Dużo. Nieprawdaż? Moja znienawidzona matematyka, w tamtym jednym momencie była najprzyjemniejszym przedmiotem... ale kiedy on zniknął sprzed moich oczu, na nowo zaczęłam ją nienawidzić. Miałam ochotę iść do niego, ale uznałam, że to przegięcie, ponieważ z pewnością teraz śpi i moja nocna wizyta, tylko by go rozgniewała. Momentami czułam się, jak na prawdę najważniejsza osoba w jego życiu, ale tylko momentami. Na początku jego cały świat krążył wokół innych kobiet, potem próbował mnie onieśmielić wchodząc z impetem w moje życie i mącąc mi w głowie, tylko po to, żeby potem tak bez powodu przestać się do mnie odzywać na równe trzy tygodnie i nagle przenocować mnie w swoim łóżku kiedy się upiłam. Cały on. I co ja mam niby myśleć o naszej relacji? Dzisiaj i tak wszystko się już skończy. Głupek! Wystarczyłoby jedno słowo... tylko jedno słowo... "Zostań". Zostałabym. Gdyby powiedział, że mu zależy, że mnie kocha, że widzi przed nami jakąkolwiek przyszłość... zostałabym... dla niego.
                    O 11 uznałam, że najwyższa pora się zbierać. Założyłam na siebie ubranie, które naszykowałam już ubiegłego wieczoru, czyli szorty, biały top oraz luźny, zielony sweterek. Na nogi wsunęłam zdobione ćwiekami trampki ponad kostkę pod kolor swetra. Przeczesałam włosy i nałożyłam delikatny makijaż. Następnie schowałam wszystkie przybory do kosmetyczki, którą wrzuciłam gdzieś na dno torebki. Wyglądałam całkiem dobrze, a nawet ślicznie, jednak nie poprawiło mi to ani trochę humoru. Postanowiłam zejść do kuchni, żeby coś zjeść. Kucharka przywitała mnie ciepłym uśmiechem i nastroiła kanapki oraz gorącą herbatkę.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się mimowolnie zabierając się za jedzenie. Byłam strasznie głodna, co jest dziwne, ponieważ zazwyczaj nie jadam śniadań.
- Spakowałaś się już? - zapytała z troską.
- Tak. Już wczoraj to zrobiłam. - odparłam z pełnymi ustami.
- Co będzie z Zaynem? - wypaliła z grubej rury przez co zakrztusiłam się kęsem kanapki.
- Słucham? - zapytałam chrząkając w międzyczasie.
- Chcesz go zostawić? - zapytała.
- Nie zostawiam go. - odparłam. - Przecież nie jest moim chłopakiem. - wzruszyłam ramionami.
- Ach... wy młodzi jeszcze musicie wiele się nauczyć o życiu. - pokiwała głową.
- Wiem. - odparłam kończąc jedzenie.
- O której jedziesz? - zapytała.
- O 12. - odparłam. - o 14 samolot startuje.
- Jesteś pewna, że chcesz jechać? - zapytała nagle.
- Jestem pewna. Wracam do domu, do rodziny, do znajomych, do dawnego życia, do świętego spokoju. - odparłam.
- Nie podobało ci się tutaj? - zapytała.
- Podobało mi się, ale dom to zawsze dom. - uśmiechnęłam się lekko.
- Chodź tu do mnie złociutka. - powiedziała rozkładając ręce, ja wstałam i podeszłam do niej.  - Będzie mi cię tu brakować. Jesteś wspaniałą dziewczyną, młodą kobietą i życzę ci, żeby poukładało ci się w życiu jak najlepiej, żebyś była szczęśliwa, zawsze rozpromieniona, żebyś pamiętała, że jestem przy tobie i że ci kibicuję. - mówiąc to, po jej policzku spłynęła łza.
- Dziękuję - mocno ją przytuliłam. - Nigdy o pni nie zapomnę. Słowo. Mnie również będzie brakowało naszych rozmów i pani wspaniałej kuchni. - uśmiechnęłam się szeroko.
- Do widzenia. - powiedziałam.
- Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy. - pocałowała mój policzek.

Piosenka ♥
                     Po tym pożegnaniu poszłam do szefostwa, żeby wypłacić od nich pieniądze które tu zarobiłam oraz żeby się z nimi pożegnać i podziękować za gościnę i pracę, która mi oferowali. Po krótkiej rozmowie z nimi wróciłam do jeszcze "mojego" pokoju. Rozejrzałam się po nim ostatni raz. Przewertowałam wzrokiem jego każdy, nawet najdrobniejszy szczegół. Westchnęłam głośno. To już... koniec? Za moment tak po prostu przekroczę próg tego pokoju i już tu nie wrócę? Dziwne uczucie.... Każdy wyryte w pamięci wspomnienie miało ścisły związek z Zaynem. Nie widziałam go dzisiaj jeszcze. Wiem, że on nie należy do porannych ptaszków, ale byłoby miło, gdyby chociaż przyszedł się pożegnać. W końcu  za chwilę ma po mnie przyjechać Matt. W zasadzie już powinien tu być, bo jest 12.05. Pewnie Zaynowi nie zależy zbytnio na tym, że wyjeżdżam. Przecież po mnie przyjedzie tu następna taka jak ja, a może nawet ładniejsza? Szkoda zachodu dla mnie.
                     Kiedy tak snułam swoje domysły, usłyszałam ciche pukanie do drzwi.
- Proszę. - powiedziałam.
- Mogę wejść? - usłyszałam cichy głos Malika.
- Jasne. - uśmiechnęłam się promiennie.
                     Chłopak podszedł do mnie, zostawiając 30-centymetrową przestrzeń między nami. Jego błyszczące oczy z uwagą wpatrywały się w moje źrenice, czekając aż coś zrobię, czy powiem, a ja pozwoliłam, aby bezsensowna fala słów opuściła mój umysł i wydostała się przez usta.
- Za moment przyjedzie po mnie Matt. - on nadal stał niewzruszony, jakby analizował w głowie, to, co właśnie dopłynęło do jego uszu. Wyglądał na zagubionego, a może na zakłopotanego? Przygryzłam nerwowo dolną wargę i czekałam na jakąkolwiek reakcję z jego strony. Nic. Wpatrywał się tylko tymi swoimi dużymi, lśniącymi, brązowymi oczami, jakby doznał hibernacji.
- Matt już chyba przyjechał- rzekłam słysząc ryk silnika. - To... cześć. - uśmiechnęłam się blado. Już miałam odchodzić, ale w ostatniej chwili chwycił mnie mocno za nadgarstek. Spojrzałam na jego twarz. Zmieniła wyraz. Dotarło do niego... dotarło do niego że za kilka minut już na dobre zniknę z jego życia.
- Zaczekaj. - powiedział z wyczuwalną niepewnością w głosie. - Muszę ci coś powiedzieć, zanim wyjedziesz. - Oznajmił i chwycił moje dłonie kierując wzrok na moje usta, z następnie ponownie ulokował go w moich źrenicach.
- W takim razie słucham. - odparłam prawie niedosłyszalnym głosem.
- April ja... - zaczął.
- Hej! Przepraszam za spóźnienie, ale musiałem jeszcze zatankować. - wykrzyczał Matt wbiegając do mojego pokoju i tym samym przerywając Zaynowi w połowie zdania. - Pośpiesz się. - rozkazał i chwycił za walizki i zniósł je za dół.
Miałam w nosie samolot. Chciałam wiedzieć, co ma mi do powiedzenia Zayn. Może... powie mi to, co od dawna chcę usłyszeć?
- Miałeś mi coś powiedzieć... - przypomniałam mu, kiedy Matt się usunął.
- Ach tak... bo ja... chciałem ci powiedzieć... cieszę się, że cię poznałem. - uśmiechnął się sztucznie.
- Taaaak.. ja też się cieszę. - na mojej twarzy zagościł minimalny, wyreżyserowany uśmiech. Miałam nadzieję, że usłyszę coś innego. Przeliczyłam się. Znowu.
- Mam nadzieję, że będziesz szczęśliwa. - pogładził mój policzek.
- Będę tęsknić. Naprawdę. - do moich oczu napłynęły łzy, jednak nie mogłam pozwolić na to, aby spłynęły wzdłuż mojego policzka.



