GRY
trwa inicjalizacja, prosze czekac...

wtorek, 11 lutego 2014

Rozdział XIV




                     Całą noc przewracałam się z boku na bok. Łóżko nagle zrobiło się zbyt twarde, poduszka zbyt miękka, a powietrze unoszące się w pokoju zbyt ciężkie. Po trzygodzinnych męczarniach udało mi się w końcu wyłączyć umysł. Zapomniałam o Lucasie, o Zaynie, o tej flądrze. Zasnęłam. Nie na długo jednak cieszyłam się spokojnym snem. Pod powiekami ujrzałam Zayna,ubranego w ślubny smoking. Był szczęśliwy, jakby właśnie ziściło się jego marzenie. Nigdy wcześniej nie widziałam go tak zadowolonego. Obok niego w pięknej, białej, bufiastej sukni stała ona - Emily. Ja stałam pośród gości. Protestowałam. Krzyczałam. Błagałam go, żeby tego nie robił. Na próżno. Chyba nikt mnie nie słyszał. Oboje powiedzieli sakramentalne "TAK". Obudziłam się w mgnieniu oka. Byłam roztrzęsiona i cała oblana zimnym potem. To było pewne, że dzisiejszej nocy już nie zasnę. Była 5.15. Wstałam z łóżka i usiadłam na parapecie okna w moim pokoju wpatrując się tępo w panoramę nocnego Londynu. Co ciekawe nocą był równie zatłoczony co i za dnia. Dręczyły mnie potworne wyrzuty sumienia spowodowane tym pocałunkiem. Ale przecież... to nie ja go pocałowałam, tylko on mnie. Jednak... czy w oczach Zayna to cokolwiek zmieni? Przecież pocałunek to pocałunek. Więc jak mam mu o tym powiedzieć? "Hej Zayn, całowałam się z Lucasem, nie gniewaj się!" Przecież on ode mnie odejdzie. Nie chcę go oszukiwać. Nie umiem. Muszę mu wyznać wszystko, bez względu na to, jakie będą tego konsekwencje. Los będzie cholernie niesprawiedliwy, jeśli pozwoli mi go stracić ponownie, właśnie teraz, kiedy on jest definicją mojego szczęścia. Kocham tylko jego. On musi mi uwierzyć. Siedziałam na parapecie pogrążona w myślach jeszcze z jakąś godzinę. Aaaaaach... dlaczego zawsze, kiedy jestem niebiańsko szczęśliwa, musi się zdążyć coś, co wszystko spieprzy? Ja chyba sama się proszę o kłopoty.
                      Kiedy wybiła 6.30 uznałam, że najwyższa pora się zbierać. Udałam się więc do łazienki, aby się odświeżyć i zrobić sobie delikatny makijaż. Nie czułam się dzisiaj na siłach. Byłam blada i miałam podkrążone oczy. Nawet "tapeta" tego nie zamaskowała. Marika jeszcze spała, więc musiałam się zachowywać cicho, aby jej przypadkiem nie zbudzić. Nawet wczoraj nie porozmawiałyśmy. Najpierw Zayn mnie wyciągnął na spacer, a potem ten cały Lucas przyszedł i namącił mi w głowie. Nie byłam wczoraj zbyt dobrą partią do towarzystwa. Znając mnie, zamiast jej wysłuchać, to zaczęłabym jej ględzić o sobie i o tej całej sytuacji z pocałunkiem. Wolałam więc iść spać, żeby oszczędzić zarówno sobie jak i jej zbędnych wywodów. Naszykowałam sobie na dzisiaj czarno-białą spódniczkę w paski, białą, luźną koszulkę z nadrukiem oraz jasną katanę. Założyłam na siebie owe ubrania i poszłam do kuchni, aby zaparzyć sobie filiżankę kawy na rozbudzenie. Telefon, który miałam na blacie stołu zaczął wibrować. SMS. Prawdę mówiąc bałam się spojrzeć na wyświetlacz, bo przeczuwałam, że to wiadomość od blondasa. Wzięłam głęboki wdech i sięgnęłam po komórkę, odblokowałam klawiaturę i odczytałam wiadomość, która do mnie przyszła "Kocham Cię najmocniej na świecie xx. Udanego dnia w pracy. Wpadnę do ciebie później xxxxxxxx" Był to Zayn. Odetchnęłam z ulgą i zaczęłam się śmiać do telefonu jak głupia na myśl o tym, jaką niewiarygodną szczęściarą jestem będąc z nim. "Ja Ciebie też kocham kochanie xx Tęsknię i czekam xxxxxxx" wystukałam i wysłałam do niego w ramach odpowiedzi. Po jego porannej wiadomości, mój humor nagle się poprawił. Ponownie byłam cała w skowronkach, a po moim brzuchu latało stado motyli. Przelotnie zerknęłam na zegar wiszący na ścianie. Była 7.15. Odskoczyłam od stołu jak poparzona dopijając na stojąco ostatnie łyki kawy. Pobiegłam do pokoju po torebkę, wrzuciłam do niej telefon, zamknęłam mieszkanie ze śpiącą Mariką w środku i wyszłam. Idąc do pracy, mijałam na chodniku wielu ludzi. Nigdy wcześniej nie zwracałam na nich większej uwagi. Każdy z nich miał w sobie coś, co sprawiało, że ulice Londynu stawały się piękniejsze. Poczułam, że żyję. Świat jest piękny - tyle wiem. Dopiero odkąd Zayn powrócił do mojego świata, wszytko nabrało barw i zaczęło przejawiać jakiś sens. Kocham go za to, że upiększa wszystko dookoła jednym, mimowolnym uśmiechem.

Piosenka ♥
                         W sklepie był dzisiaj straszny tłok. Wszystko za sprawą naszej jesiennej wyprzedaży i nowej kolekcji, którą wczoraj rozwieszałam po manekinach. Nie miałam nawet pięciu minut wytchnienia. Tak wiele razy chciałam napisać do Zayna, ale nie miałam kiedy i jak. Ciągle trzeba było stać przy kasie albo zamiatać kurz z ulicy, który wnieśli razem z sobą klienci. Szef nawet nie pozwolił mi ani Amy - drugiej kasjerce iść na przerwę śniadaniową, bo "w pojedynkę nie jesteśmy tego w stanie ogarnąć" jak śmiał twierdzić, a sam siedział w swoim biurze i czatował. Już około 11 pękała mi głowa, a tu jeszcze 3 godziny! Wbrew wszystkiemu lubiłam tę pracę. Jutro mamy wykłady na uczelni. Zgroza... Kiedy tylko sobie pomyślę, że Lucas też tam będzie, to mnie mdli. Muszę powiedzieć Zaynowi. Bez względu na to, jak to przyjmie. Jeśli jego uczucia są szczere i darzy mnie zaufaniem, to zrozumie, a jeśli nie... to może oznaczać tylko i wyłącznie to, że kolejny raz mnie zwiódł. Jakby na to nie patrzeć, to ja mam powody do tego, żeby być podejrzliwą, bo dobrze wiem, że nie jestem pierwszą kobietą w jego życiu. Widziałam te łańcuszki dziewczyn w różnych przedziałach wiekowych przeplatające się przez jego pokój. Mam prawo, żeby moje zaufanie było ograniczone. Prawda? Jednak takie nie jest. Ufam m całą sobą i wiem, że mnie nie zdradzi. Prawdziwy związek wymaga miłości, zaufania, kompromisów, ustępstw i zaangażowania.
- Lena, idź rozwieś na wieszakach kilka ubrań z nowej kolekcji - wyrwał mnie z zamyślenia głos szefa.
- Okay. - odparłam i poszłam na zaplecze, gdzie nowa kolekcja była jeszcze szczelnie zapakowana w foliowe worki, aby nie ulec działaniu czynników zewnętrznych. Tak jak mnie prosił pracodawca rozpakowałam ją i zawiesiłam na około czterdziestu wieszakach po kilka egzemplarzy z każdego fasonu. Następnie zaniosłam je na sklep i umiejscowiłam na jednym ze stojaków.
- Cześć mała. - usłyszałam męski głos tuż przy uchu, kiedy rozwieszałam ubrania. Podskoczyłam z zaskoczenia.
- Zayn! - odparłam z przekąsem odwracając się w jego stronę. - Wystraszyłeś mnie. - uderzyłam go lekko w klatkę.
- Stęskniłem się. - chwycił moją dłoń. - Daj buzi. - rozkazał i złożył usta w dzióbek.
-Oszalałeś? - zapytałam. - Chcesz, żeby szef mnie zabił?
- Nie zabije. - poruszył brwiami. - Co mam zrobić, że tak mocno za tobą tęsknię kiedy cię nie ma? - zapytał z miną szczeniaczka, którą swoją drogą w jego wykonaniu wręcz uwielbiałam. - Daj buzi. - poprosił  ponownie złożył usta w dzióbek.
- Nie. - pokiwałam przecząco głową.
- Ale... - zaczął.
- Ciii... Za dwie godziny kończę. - uśmiechnęłam się łobuzersko. Chyba załapał co chodzi mi po głowie.
- Przyjdę tu po ciebie. - uśmiechnął się szeroko i puścił mi oczko. - Ale daj buziaka zanim wyjdę. - ponownie zrobił dzióbek.
- Zayn, tam są drzwi. - wskazałam palcem.
- Zapłacisz mi za to później. - wyszeptał tuż przy moim uchu i wyszedł ucieszony. I jak ja mam go nie kochać?


                        Gdy Zayn opuścił sklep, w końcu mogłam się skupić na pracy. Ponownie wróciłam do czynności, którą mi przerwał w tak "Zaynowy" sposób. Nagle ból głowy i całe zmęczenie minęło. Zaczęłam się uśmiechać do obcych ludzi, żeby ich zarazić pozytywną energią, której miałam w sobie aż nad to. Pewnie wzięli mnie za stukniętą, ale nie ważne. Byłam tak radosna, że nawet nie zauważyłam, kiedy minęły dwie godziny. Poszłam na zaplecze po swoje rzeczy i grzecznie czekałam na Zayna.
- Hej śliczna. - rzucił z wielkim uśmiechem wchodząc do sklepu.
- Cześć. - odparłam podchodząc do niego. Chłopak nachylił się nade mną, aby mnie pocałować, ale ja zrobiłam unik, przez co spotkałam się z jego zdezorientowanym wzrokiem. Uśmiechnęłam się tylko słodko i pociągnęłam go za rękę wychodząc ze sklepu, a potem znikając za jego rogiem.
- Dlaczego nie dajesz mi się pocałować? - zmarszczył brwi.
- Szef wszystko widzi przez kamerę. - zaśmiałam się i chwyciłam go za kołnierzyk jego skórzanej kórtki, po czym gwałtownie go pociągnęłam w swoją stronę i pocałowałam go z pasją. Czułam, jak się uśmiecha podczas pocałunku. - Tęskniłam. - wyszeptałam mając nadal przytwierdzone usta do jego.
- Ja bardziej. - wyszeptał oddając zachłannie pocałunek.
- Gdzie idziemy? - zapytałam odrywając się od niego.
- Do ciebie, czy do mnie? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Marika wyszła i wraca dopiero około 21. - uśmiechnęłam się.
- Harry jeszcze siedzi na kanapie i gapi się w telewizor. Za dwie godziny ma rozprawę.
- Czyli idziemy do mnie. - zachichotałam, a Zayn złączył ponownie nasze usta, co miało sugerować "Tak".
                        Szliśmy ulicami skąpanego w jesiennym słońcu Londynu trzymając się za ręce i śmiejąc z byle czego. Ludzie którzy nas mijali, widzieli, że się kochamy. Skąd o tym wiem? Oboje z Zaynem słyszeliśmy, jak jeden starszy pan siedzący ze swoją żoną na ławce wskazał na nas i powiedział do niej: "Pamiętasz? My też tacy byliśmy 40 lat temu". To chyba musi o czymś świadczyć...
                        Kiedy znaleźliśmy się w końcu w moim mieszkaniu, bez zbędnych słów zaczęliśmy pozbywać się części swojej garderoby. Zayn wręcz zerwał ze mnie bluzkę oraz spódnice. Był strasznie napalony. Zaśmiałam się, kiedy z taką samą brutalnością chciał zerwać ze mnie mój stanik, ale nie umiał sobie poradzić z jego zapięciem.
- No i z czego się śmiejesz? - zapytał z lekką irytacją.
- Z niczego. - udałam powagę, jednak nie na długo, bo gdy ponownie zaczął się męczyć z zapięciem wybuchnęłam śmiechem, przez co spotkałam się z jego oburzonym wzrokiem. - Kocham cię - wyszeptałam i zdjęłam z niego białą podkoszulkę, która była idealnie dopasowana do jego ciała. Zayn położył mnie na łóżku i delikatnie muskał moje usta. Moje dłonie kreśliły nieznane wzory na jego plecach. Malik w końcu poradził sobie z zapięciem, co wywołało u niego samozachwyt. Kiedy on zszedł z pocałunkami na moja szyję, ja zajęłam się zdejmowaniem jego spodni. Był taki brutalny i jednocześnie delikatny. Stęskniłam się za jego dotykiem. Po chwili całe mieszkanie wypełniły nasze pojedyncze westchnienia i jęki. Po wszystkim byliśmy oboje wycieńczeni.
- Mogę? - zapytał wyjmując paczkę z fajkami z kieszeni spodni, które leżały przy łóżku.
- Tak. - uśmiechnęłam się i pogładziłam jego ramię, którym mnie obejmował. On odpalił papierosa i zaciągnął się. Nie lubiłam kiedy palił, jednak muszę przyznać, że z papierosem wyglądał bosko.



- Chcesz? - zapytał podkładając mi fajkę pod usta. Bez zastanowienia również się zaciągnęłam.
- Muszą wziąć prysznic kochanie. - westchnęłam i udałam się do łazienki. Zanim jednak udało mi się odkręcić kurek, zorientowałam się, że on przyczłapał za mną.
- A co ze mną? - zapytał trochę nadąsany.
- Chodź. - uśmiechnęłam się promiennie i chwyciłam jego dłoń.
                       Po godzinnej kąpieli czułam się świeżo i całe zmęczenie minęło. Założyłam na siebie świeże ciuchy i udałam się do kuchni aby coś przekąsić.
- Zayn, jesteś głodny? - zawołałam.
- Nie! - usłyszałam jego głos dobiegający z mojego pokoju.
Zrobiłam sobie kanapkę z nutellą i wróciłam do niego. On rozłożył swoje ramiona, w które się wtuliłam jednocześnie jedząc kanapkę.



- Na pewno nie chcesz? - chciałam się upewnić.
- Daj gryza. - powiedział, po czym wgryzł się  moją kanapkę.
- A chciałam ci zrobić... - zaśmiałam się karmiąc go.
- Nie jestem głodny. - odparł z pełnymi ustami.
- Właśnie widzę. - pocałowałam go w policzek i zabrałam się za jedzenie kanapki. Został mi jeszcze jeden gryz i właśnie miałam go włożyć do buzi, ale Zayn mi go wyrwał i zjadł.
- Twoje kanapki są najlepsze - powiedział z rozbrajającym uśmiechem.
- Nie podlizuj się. - zachichotałam, a on mnie pocałował.
Wtuliłam się w niego mocno.
- Kochanie, mogę zadzwonić z twojego telefonu? - zapytał gładząc mnie po głowie. - Bo ja zapomniałem kupić doładowanie.
- Jasne - uśmiechnęłam się i udałam się do przedpokoju po torebkę w której była moja komórka. Wyjęłam ją ze środkowej kieszonki i podałam chłopakowi.
- Dziękuję. - uśmiechnął się i pocałował moje ramie. Odblokował klawiaturę i zaniemówił.
- Zayn, wszystko ok? - zapytałam, a on tylko zmierzył mnie wzrokiem, odłożył mój telefon, wstał z łóżka, założył na siebie podkoszulkę i wyszedł z mojego pokoju w kierunku drzwi, gdzie wsunął na nogi buty. Był wściekły, o ile wściekły to dobre słowo. Nie wiedziałam o co mu chodzi. - Zayn, możesz mi wytłumaczyć co ci zrobiłam? - zapytałam chwytając go za rękę, kiedy chciał nacisnąć klamkę.
- Nie udawaj głupiej. - syknął.
- Zayn! Do cholery! Możesz mi wytłumaczyć?! - podniosłam głos.
- Nie chcę mieć już z tobą nic wspólnego. - oznajmił i odepchnął mnie tak, że upadłam na komodę, po czym wyszedł trzaskając za sobą drzwiami.


                       Uderzyłam ramieniem o kant mebla, jednak nie byłam w stanie nawet poczuć bólu. Nie rozumiałam, co się tu przed momentem stało. Rozpłakałam się. To chyba nic dziwnego. Dlaczego tak zareagował? Poszłam do pokoju i złapałam za telefon. Na wyświetlaczu widniało zdanie, które wszystko wyjaśniało. "Wciąż myślę o naszym wczorajszym pocałunku. Lucas xx". Poczułam do niego w tamtym momencie wstręt i pogardę, tak wielką, jak jeszcze nigdy do nikogo. Właśnie zrujnował moje życie i Zayna. Tu nawet nie chodzi o mnie, tylko o Malika. Widziałam w jego oczach tyle bólu i żalu... i to wszystko było spowodowane mną. Muszę z nim porozmawiać! On musi wiedzieć, jak to na prawdę wyglądało! Musi! Wykręciłam do niego numer. Poczekałam 4 sygnały. Nie odebrał. Napisałam wiadomość "Proszę porozmawiajmy!". Nie odpisał. Ponownie zdzwoniłam. Następnie napisałam. Zero odpowiedzi. Wykonałam do niego chyba dwadzieścia telefonów, aż w końcu wyłączył telefon. On ma mnie już dość. Nienawidzi mnie.

Piosenka ♥

***Zayn***

                        Biegłem przez miasto trącając przypadkowych przechodniów. Moje serce krwawiło. Jak ona mogła?! April?! Po każdym bym się tego spodziewał, ale nie po niej. Chciałem, żeby z nią było inaczej, żeby to było uczucie z prawdziwego zdarzenia... a ona co? Dzień po wyznaniu mi swoich niby prawdziwych uczuć przelizała się z tym gnojkiem. Nie chcę mieć z nią już nic wspólnego. Po co ona w ogóle do mnie ciągle wydzwania? Ma mnie za kretyna?! Jak mogła mi to zrobić?! Niech zapomni o mnie. Niech skasuje mój numer i zjeżdża. Jest zamkniętym rozdziałem. Ja głupi wierzyłem w jej "Kocham"... Jest dobrą aktorką. Przez cały czas udawała. Pewnie ani przez moment nie była ze mną szczera, ani teraz, ani rok temu. Wtedy chciałem ją bronić przed Billem, ale wychodzi na to, że niepotrzebnie, bo ona jest taka sama jak on. Idzie na dwa fronty. Jak ja mogłem dać się jej tak po prostu zmanipulować?
                        Kiedy znalazłem się już pod drzwiami do mieszkania, otworzyłem je z hukiem, na co Harry wybiegł z pokoju.

- Zayn?! Odpierdziela ci?! Myślałem, że to jacyś bandyci! - wykrzyczał, ja to jednak olałem. - Zayn? - Zapytał ponownie, tym razem spokojnym tonem.
- Nienawidzę jej. - wyszeptałem przez zaciśnięte zęby i skryłem twarz w dłoniach.
- Stary... - zaczął Styles podchodząc do mnie.
- Daj mi spokój. - rzuciłem i poszedłem do swojego pokoju.
- Nie! Nie dam ci spokoju. - wparował z impetem za mną.
- Zdradziła mnie. - wypaliłem z grubej rury siadając na fotelu.
- J-jak to? - wyjąkał stojąc w drzwiach.
- Normalnie. Wczoraj lizała się z Lucasem. - zacisnąłem mocno powieki, aby nie uronić żadnej łzy.
- Skąd wiesz? Może coś przekręciłeś... - usłyszałem.
- Nic nie przekręciłem Harry! Chciałem zdzwonić z jej telefonu i przez przypadek wszedłem w wiadomości... napisał do niej "Wciąż myślę o naszym wczorajszym pocałunku". I co ja tu według ciebie źle zrozumiałem? - zapytałem dając upust łzą.
- Może... może pomylił numery? To się czasem zdarza. Może chciał napisać do jakiejś tam Alex, a przez przypadek wysłał to do April... Przecież sam mówiłeś, że ona jest inna od innych i że tylko ona cię szczerze kocha... Jak dla mnie nie powinieneś tu teraz siedzieć i beczeć, tylko idź do niej, porozmawiajcie. Stary, bądź facetem. - wygłosił swój monolog.
- Możesz coś dla mnie zrobić? - zapytałem spoglądając na niego.
- Jasne. Dla ciebie wszystko. - odparł.
- Wyjdź. - rozkazałem. Styles mnie posłuchał i zamknął za sobą drzwi.
                          Nie potrzebowałem teraz głupiej rozmowy z nim. Lucas pomylił numer? Też coś! Gdybym na własne oczy nie widział, jak flirtuje razem z moją dziew... eks dziewczyną, to bym wziął to pod uwagę. Jak ja mogłem być taki ślepy i jej ufać? Kretyn ze mnie. Miałem dość świata i ludzi, więc wziąłem szybki prysznic i położyłem się spać. Nie byłem w stanie zasnąć. Wciąż zadręczałem się tym co dzisiaj wyszło na jaw. W myślach widziałem, jak ten palant ją całuje... miałem ochotę zwymiotować. Jestem jedynie ciekaw, na co ona we mnie poleciała? Przecież nie śmierdzę groszem. Może chodziło jej o hotel moich rodziców? Nie chcę o tym więcej myśleć...
Zasnąłem blisko 4 rano, tylko po to, żeby przed 8 ktoś szarpał za moją kołdrę.
- Czego - wymamrotałem przebudzając się.
- Wstawaj. Nie pozwolę ci gnić na łóżku. - usłyszałem zachrypnięty głos Stylesa.
- Odpierdol się. - wyjąkałem naciągając na siebie ciepłą kołdrę.
- O nie! Masz dzisiaj wykład i masz na niego iść! Jasne?!
- Nigdzie nie idę.

- Wstawaj, nie pierdziel! Masz 5 minut żeby się zebrać. Serio. Nie żartuję Malik! Jestem gotów wylać na ciebie kubeł zimnej wody. - powiedział, po czym zrzucił kołdrę ze mnie, przez co wylądowała na ziemi i wyszedł.
                        Nie chciałem wstawać. Mam niby tak bez niczego iść na uczelnię? Ona tam będzie! Nie jestem gotów, żeby stanąć z nią twarzą w twarz. Swoją drogą, muszę wysłać Stylesa do jej mieszkania, bo wczoraj zostawiłem w nim moją ulubioną kurtkę.
- Malik do cholery! - krzyknął Styles ze salonu.
- No idę! Nie drzyj się! - wykrzyczałem wstając z łóżka. Byłem wściekły, że kazał mi się wynosić na wykłady.
                        Poszedłem więc do łazienki, aby się odświeżyć. Czułem się do dupy. D.O. D.U.P.Y. Założyłem na siebie pierwsze lepsze ciuchy, które wygrzebałem z szafy i nie jedząc śniadania, ani nie wdając się w żadną poranną dyskusję z moim współlokatorem wyszedłem z mieszkania trzaskając za sobą drzwiami. Będąc na parkingu, wziąłem głęboki wdech i wsiadłem za kółko. Ruszyłem z piskiem opon i pojechałem na uczelnię. Modliłem się, żeby jej nie było. Pewnie błagałaby mnie o rozmowę, a ja nie mam ochoty z nią gadać. Pod salą, gdzie miały się odbyć  wykłady stała grupka osób z mojego roku. Nie było jej nigdzie, za to widziałem Lucasa, jak flirtuje z jakąś panienką. Zebrała się we mnie nieopisana złość. Już miałem się na niego rzucić, ale poczułem, jak ktoś łapie mnie pod rękę.
- Hej Zaynuś. - usłyszałem. Była to Emily.
- Na imię mam Zayn. Tak trudno to załapać?! - syknąłem.
- Oj, widzę, że dzisiaj wstałeś lewą nogą. Pozwól, że umilę ci nieco dzień. - zaśmiała się słodko. Chciałem jej powiedzieć, żeby sobie poszła i już mnie bardziej nie wyprowadziła z równowagi, ale wtedy zjawiła się April. Moja męska duma nakazała mi zignorować jej obecność oraz wdać się we flirt z brunetką, która się wciąż do mnie szczerzyła. Miałem nadzieję, że ten widok da jej do myślenia i sprawi, że da mi spokój, jednak się przeliczyłem, bo April zaczęła podążać w moim kierunku.


Piosenka ♥
***April***

                           Idąc na uczelnię układałam sobie w głowie, co chcę powiedzieć Zaynowi, jeśli ten w ogóle raczy mnie wysłuchać. Wiem, że zawaliłam, bo gdybym mu powiedziała wcześniej o tym pocałunku, to teraz wszystko wyglądałoby inaczej. Kiedy go zobaczyłam, jak beztrosko flirtuje z Emily, zawahałam się. Nie chciałam im przeszkadzać... Swoją drogą, szybko się pocieszył... Miałam do niego nie podchodzić, jednak uznałam, że to jest sprawa, którą musimy sobie wyjaśnić. Wzięłam głęboki wdech i ruszyłam pewnym krokiem w jego kierunku. Zauważyłam, że na jego twarz wdarło się zakłopotanie i złość. Nie przejęłam się tym.
- Możemy... - zaczęłam.
- Pogadać? - dokończył za mnie. Kiwnęłam twierdząco głową. - Nie. - wzruszył ramionami.
- Zayn...
- Nie słyszałaś? On nie chce z tobą rozmawiać! - syknęła brunetka.