- Ja też. - przytulił mnie mocno. Z trudem wyswobodziłam się z jego uścisku i chwyciłam za torebkę, która stała na stoliku.  Nadszedł najwyższy czas zakończyć tę historię.
- Czekaj! - Jeszcze coś! - zerwał się nagle, kiedy ja stałam już praktycznie pod drzwiami i zaczął podążać w moją stronę. Wyraz jego twarzy sugerował, że ma mi do powiedzenia coś niezwykle ważnego. Chwycił mocno moje dłonie i już otworzył usta, żeby mi coś wyjawić.



- No prosiłem cię, żebyś się pospieszyła! Samolot nie będzie na ciebie czekał. Są straszne korki, i to będzie cud, jeśli zdążymy na czas. - ponownie wparował Matt i chwycił mnie za dłoń ciągnąc za sobą wzdłuż korytarza aż w kierunku wyjścia.

Piosenka ♥
                      Po chwili byliśmy już przy aucie. Zayn nie zszedł z nami. Został sam ze sobą na górze, w moim pokoju. Pożegnałam się ze służbą oraz właścicielami, którzy zgromadzili się wokół mnie. Zanim wsiadłam na przednie siedzenie samochodu Matta, spojrzałam ostatni raz na "Paradise". Ujrzałam Zayna, jak stoi w jednym z okien i mnie obserwuje. Pomachałam mu delikatnie, ledwo zauważalnie, jednak on to dostrzegł i odwzajemnił gest i zaciągnął się papierosem. Na jego twarzy nie gościł uśmiech. Nie tak chciałam go zapamiętać. Chciałam nosić jego obraz w sercu, jako roześmianego, nieprzewidywalnego, niebezpiecznie uwodzicielskiego, troskliwego, słodkiego badboy'a z Bradford. Ach... jego twarz, jego brązowe oczy przyjmujące różne odcienie brązu w zależności od pory dnia, wesoły śmiech, zapach perfum które unosiły się w powietrzu jego pokoju, tajemnicze tatuaże zdobiące jego umięśnione ciało. Nigdy nie zapomnę nawet najdrobniejszego szczegółu wiążącego się z jego osobą.
                      Tak jak było w planie wsiadłam w samochód i wraz z Mattem ruszyliśmy w stronę lotniska. Droga do Leeds dłużyła się niemiłosiernie, a radiu leciały same miłosne kawałki. Moje serce pękało. Chciałam już tam wtedy w aucie wybuchnąć płaczem, ale nie mogłam pokazać Mattowi mojej kruchości. Przecież on powiedziałby o tym Zaynowi.... Chciałam wyskoczyć z auta. Serio. Już nawet planowałam kolejne czynności począwszy od odpięcia pasów, otwarcia drzwi na oścież i wskoczenia ze środka. Ale co by to dało? Wariatki się tak zachowują, ja muszę chociaż zachowywać pozory zdrowego rozsądku. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, Matt szybko zabrał z bagażnika moje walizki i oboje wbiegliśmy na lotnisko. Było pełno ludzi. Wyjęłam mój bilet i czekałam w kolejce do odpowiedniej bramki. Matt stał tuż obok mnie chcąc mi dodać otuchy. Milczałam. Stojąc na palcach nerwowo rozglądałam się po tłumie ludzi, który się tu pałętał, chcąc dostrzec gdzieś pośród nich jego twarz. Twarz, która mnie odwiedzie od popełnienia błędu. Twarz, która każe mi zostać. Na próżno.
- On nie przyjdzie. - odezwał się Matt, zabijając we mnie resztki nadziei. Wzruszyłam ramionami udając zupełną obojętność.
- Nie zależy mi. - odparłam dławiąc się ciężarem każdego z tych słów.
                      Marzyłam, żeby tu wbiegł, tak jak to zwykle dzieje się na komediach romantycznych, pocałował mnie i powiedział coś, co moje serce potraktuje jako ratunek... chciałam, żeby powiedział, że mocno mnie kocha i chce spędzić ze mną resztę życia.
Nadszedł czas odlotu. Pożegnałam Matta i z krwawiącym sercem wsiadłam na pokład samolotu do Polski. Czułam, jakbym właśnie teraz, w tym oto momencie rezygnowała z marzeń. Jakbym... traciła jego. Ale przecież on nigdy nie był mój! Więc jak ja mogłabym go stracić?! Od zawsze był obojętny, a ja bałam się do tego przed sobą przyznać. Ten chłopak na pstryknięcie palcem mógłby mieć każdą dziewczynę pod słońcem, więc czemu chciałby mieć właśnie mnie? Czas zostawić go za sobą. Zapomnieć. Wrócić do normalności. Nie mogę mu pozwolić wpędzić się w depresje i poczucie winy. Muszę żyć. Muszę go zostawić gdzieś za sobą, niczym cudowną książkę o tragicznej miłości, do której nie chce się wracać, bo kosztowała na zbyt wiele łez. Kocham go.  I co mi teraz z tego? Stało się. Samolot się wzbił w powietrze.



                       A ja.... wybuchnęłam. Uszły ze mnie wszystkie emocje, które w sobie dusiłam. Płakałam przez cała drogę do domu. Skończyło się właśnie coś, co nigdy nawet nie miało okazji się zacząć. Więc dlaczego jest mi tak cholernie żal?