- Ty się nie wtrącaj. I dobrze ci radzę, zjeżdżaj, bo za moment mogę już nie być dla ciebie taka miła jak do tej pory. - powiedziałam na jednym wdechu. Dziewczyna mnie posłuchała. - Proszę porozmawiajmy. - powtórzyłam, kiedy ona się już zmyła.
- Nie mamy o czym April. - usłyszałam.
- Właśnie że mamy. - powiedziałam i pociągnęłam go za dłoń w stronę schowka na miotły. Wręcz go wepchnęłam do środka i zamknęłam drzwi na klucz. Oczywiście Malik protestował.
- Idź lepiej do Lucasa, a mnie zostaw w spokoju. - rzekł z chłodem.
- Zayn, co ty wygadujesz? - zapytałam chwytając jego dłoń, którą wyrwał z mojego uścisku.
- Widziałem co ci napisał! - krzyknął. - Masz mnie za kretyna? Jak mogłaś myśleć, że ja się o niczym nie dowiem? No pytam się!
- Miałam ci powiedzieć... - zaczęłam.
- Fajnie wiedzieć... - zadrwił. - Miałaś mi powiedzieć: "Hej Zayn, nie wiem czy wiesz, ale wczoraj pieprzyłam się z Lucasem?"
Nie wytrzymałam i wymierzyłam mu siarczysty policzek.
- Do cholery, mógłbyś w końcu wysłuchać co mam ci do powiedzenia? - zapytałam.
- Nie chcę.
- To nie ja go pocałowałam! To on pocałował mnie!
- A co to zmienia?!
- Wszystko! Ja nie chciałam tego pocałunku! Zayn... on do mnie przylazł po twoim wyjściu... ja myślałam, że to ty czegoś zapomniałeś i otworzyłam drzwi, a za nimi stał on. Powiedział, że się we mnie zabujał i że będzie o mnie walczyć, a potem mnie znienacka pocałował. Tak to wyglądało! Ja go odepchnęłam i powiedziałam, żeby się trzymał ode mnie z daleka, bo mam faceta, którego kocham. Mówię prawdę. A czy ty uwierzysz w moje słowa, to już twoja sprawa. - powiedziałam patrząc w jego oczy. Zayn stał przede mną jakby doznał hibernacji. - Bałam ci się powiedzieć, bo przewidywałam właśnie taką reakcję z twojej strony, a nie inną. - dodałam, po czym przekręciłam klucz w zamku i wyszłam na korytarz, który był już pusty. Uznałam, że nic tu po mnie, bo i tak nie skupię się już na wykładzie, więc lepiej żebym szła do domu.
- A ty gdzie idziesz? - zapytał wychodząc za mną na korytarz.
- Przed siebie. - odparłam.
- Mogę iść z tobą? - zapytał. Ucieszyłam się. Kiwnęłam twierdząco głową, a na moją twarz wdarł się promienny uśmiech.
Zayn podbiegł do mnie i objąwszy mnie w pasie, wyprowadził z uczelni. Nie do końca wiedziałam, co powinnam powiedzieć,  jak się zachować. Panowała cisza. Kiedy doszliśmy do jego auta, skinął głową, abym wsiadła. Zrobiłam jak chciał. Przeskoczyłam przez drzwi kabrioletu na siedzenie pasażera. Zayn usiadł po stronie kierowcy i bez słowa odpalił silnik. Miałam dość ciszy, która się między nami zrodziła, ale nie wiedziałam jak mam ją przerwać. Po 15 minutach jazdy Londyńskimi ulicami w końcu raczył się odezwać.
- Kochasz mnie? - zapytał.
- Powinieneś wiedzieć że tak. - odparłam.
- Z całego serca?
- Tak. - powiedziałam zerkając w jego stronę, a on gwałtownie zatrzymał samochód parkując na krawężniku.
- Chodź. - rozkazał, a ja wysiadłam z auta. Zayn obiegł samochód dookoła i chwycił pewnie moją dłoń ciągnąc mnie za sobą.
- Gdzie idziemy? - zapytałam próbując dorównać mu kroku.
- Udowodnimy to wszystkim.
- Co? - zirytowałam się.
- Że się kochamy. - oznajmił. Przed nami stał niewielki budek na szyldem "Studio Tatuażów"
- Mamy sobie pieprznąć po dziarze? - zapytałam, kiedy przekroczyliśmy próg.
- Dokładnie tak. - usłyszałam.
- Ale ja się boję! To przecież boli! I zostaje na całe życie! - protestowałam.
- Tak jak nasza miłość. - odparł.
- Mają tu chociaż czyste igły? - zapytałam.
- O nic się nie bój. - pogładził mój policzek.
O nic się nie bój? Łatwo mu mówić. On ma już w tym doświadczenie, a ja nie! To będzie mój pierwszy tatuaż. Mam chyba prawo się bać?


***Zayn***

                          Może już do reszty oszalałem, ale wierzę w jej słowa. Pomysł na tatuaż wpadł do mojej głowy niespodziewanie. Nie przemyślałem tego. Zdziwiłem się, że się zgodziła. Uznałem, że mała dziara na nadgarstku lewej ręki jest jak najbardziej w porządku. Kiedy już leżałem na stole tatuażysty, ona wpatrywała się we mnie z podziwem, miłością i obawą. Przesłałem jej uspokajający uśmiech i zacisnąłem zęby, kiedy tatuażysta wbił igłę pod moją skórę i wpuścił pod nią czarny tusz. Po około trzydziestu minutach na moim nadgarstku widniał śliczny napis "April". Teraz przyszła kolej na moją dziewczynę. Widziałem, jaka była wystraszona.
- Nie musisz tego robić. - zwróciłem się do niej, kiedy bandażowano mi rękę.
- Ja chcę. - usłyszałem.
                          April po chwili zajęła moje miejsce. W jej oczach widziałem ogromny trach przed bólem jaki może za moment odczuć. Zacisnęła powieki i kazała mężczyźnie zaczynać. "Good girl" pomyślałem.  Na początku piszczała przez zaciśnięte zęby, ale z minuty na minutę zaczęła się przyzwyczajać do nieprzyjemnego uczucia. Po krótkim czasie na jej nadgarstku pojawił się napis "Zayn". Byłem z niej dumny. Poczekałem aż opatrzą jej rękę i zapłaciłem za nas. Kiedy znaleźliśmy się już pod studiem, przyparłem ją do muru i zatonąłem w jej oczach.
- Przepraszam. - wyszeptałem.
- Jest okay. - uśmiechnęła się delikatnie.
- Kocham cię. - odparłem odgarniając kosmyk włosów, który opadł na jej policzek.
- Wiem. - zachichotała i pocałowała mnie. Stęskniłem się za jej wargami. - Następnym razem wysłuchaj co mam ci do powiedzenia, a nie wściekaj się. - dodała kiedy nasze wargi się rozłączyły.
- Obiecuję. - odparłem uśmiechając się od ucha do ucha.
Uznaliśmy, że najwyższy czas się stąd zmywać. Chciałem, żeby wpadła do mnie choć na krótką chwilkę, ale nie dała rady ponieważ musiała jeszcze iść do pracy. Wysadziłem ją pod samym sklepem i pojechałem do siebie. Kiedy wszedłem do mieszkania, wszędzie paliły się świeczki, na ziemi leżały porozrzucane ubrania.
- Zayn?! Co ty tu robisz? - usłyszałem Harrego, który wybiegł ze swojego pokoju zawinięty w prześcieradło. Znowu wyrwał jakąś panienkę na jeden raz.
- Nooo.. a jak ci się zdaje? - zapytałem z rozbawieniem.
- Stary, błagam cię, bądź człowiekiem i spadaj. - powiedział.
- Gdzie ja mam niby iść? - zapytałem drapiąc się po głowie.
- Nie wiem. Skocz na miasto, zjedz coś. Cokolwiek. - odparł błagalnym tonem.
- No okay, ale wisisz mi przysługę.
- Dobra. Za dwie godziny możesz wrócić. - rzucił znikając za drzwiami pokoju.
                             Westchnąłem i wyszedłem z mieszkania. Nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. April była w pracy, Harry zabronił mi wchodzić do mieszkania przez najbliższe dwie godziny. W sumie to nawet dobrze, że nie przyprowadziłem tutaj April, bo byłby wstyd. Plątałem się po mieście chodząc od sklepu do sklepu. Wypatrzyłem klika serio fajnych męskich ubrań. Muszę wyciągnąć April na małe zakupy, żeby mi doradziła co mam kupić. W końcu... muszę się jej podobać. Po dwóch godzinach uznałem, że już czas wracać do domu.
- Jestem. - zakomunikowałem.
- Ok. - usłyszałem ramach odpowiedzi. - I jak, żyjesz?
- Jak widać. Byłem sobie zrobić nową dziarę. - odparłem z samozachwytem i opadłem na kanapę.
- Co tym razem? Gołą laskę? - poruszył brwiami.
- Nie - wywaliłem język. - Napis...
- Jaki? - zapytał robiąc łyka czarnej kawy.
- April.
- Pogodziliście się? - zapytał odkładając kubek na ławę.
- Tak. Miałeś rację, powinienem był z nią pogadać, a nie robić afery o nic. - odparłem. - Dobra, zwijam się. April kończy pracę za moment. - podniosłem się z kanapy i dopiłem do reszty kawę Stylesa, po czym wyszedłem z bloku i udałem się na parking, gdzie wsiadłem za kółko mojego czerwonego skarbeńka.
                           Kiedy dojechałem pod sklep, zaparkowałem auto na krawężniku i czekałem aż skończy pracę. Po piętnastu minutach wyszła ze sklepu. Chwyciła za telefon i właśnie do mnie dzwoniła, bo wyświetliła mi się na wyświetlaczu komórki, ale przerwała połączenie, kiedy Lucas do niej podszedł. Zacząłem popadać w furię.
- Czego chcesz? - zapytała.
- Pogadać. - uśmiechnął się szelmowsko.
- Nie mamy o czym. Zostaw mnie  wreszcie w spokoju. - poprosiła.
- Nie. Daj mi szansę. - chwycił jej nadgarstek, a ona zasyczała z bólu, gdyż nadal czuła palącą ranę po tatuażu.
- Nie dotykaj mnie. - odepchnęła go, a on chwycił ją w pasie i przyciągnął do siebie. Nie wytrzymałem i wyskoczyłem z auta biegnąc w ich stronę.
- Nie słyszałeś? Ona nie chce twojego towarzystwa. - syknąłem stojąc za nim.
- Skąd możesz wiedzieć? - zapytał śmiejąc się.
- Zabiję cię! - krzyknąłem i rzuciłem się na niego obkładając jego twarz.
- Zayn! Zayn! Przestań! Już dość! - April próbowała mnie od niego odciągnąć.
- Następnym razem będzie po tobie. - powiedziałem jeszcze i objąwszy ją w pasie zaprowadziłem do swojego auta.
- W porządku? - zapytała masując moją obolałą od zadawania ciosów dłoń.
- Tak. - odparłem i wyrwałem moją dłoń z jej uścisku, po czym ruszyłem z piskiem opon. Zatrzymałem samochód dopiero pod jej blokiem.
- Wejdziesz? - zapytała.
- I tak mam u ciebie moją ulubioną kurtkę. - zaśmiałem się i musnąłem jej wargi.
- Zostaniesz na noc? - zapytała.
- A chcesz, żebym został? - zapytałem patrząc w jej oczy. Ona kiwnęła twierdząco głową.
- Ostrzegam, że musisz być grzeczny, bo Marika jest. - zaśmiała się i wyskoczyła z kabrioletu czekając na mnie w drzwiach wejściowych do bloku.


WAŻNE!

Hej wszystkim ♥ Mam nadzieję, że w dzisiejszym rozdziale spisałam się lepiej niż w poprzednim :). Jak pewnie zauważyliście, w prawym, górnym rogu znajduje się mała ankieta dotycząca tego, o kim chcecie czytać kolejne fanfiction. Postanowiłam założyć nowego tt (oczywiście starego nadal mam) tylko i wyłącznie przeznaczonego dla mojego ff oraz dla Was, żeby było mi łatwiej Was informować o nowych rozdziałach. @ImaginyHipsty followujcie, obiecuję dać Wam follow back. ♥