***Zayn***

Piosenka ♥ 

                       Wszedłem niepewnie do jej pokoju. Nie wiedziałem, jak moje serce zareaguje na jej widok. "Gdybyś tylko wiedziała... jak bardzo cię kocham" - pomyślałem patrząc na jej śliczny uśmiech, któremu uroku dodawał ten niesforny dołeczek w lewym policzku. Poczułem, że słabnę, kiedy do niej podszedłem. Nagle zapomniałem, co chcę i co się dzieje. Układałem w głowie słowa, które chciałem jej wyznać, żeby ostatecznie nie brzmiały niczym jakiś bełkot. Zamarłem. Dopiero jej słowa mnie ocuciły. Ma taki słodki głosik... Chciałem jej powiedzieć, ale nie wiedziałem w jaki sposób... jak na to zareaguje... co sobie pomyśli.... Stała tak blisko mnie, na wyciągnięcie ręki. Byłem w stanie poczuć słodki zapach jej perfum. Widziałem gromadzące się w kącikach jej oczu, słone, nieznaczne łzy. Z pewnością nie chciała, żebym je dostrzegł. Czułem gdzieś na szyi ciepło powietrza, które wydychała z płuc. Marzyłem, żeby ją chwycić w tali, przysunąć do siebie i zatonąć w jej ustach po raz pierwszy i ostatni. Nie mogłem tego zrobić. Teraz to już i tak nie zmieniłoby niczego. Kocham ją. Nie mam pojęcia, kiedy ta dziewczyna, jej zielone, roześmiane oczy, uroczy śmiech, uwydatniający się przy tym dołeczek w lewym policzku, seksowny sposób w jaki przygryzała dolną wargę zawładnęły moim światem. Na początku znajomości sądziłem, że przygryza wargę, żeby mnie sprowokować, ale z czasem zrozumiałem, że to jest jeden  jej nawyków, tak samo jak i obwijanie kosmyka włosów wokół palca, oraz unoszenie lewej brwi, kiedy jest zezłoszczona. Chciałem jej powiedzieć... ale Matt za każdym razem mi przerywał. Mam nadzieję, że będzie szczęśliwa..., że uda jej się spełnić wszystkie marzenia, ale przede wszystkim mam nadzieję, że nigdy mnie nie wyrzuci z pamięci. To... bez sensu. Po co miałaby mnie pamiętać? Kiedyś w jej życiu zjawi się mężczyzna, który da jej to wszystko, co chciałem dać jej ja, gdyby tylko chciała.
                      Kiedy wyszła z pokoju, wyjąłem z kieszeni wisiorek w kształcie klucza, który chciałem jej podarować, mówiąc, że jest jedyną właścicielką mojego serca. Nie udało się. Zacząłem płakać w momencie, kiedy auto odjechało. Po raz pierwszy płakałem. Osunąłem się na ziemię i skryłem twarz w dłoniach. To bolało. Tak bardo bolało. Jakbym... w tamtym momencie stracił część siebie... część mojego życia... część uśmiechu... część powietrza, który oddycham... część pieprzonej muzyki... część mojej duszy... część serca. Przestałem być sobą. Wisiorek, który miałem jej podarować dopiąłem do swoich kluczy. Usunąłem z telefonu wszystkie kontakty do "przyjaciółek". Pozostawiłem tylko jej numer. Przestałem zaliczać każdą imprezę w mieście. Rzuciłem studia. Czas spędzałem głównie na dachu, bez względu na pogodę, czy porę roku. Myślałem o niej codziennie. Plułem sobie w twarz, że wtedy zachowałem się jak ostatni tchurz i tak zwyczajnie pozwoliłem jej odejść. Jestem człowiekiem bez nadziei. Ona była moją nadzieją, a teraz pewnie przyświeca już innemu. I dobrze. Co ja mogłem jej zaoferować? Dozgonną miłość? Co z tego... niby moi rodzice mają hotel.. ale to nie ja go odziedziczę, tylko moja siostra. Na dobrą sprawę nie śmierdzę groszem. Lepiej dla niej, że wróciła do domu.
                        Wiele razy chiałem chwycić za telefon, nawet już wykręcałem numer, ale nigdy nie wystarczyło mi odwagi na naciśnięcie zielonej słuchawki. Dźwięk jej głosu, na nowo mógłby złamać moje serce, które jeszcze się nie zdążyło zrosnąć. Nie napisałem nawet krótkiego smsa, czy już wylądowała. Nie byłem w stanie. Mam nadzieję, że któregoś dnia mi wybaczy. Jestem wrakiem, choć udaję, że jeszcze się trzymam.


***April***

                          Minął rok, 365 ponurych dni. 365 długich, bezsennych nocy. 365 niepotrzebnych wschodów i zachodów słońca. Miliard wyblakłych wspomnieć zapisanych na kartach bezkresnej pamięci. Miliard wyrzutów sumienia. Upłynęło tyle godzin, minut, sekund, a o on.... Minęło tyle czasu.... Chciałam stanąć na równe nogi. To nie było łatwe. Wyjeżdżając zostawiłam swoje serce w Bradford, w posiadaniu mężczyzny, który nawet nie wie, że ono należy do niego. Głupia ja. Prawda? Przez równy rok, nawet nie zadzwonił, nie zapytał Matta, czy żyje. Nie zainteresował się mną w żaden sposób. Pewnie dzisiaj nawet nie pamięta mojego imienia. Jestem tego pewna. Nie wie już kim byłam. Nic dziwnego. Takich dziewczyn jak ja się nie pamięta. Nie mam o to do niego pretensji... ja tylko... chciałabym móc tam wrócić i zacząć wszystko od nowa. Chciałabym móc się w nim nigdy nie zakochać, a już na pewno nie pokochać go do tego stopnia. Nigdy nikomu nie opowiedziałam o Zaynie. Nawet najlepsza przyjaciółka, nie wiedziała o jego istnieniu. Nikt. Po co mieli wiedzieć? Żeby uświadamiać mnie o mojej bezsilności? Nie muszą. Na prawdę.
                          Wielokrotnie zastanawiałam się, co takiego chciał mi wtedy powiedzieć... Może... że mnie kocha? Nie.. nie.. nie! To absurd! Gdyby mnie kochał, nie pozwoliłby mi tak po prostu odejść! Zadzwoniłby! Napisał! Czy cokolwiek! A on? Zapomniał. Szkoda, że ja nie zapomniałam.
                           Nie poszłam na ASP. Zrezygnowałam. Zayn uświadomił mi, że to nie jest to, czego potrzebuję. Artystka musi mieć czystą kartę. Ja nie mam. Moje wspomnienia są przepełnione Zaynem. Koszmar. Cudowny koszmar. Złożyłam podanie na jedną z londyńskich uczelni. Uznałam, że  w Polsce nie będę w stanie ukoić nerwów ani wspomnień, które żyją we mnie. Może to dziwne, ale ja wciąż czuję jego dotyk, zapach i to samo uczucie w brzuchu, które towarzyszyło mi, kiedy mnie nawet przypadkowo musnął dłonią. Czy ja kiedyś zacznę ŻYĆ?


***Zayn***

Piosenka ♥
                     Dlaczego tak ciężko jest nam zostawić przeszłość za sobą? Chciałbym zostawić za sobą April ale nie jestem w stanie. Nawet po roku, ona kieruje moim życiem. To jest chore. Postanowiłem wyjechać z Bradford, ponieważ tam jest wciąż pełno jej. W pokoju w którym niegdyś mieszkała ona, teraz nocuje jakaś francuska, która u nas pracuje. Chciałem nawet ją poderwać... mało brakowało do pocałunku, ale kazałem jej zjeżdżać, bo nie była April. Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że do tego stopnia zwariuję po jej wyjeździe, uznałbym, że upadł na mózg.
                    Przeprowadziłem się do Londynu, gdzie zamieszkałem u mojego przyjaciela - Harrego Stylesa, adwokata. Poznaliśmy się tak samo jak z Niallem - na obozie. Jestem mu wdzięczny, że pozwolił mi u siebie pomieszkać na jakiś czas. Teraz aktualnie jestem spłukany i nie mam kasy na własne mieszkanie w Londynie. Jet mi jednak głupio, że już od 2 tygodni siedzę na jego głowie. Rzecz jasna dorzucam sie do jedzenia i czynszu, ale i tak mam u niego ogromny dług. Chcę mieć własne mieszkanie, jednak jak na razie jestem dopiero na etapie szukania pracy, a od rodziców nie chcę brac pieniędzy, bo nie mają obecnie najlepszej sytuacji. Dzisiaj idę po raz pierwszy na nową uczelnię. Uznałem, że muszę się w końcu ogarnąć i pomyśleć o przyszłości. Wybrałem anglistykę. Za 15 minut mam pierwszy wykład.
Zabrałem ze sobą torbę przerzucaną przez ramię, jakiś notes, podręcznik oraz długopis i wyszedłem z domu zamykając za sobą drzwi na klucz. Był piękny wrześniowy dzień. Udałem się na parking, gdzie stał zaparkowany mój czerwony, gruchot do którego wsiadłem i odpaliłem silnik. "Moja mała pędzi jak szalona, więc za 5 minut będę pod uczelnią." - pomyślałem i ruszyłem z piskiem opon. Pech chaił, że w połowie drogi, natrafiłem na jaki zakichany korek. Trąbiłem, ale nikt sobie nic z tego nie robił. Musiałem czekać dobre 10 minut, żeby ruch się nieco rozładował.
                   Kiedy dojechałem w końcu pod uczelnię, byłem już spóźniony jakieś 15 minut. Wybiegłem pospiesznie z auta i ruszyłem w stronę uczelni przelatując przez obrotowe drzwi. Szukałem rozpiski sal, i w gruncie rzeczy jej nie rozumiałem. Co to ma niby znaczyć: F2R483A? Od kiedy się nadaje takie głupie oznaczenia sal?! Biegałem po całym uniwersytecie żeby natrafić na właściwe pomieszczenie, rozglądałem się i szukałem kogoś, kto mi wskaże kierunek, jednak na próżno. W końcu po kilku minutach biegania znalazłem to, czego szukałem. Sala 483 znajdowała się się na drugim piętrze. Ostrożnie nacisnąłem klamkę drzwi, biorąc przy tym głęboki wdech i pewnym krokiem wszedłem do środka. Jak się okazało wejście do sali było od tyłu, przez co jedynie dziekan z którym teraz miałem mieć wykład mógł zauważyć moje przybycie. Nie udało mu się jednak, bo stał przodem do tablicy, a ja szybko wślizgnąłem się do środka zajmując jedyne wolne miejsce w ostatniej ławce obok jakiejś dziewczyny. Wypakowałem się i próbowałem ochłonąć.
- O czym wykład?  - zapytałem nieznajomej brunetki.
- Ogólnie.. czego będziemy się uczyć. - odparła. Spojrzałem na nią. Była piękna, gładkie, lśniące włosy, przyjazny wyraz twarzy, brązowe oczy.
- Jestem Zayn. - przedstawiłem się szeptem.
- Emily. - odparła uśmiechając się delikatnie.
- Wiesz... nie chcę się narzucać, ale masz chłopaka? - zapytałem prosto z mostu.
- Nie. A podobam ci się? - zachichotała.
- Jak diabli. - zaśmiałem się.
- Pójdziemy gdzieś po wykładzie? - zapytała nagle.
- Co proponujesz? - zapytałem poruszając brwiami.
- Gorąca czekolada? - zaproponowała.
- Chętnie. - puściłem jej oczko.
                  Do końca wykładu flirtowaliśmy ze sobą. Była słodka. Polubiłem ją. Kiedy dziekan wydał nam pozwolenie na opuszczenie sali, oboje wstaliśmy z naszych miejsc i czekaliśmy, aż reszta studentów opuści pomieszczenie. Co najciekawsze... wyjście z sali było na samym jej przodzie, a wejście na tyle. Dziwne. Łącznie było nas tu około 30. To nie dużo.... Emily bardzo cieszyła się na naszą "randkę". Ja prawdę mówiąc też. Nadszedł najwyższy czas zapomnieć o April. Właśnie miałem pytać Emily, czy da mi swój numer, ale na moment odwróciłem wzrok w stronę wyjścia w którym mignęła dobrze mi znana kobieca postać... "Nie.. Zayn... wariujesz... To nie może być April!" - powtarzałem sobie. Bez zastanowienia chwyciłem za swoją torbę i ruszyłem w stronę wyjścia taranując wszystkich i zapominając o nic nierozumiejącej Emily. Zacząłem biec za dziewczyną, jednak nie zdążyłem jej złapać, ponieważ zniknęła gdzieś w tłumie setek innych studentów którzy też właśnie skończyli swoje wykłady. "Dam sobie rękę uciąć, że to była April. Co prawda, ta dziewczyna, którą widziałem w drzwiach była blondynką, ale... miała postawę April i jej sukienkę. To ona. Jestem tego pewien. To moja April. Moje kochanie..." - powtarzałem sobie w myślach. Poczułem, że ktoś mnie łapie pod ramię.
- Mrrr, to co z ta czekoladą? - uśmiechnęła się do mnie zalotnie Emily.
- Nieaktualna. - wzruszyłem ramionami i poszedłem w stronę auta. Teraz liczyło się tylko to, że April jest tutaj, w Londynie.


PS. Dodałam muzykę ♥ Myślę, że pasuje do nastroju dzisiejszego rozdziału :D Hmmm.. obiecałam wam "niespodziewankę" i oto ona: TO JESZCZE NIE JEST KONIEC ♥ Cieszycie się? ;)