sobota, 8 lutego 2014

Rozdział XIII



                     Po nużącym wykładzie Zayn podrzucił mnie pod sklep z ubraniami w którym pracowałam. Ciężko było mi się z nim rozstać. Ledwie wysiadłam z jego auta, a już zatęskniłam. Nigdy nie odmierzałam tak intensywnie czasu do końca dniówki. Była dopiero 14, a ja modliłam się, żeby wybiła już 19, bo nie mogłam się doczekać ponownego spotkania z moim chłopakiem. Jejkuuuuu... jak to pięknie brzmi: "Mój chłopak - Zayn Malik, badboy z Bradford". Ociekam dumą. Wszystkie inne ekspedientki kończą pracę o 17, jednak ja muszę zostawać zawsze te dwie godziny dłużej, bo na mojej głowie jest zamiatanie i rozwieszanie ciuchów na wieszakach oraz manekinach.  Dzięki temu mam kilka funtów ekstra. Lubię tę pracę oraz osoby z którymi przyszło mi tu pracować, ale jeśli mam być szczera, praca pokojówki w hotelu rodziców Zayna bardziej mi odpowiadała, bo był blisko mnie przez cały czas. Wciąż czuję motylki w brzuchu... nie opuszczają mnie nawet na sekundę od momentu, kiedy wciągnął mnie do tego składzika. Myślałam, że śnię widząc go ponownie, stojąc z nim twarzą w twarz, mogąc go dotknąć, spojrzeć w oczy. Nie spodziewałam się takiego prezentu od losu jak ponowne spotkanie go na swojej drodze. Byłam tego dnia bardzo rozkojarzona... wszystko przez Zayna! Jak zawsze z resztą. Aaaach... Nie byłam w stanie się w ogóle skupić na pracy, bo ciągle otrzymywałam smsy jak nie od Zayna, to od Lucasa. Czego ten koleś swoją drogą ode mnie chce? Okay... może i flirtowałam z nim wczoraj, ale wszystko się zmieniło dzisiejszej nocy. Dlaczego on zwyczajnie nie uszanuje tego, że mam faceta?
                      Po pracy wracałam do domu na nogach. Nie chciałam dzwonić po Zayna, żeby po mnie przyjeżdżał, bo miałam blisko. Stojąc jeszcze pod blokiem i gasząc papierosa, zauważyłam, że światło w mieszkaniu jest zapalone, co oznacza, że Marika - moja współlokatorka jest już w domu. Swoją drogą... palenie papierosów - kolejny efekt uboczny wyjazdu z Bradford. Nie paliłam nałogowo. Niekiedy tylko nachodziła mnie ochota na "puszczenie dymka".
- Hej. Już jestem. - powiedziałam wesoło wchodząc do mieszkania.
- Cześć Lena! - usłyszałam z kuchni.
- Pójdę się przebrać i opowiesz mi, jak było we Francji. - rzuciłam udając się do swojego pokoju.
                   Byłam wyczerpana. Rzuciłam torebkę na łóżko i zaczęłam zdejmować z siebie biały, koronkowy top, aby zastąpić go czerwoną, rozciągniętą podkoszulką. Zanim to jednak zrobiłam, poczułam na moim ciele gorące dłonie, które już dobrze znałam. Ponownie kreśliły przypadkowe wzory na moim brzuchu.
- Co tu robisz? - zapytałam z lekkim rozbawieniem w głosie.
- Stęskniłem się. - wyszeptał do mojego ucha chłopak i musnął moją szyję.
- Ja bardziej. - odwróciłam się przodem do niego i namiętnie go pocałowałam, a on pchnął mnie ostrożnie na łóżko nadal mnie całując. - Czekaj, nie możemy. - przerwałam jego pieszczoty.
- Dlaczego? - zapytał z małym grymasem.
- Marika jest w domu. Nie wypada... - odparłam gładząc jego kruczoczarne włosy i wydostałam się spod niego, wstałam z łóżka i założyłam na siebie czerwoną bluzkę.
- Jak było w pracy? Myślałem, że wrócisz wcześniej, dlatego przyszedłem. - usłyszałam. - Swoją drogą, twoja współlokatorka, jest bardzo...
- Miła? - uniosłam lewą brew, na co on się roześmiał.
- Ładna. - pokazał mi język.
- Jaka? - udałam oburzoną.
- Słyszałaś... - ponownie pokazał mi język.
- Ja ci dam! - krzyknęłam półgłosem i rzuciłam się na niego trafiając prosto w jego rozłożone ramiona. Zayn zaczął mnie gilgotać i całować po szyi, co tylko potęgowało łaskotki.
- Kocham cię wariatko. - zaśmiał się.
- Ja ciebie nie. - pokazałam mu język.
- Co ty mnie nie? - udał, że nie dosłyszał.
- Nie kocham cię. - powtórzyłam roześmiana.
- Pożałujesz tego. - zaśmiał się i zaczął mnie łaskotać dwa razy mocniej. - Kochasz mnie, czy nie? - zapytał.
- Nie! - krzyknęłam.
- Okay... dobra... jak tam sobie chcesz... - obraził się i mnie puścił siadając na skraju łóżka.
- Zayn... - wyszeptałam. Nie zareagował. - Kochanie? - zaczęłam się skradać w jego stronę. - Najdroższy? - pocałowałam jego szyję i wsunęłam dłonie pod jego bluzkę. - Hej... misiu... Kocham cię, nawet nie wiesz jak mocno. - ponownie musnęłam jego szyję.
- Oszaleję kiedyś przy tobie. - wyszeptał i ponownie się na mnie rzucił całując mnie namiętnie. - Chodźmy gdzieś... - zaczął. - Gdzie będziemy tylko ja i ty... - dodał gładząc wewnętrzną stronę mojego uda.
- Chętnie, ale nie. - odparłam.
- Skarbie, mogę cię o coś zapytać? - zaczął.
- Jasne. - uśmiechnęłam się promiennie nadal leżąc pod nim.
- Paliłaś? - zapytał dość podejrzliwie.
- T-t-tak. - odparłam. Byłam zmieszana.
- Nie pal. Zrób to dla mnie. - poprosił gładząc mój policzek.
- Ty też nie pal. - spojrzałam głęboko w jego brązowe oczy.
- To nie jest takie proste. - westchnął.
- Postaraj się, dla mnie. - musnęłam jego usta.
- Okay, pomyślę nad tym, ale pod warunkiem, że pójdziemy się przejść. - uśmiechnął się szeroko na swoje słowa.
- Ciemno jest... - westchnęłam.
- Romantycznie. - odparł zostawiając niewinnego całusa na moich ustach.
- Od kiedy ty jesteś romantykiem? - zapytałam wplatając dłonie w jego włosy.
- Odkąd mam ciebie. - wyszeptał do mojego ucha. - Przejdziemy się? - zapytał ponownie.
- A mam inne wyjście? - zachichotałam.
- Nie. - stwierdził i musnął moją szyję, po czym wstał ze mnie i podał mi dłoń, abym również się podniosła z łóżka.
                     Podeszłam do szafy i wyjęłam z niej ciepły sweterek, którym zastąpiłam rozciągnięty podkoszulek, przeczesałam włosy dłonią, w ekspresowym tempie poprawiłam makijaż i byłam gotowa do wyjścia.


***Zayn***

                       Kiedy tylko wysiadła z mojego auta, zatęskniłem. Wiedziałem, że jest w pracy i pewnie nie da rady używać telefonu, ale mimo to musiałem jej zawracać głowie moimi wiadomościami, bo umierałem z tęsknoty. Cholera... co ta dziewczyna ze mnie zrobiła? Ze mnie... Z  Zayna Malika - postrachu Bradford... wolnego strzelca, który nie znał słowa przepraszam, brał co się mu należało, a jeżeli się nie należało, to zawsze znalazł sposób, żeby prędzej czy później w taki czy inny sposób to zdobyć. Pieprzyłem każdą panienkę poderwaną na dyskotece, nie potrzebowałem nawet znać jej imienia. Robiłem co chciałem i nikt nie miał do mnie o to pretensji. A potem zjawiła się o tu ta.. i proszę! Nie wiem kim jestem, wiem kim byłem. Byłem wolny i niezależny, a teraz? Teraz perspektywa rozłąki z nią chociaż na pięć minut mnie przerasta. Czemu ja ją tak mocno kocham? Za co?
- Nie musisz się pudrować, żeby być piękną. - powiedziałem, kiedy schodziliśmy schodami do wyjścia z bloku.
- Tylko tak mówisz. - wzruszyła ramionami.
- Jesteś piękna. - powiedziałem zatrzymując ją na jednym ze schodów i przypierając ją do barierki pocałowałem namiętnie jej usta.
- Misiu, nadal ci nie wierzę. - zachichotała oddając pocałunek. - W porównaniu do niektórych dziewczyn, wypadam blado. - westchnęła.
- Dla mnie jesteś najpiękniejsza. - przepuściłem ją w drzwiach wyjściowych.
- Ale przyznasz chyba, że Emily też jest atrakcyjna... - zaczęła.
- Do czego zmierzasz?
- Do niczego. Tak tylko mówię. Jest ładna... i podobasz się jej... - ciągnęła temat.
- Gadasz bzdury. - chwyciłem jej dłoń.
- Rozmawiałam z nią dzisiaj... - zawahała się nad każdym słowem, które wypowiedziała.
- O czym? - zapytałem spoglądając na nią kątem oka.
- O nas. - wyszeptała niepewnie. Zagotowałem się.
- Jak to o nas? - zapytałem przystając.
- Powiedziała, że możesz mnie zostawić. - odparła spuszczając głowę. - Mógłbyś? - zapytała unosząc swoje oczy na mnie. Wyglądała jak bezbronna pięcioletnia dziewczynka.
- Nie. Nie mógłbym. A wiesz czemu? - zapytałem unosząc jej podbródek.
- Czemu?
- Bo cię kocham i nie wyobrażam sobie innej kobiety u mojego boku ani teraz, ani za sto lat. - pocałowałem ją wkładając w pocałunek tyle pasji i miłości jak nigdy wcześniej.
- Chciałam tylko się upewnić. - wyszeptała i wtuliła się we mnie. Moja mała April. Co ja bym bez niej zrobił?
- Zayn?
- Tak skarbie?
- Spacery polegają na przebieraniu nogami, a nie na staniu w miejscu. - zaśmiała się cichutko.
- Jakaś ty romantyczna... - przewróciłem oczami i wybuchnąłem śmiechem.
                      Ruszyliśmy przed siebie. Na dobrą sprawę ani ja, ani ona nie znaliśmy zbyt dobrze miasta, jednak to nam nie przeszkadzało. Jedyne co się liczy to, to, że w końcu jesteśmy razem. Przez ponad rok ona była moją pierwszą i ostatnią myślą. Chcę być dla niej facetem idealnym. Ona na właśnie takiego zasłużyła, a ja jestem gotów nawet stanąć na głowie, żeby tylko była szczęśliwa ze mną, bo ja z nią będę. Nie mam co do tego wątpliwości. Chcę, żeby pamiętała każdy dzień spędzony ze mną. Wbrew pozorom nie jest aż taka twarda, na jaką wygląda. Potrzebuje mojej opieki oraz silnych ramion. Dam jej to wszystko, czego nie da jej żaden inny. Moje serce bije tylko i wyłącznie dla niej. Jak może się tak nisko cenić? Aura doskonałości, która ją otacza przyćmiewa wszystkie inne panienki na tym świecie. Dlaczego wciąż jest taka nieufna? Przecież ta cała Emily, jest zwykłą znajomą, z którą nie mam zamiaru mieć nic więcej wspólnego. Owszem, jest pociągająca, ale to nie ją kocham. April powiedziała kiedyś, że jeżeli kochałbym Alice, to nie byłbym w stanie spojrzeć na żadną inną dziewczynę. Teraz wiem co miała na myśli.
- Zatrzymajmy się. - poprosiłem, kiedy spacerowaliśmy wzdłuż oświetlonej alejki jednego z parków.
- Stało się coś? - zapytała zmartwiona.
- Tak. - wyjąkałem i zacząłem szukać w kieszeni kurtki moich kluczy do auta.
- Mam! - krzyknąłem uradowany, kiedy w końcu je wygrzebałem. April spojrzała na mnie zdezorientowana.
- Klucze? - uniosła lewą brew.
- Nie klucze... - wyszeptałem próbując odpiąć od nich coś, co miałem dać jej rok temu w dniu jej wyjazdu.
- Więc co takiego? - zapytała zniecierpliwiona. Zawsze była w gorącej wodzie kąpana.




- Nosiłem to przy sobie przez cały czas po twoim wyjeździe. Miałem ci to dać już dawno temu... - zacząłem, kiedy odpiąłem w końcu wisiorek od kluczy - Właściwie wtedy, kiedy odchodziłaś. Chciałem ci wyznać co czuję i dać ci ten wisiorek na znak tego, że moje serce należy tylko do ciebie. - chwyciłem jej dłoń i położyłem na niej klucz, po czym ją zamknąłem w szczelnym uścisku - To jest klucz do mojego serca, który ci ofiaruję. - spojrzałem głęboko w jej zielone oczy, które były całe zaszklone.
- Nie spodziewałam się. - wyszeptała. Na jej twarzy pojawił się mój ulubiony uśmiech przyozdobiony rumieńcem i tym dołeczkiem w lewym policzku. - Nigdy nikomu nie oddam twojego serca. Ono jest już moje. - złączyła nasze spojrzenia.
- Na to liczę. - zaśmiałem się i otarłem łzę, która spłynęła po jej policzku. Nigdy nie lubiła płakać przy innych, a już zwłaszcza przy mnie. - A jak jest z twoim sercem? - zapytałem przyciągając ją do siebie i wsuwając dłoń w tylną kieszeń jej spodni.
- Masz je przy sobie odkąd się wtedy pożegnaliśmy. - usłyszałem. Te słowa wywołały uśmiech na mojej twarzy. - Zayn, nie uważasz, ze takie wyznania są denne i żenujące? - zapytała nagle.
- Cicho - zaśmiałem się i zatonąłem w jej ustach.


***April***

                      Kiedy wróciliśmy z parku, Zayn odprowadził mnie pod same drzwi do mieszkania, po czym się ze mną pożegnał. Nalegałam, żeby został na noc, jednak on uznał, że nie powinien, ponieważ nie ma ciuchów na zmianę, a w mieszkaniu jest Marika. Szkoda, bo miałam nadzieję, że spędzimy razem tę noc. Czuję się dużo bezpieczniej, kiedy jestem w jego ramionach. Było blisko 22. Jutro miałam na rano do pracy, więc chciałam się położyć wcześniej. Naszykowałam sobie piżamę oraz bieliznę, po czym udałam się w kierunku łazienki. Niestety pocałowałam klamkę, gdyż Marika brała prysznic. Westchnęłam głośno i przeniosłam się do kuchni nalewając sobie do szklanki soku pomarańczowego. Dłonią szukałam na szyi klucza, który mi dzisiaj ofiarował Zayn. Przypięłam go sobie do łańcuszka. Nie spodziewałam się po nim, że ofiaruje mi taki prezent. O ile prezent to właściwe słowo na określenie podarunku w postaci klucza, który psuje tylko do zamka w jego sercu. Nic dziwnego, że się wzruszyłam. Kocham tego wariata. Stara się. Też chcę mu coś dać w zamian, ale nie mam pomysłu, co może go tak na prawdę ucieszyć. Kocham go i chcę mu to w jakiś sposób udowodnić.
Kiedy dopiłam sok, usłyszałam pukanie do drzwi. Pomyślałam, że to pewnie Zayn czegoś zapomniał, bo kogo innego mogłoby nieś licho o tej porze?
- Tak szybko się za mną stęskniłeś kochanie? - zapytałam otwierając drzwi.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. - odparł mężczyzna stojący za nimi.
- Lucas? - wytrzeszczyłam oczy. - Co ty tutaj robisz?
- Musiałem cię zobaczyć. - usłyszałam w ramach odpowiedzi. - Myślałem, że ten gnojek nigdy sobie nie pójdzie. - dodał opierając się o framugę drzwi.
- Nie nazywaj tak mojego faceta! - wkurzyłam się - Czekaj... co ty odwalasz? - zapytałam po chwili zdezorientowana.
- Podobasz mi się. - odparł z samozachwytem i niespodziewanie mnie pocałował.
- Oszalałeś? - zapytałam odtrącając go.
- Nie udawaj, że ty nie czujesz do mnie tego samego. - zaczął.
- Nie! I nie życzę sobie, żebyś mnie nachodził! Wynoś się stąd! - zaczęłam wrzeszczeć.
- Bo zawołasz Zayna? - zadrwił. - Zakochałem się w tobie i nie mam zamiaru mu cię tak po prostu oddać. Będę walczyć o ciebie. - oświadczył, po czym tak zwyczajnie jak gdyby nigdy nic poszedł sobie.
                      Co on sobie wyobraża?! Jak śmiał mnie pocałować?! Nie chciałam tego pocałunku! Czuję się podle, jakbym zdradziła Zayna. Kocham Malika, jednak... gdy Lucas mnie pocałował, nie chciałam go odpychać. Co ja wyprawiam? Ten pocałunek, nie mógł mi się podobać... Nie jestem taka! Jestem z Zaynem. Nie mam zamiaru sobie zaprzątać głowy Lucasem. Nie teraz, kiedy wszystko w końcu zaczęło się układać. Czuję, że powinnam powiedzieć Mlikowi o tym pocałunku. Powinien wiedzieć... ale co jeżeli powiem mu, a on nie zrozumie? Boje się.

________________________________________________________________________________
Kochani przepraszam Was... Pewnie spodziewaliście się czegoś dłuższego i ciekawszego. Czuję, że was zawiodłam dzisiejszym rozdziałem. Mi osobiście wydaje się krótki i bezsensowny, jednak ekspercką ocenę pozostawiam Wam. Mam nadzieję, że was nie zanudził ♥
Jeśli pojawią się choć 4 komentarze, to będzie mi miło ♥
Obiecuję, że pisząc kolejny rozdział stanę na głowię! :)

Liebster Award

Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego bloggera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę” Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.



1). Dziękuję za nominację http://inscrutable-harrystyles-ff.blogspot.com/ której się nie spodziewałam. Bardzo się cieszę, że to właśnie moje opowiadanie jest jednym z jedenastu, które nominujesz. Dziękuję z całego serca! 

2). Moje odpowiedzi na pytania:

1). Co zainspirowało cię do pisania bloga?

Nie miałam konkretnej inspiracji dodając pierwszy rozdział tutaj. Może to zabrzmi śmiesznie, ale po prostu pomyślałam sobie: "Hej! Tyle osób pisze lepsze lub gorsze opowiadania, więc dlaczego Ty nie spróbujesz? I tak nie masz nic do stracenia." W mojej głowie narodził się pomysł na historię zwykłej, normalnej dziewczyny, która wyjeżdża do UK w poszukiwaniu pracy i zakochuje się w nieodpowiednim mężczyźnie. Tyle, albo aż tyle. 

2.) Czym jest dla ciebie przyjaźń?
"Przyjaciel - nasz cień... nasza nadzieja na jutro". Nie da się w jednym zdaniu określić czym dla mnie jest przyjaźń. Jedno wiem na pewno - bez moich przyjaciół, byłabym bladym, nudnym cieniem człowieka bez wspomnień, zakręconych historii, szansy na spowiedź, za którą mnie nikt nie skarci. Dzięki przyjaźni kilku osób, wiem, że jestem coś warta i żadne słowa nie oddadzą tego, jak mocno im dziękuję za obecność w moim pokręconym życiu. Zawdzięczam im to, że piszę, że śpiewam (chociaż oni uważają, że drę japę, ale mimo to mnie dopingują) oraz, że nie skupiam się tylko i wyłącznie na sobie. Przyjaźń, to taka więź, która cię upoważnia do popełnienia najwspanialszych błędów. Przyjaźń jest równie cenna co i miłość. 

3).Bez kogo nie dałabyś/dałbyś sobie rady w życiu?
Bez osób, które zawsze są przy moim boku,wspierają mnie, kochają oraz darzą zaufaniem - to musi działać w obie strony. Zdecydowanie nie poradziłabym sobie bez rodziców, babci oraz przyjaciół (przede wszystkim Kaśki M., której nigdy nie powiem, że mam ją za bff, ale sądzę, że ona o tym wie), którym należy się nagroda za to, że ze mną wytrzymują. 

4). Czym jest dla ciebie życie?
Ulotną chwilą, z której należy korzystać, tak, żeby niczego nie żałować.

5). Bardziej cenisz sobie realne znajomości, czy te internetowe?
Oba rodzaje znajomości są ważne, ponieważ, fajnie jest włączyć tt, fb czy gg i poczatować z różnymi osobami, jednak nie ma to jak znajomość w realnym świecie, kiedy to można się spotkać, wyskoczyć na kawę, na imprezę lub zwyczajnie ponudzić się wspólnie przy pierwszej lepszej komedii w TV. 

6).Lubisz czytać książki?
Jeżeli mam być szczera, to nie. Łatwiej przychodzi mi napisanie czegokolwiek, niż ślęczenie nad książką. Jedyne co lubię czytać, to imaginy i ff. 

7). Co sądzisz o samobójcach? 
Samobójca, to osoba, która nie udźwignęła ciężaru życia. Przegrała i nie była w stanie zebrać w sobie wystarczająco dużo sił, żeby się podnieść po kolejnym ciosie. 

8). Jaki jest twój ulubiony film? 
Na dzień dzisiejszy "Zakochana Złośnica" 

9).Zwracasz uwagę na charakter czy na wygląd nowo poznanej osoby?
Estetyczny wygląd mówi sam przez się. Jedna rozmowa, to za mało, żeby poznać czyjś charakter oraz intencje. Jednak sądzę, że wygląd nie jest najważniejszy. Liczy się nić porozumienia między mną, a rozmówcą. 

10).Komu możesz w pełni zaufać? 
Rodzicom oraz przyjaciołom.

11). Do czego dążysz w życiu?
Chyba nadal szukam określonego celu. 




3). Moje pytania:

1. Jak narodził się pomysł na Twoje ff?
2. Jaką konkretną cechę cenisz w sobie i dlaczego?
3. Gdybyś mógł/mogła wybierać pomiędzy rozczesaniem loczków Harrego a Karmieniem Nialla pizzą, jaki były Twój wybór?
4. Która złota myśl dopinguje cię do działania? 
5. Jaki jest tytuł Twojej ulubionej piosenki? 
6. Gdzie chciałbyś/chciałabyś znaleźć się za 20 lat?
7. Za co jesteś wdzięczny/wdzięczna swoim przyjaciołom? 
8. Co chciałbyś/chciałabyś zmienić w swoim życiu?
9. Który z kolorów tęczy jest według Ciebie najładniejszy?
10. Kto jest twoim wzorem do naśladowania?
11. Czego nie jesteś w stanie wybaczyć? 



4). Blogi, które nominuję: 


1. http://i-cant-change-my-love.blogspot.com/
2. http://unlucky10maybe11willbehappy.blogspot.com/
3. http://british-apocalypse.blogspot.com/
4. http://we-like-na-na-na.blogspot.com/
5. http://onedirection-opowiadaniebyjull.blogspot.com/
6. http://no-matter-how-hard-i-try-hope.blogspot.com/
7. http://about-us-harry-styles.blogspot.com/
8. http://escapethedeath.blogspot.com/
9. http://wejdzdomojegoumyslu.blogspot.com/
10. http://i-miss-for-everything-we-do.blogspot.com/
11.http://midnight-memories-fan-fiction.blogspot.com/

czwartek, 6 lutego 2014

Rozdział XII




                   Podobno przeprowadzka do dużego, zupełnie obcego miasta, oddalonego setki, a nawet tysiące kilometrów od domu, bez żadnych konkretnych celów czy założeń, zmienia ludzi. Coś w tym musi być. Odkąd przyjechałam do Londynu, widzę świat w innych barwach. To, co dawniej wydawało mi się ważne, zeszło na boczny tor. Na podium natomiast stanęła zabawa i próba zamaskowania wspomnień o chłopaku, którego imię wciąż odbija się echem w mojej głowie. Wszyscy myślą, że jestem tu teraz, tylko i wyłącznie po to, żeby studiować i zarobić parę groszy. To nie do końca prawda... Przede wszystkim, znalazłam się tu, żeby zacząć nowe życie. Robić rzeczy, których wcześniej nie odważyłabym się robić oraz podrasować moją wytrwałość. Brzmi głupio? Możliwe. Jednak, czego człowiek nie zrobi, żeby wyrzucić z głowy niezręczne myśli, które nie pozwalają nam ruszyć na przód? Miałam dość zadręczania samej siebie pytaniami typu: "A co by było gdyby... gdybym pozwoliła się mu do siebie zbliżyć?". Przyjechałam do Londynu początkiem sierpnia. Zatrzymałam się w przestronnym mieszkaniu mojej starej znajomej, jeszcze ze szkolnych lat.  Załatwiłam formalności związane z przyjęciem na studia na jednej z pobliskich uczelni oraz znalazłam pracę. Miałam wolne weekendy oraz elastyczne godziny pracy, które mogłam dostosować do wykładów na uczelni. Moim szefem był wujek mojej współlokatorki, którego już miałam okazję poznać, jeszcze będąc dzieckiem. Doszłam do wniosku, że najwyższy czas zacząć żyć. Najwyższy czas otworzyć swoje serce dla nowego mężczyzny. Wczoraj na uczelni widziałam nieziemsko przystojnego blondyna o szmaragdowych oczach. Take połączenie się rzadko zdarza. Był na prawdę pociągający. Obiecałam sobie, że choćby nie wiem co, to spróbuję...
                    Studia nie wydają się być aż takie złe. To jeden z z etapów "dorosłości"... przynajmniej tak można to sobie tłumaczyć. Jak na razie nie jest źle. Nie mam zamiaru stać na drugim planie. Nie tym razem. Zmieniłam się dzięki NIEMU. Zrozumiałam, że muszę walczyć o swoje, bo inaczej WSZYSTKO stracę. Wczoraj większość ludzi mogło posmakować mojego gniewnego, zarozumiałego spojrzenia, które miało im dać do zrozumienia, że nie mają do czynienia z infantylną blondynką, tylko laską, która nie ma zamiaru ustępować pod żadnym pozorem.
                     Szłam dumnie korytarzem mierząc wzrokiem ludzi, którzy powinni wiedzieć, że nie dam się złamać. Na dobrą sprawę, nic mi nie zrobili, nawet nie wiem kim są. Zwyczajnie... uznałam, że powinnam ich ostrzec, że od niedawna jestem twarda. Czułam na sobie spojrzenia męskiej części zatłoczonego korytarza. Stałam się pewna siebie. To chyba dobrze?

Piosenka ♥

                   Ukradkiem, niby od niechcenia wypatrywałam w tłumie twarzy tajemniczego blondyna. Jest. Udało się. Zauważyłam go. Stał sam, oparty o parapet i zaczytany w swoje notatki z wczorajszego wykładu. Uznałam, że to doskonała okazja, żeby zagadać. Przystanęłam przy jakiś drzwiach, wzięłam głęboki wdech i już miałam ruszać w jego stronę, kiedy czyjeś silne ramiona wepchnęły mnie sprawnie i szybko przez owe drzwi do ciemnego pomieszczenia, jakim był składzik woźnego.