środa, 22 stycznia 2014

Rozdział X



                     Przez kolejne kilka dni codziennie wychodziliśmy gdzieś z Zaynem i dużo rozmawialiśmy. Poznałam go od strony, od której nie znają go nawet jego najlepsi przyjaciele. Kredyt zaufania jakim mnie obdarzył upoważnił mnie do tego, aby równie opowiedzieć mu co nieco o sobie. Dowiedział się, jaka na prawdę jestem. Nasze czysto przyjacielskie relacje znacznie się poprawiły i ociepliły. Szkoda, że dopiero teraz, kiedy za trzy dni wsiądę w samolot i wrócę do Polski. Będę za nim tęsknić. Nie lubię tego uczucia... tęsknota to świadomość braku kogoś w naszym życiu. Za trzy dni w moim życiu zabraknie jego. Zatęskni za mną? Wspomni mnie kiedyś przed snem? Napisze? Zadzwoni? Chciałabym, żeby odpowiedzi na te wszystkie pytania brzmiały po prostu: tak. Jednak nie mogę zbyt wiele po nim oczekiwać. Ma swoje życie, które po moim wyjeździe ponownie wróci do normy. Podobnie jak i moje. Wrócę do domu, pójdę na studia, na nowo spotkam się z przyjaciółmi, postaram się coś w sobie zmienić. Zawsze chciałam być blondynką, może w końcu się na to odważę? Podobno kiedy kobieta zmienia kolor włosów, to ma to świadczyć o tym, że właśnie zamknęła w swoim życiu pewien rozdział. Ja zamierzam zamknąć. Chciałabym móc tu jeszcze kiedyś wrócić. Chciałabym, mieć do kogo wrócić. Do Zayna.... O ile... będzie o mnie jeszcze pamiętał. Myśl, że za trzy dni będę w drodze powrotnej do domu kaleczy moje serce.... Kocham go i muszę się z nim pożegnać. Dlaczego to wszystko jest takie niesprawiedliwe? Muszę się z nim pożegnać, najprawdopodobniej już na dobre.... a my jeszcze nie dostaliśmy szansy, żeby zacząć cokolwiek... A raczej.. dostaliśmy, tylko ja byłam niezdecydowana. Kocham go zbyt mocno, żeby pozwolić mu się do mnie zbliżyć, bo jeśli to uczynię, to pożegnanie mnie unicestwi. Ostatnio nawet rozważałam opcję pozostania w Bradford, ale to głupie... co ja mu powiem? "Zayn kocham cię i nie chcę nigdzie jechać?" Wyśmieje mnie. Przecież, on nie chce poważnego związku. Z resztą opowiedział mi o swojej mamie, która chce, żeby związał się  z Alice. Ja jej nawet nie dorastam do pięt. Taka prawda. Ona jest wspaniała! Szczupła, wysoka, blond włosa, z niebieskimi oczami. A ja? No właśnie.... Jakaś tam brunetka średniego wzrostu z ohydnymi, zielonymi oczami. I na czym tu oko zawiesić? Zayn zasługuje na dużo ładniejszą niż ja.
             Właśnie byłam w trakcie wygłaszania mojego monologu w myślach, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę - odpowiedziałam.
- Jesteś gotowa? - zapytał Zayn wchodząc i całując mnie na przywitanie w policzek.
- Jestem. - uśmiechnęłam się szeroko. - Ale co ty planujesz? - zapytałam zdezorientowana. Wczoraj obiecał mi, że gdzieś mnie zbierze.
- Zobaczysz. - założył mi włosy za ucho. - Niespodzianka kochanie.
- Zayn.. proszę.. - spojrzałam na niego błagalnie.
- Zobaczysz. - powtórzył i pociągnął mnie mocno za dłoń. - Mam nadzieję, że spakowałaś to o co cię prosiłem. - rzucił wyprowadzając mnie z hotelu.
- Ale po co mi dwie pary butów i ubranie na zmianę? - zapytałam wsiadając do czerwonego kabrioletu którego drzwi przede mną otworzył.
- Pokąpiemy się. - puścił mi oczko.
- Tylko? - uniosłam lewą brew. On szybko wskoczył do samochodu od strony kierowcy.
- Nie tylko, jeśli tylko chcesz. - musnął moje ucho ustami i się zaśmiał. - Taki żart. - usłyszałam, kiedy odpalił silnik.
- Szkoda - westchnęłam, po czym wybuchnęłam śmiechem.
                   Po godzinie jazdy Zayn zjechał w jakąś polną drogę.
- Gdzie jedziemy? - zapytałam spoglądając na niego.
- Przed siebie. - zerknął na mnie i posłał mi szeroki uśmiech.
- Podoba mi się ten pomysł. - odparłam i przeczesałam dłonią włosy, które mierzwił mi wiatr.
                 Po 15 minutach chłopak zatrzymał samochód gdzieś pośród szczerych pól. Nie wiedziałam w dalszym ciągu, po co mnie tu przywiózł i gdzie się dokładnie znajdujemy. W sumie, nie obchodziło mnie to. Najważniejsze, że byłam z nim.
                 Zayn niczym prawdziwy dżentelmen pomógł mi wysiąść z auta. Przeciągnęłam się i zdjęłam z nosa okulary przeciwsłoneczne aby móc się lepiej przyjrzeć okolicy w której się znajdowaliśmy. Otaczała nas łąka pełna kolorowych kwiatów, nieopodal znajdował się zielony las, którego czubkami drzew kołysał wiatr. Dobiegał z niego piękny śpiew ptaków. Po źdźbłach traw skakały pasikoniki oraz inne owady. Trawa była dość wysoka.
- Podoba ci się tutaj? - zapytał Zayn. A ja kiwnęłam twierdząco głową.
- A gdzie woda? Mówiłeś, że będziemy pływać. - powiedziałam rozglądając się dookoła.
- Za lasem. - odparł z uśmiechem.
- Jak to za lasem? - zapytałam robiąc wielkie oczy.
- Normalnie. Przejdziemy przez łąkę, las i jesteśmy nad rzeką. - wyjaśnił wyjmując koszyk z jedzeniem oraz kocami.
- O nie! Ja tam nie idę. Nie cierpię się plątać po lesie. Zapomnij. - stanęłam z założonymi rękami opierając się o rozgrzaną maskę kabrioletu.
- Nie marudź śliczna. - pokręcił głową.
- Nie pójdę. Z resztą widziałeś tę trawę? W niej mogą być jakieś węże czy coś. Możemy zginąć, bo tobie się zachciewa wycieczki nad rzekę. - zaczęłam szukać mocnych argumentów, ale każdy jeden coraz bardziej go bawił.
- Chodź kochanie. - powiedział rozweselony i chwycił mnie w pasie przerzucając sobie przez ramie. - Zaniosę cię.
- Zayn! Puść mnie! - protestowałam, na próżno.
- Jesteś jak dziecko. - zaśmiał się i klepnął mnie w tyłek.
                   Po kilku minutach znaleźliśmy się w końcu na kamienistym brzegu rzeki. Chłopak postawił mnie na ziemię i rzekł:
- Widzisz, żyjemy.
- Jesteś nieznośny. - pokręciłam głową, a on znienacka pocałował mój policzek.
- Dlatego mnie lubisz. - przejechał dłonią wzdłuż moich długich włosów.
- Nie tylko dlatego. - odparłam siadając na kamieniach. Trochę wgniatały mi się w pośladki.
- To za co jeszcze? - zapytał kładąc się tuż przy mnie. Jego głowa spoczęła na moich kolanach, a ja zaczęłam głaskać jego czarne włosy.
- Za to, że nigdy nie pozwalasz mi się nudzić. Bywasz do tego stopnia bezczelny i prostolinijny, że aż... zaczęłam to traktować jako jedną z twoich zalet. Zawsze... umiesz mnie rozbawić i wyprowadzić z równowagi w tym samym czasie.... - zaczęłam wymieniać.
- Podniecam cię. - dodał do mojej listy uśmiechając się szelmowsko.
- Jak stonkę oprysk... - odparłam śmiejąc się.
- Chyba chcesz, żebym cię tu zostawił samą i sobie poszedł. - udał obrażonego.
- Dam sobie radę. Znajdę jakiegoś przystojniak, który zechce spędzić ze mną miło czas, skoro tobie się nie chce. - wzruszyłam ramionami.
- W sumie... mogę zostać... - odparł drapiąc się po głowie.
- Na taką odpowiedź liczyłam kochanie. - zaśmiałam się melodyjnie i pogładziłam jego policzek, a on ujął moją dłoń i skierował na swoje usta pozostawiając na niej słodki ślad swoich warg.
-Jesteś piękna... - uniósł ciepłą dłoń i pogładził opuszkami palców mój blady policzek. - Mówiłem ci to już kiedyś? - zapytał uśmiechając się słodko do mnie.
- Możliwe, że kiedyś już o tym wspomniałeś. - zaśmiałam się melodyjnie będąc lekko spięta. Jego dotyk i wcześniejsza fala słów obudziła dreszcze, które przebiegły wzdłuż moich pleców.
- Co będziesz robić po powrocie? Nadal Akademia Sztuk Pięknych... Wydział Sztuk Scenicznych? - zapytał.
- Tak. - uśmiechnęłam się mimowolnie. Byłam zaskoczona, że pamięta to, co powiedziałam mu dwa miesiące temu, przy naszym pierwszym spotkaniu.
- Później facet, ślub, gromadka dzieci i spokojna starość w ramionach ukochanego na huśtawce w ogrodzie z biegającymi dookoła was wnukami? - zapytał nagle nadal się we mnie wpatrując. Jego twarz zmieniła wyraz, na taki, jakiego jeszcze dotąd nie znałam. Coś jak smutek połączony z troską, nadzieją i wymuszoną radością.
- Życie to nie bajka, Zayn. - odparłam krótko gładząc jego włosy.
- Mylisz się. To my piszemy nasz własny życiorys i mamy to, o co walczymy i co chcemy mieć. - odpowiedział.
- Ale... niekiedy zwyczajnie... niektóre rzeczy są niemożliwe... i nie mogą się wydarzyć, nawet jeśli tego bardzo chcemy. Nie możemy być egoistami w życiu i musimy mieć na uwadze dobro innych osób. - wyjaśniłam. On nic nie odpowiedział, tylko patrzył się gdzieś w dal. - Rozmawiałam dzisiaj rano z Mattem. Powiedział, że mnie zawiezie na lotnisko. Pojedziesz z nami? - zapytałam szturchając go lekko.
- Proszę, nie rozmawiajmy już o twoim wyjeździe. Liczy się to, co jest dzisiaj. - uśmiechnął się szeroko, po czym wstał i podał mi dłoń. - Chodź. - dodał.
- Gdzie? - zapytałam podnosząc się z kamieni z jego  pomocą.
- Do wody! - krzyknął i chwycił mnie mocno w pasie i przerzucił przez ramię, po czym zaczął biec ze mną w stronę wody. Zaczęłam wierzgać nogami i piszczeć, ale nie zwracał na to uwagi. Po krótkiej chwili obydwoje znajdowaliśmy się już w wodzie. Zaynowi sięgała do pasa. - Chcesz się schłodzić? - zapytał klepiąc mnie w tyłek.
- Nie. Nie. Nie. - odparłam.
- A ja widzę, że chcesz. - zaśmiał się i kucnął, przez co automatycznie zanurzył mnie całą w wodzie.
- Uduszę cię! - powiedziałam z rozbawieniem połączonym z lekkim fochem trzymając się go kurczowo, aby nie upaść do wody.
- Tylko na to czekam. - powiedział, po czym postawił mnie na dnie. Woda była w miarę ciepła, a rzeka płytka i przejrzysta.
- Myślałam, że nie umiesz pływać. - stwierdziłam mierzwiąc jego czuprynę.
- Bo nie umiem. - zaśmiał się i ochlapał mnie wodą.
- O ty! - udałam oburzoną i rzuciłam się na niego ze śmiechem przez co oboje wpadliśmy do wody.