- Co jest do cholery?! - wykrzyczałam próbując się wyrwać. Dokoła panowały egipskie ciemności.
- Nie krzycz kochanie - usłyszałam dziwnie znajomy szept, który przyprawił mnie o przyjemną gęsią skórkę.
- Kochanie?! Wypuść mnie, bo jak nie to...
- To co? - zapytał owy głos. Nad nami rozbłysnęło się światło energooszczędnej żarówki. Teraz byłam w stanie dostrzec twarz tej osoby. Moje ciało przeszły miliardy raz lodowatych, a raz parzących dreszczy. Zakręciło mi się w głowie, a słowa ugrzęzły na dobre w gardle. "Ja śnię." - wyszeptałam do samej siebie po polsku.
- Nie mam pojęcia co to znaczy, ale mam nadzieję, że chciałaś przez to powiedzieć, że cieszysz się na mój widok. - zaśmiał się melodyjnie i przejechał dłonią wzdłuż mojego policzka.
- Zayn? - zapytałam, aby się upewnić. Strasznie się zmienił. Stracił na wadze, jego piękną twarz pokrył zarost, a ciało nowe tatuaże. - Zayn! - krzyknęłam i tracąc nad sobą kontrolę wpadłam w jego ramiona.
- Nawet nie wiesz jak bardzo tęskniłem. - uszczelnił nasz uścisk i pogładził mnie po włosach.
- Myślałam, że ...
- Że? - zapytał śmiejąc się wesoło.
- Nic, nieważne. - odparłam. Chciałam powiedzieć "Myślałam, że się już nie spotkamy", ale to wydało mi się głupie. Pięć minut temu byłam twarda, a teraz ponownie walczę, ze łzami gromadzącymi się w kącikach moich oczu. - Co ty tu robisz? - zapytałam nagle.
- Studiuję to co ty. Widziałem cię już wczoraj, ale zmyłaś się tak szybko, że nie zdążyłem cię złapać. - wyjaśnił.
- Zawsze lubiłeś dwuznaczne sytuacje, prawda? - roześmiałam się.
- Co masz na myśli? - zapytał nadal gładząc moje włosy.
- Ciasny składzik na miotły, zamiast spokojnej rozmowy na korytarzu... - wyjaśniłam. - Wiesz co oni sobie o nas musieli pomyśleć? - zapytałam.
- Pewnie, że uprawiamy dziki seks. - uniósł brew, a na jego twarzy pojawił się szelmowki uśmiech.
- Nie dbam o to. - wzruszyłam ramionami.
- O dziki seks? - przygryzł dolną wargę.
- Nie... o to, co sobie ktoś pomyśli. - pogładziłam jego zarośnięty policzek. Zarost przyjemnie podrapał moją dłoń.
- A Ty... co ty tu robisz? - zapytał nagle. - Co z ASP? - dodał po chwili.
-Zrezygnowałam. - odparłam. - Chodź, bo wykład się za moment zacznie. - chwyciłam jego dłoń i wyszliśmy oboje z ciasnego pomieszczenia.
- Pamiętaj, że siedzisz obok mnie. - wyszeptał do mojego ucha.
-  Innej opcji nawet nie biorę pod uwagę. - ścisnęłam mocniej jego dłoń, aby go o tym przekonać.

                     Oboje z Malikiem zajęliśmy dwa, przypadkowe miejsca. Usiedliśmy oboje obok jakiejś brunetki, która non stop na niego zerkała ukradkiem.
- Notujesz to? - zapytałam w trakcie wykładu.
- Po co? - zapytał.
- Może się przydać. - odparłam spisując w zeszycie słowa profesora.
- Od czego mam ciebie? - zapytał nagle kładąc dłoń na moim kolanie. Poczułam falę gorąca oblewającą moje ciało. - Pożyczysz mi swoje notatki w razie czego? Bo ja mam same bazgroły, których potem nie będę w stanie rozszyfrować. - uśmiechnął się słodko.
- Chętnie skarbie, ale ja piszę wszystko po polsku. - wzruszyłam ramionami. - Ale zawsze się coś wymyśli. - przygryzłam dolną wargę ponownie przystępując do notowania.
- Wspólna nauka? - wymruczał.
- Mhm.. - uśmiechnęłam się delikatnie.
- Zayn, ja Ci zawsze mogę pożyczyć notatek i.. możemy się też razem pouczyć. - odezwała się nagle owa brunetka, która jak się okazało, zna już się z Mulatem. Przyznam, że mnie zirytowała. Spojrzałam ukradkiem na Zayna, który dobierał w głowie właściwe słowa.
- Hej mała, mogłabyś się szanownie nie wtrącać do rozmowy, która nie dotyczy ciebie? - wyskoczyłam ni stąd ni zowąd mierząc ją wzrokiem. - Podsłuchiwanie nie sprawi, że staniesz się fajna. - dodałam ze "słodkim" uśmieszkiem. Zayn otworzył usta ze zdziwienia.
- Masz jakiś problem? - zapytała.
- Mam. Twoja cięta riposta jest równie powalająca jak twoja subtelność i urok osobisty - parsknęłam pustym śmiechem.
- Zayn, jak możesz gadać z taką jak ona? - zwróciła się do zaskoczonego naszą wymianą zdań chłopaka.
- Jeśli ci się coś nie podoba, to wyjdź. Nie mam zamiaru cię powstrzymywać. - odparłam posyłając jej zabójcze spojrzenie i splotłam palce moje i Zayna, co się mu najwyraźniej spodobało.
- Uwielbiam cię. - usłyszałam z jego ust, na co kąciki moich ust uniosły się na znak triumfu.
- Proszę państwa! - podniósł nagle ton głosu wykładowca - Grupy do projektu zostaną powieszone na tablicy informacyjnej, jednak pozwolę sobie jeszcze przytoczyć odpowiednio nazwiska osób przydzielonych do danego projektu. Podkreślam, że przyporządkowanie w grupy odbywało się w sposób losowy. Grupa pierwsza: Williams, Kendall, Mendola, Smith. Grupa druga: Marcy, Listing, Scott, Adams. Grupa trzecia: Taylor, Brown, Fisher, Gillis. Grupa czwarta: Evans, Valentine, Schwarz, Malik. - kiedy usłyszałam nasze nazwiska spojrzałam na Zayna porozumiewawczo. - Tematem każdej z prac jest: "Ludzkość u progu XXI wieku - moje spojrzenie na współczesność." Termin składania prac upływa za trzy dni. Należy się sprężyć. - powiedział i opuścił salę, co miało sugerować koniec na dzisiaj.
- Projekt? - zapytałam bez przekonania.
- Damy radę. - objął mnie ramieniem.
- Znasz tamte dwie osoby  którymi mamy współpracować? - zapytałam.
- Ze mną współpracujecie. - odezwała się ta sama brunetka.
- Zapowiada się ciekawie. - uniosłam lewą brew i uśmiechnęłam się cwaniacko. Niech no się tylko zbliży do Zayna...
- Cześć. Jestem Lucas. - powiedział ktoś stojący za moimi plecami.
- Siema. - kiwnął głową Mulat. Odwróciłam się za siebie i doznałam szoku. Był to nie kto inny, jak ten blondyn, który tak bardzo mnie kręcił.
- Hej. Jestem April. - odparłam natychmiast. - Miło cię poznać. - podałam mu dłoń, a on ją pocałował.
- Mnie również. - odparł z uśmiechem, co z ironią skomentował Zayn swoim ziewnięciem.
- Musimy się zastanowić kiedy i gdzie zabrać się za projekt. - zaczęłam.
- U mnie się nie da. - westchnął Lucas.
- U mnie też nie. Mój współlokator ma dzisiaj spotkanie biznesowe u siebie w mieszkaniu. - odezwał się Zayn.
- Hmmm.. a co z tobą? - spojrzałam z niechęcią na dziewczynę, która mnie lustrowała.
- Mieszkam w hotelu jak na razie. Ale zawsze możecie wpaść. - chwyciła Zayna pod ramię.
- Hotel w twoim przypadku jest zdecydowanie strzałem w dziesiątkę, jeśli wie o czym mówię. - posłałam jej jednoznaczny uśmiech.
- To może u ciebie? - zapytał Lucas. - Co ty na to? - objął mnie ramieniem.
- Może być. Moja współlokatorka wraca dopiero jutro, więc nie wiedzę żadnych przeszkód.
- To świetnie. - uśmiechnął się do mnie szeroko blondyn. - Podaj adres.
- Parker Street 23, nieopodal Parlamentu. Spokojnie traficie. - uśmiechnęłam się do niego.
- Okay, w takim razie do zobaczenia o... 18? Odpowiada ci?
- Tak. W sam raz. - kiwnęłam twierdząco głową.
- To do zobaczenia. - powiedział i odszedł.
- Ja też się już będę zbierać. - rzuciłam.
- Nie, poczekaj. - Zayn wyrwał się z uścisku tamtej flondry. - Dasz się zaprosić na gorącą czekoladę? Myślę, że mamy sobie sporo do powiedzenia...
- Nie mogłabym odmówić. - przygryzłam dolną wargę.
- Aaa... Wpadnij o 18! - zwrócił się do brunetki, która się nam przyglądała, po czym objął mnie w pasie i oboje ruszyliśmy w stronę wyjścia z sali.

Piosenka ♥

                  Przemierzaliśmy korytarz uczelni w milczeniu, kiedy już znaleźliśmy się na zewnątrz, z daleka dostrzegłam samochód Malika.
- Nie wierzę. Nadal go masz? - zapytałam śmieją się na samą myśl o naszej ostatniej przejażdżce tym gruchotem.
- Kocham tą małą. - powiedział również się śmiejąc. - Pamiętasz, jak nas złapała ulewa...?
- Pamiętam! Musieliśmy przenocować w hotelu. - zachichotałam.
- Noooo i zapomniałaś oczywiście dodać, że mój widok w opiętych, przemoczonych ciuchach cię podniecił do granic możliwości.
- Chciałbyś. - szturchnęłam go łokciem i wskoczyłam na przednie siedzenie.
- Znam świetną kawiarnię. - oznajmił i odpalił silnik kabrioletu.
                       Po jakiś 10 minutach przemieszczania się zakorkowaną ulicą znaleźliśmy się pod kawiarnią, o której wspomniał przedtem Zayn. Wysiedliśmy oboje z samochodu i udaliśmy się w stronę drwi wejściowych, w których Mulat mnie przepuścił. Zajęliśmy najlepsze miejsce w rogu sali, tuż przy oknie, gdzie nikt nam nie będzie przeszkadzać. Oczywiście, zanim usiadłam, chłopak odsunął mi krzesło, po czym je zasunął i usiadł naprzeciwko mnie.
- Jesteś taka piękna. - powiedział wpatrując się we mnie, co wywołało rumieńce na moich bladych policzkach.
- Nie zawstydzaj mnie. - odparłam przykładając dłonie do polików, aby zamaskować ich niezręczną czerwień.
- Lubię twoje rumieńce. Są sexy. - uśmiechnął się delikatnie i przywarł swoimi aksamitnymi dłońmi do moich dłoni i umieścił je na stoliku łącząc je w uścisku. Czerwień mojej twarzy była teraz widoczna w całej okazałości.
- Zmieniłeś się... - stwierdziłam.
- Co takiego się we mnie zmieniło? - zapytał.
- Z wyjątkiem oczu i uśmiechu... to wszystko. - uśmiechnęłam się delikatnie.
- Ty też wyglądasz zupełnie inaczej. - odwzajemnił moją mimikę. - Jesteś blondynką, zrobiłaś się... zadziorna.
- Faceci lubią blondynki. - odparłam. - Nie prawda. Jestem miła, jeśli mnie ktoś nie wkurzy. - sprostowałam.
- Przekonałem się  tym wielokrotnie. - zaśmiał się.
- Co robiłeś przez ten rok? - zapytałam, chcąc cokolwiek zrozumieć.
- Nic. Dosłownie nic. - odparł. - A ty?
- Ja też nic. - uśmiechnęłam się mimowolnie. Co miałam niby odpowiedzieć? Że beczałam jak nienormalna z tęsknoty? Że każdego dnia o nim myślałam? Że czekałam na jakikolwiek znak z jego strony? Jeszcze czego?!
- Co podać? - zapytał kelner, który podszedł do naszego stolika.
- Dwa razy gorącą czekoladę z podwójną bitą śmietaną. - zamówił Malik.
- Do 5 minut będzie gotowa. - oznajmił i zniknął.


***Zayn***

                       Zobaczyłem ją rano i w mojej głowie narodził się bezmyślny pomysł... szybka akcja... wepchnięcie jej do schowka na miotły. Mało romantyczne, prawda? No cóż, wyszedłem z wprawy. Bałem się stanąć z nią twarzą w twarz. Nie wiedziałem jak zareaguje na mój widok, co powie, co zrobi, czy nie da mi w twarz na dzień dobry. Nie dała. Wręcz przeciwnie, wpadła w moje ramiona. Na nowo poczułem jej zapach, dotyk na skórze, poczułem pod opuszkami palców jej delikatne włosy. Poczułem, że żyję. Uświadomiłem sobie w tamtym momencie, jak bardzo tak na prawdę za nią tęskniłem. Może jestem naiwny, ale wierzę, że to nie przypadek, że jesteśmy tutaj oboje. To przeznaczenie. Musimy być razem. Nie zrezygnuję z niej. Może się wzbraniać ile tylko chce. Ja dam z siebie wszystko, żeby jej udowodnić, że ją kocham i że myślę o niej całkiem poważnie. Ona tym razem nie odejdzie, ani ja nie odejdę. Nie puszczę jej nigdzie beze mnie.
                       Jest o mnie zazdrosna. To oczywiste. Inaczej nie "zgnoiłaby" tej całej Emily. Moje kochanie... tęskniła za mną. Zależy jej! ZALEŻY JEJ!!! Ja to wiem. To się czuje. Nie podoba mi się ten cały chłopak. Lucas... co to w ogóle za imię? Jak z taniego komiksu. Jeżeli wydaje się mu, że pozwolę się mu do niej zbliżyć, to jest kretynem.
                      Ach... jaka ona jest piękna. Jej spojrzenie, sposób w jaki przygryza wargę, słodki uśmiech, sposób w jaki się śmieje, jej dołeczek w lewym policzku... Wszystko takie perfekcyjne. Ciężko jest mi się przyzwyczaić do jej nowego koloru włosów. Chyba wolałem stary, jednak w tym jest równie piękna. Zawstydziłem ją. Dobrze, taki własnie miałem plan. Nie chcę, żeby jacyś obcy ludzie robili z nami projekt. Sami damy sobie doskonale poradzimy. Mamy wiele do nadrobienia. Gdyby tylko wiedziała, co ja przeżywałem przez ostatni rok, od dnia jej wyjazdu, aż do momentu przyjazdu tutaj....
Nie zaprosiłem jej ot tak na czekoladę. Zaplanowałem ten wypad. Dzisiaj jest szczególny dzień.
Kiedy zauważyłem, że kelner niesie nasze zamówienie, zacząłem nerwowo szukać po kieszeni tego, co tam rano wpakowałem z myślą o niej. Znalazłem. Kelner postawił na naszym stoliku dwa kubki z gorącą czekoladą. Uśmiechnąłem się sam do siebie i wbiłem do jej bitej śmietany unoszącej się na czekoladzie małą, różową świeczkę, którą następnie podpaliłem.



- Dzisiaj jest szczególny dzień. Nie myśl, że zapomniałem. Wszystkiego najlepszego kochanie. Życzę ci, żebyś spełniła swoje najskrytsze marzenia, była szczęśliwa, pełna energii, wad, które tak w tobie uwielbiam oraz, żebyś zawsze miała miejsce w swoim serduszku dla mnie. - powiedziałem trzymając jej dłoń. Na jej twarz wdarł się słodki, speszony, zaskoczony, radosny uśmiech. - Pomyśl życzenie. - wyszeptałem, a ona zamknęła oczy, po czym po kilku sekundach je otworzyła i ostrożnie zgasiła świeczkę.
- Dziękuję, że pamiętałeś. - powiedziała cała w skowronkach.
- Jak mógłbym zapomnieć? Głupio mi tylko, że nie mam dla ciebie nic więcej. - westchnąłem.
- Nie. Jest idealnie. - pochyliła się nad stolikiem i skradła mi całusa w policzek.
- Teraz to ja się zarumienię. - zaśmiałem się melodyjnie.
- Powiesz mi, co cię przywiało do Londynu? - zapytała nagle upijając czekoladę.
- Impuls. Chyba po prostu wyczułem tutaj twoją obecność. - puściłem jej oczko.
                       Rozmawialiśmy tak jeszcze dobrą godzinę, opowiadaliśmy sobie, co się zmieniło w naszym życiu przez ten ostatni rok oraz wspominaliśmy minione wakacje. Wszystko powróciło ze zdwojoną siłą. Miłość, którą czułem nieustannie od dnia pierwszego spotkania, aż do teraz, zaczęła rosnąć w sile.


Piosenka ♥

                       Po pogawędkach w kawiarni udaliśmy się do jej obecnego mieszkania. Było dość przestronne nowoczesne i luksusowe. Podobno należało do jej przyjaciółki.
- Twoją znajomą stać na takie coś? - zapytałem zdejmując katanę, którą następnie odwiesiłem na jednym z wieszaków przy wejściu.
- Jej rodziców. - sprostowała z uśmiechem - Rozgość się. - dodała.
                       April udała się do kuchni, gdzie szukała czegoś słodkiego, aby poczęstować ludzi, którzy za moment mieli się tu zjawić. Uśmiechnąłem się sam do siebie słysząc jak nuci coś pod nosem krzątając się po kuchni.  Gdy przechodziła obok mnie chwyciłem ją zdecydowanym ruchem i przywarłem ją plecami do białej, chłodnej ściany. Nie natrafiłem na żaden opór z jej strony, wręcz przeciwnie, zaśmiała się melodyjnie i pogładziła mnie po karku.
- Nic się nie zmieniłeś. - wyszeptała patrząc w moje oczy.
- To chyba dobrze, bo z tego co pamiętam zawsze lubiłaś, kiedy cię dotykałem. - odparłem wsuwając jedną z dłoni pod materiał jej bluzki.
- Nie przypominam sobie. - wzruszyła ramionami.
- Ale za to ja pamiętam, jak zawsze szukałaś mojego dotyku. - zaśmiałem się cicho.
- To ty mnie zawsze obłapiałeś kochanie, więc nie musiałam go szukać. - rzuciła i odepchnęła mnie od siebie ruszając w stronę drzwi, na które właśnie ktoś pukał.
Oparłem się o blat kuchenny i głośno westchnąłem chcąc dojść do siebie.
- Cześć. Świetnie, że już jesteś. - usłyszałem jak się z kimś wita.
- Jest ktoś jeszcze, czy będziemy mieć chwilkę dla siebie, żeby się lepiej poznać? - dobiegł mnie męski głos. To był ten cały Lucas. "Ja ci dam gnoju się z nią lepiej poznać!" pomyślałem.
- Jest Zayn. - odparła.
- Twój chłopak? - zapytał chcą się zapewne upewnić.
- Nie, nie mam chłopaka. Zayn to tylko stary znajomy. Nic więcej. - odparła zapraszając go w głąb mieszkania.
                       Znajomy? Znajomy?! Do cholery! Jestem tylko jakimś tam znajomym?! Nie chciałem tego słyszeć. Te słowa mnie zabolały. Poczułem się... odepchnięty i bez znaczenia. Jak to możliwe, że ona nie pamięta ile nas kiedyś łączyło i ile jeszcze nas łączy? Przecież... Zawiodłem się na niej.
Siedząc z nimi w salonie, bacznie obserwowałem ich flirt. Gdyby mnie tu nie było, pewnie już teraz wylądowaliby w sypialni. Podobnie było z Billem. Była wtedy gotowa iść na całość. Kto wie, czy tego nie zrobiła? Szmata!
W mieszkaniu rozległo się ponowne pukanie do drzwi.
- Pójdę otworzyć. - rzuciła April i ruszyła w stronę drzwi wejściowych. Ja podążyłem za nią.
- Hej. - powiedziała stojąca za nimi Emily.
- Wchodź. - rzuciła od niechcenia blondynka.
- Jakaś ty miła. - przekręciła oczami brunetka i przywitała się ze mną.
- Dzięki. - April zaśmiała się szyderczo i wróciła do swojego blondyna.
- To zabieramy się za ten projekt? - zapytałem opierając się bokiem o ścianę.
- Ok. To jaki mieliśmy temat? - zapytała Emily.
- Trzeba było słuchać profesora, a nie cudzych rozmów. - zgasiła ją blondynka.
- Możesz w końcu dać jej spokój?! - wkurzyłem się i zwróciłem jej uwagę. Nie spodobało się to April, gdyż obdarowała mnie złowrogim spojrzeniem.
- Dziękuję słodziaku. - odezwała się Emily i pocałowała mój policzek. April zmierzyła nas oboje wzrokiem, była wściekła.
- To robimy ten projekt, czy nie? - zapytała nagle opierając głowę na ramieniu Lucasa, a ten ją objął. Zaraz... kto mu pozwolił objąć MOJĄ dziewczynę?
- Tematem było "Ludzkość w XXI wieku - moje spojrzenie na współczesność." - wtrącił się blondyn.
- Powinniśmy to pisać ogólnie... czy każdy w swoim imieniu?
 - Dobra, ja bym to widział tak, że...
- Nie pytałem cię, jakbyś ty to widział. - syknąłem.
- Daj mu skończyć Zayn! - zirytowała się April.
- Podzielmy się. Ja będę z April, a wy razem i w parach coś napiszemy, a potem skleimy w całość. - zaproponował.
- Mi odpowiada! - wyskoczyła Emily.
- W to nie wątpię. - odezwała się ponownie April unosząc brew. Pociągnęła Lucasa za sobą w stonę jakiegoś pokoju. Oczywiście, nie zapomniała zamknąć drzwi za sobą, a ja zamiast skupiać się nad projektem, zastanawiałem się, co dzieje się za ścianą. Po około godzinie wyszli oboje z pokoju z jakimiś zapisami.



- Macie już coś? - zapytała blondynka patrząc na mnie.
- Mamy. - oznajmiłem. - A wy?
- My już chyba skończyliśmy swoją część. - odparła.
- To świetnie. - uśmiechnąłem się do niej, jednak ona to zignorowała. Była nadal zła.
- To może złóżmy to do kupy? - zaproponowała Emily.
- Wow! Że nikt na to jeszcze nie wpadł. - odparła April z wyczuwalnym sarkazmem przewracając przy tym oczami.
                      Po chwili usiedliśmy wszyscy razem przy niskiej ławie w salonie i przedstawiliśmy nasze materiały, które udało nam się zgromadzić. Wybraliśmy z nich najcenniejsze informacje i ostatecznie skończyliśmy projekt zamieszczając w nim treściwe, przejrzyste i adekwatne do tematu pracy informacje. Emily niechętnie opuściła mieszkanie April. Proponowała mi, żebyśmy jeszcze gdzieś razem poszli, tylko we dwoje, jednak zmuszony byłem odmówić. Nie zostawię razem April i Lucasa. Tylko ja mam prawo z nią przebywać sam na sam. Jest naiwny skoro uważa, że tak zwyczajnie dam mu się do niej zbliżyć. Jeszcze czego? Wygląda na to, że romantyczne uniesienia z April w roli głównej ominą go dzisiejszego wieczora. Chłopak zmył się półgodziny po Emily zostawiając April swój numer telefonu i tym samym prosząc o numer do niej. Obiecała, że do niego napisze. Po co?


***April***

Piosenka ♥

                    Ucieszyłam się, kiedy Emily oraz Lucas wyszli. Ta laska działa mi na nerwy jak mało kto, a Zayn jeszcze bierze jej stronę. Mogłam się tego po nim spodziewać. Jak widzi ładną panienkę, to głupieje. Lucas dał mi swój numer. Pochlebia mi to, jednak nie jestem pewna, czy z niego skorzystam, mimo to, że bardzo mi się podoba. Jednak... kogo ja oszukuję? Nie jest Zaynem. Nawet jeśli byłby najseksowniejszym facetem na świecie, to nadal nie byłby Zaynem.
                    Udałam się do mojego pokoju, żeby podłączyć telefon do ładowarki, gdyż był już na wyczerpaniu.
- Po co Ci jego numer? - usłyszałam za sobą głos Malika.
- Może się przydać. - wzruszyłam ramionami.
- Masz zamiar się z nim umówić? - ciągnął temat.
- Niewykluczone. - obdarowałam go spojrzeniem odwracając się przodem do niego.
- Słyszałem waszą rozmowę. - zaznaczył.
- Jaką?
- Nazwałaś mnie zwykłym, starym znajomym. Rok temu byłem przyjacielem. - dodał.
- Tak, ale w ciągu tego roku straciłeś to miano. - odparłam patrząc w jego oczy.
- Dlaczego?
- To się jeszcze pytasz? Przez ponad rok nie byłeś łaskaw do mnie zadzwonić, napisać, czy chociaż zapytać się Matta jak się mam. Kompletnie mnie olałeś, a teraz zjawiasz się tu i oczekujesz, że wszystko będzie tak jak w tamte wakacje?! - wybuchnęłam.
- A nie pomyślałaś o tym, że może nie miałem odwagi się do ciebie odezwać? Że zwyczajnie się bałem co od ciebie usłyszę?! Z resztą ty też miałaś mój numer!
- Dlaczego to niby ja miałam do ciebie pierwsza zadzwonić? - zapytałam. - Chciałam wiedzieć, czy ci na mnie zależy i się dowiedziałam. Codziennie czekałam na chociaż jednego pieprzonego smsa, Zayn!
- I co miałem ci w nim napisać? "Hej tu Zayn. Nie wiem, czy mnie jeszcze pamiętasz, ale chciałem ci powiedzieć że zajebiście za tobą tęsknię bo cię kocham"?!
- Tyle wystarczyłoby, żeby mnie na nowo ściągnąć do Bradford.
- Teraz tak mówisz! - bronił się.
- Zdziwiłbyś się! Nie chciałam wyjeżdżać! Chciałam, żebyś mnie powstrzymał, a ty nie zrobiłeś nic! - Po moich policzkach zaczęły spływać łzy, nad którymi nie miałam żadnej kontroli. - Potraktowałeś mnie jak jedną ze swoich dziwek, a teraz oczekujesz, że nazwę cię swoim przyjacielem.
- Dziewczyno! Straciłem rok życia na zastanawianiu się, czy jesteś szczęśliwa, czy masz kogoś, czy o mnie jeszcze pamiętasz! Nie waż się mówić, że nie zrobiłem nic. Chciałem ci wtedy wszystko powiedzieć, ale nie zdążyłem. - spod jego powiek wypłynęła mała łza, która uprawniła pozostałe, do spłynięcia wzdłuż jego policzków. - Nie nazywaj faceta, który cię kocha całym sercem zwykłym znajomym. - jego głos opadł w sile i zadrżał.
- Kocha? Gdzie byłeś, kiedy ja wypłakiwałam nocami oczy myśląc o tobie?!
- Robiłem to samo...
- Zbyt dużo po tobie wtedy oczekiwałam. Chciałam, żebyś był ze mną szczery i traktował mnie jak kobietę swojego życia, a nie wakacyjny romans, do którego nawet nie doszło! - wykrzyczałam prosto w jego twarz. - Jesteś... - nie pozwolił mi dokończyć, gdyż ujął moją twarz w swoje dłonie i niespodziewanie, namiętnie złączył nasze wargi.