Dobrze, że nie było głęboko, bo żadne z nas nie było w dzieciństwie na tyle zdolne, aby opanować sztukę pływania.
- Chcesz nas zabić? - zapytał rozbawiony wynurzając się w wody.
- Ciebie, owszem. - pokazałam mu język i zaczęłam uciekać w stronę lądu, a on zaczął za mną biec. Ciężka tafla wody i prąd morski skutecznie ograniczały nasze ruchy.
- Jak cię dorwę...! - krzyczał za mną.
- To co? - Zapytałam "wybiegając" z wody na brzeg.
- To zobaczysz. Zgwałcę cię. Słowo. - usłyszałam od goniącego mnie chłopaka.
- Aleeee się boję.... - zaśmiałam się. Nawet nie zauważyłam, kiedy Zayn mnie dogonił i chwycił w pasie.
- Powinnaś. - zaśmiał się kładąc mnie bezwładnie na kamienie. Nie protestowałam, nie widziałam potrzeby.
- Będzie padać. - zaśmiałam się.
- W końcu to Anglia ślicznotko. - przewrócił oczami i zaczął sunąć swoją dłonią wzdłuż mojego uda.
- Zgwałcisz mnie na kamieniach? - zapytałam nie ukrywając mojego rozbawienia.
- Tak. - zrobił śmieszną minę.
- Złaź ze mnie Malik. - kopnęłam go lekko.
- A jak nie to co? - zapytał zabierając dłoń z mojego uda.
- To zobaczysz. - pokazałam mu język.
- Ciebie nago? - poruszył zabawnie brwiami.
- Never in a million years. - pomierzwiłam jego mokre włosy i odepchnęłam go od siebie. Mulat usiadł obok mnie, a ja oparłam się głową o jego ramię, które kilka sekund później mocno mnie obejmowało.
- Nie jest Ci zimno? - zapytałam.
- Trochę, a tobie? - spojrzał na mnie kątem oka.
- Trochę. - wzruszyłam ramionami.
- Jak wrócimy do domu, zrobię ci ciepłe, pyszne kakao. Jestem w tym mistrzem. Nikt nie robi takiego jak ja. - rzekł z samozachwytem.
- Chętnie spróbuję. Ooooo.. a ja upiekę naleśniki. Jestem w tym dobra. Podobno są zniewalające.
- Nimi trujesz swoje ofiary? - parsknął śmiechem.
- Wiesz co? - posłałam mu gniewne spojrzenie i szturchnęłam go łokciem w umięśniony brzuch.
- Żartowałem kochanie, nie złość się. - pocałował mnie w policzek.
Miałam własnie coś odpowiedzieć, ale ni stąd ni zowąd lunęło deszczem.
- Mówiłam, że będzie padać? - zapytałam patrząc na niego.
- Cholera! Moje auto! - zerwał się.