                    Nie mam pojęcia jak długo trwał nasz pocałunek. Odniosłam wrażenie, jakby czas stanął w miejscu. Czułam się jak pod wpływem najlepszego narkotyku. Moje ciało płonęło, a wargi domagały się więcej. Wielokrotnie wyobrażałam sobie moment naszego pocałunku, ale to... przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania. Byłam najszczęśliwszą kobietą na ziemi.
- Nadal jestem tylko zwykłym znajomym? - wyszeptał mając nadal przytwierdzone wargi do moich.
- Nie. - odparłam i musnęłam je czule. - Kocham cię Zayn. - wyznałam, na co on się uśmiechnął i ponownie złączył nasze wargi.
- Od zawsze o tym wiedziałem. - usłyszałam.




                    Było mi tak dobrze. Zachłannie całowałam jego usta, jakby miał to być nasz ostatni pocałunek. Opuszkami palców wdarłam się pod jego bluzkę, którą powoli zaczęłam unosić w górę. Chciałam się jej pozbyć. On zsunął dłonie na mój tyłek i mocno je ścisnął. Pod wpływem jego dotyku jęknęłam prosto w jego usta, co wywołało u niego uśmiech, który poczułam podczas pocałunku. Zerwałam z niego białą podkoszulkę i zaczęłam błądzić dłońmi po jego nagim torsie oraz plecach. Zayn całował moją szyję doprowadzając mnie do przyjemnej gęsiej skórki. Zwinnymi dłońmi odpięłam guzik jego spodni, a on zsunął ramiączka sukienki z moich ramion, przez co opadła do moich kostek. Stałam przed nim w samej bieliźnie. Ostrożnie położył mnie na łóżku schodząc z pocałunkami na dekolt.


- Zayn, ja jeszcze nigdy... - wyszeptałam.
- Boisz się? - zapytał patrząc w moje oczy.
- Nie. - kiwnęłam przecząco głową. - Chcę tego. Chcę ciebie. - dodałam i przysunęłam go bliżej.



 ***Zayn***

                      W końcu wyznałem jej to, z czym kryłem się od ponad roku. Wyobrażałem sobie to inaczej... w nieco bardziej romantycznych warunkach, ale i tak wyszło perfekcyjnie. Perfekcyjnie, bo ona też powiedziała, że mnie kocha. Cieszę się, że odważyłem się jej powiedzieć, a raczej wykrzyczeć, co czuję i pocałować ją. Powinienem był zrobić to już dawno temu. Oszczędziłbym nam obojgu niepotrzebnej rozłąki i cierpień. Kiedy zaczęła błądzić dłońmi po moich plecach, straciłem nad sobą kontrolę. Oboje ją straciliśmy. Sprawiła, że jestem najszczęśliwszym człowiek na ziemi. Kocham ją i w końcu mogę jej to wyznawać aż do znudzenia. Kocham ją!
- Pamiętasz, jak siedzieliśmy kiedyś na dachu i zobaczyliśmy spadająca gwiazdę? - zapytałem gładząc jej ramię. Leżała wtulona we mnie muskając wargami mój tors.
- O czym wtedy pomyślałeś? - zapytała parząc w moje oczy.
- O tym, żebyś dała mi się pocałować. - odparłem. - A ty?
- Żebyś mnie pokochał. - wyznała.
- Stało się. - uśmiechnąłem się szeroko i nachyliłem się nad nią, żeby ją namiętnie pocałować.
- Zayn...  nie mogliśmy tak od razu? - zapytała nagle.
- Jak?- przejechałem dłonią wzdłuż jej nagich pleców co przywołało u niej dreszcz.
- Tak... normalnie... Wiesz... Bez tych wszystkich kłótni i podchodów.
- Chciałem tak, ale mi nie powalałaś. - odparłem.
- Bałam się, że jestem jedną z tamtych dziewczyn z którymi się zadawałeś.
- Nigdy nie byłaś. - zapewniłem ją.
- Teraz już wiem. - uśmiechnęła się słodko i musnęła moje wargi. - Uzależnię się od tego... - westchnęła.
- Od seksu ze mną? - zaśmiałem się.
- Od całowania cię... chociaż od seksu... możliwe. - zachichotała gładząc mój zarośnięty policzek swoją delikatną dłonią.
- Ja ciebie też. - rzekłem bawiąc się jej włosami.
- Co ty mnie też? - zapytała.
- No wiesz... - zamruczałem.
- Nie wiem...
- Kocham cię! - krzyknąłem i chwytając ją mocno w pasie rzuciłem na druga połówkę łóżka i przywarłem ją ciężarem swojego ciała do materaca. Zacząłem ją na nowo całować.
                      Rano przygotowałem jej pyszne śniadanie do łóżka. Zjedliśmy je oboje. Mieliśmy jeszcze jakoś 2 godziny, żeby pojechać na uczelnię. April rozleniwiona wstała z łóżka, zawinęła się prześcieradłem i udała się do łazienki wziąć prysznic i ogarnąć się przed wyjściem. Czekałem na nią chyba godzinę. "Muszę zacząć się do tego przyzwyczajać" - powiedziałem sam do siebie włączając telewizor. Ta myśl wywołała uśmiech na mojej twarzy. Leciała właśnie jakaś telenowela. Nie lubiłem ich, więc zacząłem skakać po wszystkich kanałach. Kiedy znalazłem już coś, co mogłoby mnie zaciekawić, poczułem delikatne dłonie, które znalazły swoje miejsce na moich barkach.
- Jesteś już gotowy? - zapytała aksamitnym głosem i musnęła płatek mojego ucha.
- Tak, ale musimy jeszcze skoczyć do mnie, bo muszę zmienić ciuchy. Dobrze? - zapytałem sadzając ją na swoich kolanach.
- Dobrze. - wyszeptała i wstała ciągnąc mnie za dłoń w stronę wyjścia.
- April?
- Tak? - zapytała wsuwając na nogi szpilki.
- Ile razy w zeszłe wakacje miałaś niegrzeczne myśli ze mną w roli głównej? - zapytałem opierając się o drzwi.
- Jesteś głupi. - przekręciła oczami i roześmiała się.

                       Tak jak zaplanowałem udaliśmy się do mnie, a raczej do Harrego. Drzwi wejściowe były otwarte, co miało oznaczać, że właściciel mieszkania jest w środku. Przepuściłem moją kobietę w drzwiach i zamknąłem za nami drzwi.



- No jesteś w końcu! - usłyszałem zachrypnięty głos Harrego. - Myślałem, że wylądowałeś na komendzie czy gdzieś. - dodał wchodząc ze swojego pokoju. - Oooo... a to niespodzianka. - uśmiechnął się zalotnie widząc April, która trzymała moją dłoń. - Ty pewnie jesteś April - zaczął. - Zayn mi tyle o tobie opowiadał. Jestem Harry.
- Lena, to znaczy April. - wyciągnęła w jego kierunku swoją dłoń, a on ją musnął swoimi wargami. Zawsze wiedział jak się obchodzić z dziewczynami. One go uwielbiały i wiedział jak to wykorzystać. Jest większym kobieciarzem niż ja kiedyś. Nie szuka stabilnego związku. W głowie ma same flirty i niezobowiązujące randki, które zawsze kończą się w pobliskich hotelach. Cały Harry. Mimo to, ma też kilka zalet.
- Wpadłem, żeby się przebrać, bo musimy jechać na uczelnię. - wyjaśniłem i pociągnąłem April za dłoń w stronę swojego pokoju.
- Przytulnie tu. - uśmiechnęła się promiennie siadając na skraju łóżka.
- Zaraz wracam kochanie. - musnąłem jej wargi i trzymając w rękach ubrania, które przed momentem wygrzebałem ze szafy, wyszedłem z pokoju kierując się w stronę łazienki.
- Pssst. - wyszeptał Harry.
- Co? - zapytałem idą w jego stronę.
- I jak? Nie było cię całą noc.
- Powiedziałem jej wszystko i ona też mnie kocha. - odparłem z samozachwytem.
- Jestem z ciebie dumny stary. - ucieszył się Styles.
- Zrobiliście to? - zafalował brwiami.
- Nie rozpędzaj się. - skarciłem go spojrzeniem i podszedłem do drzwi do łazienki, odwróciłem się za siebie i kiwnąłem w jego stronę twierdząco głową, co miało znaczyć "TAK". Styles klasnął w dłonie.


***April***

Piosenka ♥

                           Kiedy Zayn zmienił ciuchy, wyszliśmy z jego mieszkania i wsiadając do czerwonego kabrioletu ruszyliśmy z piskiem opon w stronę uczelni. Dzisiaj przejazd przez miasto nie było utrudniony żadnymi korkami, więc zajechaliśmy w mgnieniu oka. Trzymając się za dłonie przemierzaliśmy zatłoczony korytarz, gdzie zazdrosne oczy męskiej widowni skierowane były na mnie, a damskiej na Zyna. Wygląda na to, że jesteśmy najgorętszą parą tutaj. Nie ukrywam, że ta myślę mnie rozbawiła. Stanęliśmy razem z Zaynem przy innych osobach z naszej grupy i wdaliśmy się w luźną dyskusję. Jak się okazało, są to mili i zabawni ludzie. Lucas patrzył na mnie z dezorientacją, a ja próbowałam unikać kontaktu wzrokowego z nim. Brakowało jeszcze tej flondry. Nie na długo nacieszyłam się jej nieobecnością, gdyż już po pięciu minutach przyszła i oczywiście pierwszą osobą z którą się przywitała, był Zayn. Pocałowała go w policzek! Kipiałam ze złości. Malik to zauważył i przeciągnął mnie do siebie od tyłu. Stałam przytwierdzona plecami do jego klatki piersiowej.
- Ale to i tak ciebie kocham. - wyszeptał do mojego ucha i oplótł mnie mocno swoimi silnymi ramionami.
                         Emily zmierzyła mnie wzrokiem, a ja posłałam jej triumfalny uśmiech. Żeby jej dać do zrozumienia, że Zayn ma już dziewczynę, ujęłam jego twarz w dłonie i pocałowałam go, co on odwzajemnił. Emily uciekła do toalety. Nie przejęłam się. Nie obchodziło mnie to, co ona czuje. Nie mam zamiaru jej odstąpić mojego chłopaka. Po chwili odsunęłam się od Zayna i powiedziałam, żeby na mnie czekał, gdyż idę do toalety.
                         Kiedy przekroczyłam próg, obaczyłam jak Emily poprawia sobie makijaż przeglądając się w jednym z luster.
- Cześć. - zaczęłam.
- Czego chcesz? - zapytała.
- Zostaw w spokoju mojego faceta. Jasne? - zapytałam zakładając rękę za rękę.
- Jak będzie mi się chciało. - wzruszyła ramionami.
- Niech ci się lepiej zachce. Zayn to mój chłopka i nie mam zamiaru się nim z tobą dzielić.
- Może nie będzie takiej potrzeby? - zachichotała - Kiedy sam od ciebie odejdzie...
- Ma mnie niby zostawić dla ciebie? - uniosłam lewą brew.
- Wiesz jacy są mężczyźni. Wszystko się może zdarzyć. - rzuciła jakby od niechcenia i wyszła.
                       Była górą. W kącikach moich oczu zaczęły się gromadzić łzy. Czy Zayn na prawdę mógłby mnie dla niej zostawić? "Nie! Nie! Nie! Zayn kocha MNIE, nie poleci na taką jak ona. Ufam mu i jestem gotowa o niego walczyć." powiedziałam do samej siebie w myślach. Wyszłam z toalety. Na korytarzu było już pusto. Wykłady się zaczęły. Zayn stał oparty plecami o filar czekając na mnie. Kiedy mnie ujrzał uśmiechnął się radośnie i rozłożył ramiona. To sprawiło, że humor mi się poprawił. Kocham tego dupka. Nawet nie wie jak mocno go kocham.
- Wchodzimy? - zapytałam tonąc w jego objęciu.
- Może... chodźmy gdzieś? - zaproponował muskając moje usta i chwytając mnie za tyłek.
- Wiem co ci chodzi po głowie. - zaśmiałam się. - Chodź, musimy zaliczyć wykład. - podałam mu dłoń, a on z naburmuszoną miną ruszył za mną.
- Po wykładzie już mi się nie wywiniesz. - wyszeptał do mojego ucha naciskając klamkę drzwi i przepuszczając mnie w progu. Oboje skradliśmy się niezauważeni do ostatniej ławki. Poczułam, że telefon, który trzymałam w kieszeni spodni wibruje, wyjęłam go i spojrzałam na wyświetlacz: "Wiadomość od: LUCAS". Zasłoniłam ekran dłonią, tak aby Zayn nie zauważył i odczytałam smsa "I tak będziesz moja xx" Moja reakcja? "CO???????!!!!!"


Długo musieliście czekać na 12-stą część :) Trochę się rozpisałam... Nie zrobiłam +18, bo nie chcę Was gorszyć zboczuchy Wy moje ♥ ♥ ♥. Mam nadzieję, że w końcu akcja toczy się po Waszej myśli ;)
6 kom = kolejny rozdział ♥