***Zayn***


                   Chciałem, żeby tamta chwila trwała jak najdłużej, jednak nie było nam to pisane, gdyż nagle niespodziewanie nadeszła potworna ulewa. Pewnie nie przejąłbym się tym zbytnio, gdyż już i tak byliśmy cali morzy, ale problemem stał się mój samochód, w który stał gdzieś pośrodku polany z otwartym dachem. Bez zastanowienia zerwałem się z miejsca i chwyciłem April za dłoń ciągnąc ją w stronę lasu, aby wrócić do auta, zanim na dobre je zaleje. Biegliśmy ile sił w nogach. W ekspresowym tempie znaleźliśmy się na owej łące i wskoczyliśmy na mokre siedzenia mojego kabrioletu.
- Zamknij dach. - odezwała się April trzęsąc się z zimna.
- Nie mogę. - odparłem odpalając silnik.
- Jak to nie? - zapytała.
- Jest zepsuty.
- Kto normalny jeździ z popsutym dachem.
- Zayn Malik. - odparłem. Byłem wkurzony, bo wiem, że gdyby w aucie siadło cokolwiek od wilgoci, ojciec by mnie zabił. Kiedy udało mi się odpalić tego gruchota ruszyłem najprędzej jak to było tylko możliwe. Jazda z otwartym dachem podczas ulewy jakąś polną drogą, która zamienia się w jedno wielkie błoto, nie należy do najprzyjemniejszych.
- Nie wrócimy do domu. - stwierdziłem.
- Jak to? Żartujesz? - April zrobiła wielkie oczy.
- Musimy znaleźć tu gdzieś jakiś motel i schować auto, bo inaczej mi je zaleje na amen.
- Okay... przy skręcie w tą polną drogę był jakiś mały motel czy coś. - rzekła.
- Jedziemy tam. - kiwnąłem twierdząco głową i dodałem gazu.
                     Po 5 minutach byliśmy na miejscu. Wjechałem autem na plac i rozglądałem się za kimś, kto mi pomoże. Na całe szczęście w pobliżu kręcił się właściciel motelu, który mi pomógł schować wóz w swoim garażu, a następnie zakwaterowaliśmy się w jego hotelu. Zapadał już powoli mrok, a deszcz nie ustawał, więc nie było sensu nawet myśleć o powrocie do Bradford. Chcąc nie chcąc, musimy spędzić noc w motelu... a co najlepsze, ten motel się cholernie mały, i na 5 pokoi, został im dokładnie jeden wolny. Mnie ten fakt bardzo cieszył, April trochę marudziła, ale to nieistotne. Nie ma wyjścia. Jest na mnie skazana. A konkretnie na nas we wspólnym łożu małżeńskim. Na samą myśl, robiło mi się gorąco.
                    April zniknęła mi gdzieś po drodze do naszego "apartamentu królewskiego". "No nic. Znajdzie się" pomyślałem. Pokoik do którego otrzymaliśmy klucze, był malutki i prawdę mówiąc nudny. Jego mdłe wnętrze było straszne. Dobrze, że spędzimy tu tylko tę jedną noc i wracamy do Bradford. Cóż... teraz narzekam na ten pokój, a przecież może się w nim zdarzyć coś pięknego, czego oboje nie zapomnimy do końca życia.
                     Po kilku minutach do środka weszła April mając na sobie już świeże, suche ciuchy, które wygrzebała gdzieś w bagażniku mojego auta. Dla mnie też przyniosła. "Jest taka kochana" - powiedziałem sam do siebie w myślach.
- Masz. - rzekła z chłodem nawet na mnie nie patrząc.
- Długo masz zamiar się jeszcze na mnie złościć? - zapytałem gładząc jej policzek.
- Powiedziałeś im, że jestem twoją narzeczoną! - oburzyła się.
- Tylko wspomniałem... nic wielkiego, inaczej nie daliby nam tego pokoju. - uśmiechnąłem się do niej słodką próbując wywołać na jej twarzy ten śliczny uśmiech i rumieńce, które tak uwielbiałem.
W pokoju rozległo się pukanie, a April otworzyła drzwi, gdyż stała praktycznie przy nich.
- Tak? - zapytała właściciela budynku, który stał w drzwiach.
- Przyniosłem wam koce. - odparł mężczyzna wertując nas oboje wzrokiem.
- Dziękujemy. - odparła moja ślicznotka.
- A gdzie twój pierścionek zaręczynowy? - zapytał nagle właściciel wręczając jej do rąk koce.
- U jubilera. - odparła. - Chciałam mieć na nim wygrawerowaną datę, kiedy spotkaliśmy się pierwszy raz.
- Rozumiem. - facet uśmiechnął się i poszedł w swoją stronę.
- No kochanie, nie wiedziałem, że umiesz tak wybornie kłamać.... - przygryzłem dolną wargę.
- Uczę się od najlepszych. - odparła.
- Masz na myśli mnie? - uniosłem lewą brew do góry.
- Idź się przebierz. - rozkazała.
- Okay, ale dobrze się przypatrz, bo mój tyłek świetnie się prezentuje w mokrych dżinsach. - zaśmiałem się i zabrawszy suche ubrania wyszedłem z pokoju do łazienki, która znajdowała się na korytarzu.
                Kiedy wróciłem do pokoju, April leżała rozłożona na "naszym" łóżku i odpisywała na czyjeś sms-y.
- Mam rozumieć, że mnie zdradzasz już przed ślubem? - zapytałem rzucając się na wolne miejsce na łóżku tuż przy niej, ona nic nie odpowiedziała. - Jesteś na mnie zła? - zapytałem robiąc słodkie oczka. Dalej nic. - No April... - zamruczałem wsuwając dłoń pod materiał jej bluzki i gładziłem jej brzuch kreśląc na nim bliżej nie znane wzory. Nie reagowała. - Kochanie... - wyszeptałem do jej ucha i przygryzłem jego płatek. Moim skromnym zdaniem, ta zabawa szła w jak najlepszą stronę.
- Zayn, przeszkadzasz mi. - powiedziała będąc nadal zapatrzona w telefon. Głośno westchnąłem i oparłem brodę o jej ramię.
- Z kim tak piszesz? - zapytałem. Widziałem na wyświetlaczu jej telefonu, że pisze z Mattem, ale nie byłem w stanie nic zrozumieć z ich rozmowy, gdyż mówili do siebie w obcym mi języku.
- Z Mattem. Ustalamy o której ma po mnie przyjechać w piątek.
- I o której będzie? - zapytałem.
- O 12. - odparła. - Zayn, nadal mi nie powiedziałeś, czy jedziesz z nami, czy nie.
- Nie. - rzekłem stanowczo. - Nie lubię pożegnać. Nie gniewaj się. - musnąłem jej policzek.
- Nic nie szkodzi. - uśmiechnęła się delikatnie do mnie. - Też ich nie cierpię. - stwierdziła i położyła dłoń na moim udzie. Poczułem przyjemne dreszcze.
- Będę tęsknił. - posmutniałem.
- Ja też. - uśmiechnęła się serdecznie.
- Więc nie jedź. Podoba ci się tutaj. Obsługa hotelu cię uwielbia. - zaproponowałem.
- Muszę wracać. Wszyscy na mnie czekają w domu... rodzina, znajomi, studia. - zaczęła wymieniać.
- Rozumiem. Tam jest twoje życie. - próbowałem udawać obojętność, ale nie sądzę, żeby mi to dobrze wychodziło.
- Coś w tym stylu. - rzekła i przytuliła mnie mocno.
- Będzie ci brakować mojego seksownego ciała, które tak uwielbiasz? - poruszyłem zabawnie brwiami.
- Też. - zaśmiała się wesoło.
- I tego, że cię dotykam? - kontynuowałem pieszcząc jej plecy dłonią która wkradła się pod bluzkę.
- Wiesz... po 2 miesiącach do niektórych rzeczy idzie się przyzwyczaić. - pogładziła moją wolną dłoń. - Kochanie....
- Tak słoneczko? - zapytałem opierając podbródek o jej głowę.
- Idziemy spać? - zapytała.
Widziałem, że jest strasznie senna. Więc bez zastanowienia odparłem "Jasne".
- Nie mam piżamy. - wyszeptała.
- Śpijmy nago... - zaproponowałem ze cwaniackim uśmieszkiem.
- Nie. - pokręciła przecząco głową.
- I tak masz obiecany gwałt. - zaśmiałem się.
- To mnie gwałć. Jestem taka zmęczona, że nawet nie mam sił się bronić. - wyszeptała i ziewnęła kończąc zdanie.
- Moje biedactwo. - pocałowałem czubek jej głowy.
- Chodźmy już spać. - poprosiła mnie jeszcze raz.
- Dobrze. - kiwnąłem twierdząco głową. Ona wstała z łóżka i na moich oczach zaczęła się rozbierać. Pozostawiła na sobie jedynie bieliznę i obcisły top, po czym wróciła do mnie.
- A ty się nie rozbierasz? - zapytała.
- Nie chcę, żebyś się zbytnio podnieciła. - zaśmiałem się wesoło,  po czym również wstałem i rozebrałem się do samych bokserek.


***April***

                  Nie podobała mi się opcja spędzenia nocy w tym miejscu, ale nie było innej rady. Myślałam, że zabiję Zayna spojrzeniem, kiedy ten palnął właścicielom, że jesteśmy narzeczonymi. W gruncie rzeczy, to stwierdzenie, wcale mi nie przeszkadzało, jednak wypadało zachować pozory oburzonej. Dzisiejszy dzień był na prawdę cudowny. Byliśmy blisko siebie, a teraz jeszcze ten hotel i wspólna noc. Chyb on sobie nawet nie wyobraża, jaką mam ochotę wpić się w jego usta. Chciałabym chyba nawet to z nim zrobić. On ma rację, pociąga mnie jak nikt inny. Wolałam udać, że jestem zmęczona, niż zrobić przed wyjazdem jakąś głupotę.
                 Kiedy Zayn się rozebrał do snu, nie byłam w stanie spojrzeć na jego ciało. Było zbyt perfekcyjne. Odwróciłam więc głowę i udałam, że zasypiam. On zgasił światło i legł na łóżku i zaczął się bawić telefonem. Potrzebowałam go.
- Zayn, przytul mnie mocno. - poprosiłam, a on bez dłuższego zastanowienia przywarł swoim tułowiem do moich pleców i objął mnie w pasie. - Nie puszczaj. - ponownie poprosiłam.
- Nie mam takiego zamiaru. - wyszeptał do mojego ucha i pocałował moją szyję. Czułam jak moje ciało zaczyna drżeć. Miał na mnie zbyt duży wpływ. Po jakiejś minucie zaczął błądzić dłonią po moim brzuchu. Ponownie wsunął ją pod moją bluzkę, a ja poczułam jak miliard motyli chce się wydostać na powierzchnię. Westchnęłam cicho pod magnetyzmem jego dłoni.


***Zayn***

                  Poprosiła, żebym ją przytulił. Zrobiłem więc to, czego po mnie oczekiwała. Poczułem jak jej ciało przeszła fala dreszczy. Uśmiechnąłem się sam do siebie pod nosem. Po chwili skierowała się do mnie z kolejną prośbą, żebym jej nie wypuszczał z ramion. Nie byłem w stanie się od niej odkleić nawet na moment. Pachniała tak dobrze, tak pociągająco. Bez namysłu zacząłem drażnić opuszkami palców jej brzuch i musnąłem przelotnie szyję, na której chciałem zostawić po sobie ślad w postaci malinki, jednak uznałem, że nie powinienem. Chciałem czegoś więcej tej nocy. Ona również. Czułem to. Czułem, że jest już moja. Gładząc jej brzuch, moja dłoń zaczęła schodzić niżej, aż do podbrzusza, gdzie opuszki palców zaczęły kreślić nieznane nam obojgu wzory. Jeden z palców uniósł minimalnie gumkę bielizny i wsunął się dosłownie dwa milimetry pod nią. Z jej ust wydostał się stłumiony jęk. Chciałem więcej, jednak nie byłem w stanie. Przypomniałem sobie o tym, że wyjeżdża i już jej więcej nie zobaczę. Nie chciałem jej wykorzystywać. Nie ją. Nie moją April. Ponownie położyłem dłoń na jej brzuchu i wyszeptałem niewyraźnie "Przepraszam", a ona wzdrygnęła się lekko i złączyła nasze palce.
- Nie jetem na ciebie zła. - odparła. Ja wtuliłem się w jej włosy i próbowałem zasnąć.



Rano kiedy się obudziłem, ona leżała przytwierdzona policzkiem do mojej klatki piersiowej. Przejechałem dłonią wzdłuż jej włosów i pocałowałem czubek jej głowy. Obudziłem ją.
- Dzień dobry. - powiedziałem radośnie.
- Cześć. - uśmiechnęła się otwierając swoje zaspane oczy.
- Dobrze ci się spało? - zapytałem.
- Dobrze, bo z tobą. - zaśmiała się.
- Mogę powiedzieć to samo. Jesteś głodna? - zapytałem.
- Nie. - powiedziała ziewając. - Musimy już wracać...
- Jest dopiero 13. Ubierzmy się i chodźmy na spacer. Tu jest tak pięknie. - rzekłem gładząc jej włosy.
- Okay. - rozpromieniła się jeszcze bardziej.
                    Po 20 minutach wymeldowaliśmy się z motelu i ruszyliśmy przed siebie polną drogą wspominając minione dwa miesiące, śmiejąc się i żartując. Nie mogłem w to uwierzyć, że to już jutro. Że jutro o tej porze jej już nie będzie w moim życiu... właśnie teraz, kiedy wszystko zaczęło w końcu iść po naszej myśli. Jak ja sobie bez niej poradzę? Kocham ją... Kocham ją jak wariat. Nikt nigdy wcześniej, nie wstrząsnął tak moim światem jak ona i nikt nigdy nie sprawił, że czułem, że miłość jest czymś dobrym. Ona mnie nauczyła, czym jest miłość. Udowodniła mi, że takie uczucie istnieje. Nie chcę jej stracić. Z jednej strony cieszę się, że spełni swoje marzenie i pójdzie na wyśnione studia, ale z drugiej... nie chcę jej nigdzie puszczać. Jest moją drugą połówką. Gdybym miał szansę cofnąć czas, to zmieniłbym tyle rzeczy w sobie, w moim postępowaniu... wykorzystałbym czas do maksimum, żeby być jak najbliżej i jak najdłużej przy niej. Jutro wszystko się skończy. Wiem, że bez względu na to, gdzie będzie i  z kim się zwiąże ja będę ją kochał wiecznie. Chcę jej szczęścia.


***April***

                     Wieczorem wróciliśmy do hotelu. Mama Malika wiedziała o tym, że wczoraj dopadła nas ulewa, więc nie złościła się, że mnie nie było dzisiaj rano w pracy. Kiedy z nią rozmawiałam, w taki dziwny sposób się mi przyglądała i zadała pytanie, które wydało mi się dziwne "Jesteś pewna, że chcesz wyjechać?". Nie rozumiem. Opowiedziałam, że jestem pewna. Co miałam niby powiedzieć?
Gdy przekroczyłam próg pokoju, przypomniało mi się wszystko, co się w nim działo w ciągu tych dwóch miesięcy. Miałam mieszane uczucia. Radość, rozpacz i strach toczyły walkę wewnątrz mojej duszy. Każda z tych emocji chciała dominować nad pozostałymi. Musiałam zacząć się pakować. Wyjęłam wszystko co było moje z szafek i ułożyłam w walizce. Po dwóch godzinach, byłam już w całości spakowana. Chciało mi się płakać, jednak obiecała sobie, że nie będę. Jestem zbyt silna. Tylko... jak mam tak po prostu wyjechać zostawiając za sobą miłość mojego życia? Jak mam przetrwać dzień bez jego uśmiechu, zachrypniętego, kojącego głosu, bez aksamitnych dłoni, spojrzenia brązowych oczu w których tonęłam, pięknego zapachu i dwuznacznych komentarzy?


PS. Kochani ten rozdział miał się pojawić dopiero w przyszłym tygodniu, ale uznałam, że dodam go dzisiaj w ramach podziękowania za wasze wsparcie i za wszystkie pozytywne i bardzo ciepłe opinie o moim fanfiction. Dziękuję Wam bardzo xx. Każdy wasz komentarz czy choćby wiadomość na twitterze mają dla mnie ogromne znaczenie. Dziękuję Wam jeszcze raz, że tak mocno zaangażowaliście się i zżyliście się z bohaterami. W kolejnym rozdziale pojawi się dla was taka mała... "niespodzianka", a raczej "niespodziewanka" ♥ 
Przekroczyliście wczoraj 1000 wyświetleń mojego bloga, co mnie mile zaskoczyło i zmotywowało do pisania. Prawdę mówiąc, dodając pierwszy rozdział sądziłam, że 100 wyświetleń, to będzie max, a tu proszę! Dziękuję wam jeszcze raz z całego serca. 
Wasza Hipsta ♥